Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Autentyki CCCLXI - Dobra rada barmanki

65 597  
298   11  
Kliknij i zobacz więcej!Dziś o dość oczywistym cenniku, weselnym prosiaku, depilacji woskiem oraz o pewnym policyjnym szkoleniu. Zapraszam!

PROSTY CENNIK


Wczorajszy Grunwald, czas już po bitwie. Wielu od razu rzuciło się do wyjazdu, więc korek zrobił się za... za duży. Nam się nie śpieszyło, w końcu wakacje, urlop itp. Chodzimy po terenie, oglądamy obozowisko, stragany, rozmawiamy z ludźmi, tu się coś zje, tam wypije (przepyszne miody pitne). Trafiliśmy też w okolice tej zakorkowanej drogi - żeby zobaczyć wyścig o rewelacyjnej prędkości 100 m/godz. Droga wyjazdowa jednokierunkowa, co dobrze oznakowano. Nagle, mijając stojących w kolejce, z parkingu wyjeżdża samochód i próbuje wjechać "pod prąd". Drogę zabiega mu policjant i słychać rozmowę:
- [K]ierowca: Panie władzo, o co chodzi?
- [P]olicjant: Gdzie pan chce jechać?
- [K]: No tam, do domu...
- [P]: Aha - to bilet w tamtą stronę kosztuje 500 zł...

by ziggrin

* * * * *

EKSPRESOWA POBUDKA


Jakiś czas temu słuchałem w radiu rozmowy z Wiesławem Gołasem.
Aktor opowiadał, że kiedy wraca do domu po przedstawieniu jest tak "nakręcony", że nie może od razu zasnąć.
Zawsze wtedy włącza radio, zwykle "Jedynkę".
Kiedyś, ponieważ nic ciekawego akurat nie nadawali, zaczął zmieniać stacje, aż trafił na Radio Maryja. Chwilę posłuchał i zmęczenie zwyciężyło. Jak to zwykle bywa, gdy zaśnie się w niezbyt wygodnej pozycji, zarówno ręka jak i noga mu zdrętwiały.
Obudził się w środku nocy. Ręką ani nogą nie może poruszyć, wokół kompletnie ciemno i z tej ciemności dobiegło go chóralne "Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie".

Podobno nigdy w życiu tak dziarsko się z łóżka nie zerwał.

by kocur_amber

* * * * *

BABCIA WIE LEPIEJ

Siostra była miesiąc temu na weselu w charakterze gościa. Punkt kulminacyjny biesiady - pieczony świniak w całości, okraszony petardami wjeżdża na wózku przy aplauzie weselników. Wszyscy ochoczo porcjują prosiaka i zabierają się do jedzenia. Siostra siedzi tuż obok staruszki/starowinki która z niechęcią patrzy na pieczyste.

- Mogę pani nałożyć kawałek mięska?
- Fuj!
- Jakie tam fuj? Smaczny, niech pani spojrzy jaka złocista i chrupka skórka.
- Fuj!
- Ale dlaczego?
- Na pewno z powodzi go wyciągnęli dusigrosze.

by Lasowy

* * * * *

KAŻDY POWÓD JEST DOBRY

Na pewnej posiadówce był Kumpel ze swoją niedawno zapoznaną Dziewczyną. W tle oczywiście telewizor gra. W pewnym momencie dobrze znana reklama chłodziarko-zamrażarki, w której to zaspany jegomość usługuje lodami z ogórkiem swojej zaciężnej żonie.
Dziewczyna do Kumpla: - Tobie pewnie nie chciałoby się tak dla mnie wstawać?
Kumpel: - Oczywiście że bym wstawał. Z taka lodówką.

by Semen_K

* * * * *

ODPOWIEDZIAŁ

Ponieważ całe wakacje i tak siedzę w mieście, zapisałam się na kurs angielskiego.
Lektor tłumaczy nam jak Anglicy wymawiają niektóre wyrazy.
kolega: To jak będzie po angielsku się wymawiało "Mam samochód"?
lektor: I have a car. Usta przy wymawianiu a w "car" trzeba ułożyć jak do o.
kolega: A jak to będzie po amerykańsku?
lektor: I have a fucking car.

by galene

* * * * *

POZWOLENIE CHURCHILA

W ostatnim numerze "Polityki" Stanisław Tym przytoczył znamienitą autentyk-anegdotę, która opowiedział mu śp. Jerzy Dobrowolski.

Otóż mamy rok 1948 i posiedzenie parlamentu izraelskiego, wraz z jego pierwszym premierem Ben Gurionem. Upał straszliwy.
W pewnym momencie Ben Gurion nie wytrzymał i zdjął marynarkę. Oczywiście reakcja opozycji błyskawiczna. - Jakim prawem Pan Premier obraża parlament i wszystkich wyborców? Kolejne głosy się przyłączają. Że to hańba. Że wstyd ! Na co Ben Gurion odpowiada spokojnie :
- Panowie spokojnie. Ja mam na to osobiste pozwolenie Winstona Churchilla i wielu świadków, że takiego pozwolenia mi udzielił, że mogę zdejmować marynarkę będąc w Parlamencie.

Przywołanie postaci brytyjskiego męża stanu przytkało wszystkich.

Jak Ben Gurion potem wyjaśnił - geneza była taka. W czasie wojny przebywał w Londynie na emigracji. Poznał tam wielu angielskich polityków, z którymi się zaprzyjaźnił. I zaowocowało to tym, że został zaproszony w charakterze gościa na obrady Izby Gmin. Ścisk był straszny - wspominał - upał i duchota. Więc w pewnym momencie nie wytrzymał i zdjął marynarkę. Przemawiający w tym czasie Winston Churchill zwrócił na to uwagę. Przerwał przemówienie i zwrócił się do Guriona w te słowa:
- Panie Ben Gurion! Marynarkę to Pan sobie może zdejmować u siebie w Parlamencie!

by Misiek666

* * * * *

DEPILACJA WOSKIEM

Kiedy jeszcze pracowałam jako stażystka w salonie kosmetycznym (był tam fryzjer, solarium, depilacja woskiem - jednym słowem full wypas) miała miejsce taka oto akcja. Szefowa akurat wyszła coś załatwić i zostałam prawie sama w zakładzie. Przyszła pewna pani około 50 i zażyczyła sobie depilację woskiem okolic "bikini". Zaprosiłam panią do pokoju, poprosiłam żeby się rozebrała itd. Sama wyszłam przygotować wosk itp. Gdy weszłam tam ponownie zdębiałam (dodam, że to nie był pierwszy taki zabieg jaki przeprowadzałam), wiedziałam czego mogę się spodziewać, ale to przerosło moje oczekiwania. Po pierwsze pani, widocznie ze względu na stara datę, nigdy nie słyszała o depilacji, nie wiedziałam, co zrobić wzięłam nożyczki i zaczęłam usuwać zbędne owłosienie w taki oto sposób. Co śmieszniejsze, po prawie skończonym zabiegu odkryłam tatuaż po wewnętrznej stronie uda "Własność Mariusza K.". Kiedy opowiedziałam to szefowej popłakała się ze śmiechu.

by szczesliwa5

* * * * *

A teraz chwila przerwy na stare dobre czasy, czyli wspominki sprzed 299 odcinków.

Hodowla budyniu


Mój ojciec jest instruktorem nauki jazdy. Pewnego dnia wyjechał z przyszłymi kierowcami w trasę drogą przez łąki, pola, lasy, miasteczka, wiochy i mękę. Osoba kierująca jest w skupieniu tak wielkim, jakby miała się dosłownie skupić (czyli ekhm... zdefekować), jedzie całkiem nieźle, zatem przyczepić się nie ma do czego; ruch niewielki.
Aby przerwać milczenie i wnieść nieco humoru tatko mój wskazuje na zażółcone pole (rzepak, z całą pewnością rzepak) i bez mrugnięcia okiem prawi:
- O! Rolnik budyń zasiał.
- Budyń? - spłoszony kierujący (a może kierująca - nie znam szczegółu) zerka w bok.
- No. Unia dopłaty daje, to i się opłaca - kontynuuje tato.
Kierowca uważniej spogląda w bok. - To? Budyń?
- Budyń, budyń. Kosi się, mieli i pakuje w te torebeczki.
Uczeń po chwili zadumy stwierdza z dyplomatyczną ostrożnością:
- Ja tam z miasta jestem, nie znam się...

by KoX

* * * * *

Dziwne życzenie klienta supermarketu

Pracuję interwencyjnie na kasie w hipermarkecie. Dziś obsługiwałam klienta i słyszę, że mówi coś do mnie, treść niestety nie dotarła do mojego umęczonego umysłu. Myślę sobie pewnie chce reklamówkę. Wydałam mu... Facet
dziwnie na mnie spojrzał i mówi:
- To jest za duże! Poza tym nie sądzę, żeby spełniło swoją rolę...
Okazało się, że chciał prezerwatywy.

by dozia

* * * * *

Policjant sokole oko


Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze była Milicja, zdarzyła się taka przygoda.
Jechaliśmy sobie z Rodzicielem, naszym wspaniałym kaszlakiem, tatulo powoził kulturalnie, zgodnie z przepisami, okoliczności przyrody wspaniałe, więc jazda miła była. Na horyzoncie pojawił się niebieski samochodzik, który okazał się milicyjnym Polonezem. Powoli minęliśmy się, ale za chwilę ojciec popatrzył w lusterko i rzucił, że coś jest nie tak, bo Polonez zawrócił i i zaczyna nas śledzić. Minęła kolejna chwila, Polonez zaczął nas wyprzedzać, z okienka wysunęła się ręka z lizakiem i trzeba było stanąć.
Podszedł do nas milicjant i wyjaśnił, że obywatel kierowca jechał z niezapiętym pasem bezpieczeństwa i będzie mandat.
Patrzę ja na ojca, koszula czarna, pas bezpieczeństwa czarny, faktycznie wygląda, że nie zapięty. Rodziciel zaczął się tłumaczyć, że kolory takie same, może z daleka nie było widać, że coś tam, coś tam. Na to milicjant stwierdził:
- Panie kierowco, ja niedawno byłem na badaniach lekarskich i tam mi powiedzieli, że wzrok mam dobry i żadnym ALBINOSEM nie jestem !

by trurl

I powracamy do autentyków teraźniejszych.


* * * * *

DO AUSGUSA

Kolega, który pracuje na kopalni, robił imprezę w domu. Zaprosił kolegów z roboty. Kolega mieszka w starej kamienicy i do ubikacji musi wychodzić na półpiętro. Na imprezie był taki koleś "zza przemszy" - po noszemu gorol. Impreza imprezą. Alkohol się lał. W pewnym momencie wstaje kolega gorol i się pyta gdzie jest ubikacja.
- A tam. Co będziesz szedł na półpiętro. Idź się wylać do ausgusa...
Po chwili koleś wraca i pyta:
- Gdzie mieszka Ausgus?


Wczoraj opowiadałem tę historię w robocie, ale że mamy kontraktowca z Kielc, to nie skumał. Pyta się mnie co to jest ausgus.
Ja, paląc, niewyraźnie odpowiedziałem:
- To jest zlew.
Cisza.
Jakiś czas później idzie zadowolony z batonem w ręku:
- Jem Ausgusa...
- Co, kuffa?
- No liona - lew
- ZLEW, kufffa!

by brogman

* * * * *

ZAPOBIEGAWCZA

Z wizytą u Szanownej Rodzicielki mojej przebywam.
Wczoraj wieczorem wystąpiła delikatna różnica zdań między mamą a mną, aż się na dłuższy spacer wybrałem. Wstaję dzisiaj rano, a mama pyta czy zjem śniadanie. Bardzo chętnie, ale lekko zdziwiony, bo zazwyczaj samoobsługa, no i po wczorajszym...
Kanapeczki full wypas, herbatka, kawka. Zasiadam i wcinam, a mama pokazuje świeży ser ze wsi i mówi:
- A to na drugie śniadanie.
Ja:
- A czym sobie zasłużyłem
- Niczym, punkty zbieram.
- Na co?
- Na starość!

by pies_kaflowy

* * * * *

KOLACJA DLA INSTRUKTORÓW

Ponad rok temu. Siedzę sobie. Na kursie. Znaczy na tyłku, ale w trakcie kursu. Na szkolenie strzeleckie mieli przyjechać chłopaki z Izraela by pokazać swoje techniki plus przeprowadzić egzamin. No gitarka. Szkolenie jak szkolenie. Kto nie łapie techniki dostaje baty (Żydki się nie patyczkują. Kolano i strzał z pięści w klatę to standard). No nic, po dzionku intensywnego treningu przychodzi pora kolacji. Rzucamy się wszyscy na żarełko i po chwili na stole nie ma nic poza dwiema paróweczkami i paroma kromalami chleba. Wtedy wpadają nasi instruktorzy. Tomek wkurzony ma do nas pretensje, że nie zostawiliśmy nic do jedzenia "kolegom z Izraela". Nam kopary opadły, bo w końcu na obiedzie ich z nami nie było, więc nikt nawet nie pomyślał by coś zostawić. Tomek drze się, że nie będzie czym gości nakarmić... Wychodzą, po czym kumpel wypala:
Niech sobie macy napieką

KIEŁBASKA NA ZIMNO

To samo szkolenie dzień wcześniej. Po zwiedzaniu ośrodka szkoleniowego i otaczających go lasów oraz toru przeszkód wszyscy ledwo powłóczyli nogami. Każdy myślał tylko by zjeść, spłukać błoto i walnąć się spać... Na stół między wędliny, sałatkę i dżemy wjechały półmiski z kiełbaskami. Kiełbaski jakieś takie zimne, nawet jakby chwilami lód trzaskał między zębami, ale nikt nic nie mówił. Ważne, by napchać żołądek. Po kolacji wchodzi jeden z instruktorów. Patrzy na puste miski. Na nas. Jakoś dziwnie się uśmiecha... Rano przed zaprawą mówi do nas:
- Słuchajcie. Dziś na kolację też będzie kiełbasa. Ale tu jest kominek. Wieczorem zawsze rozpalamy w nim ogień i możecie je sobie podgrzać.

ACH TEN GPS...

Mamy z Młodym do pokonania trasę. Nawigację szlag trafił, więc jedziemy na analogu.
- Przemek, spojrzyj w mapę, czy z Wolsztyna nie będzie krócej...
Młody wziął mapę w rękę. Obraca nią. Obraca. Na moje spojrzenie wypala:
- No czekaj! Ładuje się!

DLA KOLEGÓW WSZYSTKO

Siedzę na stacji paliw z orłem w logo i popijam poranną kawkę. Ulicą jedzie kijanka (kia ceed z dyskoteką na dachu). Kijanka zwalnia i wjeżdża na stację. Gadka szmatka z chłopakami i nagle koleś wypala:
- Piłeś coś?
- Nie.
- To weź wypij i wyjedź na miasto...
- ???
- No nudy mamy, a tak byłby wynik...
(kutfa, ma człowiek tych kolegów)

by bartosz_k

* * * * *

POZLOTOWY POWRÓT

Jedziemy ze zlotu do dom, Aishaa przysypia, mnie trzęsawka kacowa dopadła, a Intelektualista, adekwatnie do swego nicka, uderzył w filozoficzne rozważania.
- Ale czemu to się nazywa zlot? Powinien być zjazd. Dlaczego nie mamy zjazdu?
Whisek:
- Bo zjazd mamy po zlocie.

Wyprzedzamy ciężarówkę, Intelektualista ciekawy świata przyjrzał się uważnie i oznajmia.
- Widziałeś Łisek!? Gołębie jechały!
Whisky z totalnym niedowierzaniem:
- Ale jak? Prowadziły?

by krolowa_sniegu

* * * * *

DOBRA RADA BARMANKI


Zjechałem ostatnio z nocnego roweru do pracy na ploty. Generalnie bar już zamknięty, sprzątanie w stanie zaawansowanym, koleżanki robią sobie przerwę, siadamy na kanapie.
Wchodzi [M]ęczydupa - klient, któremu nie przeszkadza, że wszystkie stoliki wyniesione na zewnątrz, podłoga w trakcie mycia, na barze wszystko zamknięte i policzone. Nie, on po prostu chce jedno piwo i nie do pomyślenia jest to, że nie podajemy mu go na srebrnej tacy.

Ale wracając do tematu - wchodzi [M] i zaczyna prosić o dwa Ciechany Miodowe, no bo szybko wypije i w ogóle.
Nie.
Zaczyna tłumaczyć, że to w zasadzie nie dla niego, a dla kobiety, i że ona je tak lubi.
Nie.
[M] - No to co ja mam zrobić?
Na to któraś z koleżanek, teatralnym szeptem:
- Spróbuj, może da się puknąć na trzeźwo.

by dSort

Chcesz poczytać więcej autentyków, wejdź na nasze forum "Kawałki mięsne". Jeżeli chciałbyś opowiedzieć jakąś zabawną historię ze swojego życia, możesz zrobić to na forum (koniecznie zaznaczając przy wątku taki znaczek: ), lub wysłać ją TYM TAJNYM KANAŁEM W tytule maila wpisz Autentyk.


Oglądany: 65597x | Komentarzy: 11 | Okejek: 298 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

16.09

15.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało