Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Z notatnika Kapitana Żbika cz.8

14 616  
19  
PONIEDZIAŁEK - Wrócił Żelazny! Z radości, ucałowałem pułkownika w czoło. Wyzwał mnie od pedałów i debili, i poszedł wytrzeć czoło pumeksem.

WTOREK - Od razu inaczej się pracuje. Klucha wprowadza podejrzanego. Ja go przesłuchuję, a Paproch dezynfekuje pałkę. Same przyznania się do winy.

ŚRODA - Wpadł do nas Żelazny z pytaniem, czy nie było tu wczoraj jego szwagra? Sprawdziłem. Był, przyznał się do zdrady stanu. Żelazny mi przyłożył. A ten głupi Paproch zdezynfekował pałkę!
CZWARTEK - Uczestniczymy w akcji likwidowania przestępczości zorganizowanej. Razem z Kluchą, schowaliśmy się w krzakach. Miejscowy ojciec chrzestny ma sklep z warzywami naprzeciwko komendy. Lepiej nie odcinać sobie źródła dopływu świeżych witamin.

PIĄTEK - Wezwanie na osiedle Koziołka Matołka. Dwie bandy nieletnich, obrzucają się kamieniami. Przystępujemy do akcji.

SOBOTA - Akcja się przedłuża. Zostaliśmy otoczeni. Kapral Klucha, trzyma się na froncie między śmietnikiem a pierwszą latarnią. Ja jestem odpowiedzialny za łączność i dostarczanie amunicji, tzn. głośno krzyczę "Na pomoc...policjaaa!" oraz grzebię w śmieciach, w celu odnalezienia przedmiotów bojowych ( butelki, puszki, nogi od stołów ) oraz broni chemicznej ( stare ryby, odchody zawinięte w gazety, zużyte pampersy i podpaski ).

NIEDZIELA - Jesteśmy wyczerpani. Klucha oberwał cegłą w czoło i wygląda jak Indianin. Brakuje nam amunicji, wyczerpały się też środki opatrunkowe (obwiązałem Klusze głowę, moimi slipami...od razu się uspokoił). Cóż za wstyd! Poddać się bandzie dwunastolatków!?


WYWIAD Z KAPITANEM ŻBIKIEM, PRZEPROWADZONY PRZEZ A.VADERA
Po raz wtóry, dzień dobry panie kapitanie.
- A...to pan. Bo myślałem, że jakiś lump mi się na komendę przyszwendał.
- Tak źle się ubieram?!
- Nie, tylko mordę masz pan taką jakąś, niewąska.
- Pan też najlepiej nie wygląda. Mundur pognieciony, jakby pan go psu z gardła wyciągnął.
- Taka służba.
- Męcząca?
- Myśli pan, że to tak łatwo złapać pierwszoklasistę, jak ucieka między blokami?
- A co ten maluch przeskrobał?
- Zaczął mi opowiadać dowcipy szka...szkla...to trudne słowo...szkalujące policję.
- No i co pan na to?
- Jak to, co? Dałem mu pałą przez plecy!
- Ośmiolatka? Pałą?!
- ...ale żem w tornister mu przywalił i tylko mu mazaki wewnątrz popękały.
- Pan pałowal dziecko?!
- Panie, ten szczyl mnie w kolano kopnął. Żeby pan widział w jakich teraz buciorach młodzież chodzi, to by pan też broń służbową wyciągnął!
- No nie! Pan mu jeszcze bronią groził?!
- E tam...zaraz groził. Pierwszy strzał oddałem zgodnie z przepisami. W powietrze.
- Rany boskie!!! Pan strzelał?!
- Dopiero za trzecim razem go trafiłem, bo to podobno był harcerz i miał kilka sprawności.
- Jezus Maria!!!
- Ale się potem okazało, że go nie trafiłem tylko się potknął o krawężnik.
- No...jakoś mi ulżyło.
- Temu robotnikowi, co wciągał fortepian na trzecie piętro też ulżyło.
- A co do tego ma fortepian?
- No dużo ma. Widział pan kiedyś fortepian?
- Widziałem.
- Duży jest, nie?
- Duży, ale co to ma do rzeczy?
- No bo jak ładowałem w tego małolata, to mi się lekko rozrzut pocisków zwiększył i przez przypadek trafiłem tego gościa co wciągał fortepian.
- Nie żyje?
- Fortepian?
- Nie, ten co wciągał.
- Eee, nie. On to żyje. Ale przecież mówiłem, że mu ulżyło. Bo mu moja kula ucho urwała. Nie wiem ile ucho waży, bo nie wiem jak je zważyć, ale na pewno mu ulżyło.
- A więc stracił przez pana ucho?
- No i pracę.
- A to dlaczego?
- Bo jak dostał w ucho, to się za nie złapał, linę puścił i fortepian poleciał w dół. No i stąd ten mój pognieciony mundur.
- A tego to nie rozumiem.
- A co tu rozumieć? Patrzę w górę i myślę, że się unoszę ale później zaświtało mi, że to fortepian spada. No i spadł.
- Na pana?
- No przecież, że nie na św. Józefa tylko na mnie!
- Twarda z pana sztuka panie kapitanie. Że też ten fortepian pana nie zmiażdżył?!
- Ano nie, bo żem się cofnął i wpadłem do studzienki kanalizacyjnej.
- A to się zgadza, bo czuję od pana jakiś taki lekki fetorek.
- Też się pan chce z Policji naśmiewać? Że co? Że niby śmierdzi?
- Nie, nie...ja tylko...
- Co "tylko"? Jak pałę wyjmę, jak przygrzmocę, to panu ten mikrofon się wygnie w drugą stronę!
- Dziękuję za wywiad...
- Uciekaj, uciekaj. Ciesz się, że mi broń zabrali!

Oglądany: 14616x | Komentarzy: 0 | Okejek: 19 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

01.08

31.07

30.07

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało