Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Autentyki CCCLXXXIII - Zadyma na Wschodnim

51 574  
233   10  
Kliknij i zobacz więcej!Dziś o szachach rozgrywanych korespondencyjnie, komentatorach sportowych, zamotanym profesorze i chyba autentyk roku, który rozegrał się na Dworcu Wschodnim.

KORESPONDENCYJNE SZACHY


Szachiści, którzy grają zawodowo, albo przynajmniej profesjonalnie, to czasami dziwni ludzie. Sympatyczni, ale czasami żyjący w innym świecie. Mam takiego przyjaciela, który nie uznaje żadnych innych sportów wyczynowo-siłowych poza szachami. Ogólnie Mensa, te rzeczy. Rozgrywanie partyjek w myślach itp. Inny świat. Nie dla każdego zrozumiały.

Rzecz się działa w czasach, kiedy Internet był dla nielicznych, a jak ktoś miał modem i 56 kb to był panicho. Kumpel w tym czasie prowadził mecze szachowe z ludźmi z całego świata. Oczywiście korespondencyjnie. Wiadomo, że nikt nie ma większej cierpliwości od szachisty. Wyglądało to tak, że Grześ raz na jakieś 3-4 tygodnie maszerował do skrzynki i odbierał listy od "przyjaciół" graczy z całego świata. Analizował ruch przez jakieś dwa tygodnie i wysyłał swoją odpowiedź do przeciwnika. Czyli cały proces w te i we wte trwał czasami do 6 tygodni a i dłużej. Grześ wraz z żoną wynajmowali małe mieszkanko i nagle pojawił się w ich rodzinie potomek.

Żona tym samym zadecydowała, że pora się szybko przeprowadzić. A ponieważ ona w tej rodzinie była szyją, przeprowadzka odbyła się w ciągu trzech kolejnych dni.

Minęły dwa miesiące zanim Grześ ponownie napisał do swoich współgraczy z informacją, że zmienił adres. Pod koniec trzeciego miesiąca babka, która wynajmowała Grzesiowi wcześniej mieszkanie przekazała mu zaległą korespondencję. Jeden list przykuł Grzesia uwagę. Był to list od jakiegoś gościa z Hiszpanii. Treści takiej:

"Hello Greg! Did you received my last letter? I know that this game is not so fast as an f.e. tennis but please move on. I'm 76."
"Witaj Grzegorzu ! Czy otrzymałeś już moją ostatnią korespondencję? Wiem, że ta gra nie jest tak szybka jak na przykład tenis, ale proszę Cię, wykonaj ruch. Mam 76 lat."

by Misiek666

* * * * *

KONTROLA TRZEŹWOŚCI

Po północy zatrzymała mój samochód policja.
- Dzień dobry, kontrola trzeźwości, proszę przygotować dokumenty.
Grzecznie szykuję je więc, w międzyczasie pan polisman zatrzymał inny samochód i najpierw jego sprawdził.
Potem podchodzi do mnie i daje aparacik.
- Jak pojawi się napis "gotowe" proszę dmuchać.
Aparacik wyświetla "czekaj" dłuższą chwilę. Coś długo się rozgrzewa ta maszynka, mówię.
Na to pan policjant smętnym, zrezygnowanym głosem:
- Jaka policja, taki alkomat.

by joemonster

* * * * *

MECZE SĄ PIĘKNE

Oglądam właśnie mecz siatki, AZS Częstochowa - AZS Warszawa i padł przed momentem komentarz:
[K1] - komentator 1
[K2] - komentator 2
K1: To rozgrywający decyduje komu dać.
K2: Rozgrywający dał środkowemu...

by Gtr76

* * * * *

ZAMOTANY PROFESOR

Rzecz dzieje się na uczelni, profesor próbuje uruchomić film na projektorze, lecz nie ma dźwięku:
Prof: Nie bardzo wiem co jest nie tak...
Studentka: Musi pan kliknąć ten głośniczek na pasku!
Prof: Jaki głośniczek?
Studentka: No tam, z boku!
Prof: Nie widzę...
Studentka: Tam obok zegara, panie profesorze!
Student (głośno): Taa, teraz panie profesorze, a przed chwilą zboku! Co on ci zrobił?!

by Weiss0

* * * * *

POPROSIŁA

Wczoraj pojechaliśmy z Pięknym do jego rodziców na przedświąteczną wizytę. Dość sporo kilometrów mieliśmy, więc po drodze zahaczyliśmy o stację benzynową. A że auto nasze jeździ na gaz, to Piękny zadzwonił tym śmiesznym dzwoneczkiem i czeka na pracownika. Nikt się nie zjawił, a ja chciałam iść kupić sobie jakiegoś wafelka czy coś, więc mówię:
- To ty tutaj sobie stój, a ja kogoś poproszę, bo i tak idę sobie coś kupić.
Wchodzę i bez zastanowienia mówię:
- Dzień dobry, poproszę do gazu!
Dopiero po fakcie kapnęłam się, że mogło to być odebrane trochę inaczej niż powinno.

by BeMyPenguin

* * * * *

A teraz chwila przerwy na stare dobre czasy, czyli wspominki sprzed 300 odcinków.

ZŁO CZAI SIĘ WSZĘDZIE


Upięłam sobie kok. Poprzednio jak taki upięłam zostałam pochwalona w towarzystwie. Zadowolona z uzyskania takiego samego efektu pytam Młodego:
- Ładnie się uczesałam?
- Ładnie.
I już widzę ten błysk... I już wiem, że dałam szansę złu...
- Ładnie, tylko potem spięłaś włosy.

by chypre

* * * * *

BABCIA JAK COŚ POWIE...

Dziś miałem zakupy zrobić - babcia jak zwykle mi na karteluszku wypisała co gdzie mam kupić... jakby nie było wszystko jedno w którym sklepie mielone, a w którym kapustę... Kupiłem wszystko w jednym. Wróciłem do domku, położyłem siatki, babcia wypakowuje... I narzeka, że się nie słucham i że powinna sama chodzić na zakupy... bo jak mnie wyśle to nic nie jest tak, jakby sama kupowała... No i narzeka, narzeka, ja już z lekka wkurzony...
B - Babcia
J - Ja
B: - A gdzie kupiłeś to?
J: - A u żyda...
B: - A to?
J: - To, to wziąłem od sąsiada...
B: - Taaaak? I co u twego ojca słychać?

by Stork


* * * * *

WALCZ JAK CZŁOWIEK!

Mam dziś dobry dzień, więc wybaczcie proszę przerysowaną narrację.
W czasach, kiedy w małych wioskach bywały jeszcze modne dywany (czy fryzury a la czeski metal), a pierwszy wąs był jedyną ozdobą męskich twarzy na disco w remizach...
Na jedną z wiejskich dyskotek przyjechała forpoczta wielkiego ruchu dresonośnego. Znajomy obserwował moment kiedy te dwa światy, jakże swojskiego folkloru, starły się w nieuniknionym pojedynku. Historia milczy o powodzie dla którego łysy miejski "wojownik" i dywanowłosy poskramiacz rekultywatorów stanęli przeciw sobie.
Przekleństwa rzucane zwyczajem dawnych rycerzy, groźby ...
...i wreszcie dres robi to, co potrafi najlepiej - nowoczesną modą i z zaskoczenia przywala "z baśki" przeciwnikowi. Ten zalewa się krwią i pada zaskoczony na plecy. Po chwili z dołu słychać słowa:
- Bodziesz? BODZIESZ? Weź sztachetę, walcz jak człowiek!
Czego historia nie ma prawa zapomnieć i ja, skromny, a uniżony sługa wasz, in memoriam aeternam zwrot ten przytaczam i od zapomnienia chronię.

by dastin

I powracamy do autentyków teraźniejszych.


* * * * *

ECH CI KOMENTATORZY

Wczoraj sztafeta naszych biegaczek narciarskich zajęła nadspodziewanie dobre, szóste miejsce. Na ostatniej zmianie biegła młodziutka Paulina Maciuszek. Nasz dzielny komentator po wstępnych zachwytach nad jej postawą, pojechał, mnie więcej, takim tekstem: "Paulinka pochodzi przecież z rodziny z tradycjami, jej ojcem jest między innymi Józef Łuszczek." Niestety pan dziennikarz nie zdradził kto jeszcze, poza Józefem Łuszczkiem, jest ojcem utalentowanej narciarki.

by amacko

* * * * *

PRZECIEŻ OGLADAŁ

Na Polshicie leci właśnie film "Lekcja przetrwania". Piękny niby to ogląda, ale widzę, że przysnął, więc idę do łóżka i szukam wokół niego pilota, żeby przyciszyć. Przebudził się. Nadal zaspany wyjął pilota spod poduszki i wywiązuje się dialog:
[P]: Ale nic nie rób, ja tego słucham.
[J]: Jak słuchasz, jak chrapiesz?
[P]: Nie chrapię, słucham cały czas.
[J]: Tak? To o czym przed chwilą rozmawiali?
[P]: O indiańskich wzwodach...

by BeMyPenguin


* * * * *

WYJAŚNIŁ SYTUACJĘ

Pracuję w dziale biura reklamy jednego z wydawnictw.
Niedawno koleżanka wyleciała z pracy, więc w spadku po niej dostałam kilku jej wcześniejszych klientów. Trzeba obdzwonić, przedstawić się i trochę porozmawiać - a nuż coś kupią.
Dzwonię do jednego:
- Witam panie XYZ , dzwonię w imieniu pani XYZ, której już wśród nas nie ma.
Słyszę ciszę po drugiej stronie telefonu, nagle długie:
- Yyyy... Moje najmocniejsze kondolencje.
Dopiero po tych słowach zorientowałam się co powiedziałam, a że sytuacja wydala mi się naprawdę przekomiczna nie pohamowałam się i zaczęłam głupio się śmiać. Słysząc martwą ciszę po drugiej stronie starałam się wytłumaczyć między wybuchami śmiechu sytuację i miałam szczęście, że klient wykazał się dużym zrozumieniem i poczuciem humoru. Na szczęście dla mnie.

by mholek

* * * * *

Z JAKIEGOŚ POWODU ODMÓWIŁA

Jako że ostatnio jestem panem na nie swoich włościach, to mam psi obowiązek czynić honory domu, czy tego chcę, czy nie.
Ledwo zdążyłem się roznegliżować i zanurzyć w pienistej kąpieli, jakże krzepiącej w zimowy poranek, rozległ się cholerny dzwonek do drzwi.
Wytarłem się na chybcika ręcznikiem i założyłem satynowe bokserki oraz bezrękawnik, kiełzając po mokrej posadzce jak pingwin na szkle.
Jeśli to Świadkowie Jehowy, to ukatrupię gołymi rękami - myślę po drodze.
Ale to pani listonosz z poleconymi, na szczęście dla Świadków Jehowy.
Zapraszam ją do środka, nieco kurtuazyjnie, nieco egoistycznie, coby nie odwalić kity z hipotermii.
Lecz ona dziwnie się wzbrania, wyślizguje się jak piskorz, unika kontaktu wzrokowego, mówi coś o tym, że musi się hartować na ziąbie. Gdy zaczynam nalegać żeby weszła, ona cofa się o dwa schodki w dół.
Może cierpi na mizoandrię? - zastanawiam się.
Podpisałem co trzeba, odebrałem listy, podziękowałem, a listonoszka czmychnęła z taką szybkością, jakby ją sam szatan gonił.
Wchodzę w głąb domu, by położyć pocztę na stole w kuchni. Spojrzawszy odruchowo na lustro w przedpokoju, zamarłem.
Nawet nie poczułem tego, kiedy się wyzwolił.
Satynowe bokserki, k*rwa mać.

by FrankFuterko

* * * * *

ZADYMA NA WSCHODNIM

Świeżutka ta powiastka, od której powiewa brakiem normalności, Mr. Spockowi spaliłaby zapewne zwoje. Mr. Spock lubi logikę. Tu jest jej brak. Wróżę źle temu narodowi jeśli normą zacznie być margines..

Standardowy poranek - warp 3 i zaiwaniam do roboty. Jak zwykle droga wypadła mi przez dworzec wschodni, jak zwykle byłem tam już o 7:30 i jak zwykle napotkałem na swojej drodze młodego biznesmena, który jak zwykle zagadał z obrazkiem Jana Pawła II w ręce:
- Ojciec święty?
- Mów mi po prostu Janek - jak zwykle odpowiedziałem. - Jestem tu incognito - dodałem jak zwykle nieco ściszonym głosem.
Najwidoczniej głos był za mało ściszony, albowiem zza moich pleców z prędkością concorde 8 wyskoczyła starowina w berecie z antenką, nabytym zapewne za zdrowaśki w sklepie z dewocjami na Jasnej Górze. Bez wątpienia słuch miała jak nie przymierzając gacek - nie uroniła nawet jednej sylaby.
- Coooo bezbożniku?!? - zapiała. - Janek?!? Policję wezwę, bluźnierco! Ty saraceński pomiocie! (Nom, myślałby kto, że jak Morgan Freeman wyglądam) Bogu się pokłoń, a głowę popiołem posypuj obficie!
Wtem jak w bajce normalnie, ziemia się rozstąpiła i z otchłani pobliskiego blaszaka wychynęło dwóch gliniarzy.
- Potrzebuje pani pomocy? - zapytał jeden wiercąc mnie wzrokiem
- Za ojca świętego się antychryst podaje! Szatański pomiot diabelskiego mroku! Że też Panie "plagy" (babina pewnie z Pragi) jakiej na tego szubrawca nie spuścisz! Plugawiec koślawy! (Babinie wieszczem by zostać i kaznodziejką z takimi tekstami, a nie po wschodnim się błąkać).
Uśmiechnąłem się z politowaniem i rozłożyłem ręce w geście rezygnacji. Jednak jakież było moje bezbrzeżne zdumienie, gdy gliniarz wyciągnął kajecik i zupełnie na poważnie odzywa się tymi słowy:
- No to nieładnie. Bluźnić. I co ja mam z panem zrobić? - powiedział stukając długopisem w ów podejrzany kajecik.
- Andrzeju! - zagadał drugi policjant z niedowierzaniem. - No co ty? Słuchaczem wiernym jesteś, czy co? Toć widzisz co tu się wyprawia. Pójdźmy stąd.
- Ale bluźnił - pierwszy nie daje za wygraną - ukarać jakoś trzeba (gdybym w fotelu siedział, to by mnie w niego wbiło).
- Andrzeju, ty sobie normalnie nie żartuj - powiedział zimno nie Andrzej. - Tobie parówy w mięsnym nadziewać, a nie mandaty wlepiać.
- Sam parówa jesteś. I gamoń. I taki sam bezbożnik.
Nie trzeba dodawać, że wyczułem koniunkturę i niczym jeżyk z dowcipu, pomalutku, powolutku, chyłkiem - dałem nogę.

Ale historia miał ciąg dalszy jak się okazało, lecz bez mojego już udziału. Dotarłem do roboty - kawa, mail, wtem kolega z pracy wpada:
- Ha! Ale akcja stary! Na wschodnim! Dymam na pociąg, spóźniony jestem jak diabli, 8:10 za dwie minuty ciuchaj. Patrzę. I co widzę? Zbiegowisko jakby przynajmniej przedszkole z kałasza wystrzelano. A tu co? HA! Dwóch gliniarzy, trzy babiny i jakiś dziad kurwami w siebie rzucają, od antychrystów się wyzywają i... HA! HA! HA! Policję wzywają. POLICJĘ brachu!
Przypominam, że ja tam byłem o 7:30, a kolega o 8:10! To oznacza, że oni przynajmniej przez 40 minut robili sobie "intelektualnie" dobrze.

Normalnie szok! Widzę, że powoli wchodzimy już na tę absurdalną społeczną ścieżkę: nawracający kaznodzieja na każdym rogu, za "winklem" pomyleniec oraz za "węgłem" popapraniec i generalnie społeczna psychoza. Obiecywano nam już drugą Irlandię, Szwecję, Japonię, a my widać USA zostaniemy z całym dobrodziejstwem inwentarza...

by tamquamleorugiens

I tymże autentykiem kończymy serię. W 2010 roku oczywiście. Zapraszamy do czytania w Nowym Roku. Zatem do siego roku!

Chcesz poczytać więcej autentyków, wejdź na nasze forum "Kawałki mięsne". Jeżeli chciałbyś opowiedzieć jakąś zabawną historię ze swojego życia, możesz zrobić to na forum (koniecznie zaznaczając przy wątku taki znaczek: ), lub wysłać ją TYM TAJNYM KANAŁEM W tytule maila wpisz Autentyk.


Oglądany: 51574x | Komentarzy: 10 | Okejek: 233 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

22.03

21.03

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało