Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

II Zlot Wojowników w Krakowie - reportaż ze zdjęciami wieloma

15 497  
4   22  
Wschodnie sztuki walki nie były w planie, podobnie jak południowe, Nie było też w planie wypasanie się niczym owieczki na łąkach tudzież chodzenie po wodzie. Ale po kolei. Począwszy od początku, wiec trzeba zacząć tak ze na początku było słowo, a potem był Joe Monster, i od tego momentu świat zaczął szybciej się kręcić a i ludzie stali się bardziej uśmiechnięci i radośni. No i postanowili pojechać do Krakowa. W zasadzie to była sama Iwcia, która rzekła owego dnia przez Gadulca
- Eej no weź zrób jakiś zlot.
- Nie chce mi się jeździć do Warszawy.
- No weź, no, będzie fajnie, koło mnie najlepiej.
- Nie, nie w gazowni, przecież tam zamykają już o 21 i gaz puszczają. (iwcia nazywa Ślunsk węglownią - mnie się zawsze myli)
- Ale.. ale ja chciałam w Krakowie
- A w Krakowie.... u centusiów taaa? Przecież tam nikt nie mieszka od czasów, kiedy wprowadził się smok wawelski i zjadł wszystkie dziewice, tak ze poprosił o nawet o te męskie dziewice..

- Ale to było 1000 lat temu.
- 1000? Na pewno? Nie..... chyba nie
- No tak, albo i więcej!
- No to dobra... to rób ten zlot, masz dziecię boże moje błogosławieństwo, tylko mi się tak nie chce
I tak wzięła Iwciaa namówiła na zlot i zaczęło się kręcić wszystko i ludzie zaczęli dzwonić, i pisać i strona powstała.

Tyle tytułem wstępu.
A rzeczy tego dnia działy się niesamowite, dziwne znaki na niebie się pokazywały i nie wiadomo było czy będzie padać czy będzie słońce, czy będą chmury czy mgła. I w tą sobote 9 sierpnia zjeżdżać się zaczęli ludzie do akademika już od rana.

I tak ja pojechałem sobie nocnym pociągiem na południa, a potem do Iwcii do D.Gorniczej (nie Dupci tylko Dąbrowy). Zastanowiwszy się nad mową powitalna nie doszedłem do żadnego budującego wniosku, oprócz takiego, że nocna podroż pociągiem bez

Desant dąbrowski Iwcia, John & Akna
względu na jego pierwszą klasę nie jest stymulująca umysłowo nic a nic i mowy nie bedzie. W takimże to sennym nastroju, po strzeleniu małego Konigsberga (piwo) z Biedronki dąbrowo-górniczej wyjechaliśmy wraz z Akną w kierunku tzw. Krakowa, bo jak wskazywały później poszlaki był on li tylko makietą Krakowa (ciekawe czy papież też się dał nabrać na ten numer).


Desant półkrakowsko - półpilski czyli Mgiełka i Niobe
No i tak się pomału zaczęło. Na miejscu już na nas czekali nieznani osobnicy szczerzący przyjaźnie kły z ławeczki. Ja nie wiedziałem co powiedzieć, ale na szczęście okazali się być szczerze szczerzący przez cały czas i jak się okazało byli oni Nasi. Tak oto objawił się niezwykły Masakra z równie niezwykłymi, co bliżej nieznanymi, Alą Numero Uno oraz Lobovem zwanym także Lobo. Już wtedy dało znać u nich pewne zboczenie, zboczenie zwiazane z małymi przedmiotami, których dotykali cały czas, oglądali je namiętnie, pokazywali czasem innym, ale głównie to ściskali w dłoniach, naciskali, chowali i wyciągali non stop. Były to aparaty, ale do naprawy zgryzu ani jeden się nie jednak nie nadawał. Cyfowe były oba. Znów mam pecha pomyślałem.


QuietC & Misha
Wkrótce do nas dołączyli dwaj młodzi, piękni i bogaci mężczyźni nocy w swojej dziennej wersji. QuietC and Misha. Nie minęło kilka chwil, a z niobea, ekhm, z Nieba spadła Mgiełka wraz z Niobe, których nikt nie rozpoznał w pierwszej chwili, w drugiej z chwil już coś zaczęło świtać, ale tak naprawdę dopiero po 2 browcu wszystko stało się jasne i oczywiste.

Ponieważ byłem nieustannie atakowany przez szczypiące półsłówka obywatela C oraz wciąż miałem wątpliwości na temat prawdziwości miejsca, w którym się znajdujemy postanowiłem podstępnie rozdzielić naszą grupę da 32 części. Po chwili zastanowienia doszedłem do wniosku, że nas jest mniej i że wystarczy części szesnaście, ale ostatecznie podzieliliśmy się na dwie części. Nasza część, część pierwsza, wyruszyła spod DS sposobem na piechotę, ruszając na tzw. XIX wieczną znaną już Mickiewiczowi tułaczkę.


Zbiórka na serwer
W centrum nastąpiło pierwsze spotkanie. Pierwszą knajpą był Bambus. A więc jednak to Afryka, pomyślałem. Niestety, nie była to prawda, wszyscy byli biali oprócz Iwci, która jest półkrwi Cyganką w szesnastym pokoleniu po wujku Anzelmie. W tymże to miejscu nastąpiła intensywna wymiana spojrzeń oraz początek picia. Kawa, herbata zbiórka na nowy serwer forum Hydeparku z turbodieselowymi dopalaczami.

Po smętnym czekaniu i radosnym opuszczeniu nas przez obywatela C wysłaliśmy naszą paczkę na tułaczkę. Mimo, że poszlak było wiele wciąż nie dałem się nabrać na to, że jest to Kraków. O nie! Z Joe nie tak łatwo jak się wydaje. Podobne ono. Fakt. Ale to na pewno nie Kraków. W pseudorynku wokół pseudosukiennic zrobiliśmy pierwszą sesję zdjęciową. Było to pierwsze liryczne spotkanie MonsterBoys & MosnterGrls, którzy pobiją już wkrótce dokonania takich zespołów jak piętnastopokoleniowy zespół Kelly Family, w którym na miejsce zmarłego zawsze wchodzi do zespołu trójka niemowląt oraz dwóch dziadków. Ilu ich będzie za 30 lat? Sami policzcie, ale będzie to liczba porównywalna z liczbą mieszkańców Suwałk.


Misha, Joe, Mgiełka, Ala, Niobe, Masakra, Iwcia, Akna - czyli połowa nas!

Tułaczka wojowników miała półfinał w lub Pod Gołym Niobem, Niebem, gdzie dokonano konsumpcji DI, która wtedy dotarła właśnie i włączyła się do naszej paczuchy turlającej się z majaczącym w oddali celem.


Freudowskie coś krakowskie
Następny etap to dowcipopowieść, który jak oznajmił (przez sen i nie mam na to żadnych dowodów) wydaje wkrótce płytę wraz z Aloszą Awdiejewem po rusku, gdzie A.A. będzie po prostu jego supportem. Wycieczkę oraz opowiadanie tego naprawdę dość długiego kawału przerwał nam widok, który mnie upewnił, że na pewno nie jesteśmy w Krakowie tylko w jakiejś jego imitacji nędznej. Był to freudowski wodotrysk o kształcie podobnym do..., ale sztucznego, tutaj w wersji marmurowej chłodzonej ciekłym azotem. Kawał Misha, że tak powiem prosiemy. I to w wersji zarówno pisanej pismem klinowym, jak też i nagraną na komórkę!


Niby to Kraków, ale nawet jak na Kraków promieniowanie poraża
Wojownicy klanu JM wzbudzali niepojęte zainteresowanie - prawdopodobnie z powodu, ze w tej imitacji Krakowa rzadko spotyka się tak wielu autentycznych ludzi, w takiej ilości na raz i w jednym miejscu. W wyniku pewnych perturbacji na jednym ze zdjęć widać w końcu prawdziwy obraz tego miejsca napromieniowanego radioaktywnie i nieco prześwietlonego. Korzystając z niepowtarzalnej okazji udało mi się sprowadzić na złą drogę wycieczkę zakonnic oraz zebrać naszych wojowników do kosmicznego zdjęcia, które było rok temu na Paradzie Internautów, ze względu na brak chętnych i czasu zrealizować się nie dało, teraz za tp wyszło znakomicie!


Sport to zdrowie, a gimnastyka przyszłością narodu - Rejs na żywo w Krakowie, sobota 10 sierpnia 2002, godz. 15.00, pod Wawelem

Po tym szaleństwie postanowione zostało przenieść tułaczkę do docelowej Kryjówki w bocznej ulicy rynku tego tzw. Krakowa. W drodze napotkaliśmy na ekipę konkurencyjnych bojowników, pół na pół owłosionych, pół zadredzionych i korzystających z niezwykłych instrumentów, którymi nauczono ich wykonywać tylko jeden rytm, aczkolwiek chwytliwy. Wojownicy Capoeiry nas zahipnotyzowali na chwilę i jako, że są konkurencją prawdopodobnie jedynym sposobem pokonania ich będzie wniknięcie w szeregi wroga oraz rozsadzenia ich szeregów od wewnątrz. Tak nam dopomóż Bóg.


My w komplecie przy stole

Knajpa okazała się być gorącym miejscem. Żadna z bojowniczek nie spełniła obietnic na temat stripteasu, a i tak z każdą minuta było coraz cieplej i cieplej, a pot spływał kroplami, ciurkiem, a potem wiadrem z człowieka. Tak. Klima popsuła się pierwszego dnia działalności knajpy, czyli około 200 lat temu. Niestety dzisiejsza technologia nie pozwala na naprawę tego sprzętu, musimy wiec znów czekać na przybyszów z kosmosu, z równoległego świata Xcortlan.

Zabawa była przednia...... i ja tam byłem i wina nie piłem, bo nie było go wcale bo było piwo na metry.... Dla nieznających realiów średniowiecznych - metr to dziesięć browarów. Ha, a znajomości przy drugim metrze zadzierzgnęły się dość mocno,

Niebiański bigos. Wszyscy razem dla Niobe: DZIĘ-KU-JE-MY!
a i tak Pablo się zjawił i Mulinext z rodzinka, ach, co z nich za rozbójnicy (rodzina of course) oraz Jolka and Domink, oraz wiele przypadkowych osób, którzy poznali na własnej skórze znaczenie powiedzenia "Baw się z nami albo wyjdź stąd". Poszło metrów żywca cztery, zdjęć pękło z 50, ludzie się rozluźnili do granic, ale wciąż nie było streap-teasu. Potem prosto z nieba trafił do nas bigos. A no i dałem mowe, Jesus Clemente, meine erste sprechen, przez aż 30 sekund moja skromna osoba zajęła Bogu ducha winnych słuchaczy, którzy wykazali się wysoką kulturą osobistą i krzyczeli "Brawo, brawo, bis". Chciałbym też korzystając z okazji podziękować załodze knajpy, za to, że nie dostarczyła pomidorów do rzucania.

Nocne zdjęcie w kamerze termowizyjnej. Czerwień zabarwiona Żywcem

Więcej nie pamiętam, no nie no trochę pamiętam, miało być karaoke, była też niezgorsza tańcbuda o nazwie Antykwariat, były tańce i było bakowanie i był nocny powrót, trasą okrężną przez 20 kilometrów, które poczułem dopiero dziś w poniedziałek po dwóch dniach od zakończenia imprezy...

Tradycyjny finał zlotu - tym razem wersja z noktowizora, jedyna zachowana

Wojownicy dokonali imprezy tradycyjnym już tanim winem marki jakiejś dobrej bo dla QuietaC tanie wina zaczynają się od 20 zł. Tylko, czemu akurat musiało być to wino wytrawne?

A w nocy była wielka orgia grupowa w akademiku, seks totalny, całkowicie drapieżny i dziki, seks bez uprzedzeń. Na szczęście nikt tego nie pamięta, nawet ja, i dodatkowo fart w tym że zdjęć wtedy nikt też nie robił.

Teraz na pożegnanie nie napiszę o tym jak spotkaliśmy podczas śniadanka dzień później rano w knajpie wegetariańskiej pedała co dziubał łapkami sałateczkę i nie opowiem, jak Pablo kulturalnie poinformował kolegę geja, że "Kolega już poszedł pół godziny temy". Nie będzie także pewności, że to był prawdziwy Kraków. Bo co było po drugiej stronie zbocza wawelskiego? Kto zaprzeczy, że nie rusztowania do ustawiania tej ślicznej scenografii, którą cały czas było widać?

Więc tak Kochani! To koniec tej powieści w jednym odcinku. Wiem, że dużo rzeczy nie udało mi się zawrzeć w tej opowieści, ale i tak jest dużo za długa. Do zobaczenia w następnym zlocie nalocie na Gdańsk i okolice!!!

Joe Monster

A dla podóżników polecam niniejszym super lokal w Krakowie, nocleg prawie jak za darmo - 20 zł od głowy:

DS 13, Straszny Dwór
Krakow, ul. Budryka, na rogu Reymonta.
tel 617-37-13


Oglądany: 15497x | Komentarzy: 22 | Okejek: 4 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

27.05

26.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało