Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Wielka księga zabaw traumatycznych CLXVI

48 505  
233   11  
Kliknij i zobacz więcej!Jeśli szukasz tu czegoś z czego można się pośmiać zrywając boki - zawiedziesz się. Natomiast jeśli trafiłeś tu szukając ludzi, którzy niemalże trafili do księgi Darwina - zapraszam. Dzisiejszym bohaterom w komplecie udało się przeżyć, choć były i złamania i zranienia...

Nie powtarzajmy tego! Nigdy! Osobom, których psychika nie jest wypaczona stanowczo odradzamy lekturę, pozostałych zapraszamy, im i tak jest wszystko jedno...

MARNIE WYGLĄDASZ. JAKBY...

Sytuacja miała miejsce na obozie konnym. Mając jakieś 15 lat przyjechałam jak co roku na wakacje. Pewnego dnia udostępniono nam tj. mnie, 6 innym koleżankom i kumplowi który miał całą tą akcję ogarnąć (czyli powozić) wóz, konia i wysłano po trawę coby futrzaki miały co jeść. Wszystko przygotowane, towarzystwo załadowało się na wóz czekamy tylko na dwie dziewczyny Ankę i Agę które zamykały ogrodzenie na pastwisko. W woźnicy naszym odezwała się złośliwość i widząc że skończyły ruszył. Dziewczyny rzuciły się biegiem za nami. Próbowały wskoczyć na wóz z boku. Jednej się udało drugiej, no cóż... nie bardzo. Usłyszeliśmy tylko krzyk:
- Aga, zejdź ze mnie!
Bujnęło nami mocno (łatwo się domyślić po kim przejechaliśmy) i zatrzymaliśmy się parę metrów dalej. Miny przerażone i wlepiamy oczy w Ankę rozpłaszczoną na drodze ze ślicznym bieżnikiem centralnie na kręgosłupie, doskonale widocznym na czarnej koszulce. Podniosła się powoli, popatrzyła na nas i ryknęła śmiechem. Podobno miny mieliśmy nieziemskie. Szczęśliwie zdążyła odsunąć głowę tak że opona nie wgniotła jej w kamienistą drogę. Skończyło się na stłuczonym kolanie. Do końca obozu witaliśmy ją tekstem:
- Marnie wyglądasz. Jakby ktoś po tobie wozem przejechał.

by Gwenn @

* * * * *

POWRÓT

Pewnego dnia, "za łebka", na nowym rowerze (komunijnym) szalałem wraz z kolegami z podwórka po osiedlu. Wiadomo - zabawy w policjantów i złodziei, wyścigi, takie tam... Ale zbliżał się koniec tego pięknego letniego dnia i trzeba było wstawić rowery do "rowerowni" i zająć się czymś innym (w planach była chyba gra w kapsle). Pojechaliśmy okrężną drogą - jak nigdy - która wiodła stromo w dół i kończyła się ostrym zakrętem w lewo. Nie wiem co mnie podkusiło i nie miałem zamiaru użyć hamulców tylko zmieścić się w zakręcie bez hamowania. Skończyło się to tak, że nie wyrobiłem na zakręcie odbiłem się od wysokiego krawężnika, przekoziołkowałem z rowerem i... wbiłem sobie rączkę hamulca w kolano! Nie zapomnę faceta, który widział całą sytuację i powiedział:
- Heh, to żeś się młody wypier....ił!.
Ze łzami w oczach poszedłem z rowerem do domu, stamtąd na pogotowie i szycie... Kilka szwów na kolanie i ładna długa blizna, którą mam do dziś...

by Bogdan @

* * * * *

ORZECHY

Dawno temu, kiedy dopiero co pozbyłem się przypałowej fryzury "na grzybka", udałem się z moją babcią na ogródek działkowy. Późne lato-wczesna jesień - orzechy już na drzewie były. I to właśnie one interesowały mnie bardziej niż te które już spadły... Wziąłem dobre 3/4 cegły które leżało nieopodal altany w celu użycia jej do strącenia upragnionych "świeżych" orzechów. Pierwsza próba zakończyła się porażką. Spokojnie, nie byłem tak głupi żeby rzucić cegłę i stać czekając aż spadnie mi na łeb! Po każdym rzucie uciekałem kilka metrów od drzewa. Ponawiałem swoje próby mimo ostrzeżeń zatroskanej o los wnuka babci: "Przestań rzucać tą cegłą bo ci na głowę spadnie i będzie problem!". Za chyba 5 razem byłem bardzo zdeterminowany i wziąłem porządny zamach. Cegła poszybowała w gałęzie orzechowca, ja czym prędzej oddaliłem się od niego na kilka metrów. Od tego momentu wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie... Stałem i zastanawiałem się "gdzie jest cegła?". Nagle poczułem mocne uderzenie w głowę. Mina babci - bezcenna. Babcia zbladła i rzuciła: "no i coś ty zrobił?". Byłem w szoku. Nic mnie nie bolało, macając się po głowie powiedziałem z uśmiechem: "Nic mi nie jest, mam twardą głowę". Na ręce zobaczyłem krew, krew ściekała mi też ciurkiem po głowie. Pojechałem z mama mą na pogotowie i jak się okazało przerwałem sobie jakiś nerw i dlatego nic mnie nie bolało. Założono mi kilka szwów. Do tej pory na mojej łysej głowie lśni blizna po cegle, którą sam na siebie rzuciłem.

by Sorder @

* * * * *

TRAUMATYCZNE RODZEŃSTWO

Mój braciszek kiedy był jeszcze bardzo młody postanowił się zabawić w ten oto sposób z moją siostrą. Kazał trzymać jej zapałkę przed sobą w wyprostowanej ręce. Po chwili zapalił ową zapałkę i "psiknął" dezodorantem z przeciwnej strony, prosto w twarz mojej siostry. Efekt? Spalone brwi, rzęsy i część włosów na głowie. Na szczęście obyło się bez poparzeń skóry.

Ten sam braciszek, kiedy już trochę podrósł dowiedział się, że z kawałka patyka można zrobić kołek. Problem w tym, że nie wiedział jak go zastrugać. Kierując nóż "od siebie" czy "do siebie". Ta niewiedza doprowadziła do tego, że nóż utknął dokładnie między oczami, a on ma teraz bliznę w kształcie litery "V".

Kiedy byłem w drugiej klasie podstawówki lekcje mieliśmy w dawnej kuchni, która została przerobiona na salę. Oczywiście sprzętu nie było, ale kafelkowane ściany i podłogi pozostały. Pech chciał, że te kafelki nie były zbyt równo ułożone. Pewnego dnia, ucieszony dzwonkiem na przerwę wybiegłem z ławki nie patrząc dokładnie pod nogi. Potknąłem się i w locie wylądowałem na kancie ściany. Jak gdyby nigdy nic podnoszę się, wychodzę z sali, ale głowa bolała niemiłosiernie. Po chwili zobaczyłem rękę pełną krwi i oczywiście w płacz. Tak mi głowę zszyli w szpitalu, że teraz mam bliznę w kształcie krzyża widoczną co najgorsze z daleka.

by Rick @

* * * * *

PRAWIE TRIK

Było to lat temu kilkanaście. Poszliśmy z kumplami na plac zabaw, na drabinki. Ja, żeby pokazać frajerom kto tu rządzi wspiąłem się na konstrukcję i wykonałem nieprawdopodobną figurę wręcz. "Zrobiłem" z nóg haczyki, i zawisłem rozkraczony, do góry nogami. Wszystko szło dobrze. Do momentu kiedy kończyłem ewolucję... Już, już prawie dosięgłem rękami szczebelków. Prawie robi niestety wielką różnice. Spadłem z około 3 metrów na plecy. Chłopaki byli w większym szoku niż ja... Na szczęście nie stało się mi nic poważnego, "zbierali" mnie z gleby tylko kilka minut. A triku więcej nie pokazałem nikomu

by Kuba123PL

* * * * *

ULITOWAŁY SIĘ

Działo się to jakoś tak w 2 klasie podstawówki. Jako, że zostaliśmy sami w domu (ja, moja siostra bliźniaczka i siostra "już prawie dorosła" bo z klasy 6), a że lubiłem bardzo siostry denerwować, to je denerwowałem jak mogłem. Siostry postanowiły się rozprawić ze mną i związały mnie sznurówkami za kostki i za nadgarstki, tak że dłonie miałem z tyłu (tak jak policja skuwa przestępców i nie tylko). Uciekły do drugiego pokoju, a ja biedny leżałem na dość wysokiej kanapie. Wróciły dopiero jak usłyszały mój straszny krzyk, bo postanowiłem sam wydostać się i stanąłem na kanapie, a że byłem związany upadłem jak kłoda na twarz. Jak wyglądałem, to pewnie sami się domyślacie.

by Kobuszek1 @

* * * * *

Z WIZYTĄ U KUZYNÓW

Miałem może 14 lat gdy na wakacje pojechałem na wieś do kuzynów . Kuzyni mieli taki fajny rower BMX, lekki i ogólnie fajny ale miały jeden defekt - nie miały osłonek na kierownicy (tych gumek za które się trzyma kierownice) tylko metalowa rurka była. No i zacząłem jeździć po placu na tym rowerze. W końcu zwykła jazda mnie znudziła i postanowiłem poskakać na nim, a że na środku był mały rów, długo się nie namyślałem. Rozpędzony wjechałem w ten rów i chciałem się wybić, ale nie wyszło tak jak chciałem. Ogólnie rzecz biorąc, to rower poleciał do góry, a ja spadłem plecami na ziemie. Zanim się spostrzegłem rower spadł na mnie, a żeby było ciekawiej właśnie tą nie osłonięta kierownicą. Efekt, kierownica wbiła mi się do brzucha na 1cm -1,5cm. W domu panika, jak mnie zobaczyli z dziurą w brzuchu, ciotka o mało nie zemdlała, ale na szczęście odbyło się bez szpitala. Skończyło się na opatrunku. Blizne mam do dziś.

Rok później znowu pojechałem do kuzynów. Tym razem zaciekawił mnie sprzęt rolniczy. Znalazłem w szopie "mielarkę do trawy czy słomy". Działanie tej maszyny polegało na tym, że wsadzało się trawę do środka i kręciło korbą, a ostrza mieliły to. No i ja wpadłem na pomysł, żeby zatrzymać ostrza ręką. Niestety ostrza nie wyhamowały i wbiły mi się w palec. Powiem tylko tyle, że bolało, prawie mi palec odcięło, ostrze się zatrzymało na kości.
Blizny już dzisiaj nie widać.

Znowu na następny rok pojechałem do nich. Nauczony z poprzednich lat trzymałem się z dala od wszelkich maszyn. Ale pech chciał ze mieli huśtawkę własnej roboty. Huśtaliśmy się normalnie, do czasu gdy się nam to znudziło. Kuzyn wpadł na pomysł, że on stanie na oparciu i zacznie huśtać i ja w tym czasie będę siedział na huśtawce. Jak pomyśleliśmy tak zrobiliśmy, było fajnie do czasu gdy osiągnęliśmy 180 stopni, ja nie zdołałem się utrzymać i wypadłem z huśtawki w najwyższym możliwym punkcie. Wybiło mnie na 3 metry do góry, zahaczyłem o gałęzie drzewa które rosło zaraz koło huśtawki, przez te gałęzie tak mnie obróciło, że spadłem twarzą na ziemie. Jak wstałem, to nic nie czułem ale mina kuzynów mówiła wszystko. Dolną cześć twarzy miałem we krwi, oczywiście szybko do domu umyć się, zęby ciocia się nie dowiedziała, Po umyciu okazało się, że odgryzłem sobie przy upadku kawałek wargi, do dziś mam tam zgrubienie.

by Kubinski0 @

* * * * *

PEWIEN POZYTYW BYŁ

Rzecz działa się w pierwszej klasie podstawówki. Akurat tego dnia dowiedziałam się, że przeszłam do drugiego etapu konkursu rysunkowego i padałam z radości! Na przerwie cała klasa udała się na boisko, aby ganiać się z chłopakami - szczerze? Nie wiem po co to robiliśmy. Po prostu, chłopacy uciekali, a my ich goniłyśmy. A gdy już złapałyśmy... Nawet nie pamiętam! Zaczęłam gonić takiego kolegę, ubrana w spódniczkę i cienkie rajstopki (został z nich pokrwawiony strzępek). Nie wyrobiłam, gdy ostro zakręcił, wywróciłam się i jechałam długo na pełnym szkła boisku. Potem wstałam i czując lekki, piekący ból w spodnich częściach dłoni i kolanie, zaczęłam go gonić dalej, ale w końcu lekko spanikowana usiadłam. Spojrzałam na dłonie - były całe pozdzierane i pełno w nich było kamyczków oraz szkła. Jedno kolano było nieuszkodzone, ale drugie - szkoda gadać! Wstałam i patrząc na cieknącą po dłoniach krew uciekłam do szkoły. Najlepsze jest to, że oblepiłam się chusteczkami i cała poraniona nie chciałam iść do pielęgniarki! Małą bliznę na dłoni mam do dziś. Ale bezcenna była mina rodzicielki, gdy przywitałam ją w domu będąc cała w bandażach i z zapuchniętymi od płaczu oczami rzekłam:
- Mamo, przeszłam w konkursie rysunkowym!

by Joyfully @

Traumatycy i wszyscy inni przeżywające mrożące krew w żyłach przygody! To seria o Was i dla Was! Klikaj w ten linek i pisz! Opisz naprawdę traumatyczną historię, która zagości na stronie głównej i którą przeczytają tysiące ludzi! W tytule maila wpisz WKZT, to mi bardzo ułatwi zbieranie opowiadań.

UWAGA! Znaczek @ występuje przy nickach osób, które nie założyły sobie (jeszcze) konta na najlepszej stronie z humorem na świecie!

BONUS. Tym razem będzie niesamowicie. Musiałem to opowiadanie jakoś wyróżnić...

Tak dokładnie to nie wiem czy bardziej wpisać to w autentykach czy traumatykach wrzucam to jako "Z pamiętnika młodego pajączka" - publikowane w rozkosznych monsterkach. Tym razem jednak jest to historia całkowicie autentyczna)

"Z Pamiętnika młodego Pajączka"
Historia jednej wycieczki - Noc Pierwsza

Miałem wtedy, hej, 15 lat i pierwszy raz miałem pojechać na wycieczkę zagraniczna. Austria. Super. Pierwszy nocleg - Budziejowice. Pomachałem radośnie koleżance na dole. Efekt. nie mam szkła w okularach. Wypadło. Nic to. Późna noc. Dziewczyny w domkach i pensjonacie po drugiej stronie ulicy. Trzeba odwiedzić. Poszedłem na przełaj. Ciemno choć oko wykol. Zapomniałem, że po drodze jest basen. Pusty. Jak gruchnąłem to wszystkie liście spode mnie wymiotło. Nic to. Obolały, ręce i kolana pościerane, ciuchy całe w błocie i liściach, zbliżam się do domków dziewczyn. Na dole dwa czteroosobowe a na pięterku dwie dwójeczki. A zrobię im psikus. Okienko od kibelka otwarte. Szybka akcja komandosa, przechył przez parapet... I z hukiem ląduję głową w kiblu bo mi się ręce omsknęły, a zresztą ciemno było. Wyłażę. Głowa mokra, a za drzwiami koleżanka właśnie prysznic bierze. Szybki teks kategorii: przepraszam czy zastałem Jolę i teleportacja przez to samo okienko zakończona lądowaniem na obudowie kilku ostatnich kręgów kręgosłupa. Zabolało. Nie wiem czemu uznałem za dobry pomysł wejście po piorunochronie na pierwsze piętro i pchnięcie okna z bojowym UCHAAA. Skąd mogłem wiedzieć że to pokój nauczycielki i jej męża i że będą sobą zajęci. Ich min jednak nie zapomnę. Podobnie jak sturlania się z dachu i lądowania na pysku w pokrzywach. Otępiały idę do pensjonatu. W międzyczasie (nie wiem jak to się stało) rozwalając głowę o kant muru i skręcając nogę w kostce podczas spadania ze schodów. Pukam i w zamian otrzymuję potężne uderzenie klamką w żołądek. Przelatuję przez korytarz i uderzam w drzwi pokoju dyrektorki naprzeciwko. Zmasakrowany docieram do dziewczyn. Te jako miłosierne samarytanki postanowiły nastawić mi nogę. Krzyk było słychać w całym ośrodku a ja dowiedziałem się że skręconych nóg się nie nastawia. Mając dość czołgam się do swojego ośrodka tracąc spodnie na siatce. Kolejna teleportacja przez kibel - drzwi już zamknięte - i można iść spać. Miny nauczycielek jak mnie zobaczyły rano. Bezcenne. Stosunek pewnej nauczycielki do mnie przez pozostałe lata liceum. Co najmniej dziwny. A to była tylko pierwsza z trzech nocy...
(opis pozostałych już wkrótce)

 by WiecznyWedrowiec

Oglądany: 48505x | Komentarzy: 11 | Okejek: 233 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

19.05

18.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało