Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

"Kopią, mości panowie!" - kilka słów o podróbkach w kinie tureckim

69 726  
421   33  
Ostatnie lata to dla amerykańskiego kina wyraźne pasmo twórczego zastoju. Częściowo przyczynił się do tego strajk scenarzystów, którzy uznali, że dobre skrypty warte są znacznie więcej niż zwykło się za nie płacić. Trudno się nie zgodzić. Producenci coraz częściej sięgają po sprawdzone hity sprzed lat i „odgrzewają kotlety”. Prawie każdy leciwy przebój doczekał się już kontynuacji bądź został nakręcony ponownie. Dochodzi już nawet do takich absurdów jak „remake remake'u”. Tak jest w przypadku Davida Cronenberga, który ma w planach nakręcenie nowej wersji „Muchy” - filmu, który wyszedł spod ręki tego reżysera przeszło dwadzieścia lat temu. Już tamten obraz był przeróbką horroru z lat pięćdziesiątych...

Amerykańscy filmowcy chętnie sięgają też po inspiracje w kinie zagranicznym i z całkiem niezłymi komercyjnymi rezultatami tworzą swoje wersje np. horrorów azjatyckich czy francuskich komedii. Myli się jednak ten, kto myśli, że w tego typu zabiegach przodują filmowcy z USA. Wiele lat temu, kiedy amerykański przemysł filmowy tonął w dobrych scenariuszach a technika animacji poklatkowej święciła największe triumfy, ktoś inny zdecydował się na importowanie pomysłów z zagranicy. Mowa tu o Turcji, która w przeciwieństwie do swych zachodnich przyjaciół nigdy nie zawracała sobie głowy wykupywaniem praw autorskich. Dzięki temu powstało kilka przeuroczych „kwiatków”.

Turecki James Bond, czyli „My name is Cocuk. Altin Cocuk”


Lata sześćdziesiąte to wysyp filmów szpiegowskich. A wszystko to dzięki pewnemu agentowi, który służył Jej Królewskiej Mości. Turcy też zapragnęli mieć w swej służbie tak szarmanckiego i męskiego bohatera jakim był 007 i nieśmiało sięgnęli po opracowany przez zachodnich filmowców schemat. I tak powstał „Altin Cocuk” - jeden z pierwszych tureckich filmów  "zainspirowanych". Najgorsze miało jednak dopiero nastąpić...

Oto fragment tego filmu. Proszę zwrócić szczególną uwagę na sceny morderstw i znakomite, sugestywne aktorstwo. Na uznanie zasługują też wyśmienite sceny pościgów.

https://www.youtube.com/watch?v=-kOLqg3UVBs&feature=channel

Gwałt na „Star Treku”

Zaczęło się. Lata 70. i 80. to początek prawdziwej plagi przeróbek. Na pierwszy ogień poszła space opera dla fanów obcisłych kostiumów i potworów z gumy. Fabuła filmu „Turist Ömer Uzay Yolunda”, znanego też jako „ Ömer-the Tourist in Star Trek”, była banalnie prosta – główny bohater to turecki komik, który za sprawą dziwnego zbiegu okoliczności trafia na pokład Enterprise'a. Podczas swoich przygód spotyka kilka znanych postaci, w tym niejakiego Mr.Spaka.



   William Shatner - wersja turecka






A oto i sam Mr. Spak


Każdy fan kosmicznej serii powinien być zachwycony – mamy tu całą masę beznadziejnie zrobionych kreatur, sporo styropianowych głazów (o, tak! ”Star Trek” zawsze z tego słynął), no i mnóstwo bezczelnie wyciętych z oryginału ujęć i efektów specjalnych, na nakręcenie których nie było stać producentów tego obrazu. Swoją drogą turysta Ömar pojawił się w kilku innych filmach.

https://www.youtube.com/watch?v=2vaAghCS0V0

Doprawdy, nie do odróżnienia od oryginału.

Kolejna „gwiezdna” przeróbka

Jak wiadomo, fani serii „Star Trek” prowadzą zaciekłe boje z miłośnikami blondwłosego Luke'a Skywalkera i astmatycznego Lorda Vadera, który                    (UWAGA! SPOJLER!) jest ojcem tego pierwszego. Aby uniknąć posądzenia o stronniczość prezentujemy kolejny turecki „wynalazek” - film „Dünyayi kurtaran adam”. Obraz ten w sumie nie nawiązuje fabułą do lukasowej epopei, jednakże autorzy tego filmu pozwolili sobie na wykorzystanie całych ujęć z gwiezdnej trylogii. Mamy więc brutalnie wykradzione sceny walk kosmicznych z udziałem X-wingów oraz bójkę w knajpie, w której Han Solo poznał Luke'a.


Fabuła tego „dzieła” jest tak idiotyczna, że nawet szkoda ją tu przybliżać. Warto natomiast zwrócić uwagę na oprawę dźwiękową – to jedyny film, w którym usłyszymy motywy przewodnie z „Indiany Jonesa”, „Moonrakera”, ”Planety Małp” czy produkcji Disneya.

Dla wytrwałych prezentujemy słynną scenę treningu głównego bohatera. Tak morderczych ćwiczeń nie byłby w stanie wykonać nawet Rocky Balboa.

https://www.youtube.com/watch?v=x9iE7Tcuoow&feature=fvst

Produkcja ta dochrapała się miana obrazu kultowego, co zmobilizowało twórców filmu do realizacji sequela. I tak w roku 2006 światło dzienne ujrzała druga część tego filmu. Mimo iż czasy się zmieniły i technika poszła naprzód filmowcy po raz kolejny pozwolili sobie na zapożyczenie gotowych scen ze „Star Wars”,”Battlestar Gallactica” czy „Star Treka”.

Kto powiedział, że Superman mieszka w Stanach?

Kolejnym wyzwaniem dla tureckich filmowców był Człowiek ze Stali, przybysz z planety Krypton, czyli facet, który zwykł zakładać czerwone slipy na niebieskie rajtuzy. Film „Süpermen dönüyor”, znany również jako „Superman Returns”, zawierał, ma się rozumieć, gotowe ujęcia z amerykańskiego pierwowzoru oraz ścieżkę dźwiękową oryginału. Cała reszta, na czele z superherosem, powstała dzięki ciężkiej pracy tureckiej ekipy filmowej.


Największym problemem było dopracowanie efektów specjalnych. Twórcy wywiązali się z tego zadania celująco. Fragmenty, w których Superman lata nakręcone zostały z pomocą cennego rekwizytu jakim była plastikowa figurka herosa, zakupiona zapewne na jednym z tureckich straganów...I kto powiedział, że dobre efekty wizualne wymagają długiej pracy i poświęcenia speców?

W poniższym nagraniu widzimy zarówno lot Człowieka ze Stali, jak i sposób w jaki ów bohater zatrzymuje ciężarówkę. Mam wrażenie, że jego amerykański odpowiednik załatwiłby sprawę w nieco innym stylu...

https://www.youtube.com/watch?v=p9oI7Fd3Uec

„3 dev adam”, czyli spotkanie trzech superbohaterów

Przygody Supermana wydają się niczym w porównaniu z obrazem „3 dev Adam”, w którym po raz pierwszy (i ostatni jak dotąd) na ekranie spotkały się trzy światowej sławy postaci – idole pryszczatych chłopców i obiekty westchnień ich rówieśniczek. Fabuła przedstawia się tak: zły, sadystyczny Spiderman (!!!) z pomocą swoich poddanych terroryzuje Istambuł. Na odsiecz umęczonym obywatelom przychodzi Kapitan Ameryka wraz ze swoim kumplem z Meksyku - El Santo. Tak, tak - amerykański superheros poprosił o pomoc legendarnego wrestlera.


Okrucieństwo Spidermana nie ma granic. W wolnych chwilach wymyśla kolejne wyszukane tortury dla swych ofiar. Oto do czego jest zdolny Człowiek-Pająk, któremu w ręce wpadły dwie świnki morskie.

https://www.youtube.com/watch?v=LDesXNM4R6E






Aby dopełnić obraz uwielbienia tureckich filmowców do kręcenia „dzieł” o superherosach warto przedstawić kilka innych tworów tamtejszego kina.


„Żelazny Pazur”- staromodny heros, walczący z samym Fantomasem


A oto i Batman („Betmen”?) we własnej osobie...


Drżyjcie, złoczyńcy. Oto „Major Tajfun”!

Egzorcysta po turecku

Juz sam pomysł brzmi strasznie? Rip off słynnego horroru nosi nazwę „Seytan” i faktycznie przeraża. Głównie poziomem gry aktorskiej i efektów specjalnych. Dodatkowo twórcy dodali do filmu znakomitą oprawę dźwiękową – mowa tu, oczywiście, o znanym z „Egzorcysty” „Tubular Bells” Oldfielda. Ci co „Seytana” obejrzeli, znienawidzili twórczość tego muzyka. W tureckiej wersji historii o nawiedzonej dziewczynce kompozycja ta leci niemalże non stop.


https://www.youtube.com/watch?v=vSoReHzrIRY

Badi, phone home!

Niestety, kosmita E.T. nie wrócił na swoją planetę. Został przechwycony przez ekipę filmową z Istambułu. Sympatyczny ufoludek został rozebrany na części pierwsze, a następnie nieudolnie skopiowany. „Badi”, bo tak zowie się klon znanego filmu Spielberga, jest obrazem przerażającym. Nie było to celowym zabiegiem twórców tej produkcji – rolę tytułowego, trójnogiego (?!) stworka gra karzeł odziany w wyjątkowo brzydki, gumowy kostium. Jeśli dorzucić do całości wizerunku bohatera charczący głos jakim przemawia Badi, to otrzymamy monstrum, które może być przyczyną nocnego moczenia się niejednego tureckiego dziecka.


Po dokładnej analizie plakatu okazuje się, że Badi to nie kto inny jak syn samego Mr. Spocka (Spaka), bo czyż to nie Enterprise mknie po lewej stronie zdjęcia?

https://www.youtube.com/watch?v=z0U-M9W4nKw

Ram(b)o powraca!

I tak oto dotarliśmy do ostatniego rozdziału. Kto z nas nie pamięta wspaniałych lat 80., kiedy to na ekranie panował Sylwek S. i jego filmy o zmęczonym życiem weteranie wojny w Wietnamie oraz równie zmęczonym, aczkolwiek chorobliwie ambitnym bokserze? Także i na te obrazy turecka kinematografia miała swoją odpowiedź.
Specami w kopiowaniu ról Stallone'a było dwóch umięśnionych aktorów: Sonmez Yikilmaz i Serdar.





Filmy te, podobnie jak inne, wymienione wcześniej „cuda”, znalazły swoich zagorzałych zwolenników nie tylko wśród rodzimej widowni, ale także i wielbicieli kina klasy Z na całym świecie. Oto trailer „Korkusuza” wydanego na DVD.

https://www.youtube.com/watch?v=YDugy8JuhTg

Teraz wiemy, że tureckie wyrzutnie rakiet wydają z siebie dźwięk: ”Plop!”.

A co z kinem kopanym? Jest oczywiste, że i tu filmowcy dali sobie jakoś radę. Znalazł się i fachowiec od naśladowania Bruce'a Lee - Nihat Yigit.

Wymienione tu filmy to tylko co ciekawsze przykłady tureckiej mody na kalkowanie zachodnich obrazów i bohaterów. Wiele z tego typu produkcji jest dziś obiektem pożądania maniaków kiczu i fanów wszystkiego, co ogółowi społeczeństwa wydaje się dziwaczne. Tendencja ta zaczyna przypominać niedawną modę na kolekcjonowanie „perełek” z Bollywood.

Swoją drogą szkoda, że nasi twórcy nie zdecydowali się na takie zabiegi. Chociaż swego czasu powstał film, który przez wielu określany jest polską odpowiedzią na Indianę Jonesa. Mowa tu o „Klątwie Doliny Węży” wyreżyserowanej przez naszego Eda Wooda – Marka Piestraka. Ale to już inna historia...


Oglądany: 69726x | Komentarzy: 33 | Okejek: 421 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

25.04

24.04

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało