Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Hiroo Onoda - japoński żołnierz walczy do końca

97 373  
845   32  
2 września 1945 roku Japonia ogłosiła swoją kapitulację. Wszyscy żołnierze Armii Cesarskiej złożyli swą broń. Wszyscy? Nie. Gdzieś na jednej z filipińskich wysp dzielnie stawia opór wrogowi podporucznik Hiroo Onoda. I na służbie pozostanie on aż do 1974 roku, nie dając wiary plotkom dotyczącym rzekomego zakończenia II Wojny Światowej.

W grudniu 1944 roku Onoda wysłany został przez swych przełożonych na wyspę Lubang, gdzie miał dołączyć do stacjonujących już tam japońskich żołnierzy. Zadaniem podporucznika było nie tylko odpieranie ataków wroga, ale i skuteczne działania sabotażowe (m.in. niszczenie pasów startowych oraz molo na wybrzeżu). Miał też inne, najważniejsze, zadanie - nie składać broni. Hiroo wziął sobie bardzo do serca słowa, którymi go tu odprawiono „(...)To może trwać trzy lata, może trwać pięć, ale cokolwiek by się działo my wrócimy po ciebie. (...)Pod absolutnie żadnym pozorem nie wolno ci dobrowolnie poddać się.” miał mu rzec jeden z przełożonych (prawdopodobnie major Taniguchi).


Początek walki
 
Niestety, wojska amerykańskie, wraz z siłami filipińskiego sojusznika, wylądowały na wyspie i wybiły prawie wszystkich towarzyszy broni Onody. Podporucznik, wraz z trzema ocalałymi żołnierzami, zmuszony został do wycofania się na pobliskie wzgórza, skąd można było prowadzić akcje partyzanckie.
Czy ktokolwiek próbował przekazać japońskim żołnierzom wiadomość o końcu wojny? Tak, i to nie raz. Pierwszą ulotkę nawołującą ich do złożenia broni Japończycy odkryli już w 1945 roku, kolejną niedługo potem, kiedy to zeszli z wyżyn aby utłuc pozostawioną samopas krowę. W tym okresie karteczki z tymże radosnym przekazem zrzucane były bardzo często przez przelatujące samoloty, ale trójka dzielnych partyzantów uznała je za kłamliwą propagandę sianą przez nieprzyjaciela. Ba, nie dali wiary nawet, dostarczonym im drogą powietrzną, listom oraz zdjęciom najbliższych członków rodzin.

Sam na placu boju

 
Pierwszy z żołnierzy poddał się filipińskim wrogom po oddzieleniu się od swego oddziału w 1949 roku. Inny, cztery lata później, został ciężko ranny w bitwie z tamtejszymi... rybakami, którym japońskie niedobitki tak bardzo zaszły za skórę, że ci zdecydowali się sięgnąć po broń aby ostatecznie pozbyć się niezorientowanych w historii żołnierzy. Mimo że solidnie pokiereszowany woj został przez Onodę postawiony na nogi, to już rok później, zastrzelony przez oddział poszukujący niedobitków, zarył ząbkami w ściółkę filipińskiego lasu.

Mijały lata. Podporucznik i jego ostatni ocalały kompan prowadzili swoje partyzanckie działania będąc święcie przekonanymi, że wojna trwa dalej. W 1972 roku policja namierzyła dwójkę szkodników, którzy akurat zajęci byli  paleniem ryżowego pola. W wyniku strzelaniny życie stracił ostatni z żołnierzy. Tym samym wyszło na jaw, że w 1959 roku uznany za zmarłego, Onoda ma się całkiem dobrze. Należało zatem wysłać do lasu kolejne oddziały, które przeczeszą las i raz na zawsze pozbędą się upierdliwego, podstarzałego żołnierza. Lecz to nie oni ostatecznie przekonali podporucznika, że II Wojna Światowa od niemalże 30 lat jest zakończona.
 
Student potrafi!

 
W 1974 roku pewien japoński student, Norio Suzuki, przemierzał świat z listą rzeczy, które chce zobaczyć:„Podporucznik Onoda, miś panda i Obrzydliwy Bałwan (prawdopodobnie chodziło mu o Yeti)”. Można powiedzieć, że głupi ma szczęście, bo oto studencina trafiła na terytorium ostatniego żołnierza Armii Cesarskiej stacjonującego na wyspie i nie bacząc na niebezpieczeństwo, rozpoczęła jego poszukiwania. Wkrótce Suzuki mógł już ze swej listy wykreślić pierwszy punkt. Młodzieniec zaprzyjaźnił się z Onodą, lecz mimo to nie mógł biedaka przekonać, że najwyższy czas oddać broń i mundur do muzeum... W tej sytuacji Norio postanowił dokonać tego, czego nikt inny przez ostatnich 29 lat nie zrobił. Wraz ze zdjęciami dokumentującymi jego spotkanie z partyzantem wrócił do Japonii, aby odnaleźć przełożonego podporucznika. Od czasów zakończenia wojny parę lat już minęło, więc nic dziwnego, że na starość major Taniguchi zajmował się już inną profesją - został sprzedawcą książek. Jakież musiało być jego zdziwienie kiedy to jego oczom ukazał się młodzieniec, który wymachując fotografiami obwieścił mu, że oto na pewnej filipińskiej wyspie utknął japoński żołnierz i od ostatnich trzech dekad odmawia poddania się, czekając na osobisty rozkaz przełożonego.
 
Ostateczna kapitulacja

 
I tak też przejęty major ruszył czym prędzej na spotkanie ze swym podwładnym. 9 marca 1974 roku nastąpiło oficjalne złożenie broni przez Onodę. Dzielny Japończyk przyodział nadgryziony zębem czasu mundur i zgodnie z wojskowymi zasadami oddał swoją szablę przełożonemu. Zarekwirowano też takie skarby jak: działającą strzelbę wraz z amunicją i sporą ilość ręcznych granatów.
Życie w spoczynku

 
Po zakończeniu swych partyzanckich działań Hiroo Onoda napisał książkę „Nie poddać się: Moja trzydziestoletnia wojna”.

 
Niedługo potem wybył do Brazylii, gdzie nie tylko stał się znamienitą postacią miejscowej japońskiej społeczności oraz cenionym hodowcą bydła, ale i wpadł w sidła amora. W 1976 roku stanął na ślubnym kobiercu.

W 1984 roku wrócił jednak do Japonii, gdzie natchniony historią młodego mężczyzny, który zamordował swych rodziców, postanowił potworzyć specjalne obozy wychowawcze dla nieletnich.

Całkiem nieźle jak na faceta, który w swym najbardziej „aktywnym” okresie życia ubił przeszło trzydziestu filipińskich, Bogu ducha winnych, obywateli... Być może to dlatego właśnie w 1996 roku Onoda wrócił na wyspę Lubang i przekazał 10 000 dolarów jednej z miejscowych szkół.

Bonus

Jak się okazuje nie był to wcale ostatni żołnierz japońskiej armii, który długo żył w nieświadomości, że II wojna światowa to już historia. Wśród wielu innych tego typu historii na uwagę zasługują pewne „znaleziska” z 2005 roku. Na innej filipińskie wyspie - Mindanao - napotkano dwóch przeszło osiemdziesięcioletnich żołnierzy, którzy przez ostatnich 60 lat zadomowili się w dżungli. Jednak w przeciwieństwie do Onody ich celem było ukrycie się przed... własną armią. Podczas jednej z potyczek, dwaj służący w Cesarskiej Armii panowie zmuszeni zostali do oddzielenia się od swego oddziału. Obawiając się sądu wojennego i posądzenia o dezercję, podjęli decyzję o niewystawianiu nosa z gęstego lasu. I tak też im czas upłynął...

Mówi się, że na tej wyspie może przebywać jeszcze kilkudziesięciu innych „zagubionych” japońskich żołnierzy. Zamiast ulotek planuje się zrzucać na te rejony paczki z suplementami diety dla seniorów.

Źródła: 123456

Oglądany: 97373x | Komentarzy: 32 | Okejek: 845 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

21.05

20.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało