Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Autentyki - CDXXXIII - Parapetówa z podwózką

48 801  
219   11  
Dziś o dwóch podwózkach, rozwiązywaniu krzyżówki, nazwisku Grzegorza oraz o sporym kieliszku na wino.

ROWEROWE PRZYGODY


Pech, jak to zazwyczaj bywa, dopada nas niespodziewanie. Na szczęście czasem znajdą się dobre dusze, które pomogą nam złagodzić efekt czarnego kota czy też wręcz spowodować, iż efekt ów zostanie zniwelowany. Choć z drugiej strony efekty takiej pomocy mogą mieć nieobliczalne skutki.

Oto rowerzysta. Wracający do domu z uśmiechem na ustach, żwawo pedałujący, radosny, bo to i słoneczko świeci, i ptaszki ćwierkają, i lekki zefirek powiewa. I kiedy do przepedałowania zostaje raptem kilka kilometrów, dopada go pech. Łańcuch pęka, rower się zatrzymuje a z ust rowerzysty padają słowa zupełnie nieadekwatne do cytując klasyka jakże pięknych okoliczności przyrody.

Ale nagle perspektywa prowadzenia roweru przez kilka kilometrów staje się nieaktualna, bo na horyzoncie pojawia się samochód. Nie byle jaki to samochód, bo za kierownicą siedzi kumpel. A kumpel, jak to kumpel, w biedzie nie opuści.

No i zabrali się razem. Ponieważ samochód mały, kierowca jedzie wolniutko, a pechowy rowerzysta, opuściwszy szybę, prawą ręką trzyma kierownicę roweru i prowadzi go obok samochodu. Pojazd się toczy, muzyka umc umc umc poraża swym przesłaniem i inteligentnym tekstem całą wieś.
I tak sobie jadą. Dom coraz bliżej, jeszcze tylko jeden zakręt, jeszcze tylko kilka domów. O, sąsiad przed bramą. Leniwie wyciąga rękę, witając się. Pechowy rowerzysta odwzajemnia gest, unosząc dłoń w geście pozdrowienia.

Tę, w której trzymał rower.

Rezultat? Rower, wpadłszy pod koła, uległ nieodwracalnym zniszczeniom. A i tłumik w samochodzie uprzejmego kolegi był do wymiany.

A czarny kot, wygrzewający się w słońcu na poboczu i oglądający tę scenę, nawet się uśmiechnął złośliwie.

by centi

* * * * *

PODPOWIEDZIAŁ W KRZYŻÓWCE

Żona rozwiązuje krzyżówkę i zadaje mi pytanie, na które odpowiedź jest oczywista.
- Ryszard, skazany na blusa - na sześć liter.
- Lubicz! - odpowiadam.

by brogman

* * * * *

ZDROWIE I RYSUNKI

Dzisiaj, wraz z dziewczynami, przeprowadzałyśmy w klasach 1 - 3 lekcję o zdrowiu. Mówiłyśmy im, że zdrowie, to ruch, zdrowe odżywianie a także dbanie o higienę. Gadu - gadu, pomachanie rączkami, aż w końcu padła propozycja, żeby dzieci narysowały na kartkach, z czym kojarzy im się zdrowie. Jak wiadomo, dzieci są podatne na wszelkiego typu sugestie, także od razu zaroiło się od serduszek, warzywek i rowerków.
Karolina przechadza się po klasie i zagląda w te nieszczęsne karteczki, aż nagle dobiega ją z tyłu głos: "Psze pani, skończyłem!", więc podchodzi do chłopca i zabiera kartkę. Zachwycona rzece:
- Łooooł, ale fajne sanki! Czy to papryka? Nie, sanki... Fajne.
- Psze pani, ale to jest wanna...

by hrabinadesroutoutou

* * * * *

DOWIEDZIAŁ SIĘ?

Dzwoni do mnie kolega Ryszard:
- Agwa, jak Grzesiu ma na nazwisko?
- Jaki Grzesiu?
- No ten no, Kowalski, jak on się nazywa?
- Rysiu, czy Ty pytasz mnie o to jak Grzesiu Kowalski się nazywa?
- No tak, bo za cholerę nie mogę sobie przypomnieć jego nazwiska.
- (długa cisza z mojej strony) Rysiu...
- Ku*wa! Sorki, paaaaa.

by AgwazGG


* * * * *

ZAPALAŁ ŚWIATŁO


Czas: przeszły, ale nie za bardzo.
Miejsce: dom mamusi/teściowej.
Scenografia: ciemno jak dla czopka, mały pokój z łóżkiem przystawionym do ściany, obok łóżka po wolnej stronie szafeczka z lampką.
Bohaterowie: szwagierka Monika + ośmiomiesięczny brzuszek, szwagier Marek - bez brzuszka, ale i tak duży chłop.
Akcja: Monika, jak każdej przyzwoitej kobiecie oczekującej potomstwa przystaje, budzi się po raz któryś tam tej nocy. Oczywiście za potrzebą. Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, nijak idzie przeturlać się przez małżonka. Wyjścia ni ma. Trza światło zapalić - czytaj: słodką połowę obudzić.
- Marek... Marek, obudź się... zapal mi światło...
- Hrrrr... frrrr.... hemhem... hrrr....
- Marek... MAREK! Proszę cię, zapal mi światło!
- Eh? Co jest? Co się dzieje?!
- Marek, to ja, zapal mi lampkę, bo nic nie widzę!
- Oj dobra, dobra, już zapalam... hrrrrr... hrrrr....
- Marek, nie śpij, zapal mi światło!
- KLIK!

...zabrzmiało barytonowo kliknięcie mojego szwagra... Szwagierka się nie przyznaje, ale podejrzewam, że łazienka nie była jej już wtedy potrzebna...

by oiko

* * * * *

A teraz chwila przerwy na stare dobre czasy, czyli wspominki sprzed 300 odcinków. Tak, to się działo prawie 6 lat temu.

NAJWAŻNIEJSZE, ŻEBY NIE BYŁO BADYLI...

A więc rozumiesz. Cała tajemnica tkwi w tym żeby nie było żadnych badyli - rzekł szwagier dokładnie przeczesując teren, na którym miał stanąć namiot i odrzucając pomniejsze gałązki.
No cóż, u ciotki na podwórku badyle były towarem deficytowym, jednak dokładnym trzeba być, tym bardziej mając na uwadze wieczór bez rozwrzeszczanej gromadki siostrzeńców silnie podnieconych już samą myślą spędzenia nocy w namiocie.
Świeżo w pamięci miałem poranną wycieczkę do sklepu, podczas której jeden z powyższych osobników lat 7 zadał mi następujące pytanie:
- Wujek a co to są Forsale?
Przed oczyma stanęły mi wszelkie odmiany morświnów, morsów i innych kaszalotów. Dopiero w drodze powrotnej dręczony coraz bardziej napastliwymi pytaniami, dostrzegłem przy drodze tablicę:
"Do sprzedania... FOR SALE"
Małe bestyje...
Namiot stanął, lecz zamiast radości, rozległ się krzyk dzieciaków nasycony trwogą, gniewem i pretensją.
Sprawdziliśmy z Marcinem linki, tropik, śledzie - wszystko git. Krzyk narastał, zwiastując zbliżający się Armageddon, gdy rozległ się głos ciotki:
- Co tu się dzieje?
- Mama, bo oni namiot na grobie naszej papużki rozbili i krzyżyk wyrwali...
No tak... Najważniejsze, to żeby nie było badyli...

by stalko

* * * * *

JEŻYK LUBI MLECZKO

Impreza znajomych moich rodziców. Alkohol się leje mniej lub bardziej. Znajomi zygzaczą do domu nocą ciemną i późną. A tu na progu siedzi jeżyk.
- Trzeba dać jeżykowi mleczka. - orzekła pani, co by się Greenpeace nie czepiał.
Doturlawszy się do lodówki, po wypełnieniu potrzebnej procedury, spodeczek z mleczkiem wylądował na progu przed jeżykiem, który - o dziwo - nadal tam siedział.
Rankiem pan wylazł z łóżka, wytoczył się przed dom i cóż ujrzał? Spodeczek mleczka. Postawiony przed szczotką ryżową.

by cadaveria

* * * * *

A ONA MA KOTKA

Byłem dziś świadkiem takiej o to rozmowy pomiędzy dziewczynami:
- No i wiesz... Ja mam kotka.
- No wiem...
- Ale nie... Mam takiego, wiesz, z łapami.
- Też?

by Dziamdziak


I powracamy do autentyków teraźniejszych:


* * * * *

BISKUP DIECEZJALNY

Historia niedawno usłyszana od mojego brata, którą on z kolei usłyszał od pewnego nauczyciela historii.
Otóż w pewnej diecezji w Polsce urzęduje niejaki biskup Alfons, i bynajmniej nie chodzi tu o profesję. Miał on któregoś razu zaszczyt uczestniczyć w uroczystej mszy na której znalazł się pewien znajomy tego historyka. Jako że msza była uroczysta, a obecność biskupa nie zdarza się często, toteż postanowiono trochę ją urozmaicić. I tak więc postanowiono modlitwy dziękczynne (pokroju "Wysłuchaj nas Panie" itp.) podrasować zamieniając je na wersję śpiewaną.
No i zaczynają się przyśpiewki z prośbami i pomoc w sprawach doczesnych, by papież zdrowy ect. ect. No ale szkoda by pominąć Ekscelencję przy prośbach, więc zaczyna organista śpiewać, jak się okazało, dosyć niefortunnie.
A szło to mniej więcej tak "(...) Naszego biskuuupaaaa...(tu długa pauza) diecezjalnego Alfonsaaaaa..."

Przybytek umarł ze śmiechu.

by gemini1233

* * * * *

WSPÓLNA CECHA SIĘ ZNAJDZIE

Miejsce akcji: zakład pracy (mojej), zajmujemy się najogólniej mówiąc samochodami.
Jak wiadomo nieodzownym elementem miejsca w którym dłubie się przy samochodach, jest plakat z gołą babą. I taki też zagościł u nas i to nie z jedną, a całą gromadką dziewczątek. Oprócz cycków, tematem przewodnim tegoż plakatu są... akumulatory... Każdej białogłowej towarzyszy jeden. I tak, laska eksponuje swoje piersiątka, a pod pachą akumulator...
Moja rozmowa z kumplem z pracy (nie zdarza się to często, gdyż delikatnie mówiąc nie nadajemy na tych samych falach), wyglądała tak:
Ja: No nawet, nawet te kobitki...
Kumpel: No nawet...
Ja: Ale co ma wspólnego laska z akumulatorem?
Kumpel: Jak to co? Jedno i drugie się ładuje!
No to mnie zamiótł. Puenta nie licha, poniekąd muszę przyznać mu rację. Bojownik pierwszej klasy...

by Kubalek

* * * * *

FAJNE GIMNAZJUM SWOJĄ DROGĄ

Przy sytuacji mnie całe szczęście nie było. W szkole gimnazjalnej, w której się kiedyś uczyłem, a uczy dalej moja matula jest dość młoda matematyczka. Raz dla jednej słabszej "sportowej" klasy zrobiła sprawdzian z zamkniętymi pytaniami. Po rozdaniu kartek z testem nawiązał się taki dialog pomiędzy [m]atematyczką, a pewnym przygłupawym [u]czniem:
m: Proszę odpowiedzi zaznaczać krzyżykiem.
u: A można ptaszkiem?
m: Nie! Długopisem!

... swoją drogą w tej samej szkole pewna młoda polonistka zdobywała naszą uwagę puszczając prezentację, w której przy okazji trzeba było, oprócz wiedzy, znaleźć cycki. Dobry sposób, zwłaszcza, że klasa męska.

by novy_pop

* * * * *

DESZCZ I PREZENTY

Miałem okazję nocować wczoraj we Wrocku i właśnie wróciłem. Wychodzę rano z hotelu na ulicę. Patrzę. Mokro. Staropolskim zwyczajem wyciągam dłoń mą przed siebie i sprawdzam czy pada.
Nie pada. Z resztą ludzie chodzą wokół bez parasoli. Odwracam się i w tym momencie przechodzi obok mnie babeczka, która zapewne widziała jak sprawdzałem czy są opady. Babeczka ubrana bardzo kolorowo. Ale najbardziej uwagę przykuwa ogromny kolorowy parasol, który trzyma nad głową. Mijając mnie uśmiecha i widząc moje lekkie rozkojarzenia rzuca od niechcenia: Wie Pan... Istnieją różne interpretacje ulewnego deszczu...

Zaraz mamy wsiadać do taksówki, ale wchodzimy jeszcze do delikatesów na Św. Mikołaja. Na jednej z wystaw coś co wygląda jak olbrzymi kielich do wina. Koleżanka komentuje:

- Ooo! Jaki fajny! Mogłabym w taki wlać litr wina i spokojnie sobie wieczorem sączyć. Na co sprzedawczyni zblazowanym głosem, nie podnosząc głowy znad kasy mówi: - To jest świecznik proszę pani!

Koleżanka nieco zawstydzona otwiera usta i chce coś powiedzieć, ale mój kolega ją uprzedza po rycersku mówiąc: - Nie szkodzi. Od kiedy urwał jej się pałąk od wiadra - z upodobaniem pija ze świeczników.

by Misiek666

* * * * *

PARAPETÓWA Z PODWÓZKĄ

Znajomy wybudował sobie dom, a jak dom to i parapetówka. Co ważne dla dalszej opowieści - dom stoi na ogromnej działce, w samym środku lasu. Z racji, że to dość daleko ode mnie jechałem tam autem. Andrzej (czyli właściciel domu) poprosił mnie, żebym zabrał po drodze jakieś jego koleżanki. Dostałem numer telefonu, zadzwoniłem, umówiliśmy się w ich mieścinie przy głównej drodze pod jakąś wiejską dyskoteką. Godzina 20 – zajeżdżam - nikogo nie ma, no ale przyjechałem 30 minut wcześniej. No nic, poczekam. Minęło 10 minut jak je zobaczyłem. Idą trochę naprute, no ale co się dziwić, zimno na dworze, przed spacerem warto się napić. Powitanko: cześć - cześć, jestem Marcin, dopalę i jedziemy na imprezę, w między czasie jakieś żarciki, pytania o moją osobę ("bo z obcym nie pojadą"), za ile dojedziemy itd. Dopaliłem papierosa, weszliśmy do auta i pojechaliśmy. Jesteśmy prawię na miejscu, jedziemy już przez las a tu naglę ŁUP! W dziurę jakąś wpadłem. No nic, jadę dalej, ale wydaję mi się, że coś tam chrobocze pod autem. Zatrzymałem się, wysiadam, moje pasażerki też. Otworzyłem bagażnik co by latarkę wyjąć, a następną rzeczą którą pamiętam, to Andrzej który mnie ocucił. Taaa... to nie były te dziewczyny które miałem zabrać. Po znokautowaniu mnie pobiegły dalej drogą, dotarły do celu naszej podróży i opowiedziały historię o jakimś zboczeńcu co je do lasu wywiózł...

by mo-rcin

Chcesz poczytać więcej autentyków, wejdź na nasze forum "Kawałki mięsne". Jeżeli chciałbyś opowiedzieć jakąś zabawną historię ze swojego życia, możesz zrobić to na forum (koniecznie zaznaczając przy wątku taki znaczek: ), lub wysłać ją TYM TAJNYM KANAŁEM W tytule maila wpisz Autentyk.


Oglądany: 48801x | Komentarzy: 11 | Okejek: 219 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało