Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Autentyki CDXVIII - Nowy fotel

50 638  
231   16  
Dziś o wizycie u stomatologa, podlewaniu kwiatków, rybach, zabawach dzieci oraz o nowym fotelu.

W KOLEJCE DO STOMATOLOGA


Wśród pacjentów poczekalni siedzi gość. Cera śniada, długie czarne włosy, kilkudniowy zarost na twarzy, czarna koszula niedbale rozpięta, na szyi drewniane koraliki, wzrok zblazowanego bawidamka.
Po przyjęciu kolejnego pacjenta polecam stażystce.
- Proś tego Fabia teraz.
Na co stażystka otwiera drzwi i gromko zaprasza.
- Pan Fabio!
Najlepsze jest to, że ta dziecina do końca wizyty pacjenta nie wiedziała, czemu wszyscy krztuszą się ze śmiechu. Chyba zaczynam się starzeć.

by krolowa_sniegu

* * * * *

NOWE ŻYJĄTKO

Jestem ze swoją kobieta ponad 3 lata (ważne) a z ostatniej wyprawy przywiozłem sobie larwę pływaka żółtobrzeżka.
Leżymy tak sobie w łóżku, tulimy i gadamy o pierdołach. Nagle ja [J] zaczynam coś mówić ze fajnie się to larwę karmi rurecznikiem z pęsety. Na to moja ładniejsza połówka [ŁP]:
[ŁP]- Bo ty teraz bardziej lubisz żółtobrzeżka ode mnie!
[J] - Nieprawda skarbie, ale żółtobrzeżek ma urok nowości...
Nim dotarło do mnie, co powiedziałem miałem przerąbane...

by KsiazeIktorn

* * * * *

JAK TOMEK KWIATKI PODLEWAŁ


Wyjaśnienia wstępne.

Tydzień temu żona poleciała do Polski na siakiś światowy zjazd heretyckiego chóru, ze znajomymi heretykami.
No i dzisiaj miałem podlać kwiatki u znajomych. Mając klucz do domu i dokładny adres na kartce.
Byłem tam kiedyś u nich, ale dawno... Do mnie dojechać jest prosto. Oni mieszkają na takim kołku, gdzie jest kilkanaście domów, podobnych do siebie.

Akcja właściwa.

Wklepałem adres do tomtoma, jadę. Tomtom zaprowadził mnie na podjazd domku. Podjazd do garażu pusty, a znajomy mówił coś o autkach na podjeździe. Może wstawił do garażu, Może na parking, nic to.

Wychodzę, słyszę jakby szczekanie psa - pewnie od sąsiada, znajomi psa nie mają. Wkładam klucz do zamku, z tyłu dochodzi nieśmiałe trąbienie. Kurcze, klucz nie pasuje, może drugi zamek? Trąbienie staje sie natarczywe - odwracam sie z kluczem w reku. Mój samochód jest zablokowany przez inny, z którego wychodzi starszy pan z baaaaardzo zdziwioną miną. Pyta, w czym może pomóc, bo to jego dom.

Oooooooops. Tłumaczę, że chyba mam zły adres, że ja tu chciałem "wsadzić wodę do kwiatków" - kurcze, jak jest podlać kwiatki po angielsku?

Widzę zły błysk w oku starszego pana - dobrze, że gość nie ma strzelby - pomyślałem. Pokazałem kartkę z adresem napisanym przez żonę, wszystko sie zgadza, numer domu 1397 też... Tylko, że to numer jego domu.

Mówię, że gdzieś tu mieszkają moi znajomi, Polacy, ale chyba mam zły numer domu. Starszy pan pokazuje ręką dom z limuzyną na podjeździe.
- Tam, tam się zapytaj, tam mieszkają Polacy, jeśli to nie oni, to może znają tych twoich...
Podziękowałem, choć wiem, ze "moi" nie mają nic wspólnego z limuzyną - jak tam pójdę o siódmej rano w niedzielę?

Starszy pan odblokował moje autko, jeżdżę dookoła, starszy pan stoi przed domem i obserwuje z poważną miną. Nie odjadę stąd mailować po nowy adres - myślę - przecież starszy pan momentalnie zadzwoni na policję, okolica zablokowana, Tomek złapany, do aresztu, do wyjaśnienia, kwiatki zdechną, itd.


Pusto, ani żywej duszy... Z jakiegoś domu wyszła jakaś mila pani, uffff. Uderzam do niej, tłumaczę, pytam, czy nie zna, przy haśle "wsadzić wodę do kwiatków" miła pani robi oczy wielkości spodków od filiżanek. Dyskusja trwała około minut trzy, w międzyczasie wychodzi z domu mąż milej pani, zatroskany i ciut wkurzony, oraz dociera zaciekawiony starszy pan. Tłumaczę, pokazuje adres, wszyscy, jak jeden mąż, pokazują na domek z limuzyną. Malo brakło, a wepchaliby mnie tam siłą.

Załapałem, że nawet jakbym mówił, to co mówię Polakom po polsku, to i tak byłoby trudno to zrozumieć.

Stop - mówię do grupki, przepraszam za angielski, zaczynamy jeszcze raz.
...i mówię powoli, w punktach :
- moi znajomi, Polacy, tu gdzieś mieszkają
- dom jest pusty
- mam zły numer domu
- mam klucz do tego domu, ale nie wiem który to dom
- muszę "wsadzić wodę do kwiatków"
- jeśli nie, wszystkie kwiatki zdechną
- help me

Przy dwóch ostatnich punktach twarze zamarły w przerażeniu. Po chwili troje ludzi wskazało ręką dom, z okrzykiem na ustach - to musi być ten dom!
Tylko, że to były rożne domy, w rożnych kierunkach.

Cala grupka, starszy pan, miła pani oraz mąż miłej pani zaczęli się intensywnie naradzać i wytypowali trzy domki na kółku, które zresztą wskazali wcześniej, które ewentualnie by podpadały pod moje oczekiwania.

Idziemy, dochodzimy do pierwszego wytypowanego. Grupka stanęła na podjeździe i mnie popycha - no idź, idź, nie martw się.
Idę, z pewna taka nieśmiałością, mam zamiar próbować klucz, drzwi się otwierają... Same.

W drzwiach stanął półnagi (niedziela rano) młody Bolek o wygładzie lokalnego osiłka. Z niezbyt przyjazną miną na dodatek. Troszkę mnie zamurowało, kolejny raz dzisiaj zresztą. Na szczęście dolatuje grupka i szybko mu tłumaczy co i jak.

Do następnego domku idziemy już w piątkę - młody Bolek dołączył do pochodu. Na podjeździe kolejnego wytypowanego domku naprawdę już mam dość.

Jezu, dzzięęękkiiii ciiii... Klucz pasuje.

Starszy pan zaglądnął przez drzwi, pogratulował i ogłosił, że zadanie wykonane. W grupce nastąpiła taka radość, że jakby mieli sztuczne ognie, toby je odpalili.

by tomasz35

* * * * *

KOMPLEMENT

Jedziemy se z żoniskiem kulturnie na rowerkach. Dojeżdżamy do chodnika co to ma takie słupki na początku. Ja rozumnie, środkiem między nimi, żonisko po swojemu po zewnętrznej, no i władowała się w taki kanalik-rynienkę do odprowadzania deszczówki. Brnie, klnie, wyjechać nie może.
- No i gdzie ja ku*wa jadę, no? - pyta.
- Stoczyłaś się do rynsztoka, skarbie...
Foch.

by Rupertt

* * * * *

BARDZIEJ OBFICIE

Siedzimy ze znajomymi na działce. Sączymy leniwie drinki. Kobiety się rozgadały na babskie tematy i żona kumpla mówi :

- Ja to przed porodem to okres miałam taki skromniutki. A teraz po porodzie obifty jak wodospad. Nie wiem. Jakaś gospodarka hormonalna czy coś. Czy przez to, że tyle przytyłam.

Mąż otaksował ją wzrokiem. Zaciągnął się leniwie papierosem i odparł:

- Fakt. Coś w tym jest kochanie. Teraz masz takie MENSTRUALNE uda.

by Misiek666

* * * * *

A teraz chwila przerwy na stare dobre czasy, czyli wspominki sprzed 300 odcinków. Tak, to się działo prawie 6 lat temu.

ILE BYŚ MU DAŁA?

Rozmawiamy z siostrą. Opowiada o ostatnim weselu, które filmowała. Wesele lokalnej świetnej partii, straconej na zawsze w objęciach dwudziestopięciolatki...
Siostra mówi do mnie:
- Ale ty wiesz, ile on ma lat? 65 rocznik!
Ja jej na to:
- No to co? Nie dość, że przystojny, zadbany, z kasą... W metrykę mu pewnie nie zaglądała...
- No ale dałabyś mu czterdzieści?!
- Ja bym mu dała nawet pięćdziesiąt razy, gdyby się potem ze mną ożenił...

by atitta

* * * * *

JEST TAKIE JEDNO IMIĘ... DOBRE DLA DZIEWCZYNKI...

Dwadzieścia parę lat temu, moja, wtedy jeszcze niedoszła małżowinka, pracowała w Pyskowicach na porodówce. Jako że nie wpuszczano odwiedzających na oddział, ojcowie stali pod oknami i oczekiwali na wieści, nierzadko dodając sobie odwagi szlachetnymi trunkami. Pewnego wieczoru pod oknem stał mocno "osłabiony" wielokrotny tatuś, oczekujący, po raz chyba piąty, na wymarzoną córkę. W końcu jego ślubna wychyliła się z okna i dialog:
On - No i co?
Ona - Jak to co?!
On - Czyli...?
Ona - Synka zaś mosz!
On - No to jak mam mu dać na imię? Przeca miała być Karolinka*...
Ona - A dej mu k**wa TOTOLOTEK!
...i zawarła łokno...

* Dawno temu była na Śląsku taka gra liczbowa...

by m_niebieski

* * * * *

TY TEŻ KIEDYŚ ZACZNIESZ TAK ROBIĆ...

Kumpel mój, co wiele czasu z komputerem spędza, wybrał się ostatnio do lekarza, w celu dostania środków niezbędnych do usunięcia przewlekłego bólu gardła. Wchodzi na recepcję i mówi:
- Chciałbym się zalogować...

by barca11


I powracamy do autentyków teraźniejszych:


* * * * *

RYBY

Wyszedłem na przerwę trochę się przewietrzyć i "głębiej odetchnąć" na zewnątrz. Koło mojej pracy jest kilka takich niskich murków do siedzenia i właśnie na jednym siedziało dwóch gości. Siedziało to może zbyt wiele powiedziane. Oni praktycznie się przez ten murek przelewali tacy mocno dzisiejsi byli. Jeden próbował coś powiedzieć do drugiego ale jedyne co mu z gęby wychodziło to takie:
-"Rrrbyyy, rrrbyyy..."
Drugi na to rozdarł się na cały regulator.
-"Ryby?! Co Ryby?! Ryby to śpiewają w Ukajaaaliii!"

by amiz74

* * * * *

ZABAWA

Dzisiaj w godzinach około południowych wyrzucam dzieciaki do pokoju, żeby się bawiły, bo chciałam spokojnie obiad zrobić. Synek mocno protestuje, córa próbuje Go namówić na jakąś zabawę:
- Marcelku, chodź się pobawimy. Ty będziesz moim panem, a ja będę Twoją suczką.
Chyba będę musiała częściej sprawdzać w co się bawią, bo tu mogło wcale nie chodzić o zabawę w pieska.

by BeMyPenguin

* * * * *

W KUCHNI

Sytuacja przedchwilowa w okolicach "kącika kuchennego":
- Co tu tak wali?
- Moja parówka...
- To się myj częściej.

by -uki-

* * * * *

CZYTA GAZETĘ

Siedzimy sobie ja i moi rodziciele, mami ogląda TV, padre czyta gazetę. Kiedy padre czyta gazetę, to trzyma ją w maksymalnej odległości od oczu, na ile ręka pozwala - typowy dalekowidz.
Ja: Tato, okulary byś sobie lepsze sprawił, ręka Ci odpadnie.
Mami: On ma dobry wzrok, tylko ręce za krótkie.

by zewiorka

* * * * *

NOWY FOTEL

Małolat lubi siedzieć rozwalony na fotelu w swoim pokoju, nogi na blacie, albo pod sufitem, żaden fotel tego nie jest w stanie wytrzymać na dłuższą metę. W ostatnim złamało się tradycyjnie oparcie. Po jakimś czasie nie mogłam juz patrzeć na zgarbionego Gnoja siedzącego na ocalały zydelku, więc, wysupławszy kilka banknotów NBP, nabyłam kolejny, nowy fotel. Zatargałam karton z fotelem do pokoju Małolata, i stwierdziłam, że jak chce mieć na czym dupsko posadzić, to niech go sobie zmontuje. Stwierdził że "no prolema", i zabrał sie do roboty. Zajęłam się swoimi sprawami, co jakiś czas z pokoju Małolata dochodziły mnie głośniejsze dźwięki, czyli zapewne montaż posuwał się do przodu. Czas płynął, dźwięki dochodziły. Po półtorej godzinie Małolat wchodzi do salonu, otwiera szufladę z narzędziami, wyciąga wysuwany nożyk, sprawdza ostrze, i zaczyna się oddalać w kierunku swojego pokoju. Szybko, a nawet bardzo szybko, w myślach przeanalizowałam kolejność montażu i ewentualne potrzebne narzędzia, miejsca na nożyk jakoś tam nie znalazłam, więc szybko rzuciłam w kierunku oddalającego się cienia Małolata zdanie: "Pajacu, a na co Ci ten nożyk?"
W odpowiedzi usłyszałam: "No przecież czymś muszę ten cholerny karton otworzyć..."
Umarłam.
Al Bundy, przy moim synu, to geniusz

by Kluska

Chcesz poczytać więcej autentyków, wejdź na nasze forum "Kawałki mięsne". Jeżeli chciałbyś opowiedzieć jakąś zabawną historię ze swojego życia, możesz zrobić to na forum (koniecznie zaznaczając przy wątku taki znaczek: ), lub wysłać ją TYM TAJNYM KANAŁEM W tytule maila wpisz Autentyk.


Oglądany: 50638x | Komentarzy: 16 | Okejek: 231 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

25.02

24.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało