Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Autentyki CCCLVI - Solanka z Kołobrzegu

53 414  
344   19  
Kliknij i zobacz więcej!Mandat który otrzymał Witek, wyjazd integracyjny, studenci medycyny, czy też niesamowita babcia, u której w domu trzeba coś naprawić. Dziś między innymi o tym właśnie. Zapraszam.

WITUSIOWY MANDACIK


Ostatnio bawiliśmy się na jednym weselu. Wesele było organizowane poniekąd chałupniczo - najpierw uroczysty obiad dla rodziny, tydzień później biba dla znajomych. Bibę zorganizowano w zaprzyjaźnionym ośrodku kultury, żarcie przygotowałyśmy całą babską ekipą, młodzi zadbali o część rozrywkową, zaś kolega Witula, powołując się na jakieś tam znajomości hurtownicze obiecał przytransportować alkohol.
Impreza już się zaczęła, młodzi odebrali od wszystkich życzenia i prezenty, gotowiśmy się bawić, a Witusia - nie ma. DJ puszcza imprezowe lodołamacze, ludzie wskakują na parkiet, zabawa trwa już godzinę, a Witusia - nie ma. Zaczynają się rozmowy na ten temat. Jedni niecierpliwią się brakiem napojów wysoko gazowanych, inni martwią się, że może coś mu się stało, jeszcze inni już układają scenariusze, co tym razem Wituś mógł wywinąć, łącznie z opcją, że zapomniał o imprezie. I w chwili, kiedy po towarzystwie krążył już kapelusz ściepowy na zakup czegoś dla przetrwania do przyjazdu alkoholu właściwego - pojawił się Witula. Od progu przepraszał, w pas się kłaniał i tłumaczył, że trafiła mu się najdziwniejsza kontrola drogowa w życiu.
Wyjechał z domu dość późno, a znajomą hurtownię miał aż w Sochaczewie (jakieś 70 km od miejsca imprezy), zatem dociskał mocno gaz. W drodze powrotnej "misie" zamachały mu lizakiem. "Przekroczył pan dozwoloną prędkość o 48 km/h, to będzie tyle to a tyle złotych mandatu i tyle to a tyle punktów karnych" no i rutynowa kontrola - dokumenty, apteczka, bagażnik... I nagle dziwnym zrządzeniem losu policjanci po prostu oddali mu dokumenty, pouczyli, życzyli szerokiej drogi i puścili bez mandatu. Faktycznie - dziwnie. Przy takim przekroczeniu prędkości raczej nie udaje się wymigać od mandatu, a tu taki psikus?
Zagadka wyjaśniła się po otwarciu bagażnika, gdzie zauważyliśmy, że z jednej ze skrzynek z wódką ubyły trzy butelki.

by Kichawa

* * * * *

COŚ NA KOMARY

Wiadomo - ciepło, imprezy w plenerze, a te cholery żrą, gryzą, kąsają itd. (po odpowiedniej ilości % jakby mniej, no ale jednak).
I przed taką właśnie plenerówką postanowiłem zaopatrzyć się w coś antykomarowego. Podejrzewałem, że będzie ciężko... kilka marketów, aptek, drogerii, smile shopów, sex shopów, monopolowych, wszędzie to samo - "Nie mamy już nic na komary".

W końcu trafiam do kolejnej apteki - kolejka po byku, na oko 20 osób, różnego wieku, płci, poglądów politycznych i upodobań seksualnych. Myślę sobie "jest szansa, może tu coś będzie, skoro wszyscy tak dzielnie stoją". Przy okienku kobieta robi jakieś poważne zakupy - "A jeszcze to, a jeszcze to, a pani magister, jak to działa? ..." w końcu kończy zakupy, podchodzi kolejna osoba:
- Coś na komary poproszę.
- Nie mamy już nic na komary.
I cała kolejka rusza w kierunku wyjścia. Mija kilka sekund, ludzie zatrzymują się patrząc jeden na drugiego i wybuchają gromkim śmiechem. Wychodzimy przed aptekę i zaczyna się dyskusja "tam też nic nie ma, już wszystko wykupione" i "podobno jak się natrzeć krwią smoka, to nie gryzą" oraz "powinni opryskiwać jakimiś środkami, no nic nie robią ci oni".

20 osób dyskutujących na chodniku nieco rzuca się w oczy, więc przechodnie z zainteresowaniem podchodzili "Ale o so chozi? Aaa komary, tak tak, tam też nic nie mają, ale podobno..." i grupka się powiększa.

Zwróciło to uwagę przejeżdżającego patrolu policji (bystrzachy chłopaki). Zatrzymali się, wysiadają. "Co tu się stało, wszyscy na ziemię, stój bo strzelam, czy można jakoś pomóc", na co ktoś z tłumu:
- Jak ten spray co pan masz przy pasku odstrasza komary, to weźmiemy kilkadziesiąt opakowań.
Mina policjanta - bezcenna.

by TzTesla

* * * * *

ZEW NATURY

Wsadzili nas wczoraj w 4 autokary i wywieźli na jakieś zadupie 300 kilometrów od Warszawy. Oczywiście towarzystwo w autokarze było odpowiednio wyposażone. I jak to bywa w tego typu podróżach, po jakimś czasie kierowca usłyszał, że chyba pora odcedzić kartofelki.

Był jednak twardy i stwierdził, że zatrzymamy się dopiero za Radomiem. Dla niektórych Radom okazał się najdłuższym miastem w Polsce. Rozciągał się zapewne od kresów wschodnich, aż po ziemie odzyskane.

Teksty latały typu:
- TATO! KUPA!
Tudzież:
- To już niech pan się nie zatrzymuje, w tapicerkę poszło...

Mo kompan obok naprawdę cierpiał katusze i widać było, że zaraz mu pęcherz eksploduje. W pewnym momencie mówi:

- Misiek, zobacz. Nawet te jeb@ne reklamy co mijamy nie dadzą mi myśleć o czymś innym!
- He, jak to?
- No sam zobacz: "ODLEWNIA metali", "OLEJ opałowy".
- Przesadzasz. A tu masz na przykład "Kominki z duszą". Mi się nie kojarzy...
- Tobie się nie kojarzy. Ja tam przeczytałem "Kominki z DYSZĄ".

by Misiek666

* * * * *

CELNA RIPOSTA

Jedziemy autem, Jakub jak zwykle stwarza zagrożenie na drodze, ja już wnerwiona proszę:
- Kuba, uważaj! Mam ostatnio wizje, że zginiemy w wypadku!
- A ile mamy lat w tej wizji? Bo może po dziewięćdziesiąt? Zawsze uważałem, że umrę jako starzec podczas seksu oralnego z osiemnastką!
- Taaa, powiedz mi jaka osiemnastka będzie chciała robić starcowi laskę?!
- Biedna...

by krolowa_sniegu

* * * * *

MŁODY DA SE RADĘ

Wchodzę do sklepiku osiedlowego wczoraj po południu. Standardowe zakupy. Pani sklepistka podaje, liczy, a na koniec razem z resztą daje mi paragon na 7.40 mówiąc, że tyle mam do zapłacenia w ramach otwartej "kreski". Jako żywo nie mogłem sobie przypomnieć kiedy nie zapłaciłem za zakupy. Dzwonię do małżowiny - ona też zdziwiona. Na paragonie jakaś cola, gumy, chipsy... W ramach wyjaśnienia pani powiedziała, że mój Młody (lat 7) otworzył sobie niedawno sam (po tajniaku, rzecz jasna) kredyt w sklepie.
Mam wrażenie, że sobie w życiu chłopak poradzi.

by kolleck

* * * * *

CI STUDENCI MEDYCYNY

Rzecz miała miejsce podczas przerwy w zajęciach z chorób zakaźnych na V(!) roku studiów na kierunku lekarskim, więc generalnie wydawać by się mogło, że należy się po studentach spodziewać przynajmniej podstawowego poziomu wiedzy i ilorazu inteligencji ciut większego od kartonowego pudełka po lodówce... A jednak znalazł się jak widać osobnik, który przedarłszy się przez sito egzaminatorów postanowił przedstawić światu swój obezwładniający intelekt dopiero po 5 latach studiów. Oto rozmowa moich 2 kolegów z roku na szpitalnym korytarzu:

X: Wiesz, bo my jutro z K. mamy gastrologię...
Y: (z nieskrywanym zainteresowaniem) Tak? A co będziecie gotować?

Aż mi się na usta cisnęło, że pewnie flaczki, ale postanowiłam jednak załamać się i odejść...

by edyta114


* * * * *

A teraz chwila przerwy na stare dobre czasy, czyli wspominki sprzed 300 odcinków.

SĄSIEDZKO-HIGIENICZNY

bonia3

Jak wprowadziliśmy się do naszego mieszkania, rozpoczęliśmy gruntowny remont łazienki. Zrezygnowaliśmy z wanny na rzecz prysznica - oszczędność wody i miejsca w łazience. Jakoś mąż z kumplem wyciągnął z łazienki tę cholernie ciężką wannę i stoją na korytarzu, czekając na windę... móżdżą, czy do windy wlezie...
Z mieszkania obok wychodzi paniusia z ratlerkiem... patrzy na męża, na wannę i rzecze do ratlerka:
- Patrz, Freduś, jakieś brudasy się tu wprowadzają! Wannę wyrzucają z domu!

* * * * *

KONTEMPLACYJNY

fotograf_sz:

Wczoraj siedzę w domu nad korektą pracy magisterskiej. W tym czasie administracja zarządziła kontrolę przewodów kominowych i wentylacyjnych. Po mieszkaniu łazi gość, sprawdza zapalniczką przy kratkach wentylacyjnych czy jest ciąg. Ja czytam i stawiam znaki korekty, facet chce być uprzejmy i nawiązuje rozmowę:
- Pan to tak tylko siedzi i czyta, a ja przy mojej pracy to muszę myśleć.

* * * * *

NOWOBOGACKI

chypre:


Mam taki fajny skórzany plecaczek, wyjątkowo pakowny. Noszę go do wszystkiego, chociaż jest wyraźnie sportowy i nieco już podarty. Odstawiłam się w niedzielę do Łazienek, kostiumik typu chanel, a co, i oczywiście do tego plecousze,. Wiem, wiem, zestawienie niekonwencjonalne. Wchodzę ci ja do kawiarenki przy Łazienkach, spotkałam zaprzyjaźnionego starszego pana.
Dottore: Ewuniu, wyglądasz jakbyś była bogata... Od wczoraj.

I powracamy do autentyków teraźniejszych.

* * * * *

KLIENCI PEWNEGO SKLEPU

Wchodzi koleś, widać, że chłopak ze wsi oderwany...
[k] - Gdzie moje drzwi!
- Mamy problem z transportami, będą 25 czerwca...
Tu, pokazując 8 palców, mówi:
[k] - Ja pie...ole.. chce moje sześć drzwiów!!! Sześć!!!


Siedzimy. Dzień spokojny, klientów brak. Nagle podjeżdża z piskiem samochód. Wbiega facet do środka. Rozbieganym wzrokiem miota po sklepie. Pyta:
- Są tu gumoleony?
Kolega odpowiada...
- Nie ma. Pouciekały.
Chodziło o gumoleum.


Chodzi sobie klient po sklepie... Irytuje...
Podchodzę i pytam:
- Pomóc może panu w czymś?
- Nie może pan. Już nikt nie może...
Odszedłem speszony...


Klientka kupuje panele z montażem... Pyta:
- Przyjadą państwo na pomiar? Sama jestem i nie bardzo wiem jak, bo mąż mnie zostawił, a ostatnio nawet sąsiad mnie unika.

by CrAzY_FrOOg

* * * * *

SKOJARZYŁ

Ostatnio nawiedziły nas niemiłosierne upały. Jeść się nie chce, a z głodu zdechnąć nie wypada. Stwierdziłam, że zjem coś lekkiego. W kuchni siedzę ja i moja rodzicielka, przy lodówce stoi mój ślubny. Mówię mu: wyciągnij mi jajka i ogórka, no co on odpowiada mi ze zdziwioną miną, z rękami na kroczu: tak przy twojej mamie?
I znowu mnie zaskoczył, mimo ośmiu lat wspólnego życia!

by psychodela

* * * * *

ZAPOBIEGAWCZY TASIEK

Mój kolega (od pewnego czasu goli się na łyso) zatrudnił do pracy na działce dwóch okolicznych żuli (Jurek i Tasiek), w miarę robotne chłopaki. I pewnego dnia od Taśka usłyszał:
- A bo ja to nie lubię rudych i łysych
- No dobra, rudzi to wredni, a dlaczego łysych?
Na co Tasiek rzekł:
- A uj ich wie jakie mieli wcześniej włosy...

by beate2

* * * * *

ŻYCIOWA BABCIA

Misja na dziś: Wymienić instalację elektryczną w drewnianej chatce zamieszkanej przez starą babcię (na oko 80 lat).
Cel misji wykonany.

Misja babci: zabić.

Próbowała najpierw, niczym złoczyńca z "Siedem", karmić nas aż pękniemy: rosołem, udkami z kury, wędlinami, ba, nawet po browarze przyniosła, ale przetrwaliśmy.
Potem zaczęła dręczyć pytaniami: "A kiedy szef przyjedzie? A czy mógłby dzisiaj? A jak mnie nie będzie to co? A..."
Trzymaliśmy się ostatkiem sił i wtedy zrobiła fatality:
- Bo ja bym wolała go dziś zaspokoić.

Wynik: 4 facetów krztuszących się kompotem z truskawek, jeden niepokojąco zsiniał.

Muszę powiedzieć ojcu, że jak będzie jechał się rozliczać, to niech wyraźnie zaznaczy w jakiej walucie.

by Radioactive

* * * * *

SOLANKA Z KOŁOBRZEGU

Wczoraj byłem zmuszony pojechać Kołobrzegu w sprawach rodzinnych. Aby nie robić pustych przelotów, skorzystałem z okazji i nabrałem solanki ze źródełka (kto był, ten wie). Świetna do ogórków (1/3 solanki, 2/3 wody). Nie byłem przygotowany na taką akcję, więc za pojemniki posłużyły półtoralitrowe butelki PET - po jakiejś wodzie.
Zapomniałem oczywiście wyładować je z samochodu i pojechały dzisiaj ze mną na przystań.
Pracujemy z kumplami przy łódce, słoneczko przygrzało, pić się chce...
Kumple poszli do samochodu - ja byłem zajęty malowaniem, więc ominęła mnie akcja właściwa.

Wracają - z dziwnie obojętnymi minami i nieśmiało podpytują:
- Co masz w tych butelkach?
- W których?
- No tych w bagażniku...

Od razu załapałem o co chodzi - łobuzy nie przyznali się, że spróbowali.
Nie przerywając malowania odpowiadam mimochodem:
- To krowi mocz, Agnieszka robi badania na uczelni, musiałem jej załatwić.
- ???
- Podobno zajebiście słony...

Priceless...

by Bladerunner

Chcesz poczytać więcej autentyków, wejdź na nasze forum "Kawałki mięsne". Jeżeli chciałbyś opowiedzieć jakąś zabawną historię ze swojego życia, możesz zrobić to na forum (koniecznie zaznaczając przy wątku taki znaczek: ), lub wysłać ją TYM TAJNYM KANAŁEM W tytule wpisz Autentyk


Oglądany: 53414x | Komentarzy: 19 | Okejek: 344 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało