Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Mój sen...

11 356  
1   3  
Sen - stan czynnościowy układu nerwowego charakteryzujący się obniżeniem wrażliwości na bodźce, zanikiem aktywności ruchowej, zwolnieniem czynności serca, oddychania i in. funkcji fizjologicznych oraz czasową utratą świadomości (przytomność) w wyniku fizjologicznego rozprzestrzeniania się procesu hamowania w ośrodkowym układzie nerwowym(układ siatkowaty). Sen fizjologiczny jest niezbędny do życia i prawidłowego przebiegu procesów psychicznych.


Przyjemnie jest słodko spać. A jeszcze przyjemniej słodko śnić. Ostatnio miałem przecudowny sen...

Restauracja... Wykwintna niezwykle... Złote stoły, jedwabne obrusy, szmaragdowe zastawy. I ja. Klient tej restauracji. Przywitany bardzo wylewnie. W ręce menu. Mogę próbować do woli. Wybór umila orkiestra grając cichutko ballady rzewne. Żyć nie umierać. Od czego zacząć?
Może płatki róży w sosie własnym. Spróbujmy. Kelnerka z niebywałą gracją ruchów serwuje mi ową wyszukaną potrawę. Smakuje wybornie. Ten zapach, ta niebywała różowość płatków, ten aromatyczny sos. Mam chęć zlizać go nawet z patelni. Lecz trzeba zachować siły języka i jego kubków smakowych. Co teraz, może mały deser? A jakże. Proszę bardzo. Dwa pucharki z rekiniej skóry wypełnione bitą śmietany, na górze wisienki. Delikatnie chwytam zębami wisienkę, próbuję ją wyssać z bitej śmietany, przywarła jednak mocno. Może spróbuję językiem podwadzić. Nie daje rady. Może ścisnę pucharki i same wyskoczą. No, nic nie pomaga. Poliżę trochę bitej śmietany. Perfekcyjnie zbudowany pucharek idealnie oddaje smak posiłki. Jednak nurtuję mnie te wisienki, jeszcze powysysam z nich nieco. Ufff... cudnie. Co jeszcze w menu? Kajzerka z nadzieniem kakaowym. Brzmi solidnie. Oczywiście, że posmakuję. Podziwiam śliczną kelnerkę za jej grację ruchów. Pierwsza klasa. Potrafi znakomicie obsłużyć klienta. Do kajzerki zamawiam małą, czarną, na stojąco. Kurcze, siódme niebo.
Czuję, że już nie mogę więcej. Postanawiam opuścić restaurację. Na dziś wystarczy. Wychodząc rzucam okiem na specjalność owego rozkosznego, ezoterycznego przybytku jadła i napitku. „WĄŻ w GALARECIE”. To musi być coś... Ostatnimi siłami kuszę się na ów specjał......


Zadzwonił budzik. Cholera, że też właśnie teraz. Jakoś mi dziwnie błogo. Budzę się, zaglądam pod kołdrę. Dziwne.


Trzymam węża w ręku a galaretę mam na brzuchu...

Robal, Mszczonów (2002)

(wszelkie podteksty i podobieństwa o charakterze erotycznym są jedynie wymysłem czytelnika).




Oglądany: 11356x | Komentarzy: 3 | Okejek: 1 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało