Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Forum > Inteligentna jazda > Faceci są beznadziejni (?)
Peppone
Jakiś czas temu wnerwił mnie ten artykuł:https://www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1540863,1,faceci-sa-do-niczego.read

W końcu przelałem na klawiaturę to, co mnie trafiło. Zapraszam do dyskusji.

Faceci są beznadziejni? Nie. Faceci dostrzegają, że mają inne opcje w życiu. Co facet ma z małżeństwa? Nic dobrego. Jedynie stres związany z próbą spełnienia wykładniczo rosnących wymagań żony. Odejść też łatwo nie odejdzie - wspólny kredyt, wspólne dzieci, skrajnie prokobiece orzecznictwo sądów rodzinnych zdominowanych przez sędziowską solidarność jajników. Po co się w to pchać?

Mówi się, że faceci uciekają przed zobowiązaniami i odpowiedzialnością, piętnujecie to. Zapomina się wszakże o jednym: odpowiedzialność i zobowiązania muszą iść w zrównoważonym układzie z przywilejami i korzyściami. Tych dla facetów jest jak na homeopatyczne lekarstwo. A facet to istota racjonalna i nie będzie szedł tak łatwo w jednostronny układ.

Wiele kobiet dzisiaj zachowuje się tak, jakby nie miało konkurencji i mogło dyktować warunki w związkach. To założenie jest oderwane od rzeczywistości, w której występują kobiety akceptujące model, który lepiej równoważy odpowiedzialność, zobowiązania, przywileje i korzyści dla facetów.

Podsumowując ten aspekt - faceci nie chcą się żenić, bo nie mają po co, ryzyka i straty przewyższają zdecydowanie korzyści i szanse. A co z płodzeniem dzieci?

Państwo w drodze zalegalizowanego wymuszenia rozbójniczego (bo tym jest pobór podatków i składek na ubezpieczenie społeczne) wyciska z typowego etatowca ponad 70% tego, co wypracuje. Składka ZUS pracodawcy, pracownika, PIT, do tego VAT i akcyza w kupowanych towarach, koszt monopoli państwowych i samorządowych, podatków lokalnych, użytkowania wieczystego, opłat... Niewiele to się różni od niewolnictwa. Dziś krytykujemy czasy pańszczyzny, gdy chłop 2-3 dni w tygodniu musiał pracować dla pana, a przecież przekładając dzisiejsze obciążenia pracy, byłoby to dni 5! Za co zatem utrzymać i wychować dziecko? A nawet jak jest, to po co?

Dzisiaj na rodzica wychowującego dziecko czyha setki zagrożeń prawnych, o których 30 lat temu jeszcze nikomu się nie śniło. Rozbierzesz się przy 2-letnim dziecku - pedofilia. Spuścisz z oka na minutę - zaniedbanie. Pojedziesz do znajomych na grilla, wypijesz jedno piwo jak cywilizowany człowiek - opieka społeczna już gotowa zabrać dziecko. By zminimalizować zagrożenie, stajesz się niewolnikiem faktu posiadania dziecka. Zero życia dla siebie. A dwójka czy trójka dzieci?

Dzisiejsze kobiety bardzo często traktują posiadanie dzieci instrumentalnie. Szykują się redukcje w pracy? Zróbmy sobie dziecko. Chcę złapać męża? To na ciążę. A potem zdziwienie, że faceci nie chcą, aby matkami ich dzieci były kobiety, które od samego początku podchodzą do tematu tak instrumentalnie.

A co po urodzeniu dziecka? System szkolny, którego jedynym zadaniem jest nauczyć dzieci wkuwać na blachę nieprzydatne informacje i wdrożyć je do myślenia według jedynego słusznego klucza? Państwo pozbawia mnie wpływu na wychowanie dziecka, jednocześnie pozostawiając odpowiedzialność za jego utrzymanie. Innymi słowy, mianuje mnie, faceta, swoim niewolnikiem, którego zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom, które to państwo kształtuje na kolejną generację niewolników. Nic dziwnego, że jest, jak jest - faceci, mimo dziesięcioleci prania mózgów, nie mają mentalności niewolników.

Z punktu widzenia korzyści pt. "kto poda na starość szklankę wody" - sprawa jest prosta. Pieniądze, które by się wydało na wychowanie dziecka, lepiej odkładać na profesjonalną opiekę. Co w sytuacji, gdy u progu naszej starości przyjdzie dorosłe już dziecko i powie ''Mamo, tato, zdecydowałem, że w życiu chcę się zająć wykopaliskami w Nowej Zelandii''? Zatrzymasz dziecko? Zabronisz mu spełniać marzenia? Uczynisz go niewolnikiem swojej starości? Moim zdaniem lepiej zapłacić za opiekę komuś, kto zdecydował się z własnej woli na to zajęcie.

A skoro już o ekonomicznym aspekcie mowa ''kto zarobi na nasze emerytury'? Jak to kto? Nie wychowując dzieci odkładajmy pieniądze na emeryturę. Bo to, co ewentualnie zarobią dzieci, będzie przechodziło przez ZUS, czyli przez łapy rozbójniczego państwa. Czy ufacie, że ktoś, kto dzisiaj zabiera wam 70% tego, co wypracujecie, będzie dawał godną emeryturę? Ja nie jestem naiwny.

Przy okazji ciekawostka: gdyby dobrobyt państwa zależał od dzietności obywateli, to Chiny by były teraz biedniejsze, niż 50 lat temu.

Podsumowując, nie ma po co robić dzieci.

Podsumowując całość - faceci nie są beznadziejni. My po prostu jeszcze czasami samodzielnie myślimy.


--
Pracuj u podstaw. Zaminuj fundamenty systemu. Wszelkie prawa do treści wrzutów zastrzeżone
Nie namawiam do łamania prawa. Namawiam do zmiany konstytucji tak, aby pewne czyny stały się legalne.
No shitlings, no cry! Postaw mi kawę na buycoffee.to - teraz można również przez Paypala i Google Pay

Tynf
Tynf - Superbojownik · przed dinozaurami
Może trochę zbyt ostro, lecz z głównymi tezami się zgadzam.

"Zapomina się wszakże o jednym: odpowiedzialność i zobowiązania muszą iść w zrównoważonym układzie z przywilejami i korzyściami."

Temat niezwykle trudny i bardzo łatwo zgubić sedno. Moim zdaniem, najistotniejsze są uwarunkowania kulturowe wielowiekowego, trwającego tysiące lat systemu patriarchalnego jak i też biologicznego (wręcz miliony lat), zderzone z obecnym kulturowym postępem. Sądzę, że nie jest możliwym pogodzenie - w czasie jednego pokolenia - tysięcy lat uwarunkowań kulturowych i milionów lat ewolucji. Co do innych tematów, opis ich wymagałby kilku godzin stukania w klawiaturę. Pozdrawiam; ciekawy temat.

--
"Jesli potrafisz zadać własciwe pytanie - odpowiedź pojawia się samoistnie", Sin-Itiro Tomonaga.

oiko
oiko - Superbojowniczka · przed dinozaurami
Bardzo ładnie napisane. Bardzo jasno, logicznie, jest sens.
Pozwolę zwrócić sobie uwagę na mały szkopuł. Jeśli i kobiety myślałyby w taki sposób, to podejrzewam, że już dawno wygryzłyby nas tygrysy szablastozębne. A właściwie, to artykuł powstał właśnie dlatego, że zaczynają tak myśleć.

Piszesz, że małżeństwo jest nieopłacalne dla mężczyzny. A możesz określić, w jakim procencie może być opłacalne dla kobiety? Nie biorę tu pod uwagę kobietek, które łapią mężczyznę na dziecko i oczekują, że będzie harował na nią jak wół, a jeśli się buntuje i na nią nie chce, no to na dziecko już koniecznie musi sobie płuca wypluwać. Bo to żadne małżeństwo jest.

Jakich korzyści doznaje kobieta w momencie, w którym związuje swój los na dobre i na złe z mężczyzną, który zwykle oczekuje, że będzie ona przez przynajmniej następnych czterdzieści lat szczupła, ale kształtna, piękna, ale nie sztucznie wymalowana, seksowna, ale tak, żeby innych mężczyzn nie prowokować? Powinna dobrze gotować, ale broń Boże nie tyć! Powinna być oszczędną gospodynią, ale tak, żeby starczyło na fajki, piwo i najnowszą grę. Może być matką, ale kiedy minie pierwszy szał noworodkowy, to mąż ma prawo odstawić przewijanie potomka na swój lepszy moment. Bez fochów i dyskusji. Tak jak wynoszenie śmieci, ugotowanie chociażby najprostszego obiadu, wstawienie naczyń do zmywarki, czy odkurzenie własnego komputera. I kilkaset innych, równie przyziemnych, niegodnych męskiego zainteresowania rzeczy.
No i oczywiście powinna być bardzo inteligentna, ale tylko na tyle, by nie zrozumieć spalonego, bo dowcip zepsuje...

Jeśli żona nie spełnia tych kilku najprostszych warunków, to chłop, jak chłop, ma święte prawo znudzić się i poszukać sobie innych zainteresowań. Bo baba, jak to baba, kłapie ozorem, bo tak już ma.


Prawda jest taka, że nie ma prawdy absolutnej. Każdy związek istnieje, dopóki nie wyczerpie się z jednej, czy z drugiej strony zapas cierpliwości, tolerancji i uczucia.
Nie można dyskutować o małżeństwie bez brania pod uwagę wzajemnej miłości, bo jeśli jej nie uwzględnimy, to mamy przed sobą umowę o dzieło, rzadko kiedy respektowaną.
Jeśli rozumowałabym w kryteriach artykułu, czy Twojej wypowiedzi, to podejrzewam, że nawet do mojego ślubu by nie doszło.

Podsumowując.

Chińczycy uciekają z kraju, żeby móc mieć więcej dzieci.

Wolę mieć podaną ostatnią szklankę wody przez ostatniego z moich potomków, niż przez obcą, nawet całkiem miłą, osobę. Chcę umierać przy rodzinie, nie przy obcych.

Czy mężczyźni są beznadziejni? Nie. Nie sądzę. Tylko czasem powinni przeżyć najzwyklejszy dzień tak, jak my go przeżywamy. I vice versa, bardzo chętnie. Odrobina pokory nikogo jeszcze nie zabiła.

Nie chciałam dzieci. Mam trójkę. Takich, co cię w piszczel kopią, aż cię krew zaleje. Czy wyobrażam sobie życie bez nich? Nie.
Da się wytłumaczyć, dlaczego nie powinno się mieć dzieci. Patrz powyżej.
Nie da się wytłumaczyć, dlaczego powinno mieć się dzieci. Dzieci się ma. I jak się ma, to się rozumie, dlaczego.

Ciekawe dlaczego, życie bez męża potrafię sobie wyobrazić całkiem szczegółowo...






--
https://www.facebook.com/lunaefragmenta/?ref=bookmarks

empatyczna
empatyczna - Gołota Poezji · przed dinozaurami

Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam Twoje przemyślenia na temat sensu bycia mężem i ojcem, bo tak naprawdę to o tym jest Twój wrzut, choć pytasz się, czy faceci są beznadziejni.
Potem odpowiedź :oiko - korzyści, a właściwie jakie korzyści, tylko ciężka praca w związku z byciem żoną i matką.
I jedno stwierdzam - każde z Was miałoby rację, gdyby brać pod uwagę tylko korzyści, które miałyby wynikać z faktu założenia rodziny. Gdyby tak to rozpatrywać, to nie byłoby żadnego sensu zakładania takich związków, bo i po co? Po to tylko, żeby narzekać i nawzajem się wykorzystywać?

Gdzie w takim razie podziała się miłość, która rzekomo pchnęła nas do ołtarza?
I tu jest pies pogrzebany, bo wiele par wmawia sobie miłość, a tak naprawdę, to czysta, z niskich pobudek interesowność - kalkulacja, bo on bogaty, bo ma super auto, bo ma rodziców wysoko postawionych, bo ma prestiżowy zawód, a ona piękna, zgrabna, wykształcona, inteligentna, będę się mógł nią pochwalić w towarzystwie, a dzieci z kolei muszą mieć wszystko najlepsze: zabawki, ciuszki, najlepsze nianie, szkoły, grać na instrumentach, chodzić na języki obce, pływać i to niekoniecznie dla dobra dziecka, tylko dla szpanu przed innymi rodzicami.
Wszystko staje się na pokaz - tak niestety coraz częściej żyjemy.
Nie ma uczuć, nie ma zrozumienia dla drugiej osoby, tylko pogoń za swoimi potrzebami, a w pogoni za pieniądzem zatracamy człowieczeństwo, stajemy się potworami liczącymi tylko zyski.
Cały ten biznes przenosimy też do domu i tu jeszcze bardziej szukamy zysków - korzyści, bo żona, mąż czy dzieci to nie obcy człowiek, przez którym się hamujemy.
W domu, w zaciszu ścian hamulce te popuszczamy i zaczyna się jazda - oskarżanie siebie nawzajem za to, że korzyści z bycia razem są za małe, albo nie mamy żadnych, a dzieci to tylko niepotrzebne wydatki. W takim też duchu wychowujemy swoje dzieci i rosną z nich kolejne potwory, którym też nie będzie się opłacała opieka nad schorowanym, starszym rodzicem.
W takim interesownym związku będzie dobrze dopóki, dopóki druga osoba spełnia nasze warunki, dla których z nią związaliśmy się, a tak niestety nigdy nie będzie. Mąż może stracić źródło dochodów, a żona urodę, dziecko nie będzie chciało zostać adwokatem, lekarzem, tylko kierowcą albo krawcową.

Natomiast związek zbudowany na prawdziwym uczuciu nie szuka korzyści. W takim związku para wspiera się, pomaga sobie, w najtrudniejszych momentach życiowych jeszcze bardziej i nigdy, ale to nigdy nie liczą na zyski, bo kochają i są kochani, a dzieci z takich związków są najpiękniejszym darem od losu, a nie studnią bez dna.

Trzeba pamiętać, że człowiek tylko wtedy przetrwa, dopóki będzie miał dla kogo żyć. Egoizm, to jego unicestwienie.
I nie oczekuj od nikogo niczego, jeśli sam nie chcesz dać. To dotyczy wszystkich i działa w dwie strony.
A beznadziejny jest ten człowiek, który tego nie zrozumie, zarówno mężczyzna, jak i kobieta.


--
Czy można spełnić wszystkie swoje marzenia? Tak, jeżeli będziesz miał/ła jedno marzenie, które brzmi: chcę osiągnąć w życiu tyle, ile tylko zdołam./moje/

Peppone
Dzisiaj duża część kobiet, a w zasadzie - z obserwacji - większość, szuka męża po to, by a) wypełnić imperatyw społeczno-wychowawczy oraz b) ustawić się w życiu. Regułą jest, że kobiety zyskują na małżeństwie, zwłaszcza na rozwodach. To myślących facetów raczej nie skłania do małżeństwa. Przesłanka logiczno-racjonalna zatem odpada. Co zatem z przesłanką nielogiczną, czyli miłością?

Zacznijmy od tego, że miłość to choroba, o ile wiem, to nawet wg WHO. Po prostu zaburzenia w równowadze psychochemicznej. Mechanizm zbliżony do uzależnienia.

Porównując w kontekście historycznym - małżeństwa z wyrachowania były zawsze, małżeństwa z miłości to wyjątek. Do tego ludzie żyją dłużej, niż kiedyś, i łączenie się w pary na lat -dziesiąt nie jest czymś, do czego jesteśmy przystosowani.

Innymi słowy, dziś małżeństwo nie ma sensu. Jeżeli dwójka (lub więcej ) ludzi potrafi się dogadać w związku, papier im jest w zasadzie niepotrzebny. Jeżeli nie - nie pomoże. A dzieci się przecież nie robi obrączką.


--
Pracuj u podstaw. Zaminuj fundamenty systemu. Wszelkie prawa do treści wrzutów zastrzeżone
Nie namawiam do łamania prawa. Namawiam do zmiany konstytucji tak, aby pewne czyny stały się legalne.
No shitlings, no cry! Postaw mi kawę na buycoffee.to - teraz można również przez Paypala i Google Pay

Tynf
Tynf - Superbojownik · przed dinozaurami
:empatyczna
Niestety ludzie są takimi - jakimi są. Nie zmieni się tego zarządzeniem; trzeba to zmieniać powoli, z mozołem, jednoczesnie porzucając jakąkolwiek nadzieję na sukces naszych starań. Nie lubię pisać elaboratów. więc na tym zakończę.

Swoją drogą, jesli będziesz tak pisać wierszem - jak prozą, to sam wystrugam Ci order.

--
"Jesli potrafisz zadać własciwe pytanie - odpowiedź pojawia się samoistnie", Sin-Itiro Tomonaga.

Tynf
Tynf - Superbojownik · przed dinozaurami

Wobec tego trzeba powiedzieć otwarcie; związki partnerskie - jak w Francji. Wielokrotnie pisał o tym Ludwik Stomma. Tylko rodzi się pytanie, czy takie jednowątkowe działanie zmieni sytuację?

--
"Jesli potrafisz zadać własciwe pytanie - odpowiedź pojawia się samoistnie", Sin-Itiro Tomonaga.

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
ircopek - Superbojownik · przed dinozaurami
Bilans zyskow musi przewyzszac straty. Zyjemy tez w takich czasach, ze trudno zalozyc rodzine. Jeszcze kobiety biora tylko bogatych/karierowiczow, itp.

Peppone
:tynf - cóż, mam prostszy pomysł.

Państwo niech się nie wtrąca, jak ludzie chcą się ze sobą wiązać i zostawi dowolność.
Para lub więcej ludzi może sobie wybrać obrządek jaki chce - katolicki, prawosławny, żydowski, whatever. Jak się deklarują na zewnątrz, jako małżonkowie, powinni dodawać, według jakiego obrządku, a zasady tego obrządku powinny być publicznie dostępne. Mogą też stworzyć własne zasady i dodać je do publicznego zbioru.

Państwo powinno stworzyć zestaw reguł domyślnych (coś jak kodeks rodzinny i opiekuńczy + kodeks cywilny). Reguły te miałyby dwojakie zastosowanie.
Po pierwsze, funkcjonowałyby jako jedna z opcji do wyboru, np. dla leniwych ateistów
Po drugie, jeżeli ktoś (np. w obrocie majątkowym - ważne) nie powoła się, że jest hajtnięty w innym obrządku, to druga strona umowy majątkowej - np. bank - ma prawo zakładać, że pan X jest hajtnięty w obrządku domyślnym. O ile pan X nie udowodni, że informował bank o tym, że jest zdeklarowanym muzułmaninem i ma trzy żony i kozę, to bank może postępować wobec majątku pana X, jego żon i kozy tak, jakby łączyły ich "domyślne" stosunki majątkowe.

Jedyne ograniczenie, jakie by było nałożone, to to, że małżeństwo to dobrowolny związek minimum dwóch pełnoletnich osób zdolnych do czynności prawnych. I jak komuś pasuje, to i niech Ali Baba się hajta z 40 rozbójnikami.


--
Pracuj u podstaw. Zaminuj fundamenty systemu. Wszelkie prawa do treści wrzutów zastrzeżone
Nie namawiam do łamania prawa. Namawiam do zmiany konstytucji tak, aby pewne czyny stały się legalne.
No shitlings, no cry! Postaw mi kawę na buycoffee.to - teraz można również przez Paypala i Google Pay

WezSieTato
Bardzo fajna dyskusja. Jeśli pozwolicie wrzucę swoje dwa grosze.

Kwestie miłości bym w zupełności olał. Jest albo jej nie ma. Osobiście rozpatruję to dwutorowo. Z jednej strony masz interes indywidualny, z drugiej masz interes społeczny. Potem dzielisz to na interes faceta i interes kobiety.

Jak tak obserwuję praktycznie w polskich realiach to interes indywidualny możesz se realizować jak jesteś dobrze zarabiającym samcem, generalnie dobrze funkcjonujesz sam ze sobą i co równie ważne łatwo nawiązujesz nowe "znajomości". Zasadniczo oznacza to, że statystycznie takie podejście jest dobre dla wysoko funkcjonującego faceta z dużego miasta pomiędzy 35-50 rokiem życia, ale już niezbyt dobre dla podobnego sortu samicy. Z punktu widzenia dobrze funkcjonującej kobiety prędzej niż później takie podejście będzie gówno warte, bo patrząc na kwestie doboru partnera na zasadzie podobieństwa będzie wraz z wiekiem na coraz to bardziej stratnej pozycji. I tutaj cele obydwu się rozchodzą. W przypadku reszty populacji opłaca się po prostu ekonomicznie podwoić siły. Mówię o naszym podwórku. Chciałbym też zobaczyć badania, że statystycznie faktycznie będę odkładał większą kasę na emeryturę bo oszczędzę na ilości dzieci.

Z punktu widzenia interesu społecznego po bogatych, zachodnich krajach socjalistycznych widać, że partnerstwo/wolność w czystej formie nie przetrwało próby czasu. Patrzcie co się stało z pokoleniem 60-70. Było fajnie do momentu jak zaczęli mieć swoje córeczki i niekoniecznie chcieli żeby robiły to samo co oni w ich wieku. U nas ten moment wydaje mi się dopiero nadchodzi. A małżeństwo dla większości kobiet i nadal dużej części facetów to fundament stabilności ekonomiczno-mentalnej, w takim sensie że wiesz co musisz zrobić jutro i masz jako takie oparcie zbudowane na wspólnocie interesów. W skali społeczeństwa małżeństwo dużo bardziej niż "partnerstwo" spala zbiorowość, co jest w interesie nas wszystkich.

I żeby nie było, jestem zajadłym singlem



Tynf
Tynf - Superbojownik · przed dinozaurami

" Mogą też stworzyć własne zasady i dodać je do publicznego zbioru."

Z całą pewnoscią zdajesz sobie sprawę, że wszystkie aspekty (majątkowe, społeczne, rodzicielskie i inne) muszą być ujęte w - dobrze sformułowane - ramy prawne. Bez tego pojawiają się poważne problemy; np: konkubent nie może odwiedzić swojej ukochanej w szpitalu. Prawo dziedziczenia, opieki nad dziećmi i inne, w takiej sytuacji nie działa. Co w momencie gdy dwie stare kuzynki, mieszkające razem, wzajemnie się sobą opiekujące będą chciały przekazać swój majątek po smierci, tej która pozostała? Wiesz zapewne jak obejdzie się z nią prawo spadkowe. Sądzę, że potrzebna jest mądra ustawa regulująca te sprawy. Przypuszczam również, że taki "Związek Cywilny" (chyba tak się to nazywa w Francji) zwiększyłby liczbę związków miedzy: kobietami i mężczyznami. Na zasadzie: łatwo założyć związek - łatwo się rozstać. Bez korowodów w sądach, bez fortun wydanych na adwokatów, bez wzajemnego opluwania się w trakcie rozwodu.
Inną sprawą są dzieci urodzone w takim związku, lecz ten temat też chyba można rozsądnie rozwiązać.

Lecz czy w Polsce??

--
"Jesli potrafisz zadać własciwe pytanie - odpowiedź pojawia się samoistnie", Sin-Itiro Tomonaga.

Peppone
:tynf - nawet w Polsce konkubenci mogą się odwiedzać w szpitalu, chyba, że władze szpitala są (*^(*^#nięte. Nie miałem z tym problemu, żeby mnie moja ówczesna w szpitalu odwiedzała.

Dziedziczenie - wystarczy radykalnie uprościć prawo spadkowe. Zapisujesz, komu chcesz, a jak nie ma testamentu - dopiero wchodzi schemat dziedziczenia ustawowego.


--
Pracuj u podstaw. Zaminuj fundamenty systemu. Wszelkie prawa do treści wrzutów zastrzeżone
Nie namawiam do łamania prawa. Namawiam do zmiany konstytucji tak, aby pewne czyny stały się legalne.
No shitlings, no cry! Postaw mi kawę na buycoffee.to - teraz można również przez Paypala i Google Pay

Yoop
Yoop - Superbojownik · przed dinozaurami
:Peppone Wywód wydaje się spójny i logiczny jeśli pominie się perspektywę czasową. Oczywiście nie zgodzę się z poglądem że miłość to choroba, bo de facto jest to uczucie łączące niemal każdego rodzica i każde dziecko i to raczej brak tej miłości zwykło się nazywać patologią. Chyba że mówimy tylko o przelotnym zauroczeniu, ale nie utożsamiałbym tych pojęć. Ponadto nie podzielam poglądu, że korzyści da się przeliczyć na pieniądze. A jeśli tak uważasz, to zastanów się na ile byś wycenił swoją rodzinę, lub swoje zdrowie.

Można jednak posłużyć się jakąś abstrakcyjną funkcją użyteczności do oceny korzyści. Funkcja użyteczności ma tę dobrą cechę, że bierze pod uwagę także takie wartości jak estetyka czy emocje. Z drugiej strony rzecz jasna napotykamy na problem związany z tym, że każdy ma własną skalę oceny różnych korzyści.
W efekcie rzecz jasna dochodzimy do niezbyt odkrywczego wniosku, że dla niektórych osób korzyści z posiadania rodziny/dzieci rekompensują poniesione koszty a dla innych nie, nawet jeśli uwzględnić takie same nakłady pieniężne w obydwu przypadkach.

Biorąc pod uwagę perspektywę czasową można po prostu stwierdzić, że takie podejście nie sprzyja ewolucji, a zatem oczywiście pula genów których nosiciel nie chce prokreacji szybko odejdzie w niepamięć, a jej miejsce zajmie inna, rozpowszechniana przez tych, którzy nie mający takich dylematów. Gdyby było inaczej, to zaistniałoby ryzyko, że ludzkość wyginie. Tu nie trzeba teoretyzować - na przykładzie Europy widać, że nic takiego się nie stanie. Europejczycy, którzy jako ogół częściej prezentują takie stanowisko w dłuższym terminie prawdopodobnie odejdą w zapomnienie zastąpieni przez inne nacje.

A jeśli nawet założyć, że wszyscy jednak realizują taką strategię to nawet argument z opłacalnością ekonomiczną mógłby być wątpliwy. Gdyby bowiem najbardziej efektywne było podejście "bez dzieci" to prawdopodobnie żadna odłożona na emeryturę kwota nie byłaby w stanie zapewnić opieki, bo nie byłoby komu tej opieki sprawować. A więc może to być strategia wygrywająca pod warunkiem, że inni jej nie stosują. Z punkt widzenia grupy jest przegrywająca.

Peppone
:yoop - mówiąc o miłości ograniczyłem się do miłości pomiędzy partnerami. O uczuciach np. na linii dziecko-rodzice nie wypowiadałem się w tym punkcie.

Mówiąc "korzyści" miałem na myśli to, co nazwałeś "użytecznością". Możesz to podstawić do mego wywodu i pewnie uzyskasz jego zamierzoną intencję.

Owszem, w szerszym kontekście takie podejście nie sprzyja ewolucji, co oznacza, że ludzie działając zgodnie z instynktem działają wbrew zdrowemu rozsądkowi. Jednocześnie to ludzkość stworzyła cywilizację, w której działanie zdroworozsądkowe jest sprzeczne z funkcją przetrwanie. Wot, ciekawostka. Kolejny dowód na to, że gatunek ludzki, szczycący się najsprawniejszym rozumem w przyrodzie, albo nie umie z tego rozumu korzystać, albo może jednak jest ślepą uliczką ewolucji.


--
Pracuj u podstaw. Zaminuj fundamenty systemu. Wszelkie prawa do treści wrzutów zastrzeżone
Nie namawiam do łamania prawa. Namawiam do zmiany konstytucji tak, aby pewne czyny stały się legalne.
No shitlings, no cry! Postaw mi kawę na buycoffee.to - teraz można również przez Paypala i Google Pay

czujnyjakpiespotrojny
Chciałbym i ja dorzucić cegiełkę do tej dyskusji.
Wydaje mi się, że zabrakło w niej umieszczenia istotnego parametru jakim jest wiek i związana z tym perspektywa oglądu zjawiska. Coś jest w tych dowcipach o dziadku, tacie i synku.
Być może jestem najstarszy z uczestników dyskusji a i życie miałem/ mam burzliwe. Powiem tak: młodzi ludzie decydują się na założenie wspólnego stadła na podstawie mglistych przesłanek, kierowani fascynacjami i hormonami. Spróbujcie sobie przypomnieć jak rozwijało się Wasze człowieczeństwo w funkcji czasu, rozmaitych doświadczeń choćby z nadmiarami czy niedoborami czegośtam. Moment w którym naprawdę wiesz czego chcesz w życiu często przychodzi dość późno albo nigdy. Paradoksem jest też to, że Twoja wiedza powiększa się wraz z doświadczeniami w tym tymi nie do końca związanym z lojalnością wobec partnera/ki.
Ci grzeczni nie będą nigdy wiedzieć czego chcą, nie mają żadnego punktu odniesienia, doświadczeń, to zwykła projekcja ich wyobraźni.

Po pewnym czasie i pewnie nie raz, każdy musi się zmierzyć z samym sobą, czy chce i może zmienić swoje życie tak jak mu się aktualnie wydaje, że być powinno czy podejmie próbę wspólnej zmiany czy okopie się za murem nie do przebycia dla partnera/ki.

Człowiek nie decyduje tak zupełnie sam o sobie. Tak robi tylko skrajny egoista. Będzie na niego działała presja otoczenia, rodziny, znajomych i jego własne ego. /jesteś przyzwoity, odpowiedzialny, dobrze wychowany.../
Bo to nie takie proste wybory, czego chcę ja i już. Są dzieci, idź i powiedz im, że masz je w dupie, bo chcesz ułożyć sobie życie.
Zrozumieją?

Podsumowując: Sztuką jest dokonać doskonałego wyboru, szanse są większe im później to robisz i więcej wiesz o swoich potrzebach i oczekiwaniach, nie dowiesz się wszystkiego z książek i opowiadań babci, musisz sam to poczuć i poznać.
Będzie Ci łatwiej być szczęśliwym jeśli z czasem pomału będziesz odsuwał te swoje JA na dalszy plan i nauczysz się cieszyć każdą drobnostką.
Jeśli mimo to nie uda Ci zachować twarzy weźmiesz młot i zrujnujesz to co budowałeś/aś by rozpocząć nową budowlę.
Tym razem zrób to dobrze, czasu jest mniej i siły już nie te.
Niektórzy znajdują fan w wiecznych demolkach część nie zaczyna budowy żadnych skomplikowanych konstrukcji wiodąc niby beztroskie życie singla /do czasu/.
Faceci nie są beznadziejni, to wszyscy są beznadziejnii jednocześnie wspaniali. Wsród tej masy pojawiają się prawdziwe perły, to oczywiście Ty i Twoja połówka.

--
"Poszerzaj swoje horyzonty- wyburz dom z naprzeciwka."

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
skony71 - Superbojownik · przed dinozaurami
Przypomniał mi się dowcip jak starszy facet leżąc na łożu śmierci wspominał jak to namiwiali go, żeby miał jak najwięcej dzieci bo wtedy na łożu śmierci będzie miał mu kto szklankę wody podać a jemu się w ogóle pić nie chciało.

miss_cappuccino
bardzo często jak czytam Twoje wypowiedzi mam wrażenie, że albo mylisz charakter z płcią, albo bardzo stereotypowo spostrzegasz płeć. Całą Twoją pierwszą wypowiedź w tym wątku [tak samo zresztą cały ten artykuł, który rzeczywiście wypacza wizerunek współczesnych mężczyzn] można odnieść zarówno do mężczyzn jak i do kobiet - to zależy tylko i wyłącznie od charakteru danej osoby. Są faceci, którzy za wszelką cenę chcą się ustatkować, mieć dzieci, przekazać geny i są też takie kobiety. Faktem jest, że aktualnie jest znacznie większy odsetek ludzi bezdzietnych, par żyjących bez ślubu, singli itp, ale nie wynika to tylko i wyłącznie ze strachu mężczyzn przed zaangażowaniem - wiele kobiet również nie uważa słuszne wiązać się zbyt szybko, na całe życie, z jednym gościem, który po ślubie zasiądzie przed komputerem, a dziecko będzie wychowywać ona. W mojej ocenie - w związku ze zmianą realiów i wzrostem przyzwolenia społecznego na nieformalne związki oraz bezdzietność z wyboru - wielu ludzi wybiera teraz właśnie taki styl życia. Dawniej niektórzy mogli obawiać się ostracyzmu, szeptów po katach itp - teraz, pomimo wszystko - ludzie częściej wybierają taki sposób życia na jaki mają po prostu ochotę. Najbardziej interesujące z tego jest to, że jeżeli przyjąć, że odsetek singli i bezdzietnych zwiększył się w ostatnich latach i ma to związek z tym, że "teraz już można tak żyć" to poddaje to pod wątpliwość to czy faktycznie monogamia, a przynajmniej konieczność regulowania związków ma sens również z takiego bardziej biologicznego punktu widzenia. Nie zmienia to jednak faktu, że państwo nie ma interesu w zmianach na tym polu. Nawet jeśli są one w zupełności, przynajmniej w teorii wykonalne, to w praktyce nikt nie podejmie się forsowania ich. Zmiana prawdopodobnie się dokona się, ale stopniowo i na drodze nieformalnej.

--
.../Edytowanie postów jest dla mięczaków!

Peppone
:miss_cappuccino - nie przepadam za tym argumentem, ale "wyjątki potwierdzają regułę"

Moje "zrzucenie gniewu" wynikało z wybitnie jednostronnego artykułu w ''Potylice'' (literówka zamierzona ;) ) i niekiedy celowo przejaskrawiałem w drugą stronę, by przez kontrast lepiej uwidocznić absurdy tego artykułu.

Proponowane przeze mnie zasady umożliwią każdemu, właśnie bez względu na płeć oraz z wielkim poszanowaniem preferowanych konfiguracji, zawarcie wymarzonego związku. A skoro to państwo stoi na przeszkodzie, to należy je w obecnym kształcie zlikwidować.


--
Pracuj u podstaw. Zaminuj fundamenty systemu. Wszelkie prawa do treści wrzutów zastrzeżone
Nie namawiam do łamania prawa. Namawiam do zmiany konstytucji tak, aby pewne czyny stały się legalne.
No shitlings, no cry! Postaw mi kawę na buycoffee.to - teraz można również przez Paypala i Google Pay
Forum > Inteligentna jazda > Faceci są beznadziejni (?)
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj