Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Autentyki CDIII - Remont tarasu

58 891  
320   7  
Kliknij i  zobacz więcej!Dziś o zdziwionym anestezjologu, chowaniu w szafie, naprawie kosiarki oraz naprawie tarasu. Zapraszam do niedzielnej lektury!

MOCNA GŁOWA


Mój [b]rat znany jest w rodzinie dlatego, że ma on dość mocną głowę i ostatnio przechodził dość poważną operację. Nie będę się nad nią rozwodził ale był uśpiony na jej czas i do tego obudził się 2 godziny wcześniej niż powinien. Po przedwczesnej pobudce przychodzi do niego [A]nestezjolog i mówi:
[A] Nie wiem czy pan wie, ale po raz drugi w życiu musiałem użyć tak dużej dawki. by kogoś uśpić, a pan i tak obudził się za wcześnie.
[b] A pierwsza?
[A] Swego czasu pracowałem dla wojska i na ich poligon przyszedł niedźwiedź.... Ale on przynajmniej obudził się wtedy kiedy miał się obudzić.

by obirek999

* * * * *

SCHOWA SIĘ

Rozmowa z [M]iśkiem
[j] Misiu. porwij mnie i schowaj.
[M] A gdzie mam Cię schować?
[j] Choćby pod łóżkiem..
[M] Nie zmieścisz się, może do szafy?
[j] Ok...
[M] Tylko mi nie spie*dol do Narnii!

by italianeczka

* * * * *

PERLATOR

Siedzimy ze znajomymi przy piwku i gadamy o trudnej sytuacji gospodarczej w kraju. Benzyna droga, wszystko drożeje, prąd itd.. Nagle kumpel mówi, że zakupił PERLATOR (końcówka nakręcana na kran, która zasysa powietrze i poprzez konstrukcję sitka ogranicza przepływ wody, zwiększając ciśnienie). Pytam więc:
- I jak ten perlator, działa chociaż, mniej płacicie za wodę?
- No jak! Pewnie, że działa! Tylko dłużej trzeba czekać, aż się woda do wanny naleje...

by bobo_bobo

* * * * * *

GRACJA TYGRYSA

Szwagierka moja jest dużą osobą: 150 kg, 170 wzrostu, donośny głos. Generalnie jest lubiana ale nie chciałbyś się znaleźć po jej złej stronie. Ma również niesamowity talent to załatwiania szybko i skutecznie nieprzyjemnych spraw urzędowych: a to gdy trzeba reklamację złożyć, jakieś podanie czy generalnie wykłócić się o coś.

Któregoś dnia ponownie prosiliśmy ją o podobną przysługę:
- Dlaczego znowu mnie prosicie? Sami nie możecie? - Odrzekła tonem pełnym wyrzutu
- Och, bo... bo ty masz grację tygrysa w takich sprawach! - Szybko odpowiedziała moja Luba
- Haha...- pokraśniała szwagierka - skoro tak mówicie to wam pomogę.
- Grację tygrysa - k@wa... - dodała Luba po cichu - tyle że czołgu typu Tygrys.

by Mirmil

* * * * *

INTELIGENCJA BLONDYNKI

O znajomej blondynce:
- Zachowuje się jakby osiągnęła Mount Everest inteligencji, a najwyżej w życiu była nad morzem.

by italianeczka

* * * * *

Z OGNIEM NIE MA ŻARTÓW

Brat mi właśnie opowiedział. Jego współlokator - Adrian (jeśli to czytasz - szacuneczek) ma Jeepa cherokee w gazie. Miał wyjeżdżać ze swoich rodzinnych stron do Szczecina. Niestety, robił to na tyle nieostrożnie, że nie zauważył kosiarki i lekko ją uszkodził. Kosiarka ponoć była potrzebna na już, bo babcia Adriana chciała zająć się trawnikiem.
Załadował więc ustrojstwo do wozu i, dawaj, szukać majstra. Mimo tego, że weekend - udało się. Udało się nawet ugadać gościa, że zrobi to od ręki.
A: Tylko niech pan paliwo spuści, bo ja niczego jeszcze nie ruszałem.
M: Dobra, dobra...
Nie spuścił. Majster spawa. Adrian obserwuje. Majster spawa. Adrian obserwuje. Trwa to dłuższą chwilę. Aż tu nagle...
A: Pali się pan!
M: Co?!
A: Pali się pan!
M: Co?!

I zobaczył pan majster, że palą mu się spodnie. I udało się panu majstrowi ugasić spodnie jakimś kocem.
Dalej wszystko potoczyło się lawinowo. Od iskry zajęły się jakieś papiery, od nich coś jeszcze i jeszcze coś. Finalnie ogniem zajęło się pomieszczenie.
Pojawili się współpracownicy. Ktoś krzyknął "gdzie jest gaśnica" i wszyscy zaczęli jej szukać. W międzyczasie jeden z robotników chciał uruchomić zraszacze z sufitu - nie zadziałały. Po dłuższej chwili okazało się, że gaśnica stała za Adrianem, który zgarnął ją i oddał dopiero po ugaszeniu kosiarki.
Po pewnym czasie żywioł udało się opanować.
A: Panie ile za tę kosiarkę?
M zdruzgotany: 10 zł.
Adrian jeszcze raz rozejrzał się po pogorzelisku, dał pięć dych i pojechał do domu.

by johny_r

* * * * *

A teraz chwila przerwy na stare dobre czasy, czyli wspominki sprzed 300 odcinków. Tak, to się działo prawie 6 lat temu.

DUŻE POTRZEBY


Przed chwilą chciałam kupić słodzik przy kasie. Wskazuję na pudełeczko, które ledwo wystawało zza innych produktów, ale wydało mi się znajome.
- Ile to sztuk? - pytam ekspedienta.
- Pięć.
- Jak to tylko pięć? Ja chciałam pięćset albo i tysiąc...
Spojrzał na mnie z niejakim zainteresowaniem...
Oczywiście okazało się, że to prezerwatywy...

by Asasello


* * * * *

MOŻE ZOSTANIE STRAŻAKIEM?

Hehe siedzimy sobie z kumplami przed blokiem. Rozmowa, kto ma fajnie, a kto nie. I dialog:
- Ja to bym chciał być policjantem.
- Eeee, ale do policji biorą ze średnim.
- A co, że niby małego mam?

by jan0sik

* * * * *

ŻARTOWNIŚ

Poleciałem rano do spożywczaka bo mi się skończyły różne zapasy...
UWAGA BYŁA ÓSMA RANO! TO WAŻNE!
Przede mną stoi takie indywiduum, które ostatni raz kontakt z mydłem miało wtedy, kiedy Hannibal powiedział, że kości niejada... czy jakoś tak... i je wyrzucił... czy rzucił... jakoś tak...
Pani sprzedająca mówi:
- Co potrzeba panie Heniu?
- Chleb kochanieńka...
- Chleb?!
- Hyhy! Żartowałem! Jasne, że winko!

by Misiek666


I powracamy do autentyków teraźniejszych.


* * * * *

ZDZIWIENIE JASIA


Jemy obiad całą rodzinką Mały Jasiu (4latka) opisywany już wielokrotnie, wypala:
- Mamusiu, ja się tak zdziwiłem, że aż mi siurek stanął!
Pojedzone.

by italianeczka

* * * * *

POUCZENIA NURKÓW

Była u mnie impreza. Ludzi było sporo więc i piwa poszło sporo. Część była w butelkach część była w puszkach. Puszki wrzuciłam do osobnej reklamówki i wyniosłam do śmietnika w drodze do sklepu; postawiłam obok kubła żeby nurki nie musiały zbytnio głęboko nurkować. Poszłam do sklepu po worki na śmieci i w drodze na autobus idę z resztą śmieci- nurki są. Ja dumna z dobrego uczynku bo akurat reklamówkę przechwycili. Podchodzę i słyszę:
- Patrz Mieciu jakie to sk*rwysyny leniwe nawet się puszek pognieść nie chciało.

by atita

* * * * *

ZASTRZYKI

Brat mój złamał nogę niedawno i wbijał sobie zastrzyki w brzuch, wpadam do niego sprawdzić czy mu się nie nudzi, ujrzawszy swą ukochaną siostrzyczkę i chcąc się pochwalić rzucił we mnie pustym pudełkiem po zastrzykach:
- Patrz mała! Puste! 10 razy sam sobie wbijałem! Ale jednego se w małego wbiłem bo mnie żona popchnęła. 2 razy jej w pośladki niechcący trafiłem taka była impreza!
Po czym ziewnął i zasnął. Nie wiem co on w tym miał, ale nieźle kopie.

by italianeczka

* * * * *

REMONT TARASU

Mój taras po zimie zrobił się - delikatnie mówiąc - nierówny.
Nie na tyle, żeby go nie można było użytkować prawie całkowicie bezpiecznie. Ale jak teściowa się na nim potknęła, zgubiła sztuczną szczękę i oskarżyła mnie publicznie o czyhanie na jej zgubę wiedziałem, że żarty się skończyły.
Próbowałem walczyć z żoną mimo wszystko - na separację od łoża machnąłem ręką (nie tylko), separacja od jadła była trudniejsza, ale zdzierżyłem. Separacja od niewyprasowanych koszul przepełniła jednak czarę goryczy.
Dzisiaj przystąpiłem do remontu.
Otworzyłem sobie puszkę piwa na rzeczonym tarasie, uwaliłem się na leżaku i zacząłem przymierzać się logistycznie do operacji naprawy tarasu.

Teraz dygresja:
Żona piwa nie pija. Z zasady. Ale jak tylko zobaczy gdzieś puszkę mojego piwa stojącą w odległości większej niż 1 metr ode mnie to rzuca się na nią, wypija trzy głębokie łyki i odstawia puszkę ze wstrętem. Pozostawiając oczywiście na brzegu puszki ślad swojej szminki. Piwo potem smakuje jak mieszanina Redsa, płynu Lugola i komórek macierzystych wyciśniętych z tamponu no name.
Dlatego rzadko wypuszczam puszkę piwa na odległość większą niż 1 metr od siebie.
Koniec dygresji.

Wypiłem to piwo na leżaku i obmyśliłem cały plan naprawy tarasu. Wyszło na to, że nie ma innej możliwości niż odkręcenie 130 desek tarasowych i wymiana legarów. Każda deska przykręcona była około 15 wkrętami więc w sumie to setki wkrętów do odkręcenia.
Przygotowałem wkrętarkę i do roboty. Wykręcone wkręty zaczęły się walać po tarasie więc je zacząłem umieszczać w pustej puszce od piwa. Po kilkudziesięciu wykręconych wkrętach zrobiłem sobie przerwę, usiadłem ponownie na leżaku i otworzyłem następne piwo.
Po chwili wpada żona na inspekcję.
Ogląda zdemolowaną część tarasu, walające się deski i jej wzrok pada na puszkę piwa stojącą opodal.
Z dzikim wzrokiem chwyta ją, podnosi szybkim ruchem do ust i z mordem w oczach wypluwa stare, zardzewiałe i połamane wkręty.

Myślę, że następnym razem jak zechce podprowadzić mi piwo, zastanowi się dłużej - na tyle długo, że zdążę je ocalić przed płynem Lugola.
Ale koszule chyba będę musiał sobie prasować samodzielnie.

by oldbojek


Chcesz poczytać więcej autentyków, wejdź na nasze forum "Kawałki mięsne". Jeżeli chciałbyś opowiedzieć jakąś zabawną historię ze swojego życia, możesz zrobić to na forum (koniecznie zaznaczając przy wątku taki znaczek: ), lub wysłać ją TYM TAJNYM KANAŁEM W tytule maila wpisz Autentyk.


Oglądany: 58891x | Komentarzy: 7 | Okejek: 320 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało