Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Dziwne odzywki kelnerów II

84 928  
459   26  
Kliknij i zobacz więcej!Obsługa kelnerska w restauracji kojarzy się nam zwykle z wyższą kulturą i jakością miejsca do którego przychodzimy coś zjeść. Cóż, czasem tak bywa, choć czasem jest zupełnie odwrotnie...

Kilka lat temu z częścią ludzi z roku (gdzieś tak ze 12 sztuk nas wtedy było) postanowiliśmy zorganizować mini-spotkanie w trzy lata po skończeniu studiów. Cel był jasny: zbetonić się okrutnie, bo tak!! Wchodzimy do knajpki, podchodzi do nas kelnerka i mówi:
- Proszę stąd wyjść.
 My zadziwieni, że niby dlaczego.
- Bo ja państwa nie dam rady obsłużyć.
No to poszliśmy, nie będziemy kobieciny stresować.

 Ostatnimi czasy wchodzimy we 4 do Sfinxa, a kelner na wejściu:
- Dzień dobry, zapraszam na lewo, bo po prawej paskudna obsługa

* * * * *

 Nie wiem czy lokal ten jeszcze istnieje, ale kilkanaście lat temu, przy dworcu krakowskim był bar "Smok".
 Wróciliśmy właśnie z przysięgi od kumpla i zmarznięci stwierdziliśmy, że warto wstąpić na herbatkę, zanim do domostw się rozejdziemy.
Wchodzimy - za ladą pani w stroju przypominającym szalone lata 70-te w sklepach PSS Społem (lekko zmięty fartuch i czepek na łepetynie). Nieśmiało podeszłam i poprosiłam dwie herbaty z cytryną. W tym momencie pani w czepku wyciągnęła spod baru wiadro i blaszaną chochlę, dwa kubki i dawaj, nalewa "herbatę". Oczy mi z orbit wyszły, kumpel w szoku. Drżącym głosem zapytałam:
- A czy cukier można prosić?
Na co pani w czepku odparła krzepkim basem:
- Już posłodzone!!!

To była najgorsza herbata w moim życiu...

* * * * *

Ostatnio będąc w Olsztynie koło Częstochowy jedliśmy w takim barze (wylot gdzieś po drugiej stronie od wjazdu z Częstochowy). Widzę, że szaszłyk jest w cenie xxx za 100 gram, a sprzedają całe, więc tylko się pytam pana grzecznie:
- Przepraszam ile taki szaszłyk mniej więcej waży ?
Na co pan odburknął
- A skąd ja mam wiedzieć ile waży! Ile waży tyle waży! Bierze pan czy nie?

* * * * *

Natomiast będąc w barze na drodze z Augoustowa na Litwę pamiętam niezapomniany bar przy jakiejś stacji benzynowej z dumnym napisem wzdłuż całego baru czerwonym kolorem na białym tle -> "WITAMY MIŁYCH KONSUMENTÓW". Zamówiliśmy po schabowym (a dostaliśmy panierkę tylko ;)). Wchodzi nagle jakiś tirowiec i pyta
- Jest golonka na piwie ?
 Na co pani za barem (na oko 50 lat).
- Golonka? Na piwie? Co za faneberie ? Piwo można i tak wypić.

* * * * *

Knajpa o nazwie "Duch"(już nie istniejąca, hehe), Najpierw czekamy na kelnerkę 20 min, gdy próbujemy zamówić coś w barze słyszymy kategoryczne "czekać na kelnerkę". No to czekamy. Kelnerka kursuje po całej sali i nas olewa, w końcu kolega nie wytrzymuje i pyta
- Może pani do nas podejść?
Kelnerka obrzuciła nas spojrzeniem i warknęła krótko i treściwie
- Nie!!!
No to sobie poszliśmy.

* * * * *

Weszliśmy kilkuosobową grupą do "Ulic miasta" znaleźliśmy stolik, który by nas pomieścił. Podchodzi kelner i na wejściu mówi:
- Tu jest restauracja i nie można tylko piwa pić, trzeba zamawiać dania i jest drogo.
Hmmm, a naprawdę nie wyglądaliśmy na oberwańców, wszyscy czyści, uczesani, pracujący.

* * * * *

Moja mama kiedyś poszła z koleżankami na jakąś kolację do restauracji i doznała lekkiego szoku!! Elegancka knajpa. Kobietki zamówiły jedzenie i chciały sobie zamówić wino. A że to była ekskluzywna restauracja, a nie zakładowa stołówka to trochę się obawiały bez cennika zamawiać. Więc wybrały wino, ale z ostrożności moja mama spytała kelnera
 - Przepraszam bardzo czy mógłby mi pan powiedzieć ile kosztuje butelka tego wina?
A kelner bardzo trafnie odpowiedział:
- Spoko, z tego co po pani widzę to panią stać!

* * * * *

Miejsce akcji: polska stolica kultury, czyli Kraków.

Restauracja Jama Michalika w okolicy rynku. Knajpa legenda, z tradycjami itp. itd. W ślad za tym nie najniższe ceny, ale jeśli chce się spędzić trochę czasu w kultowym miejscu, to trzeba się z tym liczyć.

Wchodzimy w 2 osoby. Pierwsze zaskoczenie: szatnia płatna 1PLN od osoby. Tabliczka w widocznym miejscu. Zostawiamy graty i wchodzimy dalej.

W trakcie posiłku wycieczka do toalety: płatne 1PLN od wejścia i trzeba mieć drobne.

Wychodzimy. Podaję 2PLN za szatnię zgodnie z cennikiem za 2 osoby, a pani podając nam nasze 3 okrycia (2 kurtki i jakiś sweterek) i patrząc na monetę 2 PLN głośno liczy:
RAZ....
DWA....
TRZY....

Wyszliśmy szybko i nie zamierzam tam wracać.

* * * * *

Anegdota krążąca po warszawskich restauracjach:
Pewien bogaty dżentelmen przychodził codziennie do ekskluzywnej warszawskiej restauracji i zamawiał b. drogie wino... za każdym razem dostawał Sophie (bułgarskie wino za 10 zł za butelkę) i płacił około 400 zł za butelkę, któregoś dnia obsługiwał go młody kelner, który podał zamówione wino "bez ściemy" i .... mega awantura , że wino zostało zamienione, a w najlepszym przypadku popsute jest... i on koniecznie chce to co zwykle...

* * * * *

Historia pewnego zamówienia, kelnera, który stracił pracę za następujący dialog: aczkolwiek po 16 godzinach pracy, przy pensji 5 zł za godz, chyba sam bym się wściekł....

Kelner:
- Dzień dobry w czym mogę pomóc
Gość:
- Czy są papierosy?
- Tak, Kenty i Vogue,
- A marlboro?
- Nie, tylko Kenty i Vogue
- Aha, czyli marlboro nie ma?
- Nie
- Aha, mmhmmh
- Kochanie to co chcesz? aha,
- To poproszę marlboro
Ma co kelner:
- K...wa, są kenty i vogue

* * * * *

Oj, awanturujących się klientów znamy...

A jacy tacy Francuzi Katalonię nawiedzający potrafią być na punkcie wina znawcy! Otworzyłem, nalałem, Pan i Władca spróbował, zaakceptował, leję po innych, wracam do niego, by rundkę skończyć dopełniając pierwszy kieliszek - a ten w tym momencie stwierdza, że jednak korkiem jedzie....

Inna rzecz - przyzwyczajeni do serwisu wrzuconego w rachunek (strzałem w stopę było wrzucanie do rachunku opłaty za nakrycia i TOALETĘ - cubiertos y SERVICIOS) Francuzi siedzieli trzy godziny, płacili 250 euro, wychodzi z bananami na licach z satysfakcji, i rzucali napiwek 75 centów.

Zdarzyła się jedna okazja do rewanżu... ale jaka przesłodka!
Finał Mundialu, Włochy-Francja, cała knajpa (130 stolików) pełna tych drugich, zapatrzonych w telebim. I jeden stolik z parą Włochów. Koniec meczu, Włosi skaczą z radości, wszyscy kelnerzy (Polacy, Hiszpanie, Kolumbijczycy, Argentyńczyk, Rumun - wszystko) ryczą z radości i im gratulują, podchodzę do jednego ze stołów, gdzie dotychczas trwała biesiada Francuzów:
- Co zrobić z szampanem? Może mimo wszystko podać, w końcu wytrawny?
Nawet tych 75 centów nie dostałem...

* * * * *

Głogów, restauracja niby meksykańska.

Siedzimy ze znajomymi (naszło nas na jedzonko meksykańskie), zamówiliśmy po piwku i zastanawiamy się co by tu wciągnąć. Kolega na początek zamówił sobie Nachos (takie meksykańskie chipsy z sosami). Pani wraz z piwkiem przynosi jego Nachos, on szybko próbuje i z obrzydzeniem stwierdza że są okropne:
- To już lepsze w Tesco sprzedają...
Kelnerka spojrzała i mówi:
- To proszę jechać do Tesco...
No i trzeba było raz na zawsze zrezygnować z tej restauracji...

* * * * *

Wszedłem do baru, był jakiś mecz, kibole przed telewizorem. Przypadkiem założyłem koszulkę w barwach klubu, któremu kibicowali miejscowi kibole. Podszedł kelner:
- Piwo czy wóda?
Od tamtego meczu już nie chodzę do tamtego baru.

* * * * *

Kołobrzeg, nieistniejący już bar "As".

Siedzimy sobie spokojnie w gronie stałych bywalców, zaś do nas przysiadł się jakiś obcy - cóż póki za siebie płaci nie ma sprawy. Nagle gość wypalił, że chciałby coś zjeść. Poradziłem mu że Edyta (kelnerka) robi niezłe frytki, na co on, że wtrząchnąłby coś porządnego. Zawołaliśmy kelnerkę, gość wydziwiał i wydziwiał w końcu kelnerka kazała mu się dogadać sam na sam z kucharzem. Za chwilę obcy wychodzi z kuchni rozpromieniony. Na pytanie co zamówił odpowiada: 
- Dorsza w cieście. Do rzeczy - gość dostaje rybę , próbuje i z niesmakiem nas pyta kto zna się na rybach, bo TO NIE JEST DORSZ! Spojrzałem, spróbowałem - dorsz, ale kumpel mnie trąca w bok i mówi:
- Fakt to nie jest dorsz, ale "bolek"! (bolek=młody dorsz)
- Wiedziałem! - odpalił klient i w te pędy do kuchni.
Za chwilę z kuchni na całą knajpę rozlega się:
- Sp......j! SAM JESTEŚ BOLEK!
(może to nie odzywka kelnera, a kucharza, ale tak mnie naszło)

* * * * *

Byliśmy na delegacji kilkudniowej, w pensjonacie była "specyficzna" obsługa w ramach jadalni:

- Ten kompot wygląda jak ten wczorajszy
- Przedwczorajszy...

Komentarz kolegi: ta zupa jest jak wczorajsza tylko bez grzanek...
po kwadransie przyleciała kucharka:
- Ja słyszałam, że panu moja kuchnia nie smakuje!

Ten sam kolega narzekał na temperaturę zup, kolejnego dnia wszyscy dostali, on czeka, na pytanie o zupę, kelner znaczącym tonem odpowiedział:
- Pan musi poczekać bo Pana zupa się odgrzewa
A potem przynieśli zupę bez łyżki :> zanim donieśli zupa była raptem ciepława...

* * * * *

Swoje przygody z kelnerami oraz przybytkami zbiorowego żywienia opisali na forum Kawały Mięsne: messka, yanna,  tomeks72, Gustov, small_memo, Rudamaupa, dSort, Rupertt, bpyzio, roland26, brtk, mikmiki, yanna, omademonsiflore, Dziobas, felixos,melops,leonx, adunio, rodri, Pieter_ka, evilalien, Agun, waber, elmo77, elmo77, KlaraG, chuck, qbear, krugerek_, naboku, Juru, Mr_Edzio, marekb. Dzięki!

W poprzednim odcinku

Oglądany: 84928x | Komentarzy: 26 | Okejek: 459 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

26.09

25.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało