Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Wielka księga zabaw traumatycznych CCIV

30 889  
59   3  
Kliknij i  zobacz więcej!Miły piesek, trzepak, łóżko czy ławka. Oto dzisiejsi sprawcy nieszczęść. Zapraszam do lektury.

Nie powtarzajmy tego! Nigdy! Osobom, których psychika nie jest wypaczona stanowczo odradzamy lekturę, pozostałych zapraszamy, im i tak jest wszystko jedno...

MISIEK

Mając lat może z 10 pojechałam z rodzicami na zlot rodzinny z jakiejś tam okazji, do kuzynki na wieś. Kuzynka miała psa, co to pilnował obejścia po nocy. Jako że pies nosił wdzięczne imię Misiek, a był przy tym mieszańcem wszystkich bodajże wilczurów i owczarków, pomyślałam, że będę kozak, jak pójdę pogłaskać takiego wielkiego, groźnego psa, który według opowiadań mojej babci, był bardzo przytulaśny. Więc poszłyśmy z kuzynką na rejon do Miśka. Głaskałam, owszem, piesek oczywiście bardzo się łasił etc. Jednak kiedy pieszczoty już mi się znudziły i odwróciłam się, by odejść, Misiek najwyraźniej zmienił o mnie zdanie.
Skoczył mi na plecy, przewrócił mnie i zaczął gryźć. A że był to czas, w którym takie wypadki zdarzały się często, gęsto i pisano o nich w gazetach, toteż każde dziecko wiedziało dokładnie jak się zachować. Więc leżałam tak sobie w strefie podbrzusza Miśka, Misiek zajmował się podgryzaniem, a Kuzynka pomiędzy krzykami: "Tato, tato!" mówiła: "Nie ruszaj się Ewelina, nie ruszaj, taaaatooooo!". Rodzinka cała spanikowana wybiegła przed dom, ponieważ mój brat obwieścił im, że Ewelina właśnie została zagryziona przez psa. Misiek zostawił mnie po jednej komendzie wujka. Zabrano mnie do domu, oczyszczono rany wódką, bo akurat pod dostatkiem było jej na stole. Nic wielkiego się nie stało, parę ran po zębach i pazurach. Traumy w stosunku do psów nie mam. Misiek obecnie znajduje się bodajże niestety w psim raju... Wybaczyłam mu wspaniałomyślnie.

by elelinka369

* * * * *

FIKOŁEK

Miałam 9 lat. Zawsze wszyscy moi rówieśnicy szybciej biegali, lepiej jeździli na rolkach i umieli fajniejsze fikołki na trzepaku. Tego ostatniego nie zdzierżyłam. Postanowiłam nauczyć się, najtrudniejszego dla mnie, fikołka do przodu na dwóch nogach. Zadowolona, postanowiłam pochwalić się koleżankom nową umiejętnością. Nie wiem jak to się stało i w jaki sposób spadłam, ale wylądowałam w szpitalu ze złamaną lewą ręką w dwóch miejscach i z przemieszczeniem. Nie miałam ani siniaka, ani żadnego skaleczenia, więc być może łapka zawinęła mi się niefortunnie dookoła trzepakowej rury. Pół nocy spędziłam w poczekalni z przerażoną mamą, później chirurdzy składali mi rękę. Miesiąc z gipsem. Na szczęście ręka perfekcyjnie się zrosła i nie ma śladu.

by zwjezondko @

* * * * *

POSZEDŁ

Mając lat około 5, pierwszego dnia 2-tygodniowego turnusu nad morzem zachciało mi się zbiec po łóżku i polecieć do drugiego pokoju, jako że chyba ktoś mnie wołał. W pokoju były 2 łóżka typu 'pionowa prostokątna deska - materac - pionowa prostokątna deska'. Gdy dobiegłem do końca łóżka zeskoczyłem z niego oczywiście zaczepiając nogą o deskę, w związku z czym zmieniłem kierunek i spadłem nosem wprost na kant deski sąsiedniego łóżka. Nos 2 razy większy przez całe wakacje, i przegroda nosowa wprawiająca w osłupienie laryngologów, jako że poprzestawiana jest we wszelkich możliwych płaszczyznach...

by deadblind

* * * * *

ZABAWA W UCIEKANIE

Miałam 4, może 5 lat. Babcia często zabierała mnie na spacerki. Dodam, że często lubiłam przed nią uciekać- ot, dla zabawy. Jako że w pobliżu naszego domu nie było żadnego parku, większość osób spacerowała po cmentarzu. Tak więc pewnego spokojnego dnia, gdy razem z babcią chodziłyśmy alejkami cmentarza, jak zwykle postanowiłam zwiać. Biegłam sobie dość spory kawałek i nagle zobaczyłam przed sobą zachęcająco wyglądającą ławkę. Postanowiłam wskoczyć na nią z biegu. Okazało się, że nie była ona wbita w ziemię i przewróciła się. Efekt? Upadek, głowa rozcięta o ostry kant granitowego nagrobka, ogromny płacz i nieuciekanie przed babcią... do końca tamtejszego dnia

DYWANIK

Chodziłam wtedy do zerówki. Sala była dość duża. Na samym końcu stały sobie szafeczki, przed którymi leżał dywanik. Ot zwykłe wyposażenie przedszkola. Któregoś dnia chciałam podejść do pani, której biurko znajdowało się zaraz obok tychże nieszczęsnych szafeczek. Jednak nie patrzyłam pod nogi, zahaczyłam stopą o dywan i rąbnęłam czołem o szafkę. Pamiętam, że przyjechała moja mama, byłyśmy potem w ośrodku zdrowia, a na koniec dostałam mówiącą lalę. Zazdrościły mi jej wszystkie koleżanki z przedszkola. A czoło? Na szczęście obeszło się bez szwów, ale później byłam nieco ostrożniejsza.

by ewcia1995 @

* * * * *

TRAUMATYCZNA RODZINKA

Najpierw brat, starszy ode mnie o rok:

Lat miał mniej niż mało, pełzał po podłodze. Ponoć lubił siedzieć pod stołem. Tak bardzo lubił, że pewnego dnia pociągnął za obrus. Na głowę spadł mu siermiężny, radziecki budzik. Szycie głowy.

Kilka lat później wraz ze starszą (ode mnie 7 lat) siostrą bawiliśmy się w ciuciubabkę. Zakręciliśmy brata za mocno. Wpadł głową na kant szafy. Szycie głowy.

Jeszcze później brat wieczorem szedł do pokoju po okulary. Leniwy był, więc nie zapalił światła. Skręcił za wcześnie, pocałował róg ściany. Szycie głowy.

Siostra:

Gdy miała rok czy dwa, na wsi (gdzie kiedyś mieszkaliśmy) były żniwa czy tam sianokosy. Ludzie zajęci, dziewczę bawiło się przy nich w stodole. Nagle wsadziła palec (wskazujący) od spodu w mechanizm sieczkarni (jak ktoś nie wie - taka machina do ciachania słomy, siana itp.; mechanizm to koła zębate, grube, z ciężarkami). Nie zareagowała, dopóki mama nie zaczęła krzyczeć i mdleć. Siostra spojrzała na zakrwawiony palec i w ryk na pół wsi słyszalny. Do dziś ma paznokieć dziwnie "załamany".

Teraz ja:

W wakacje pewne dawno temu na wsi (innej, ale to nieważne), skakałem w zielonych kaloszkach po kałużach na polnej drodze, tuż przy resztkach elektrycznego pastucha. Nagle coś mi się porypało i z całym impetem wpadłem na drut kolczasty, który wbił mi się w nogę od kostki po kolano - przez cały piszczel. Prawie nie bolało, ale krew się lała. Darłem się nieziemsko. Blizny brak.

Wiek gimnazjalny, znów na wsi, stałem na progu domu cioci. Krowy wracały z pastwiska, a jedna postanowiła powąchać kwiatki na rabatce. Chciałem ją odpędzić, ale jej się to nie spodobało. Wtedy nauczyłem się latać. Ślad po rogu (na szczęście nie przeciął skóry) na plecach miałem przez kilka miesięcy, a przez miesiąc nie mogłem się opierać, spać na plecach i normalnie się poruszać.

Zima, też na wsi, ferie. Dzieciaków gromada, sanek mało. Górka niewielka, spadek do rzeczki. Kto nie miał sanek, zjeżdżał na workach wypełnionych sianem. W moim przypadku zabawa się skończyła, gdy przejechałem po kamieniu, który elegancko przypierdzielił w moją kość ogonową. Mniej szczęścia miał kolega, który podróż zakończył na drzewie.

Pierwsza Komunia, dostałem rower. Oczywiście musiałem wypróbować cudo na osiedlu. Niestety rower wielki był, ja malutki, ledwo do pedałów sięgałem. Ale oczywiście musiałem się rozpędzić, by nie wyhamować i przyrąbać przednim kołem w barierkę przy trawniku. Rower się zatrzymał, ja za chwilę też. Kroczem na kierownicy.

by mamtogdzies

Traumatycy i wszyscy inni przeżywające mrożące krew w żyłach przygody! To seria o Was i dla Was! Klikaj w ten link i pisz! Opisz naprawdę traumatyczną historię, która zagości na stronie głównej i którą przeczytają tysiące ludzi! W tytule maila wpisz WKZT, to mi bardzo ułatwi zbieranie opowiadań.

UWAGA! Znaczek @ występuje przy nickach osób, które nie założyły sobie (jeszcze) konta na najlepszej stronie z humorem na świecie!

Oglądany: 30889x | Komentarzy: 3 | Okejek: 59 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

30.11

29.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało