JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Forum > Kawały Mięsne > [Detektyw] Biznes Barbie (Część IV)
Cieciu
Cieciu Bułgarski Łącznik od 1 września 2004 | Warszawa | GG: ...
2017-11-15 22:46:09 Zgłoś


W poprzednim odcinku

Odnawianie starych znajomości nie jest trudne. Jest cholernie męczące, ale nietrudne. Z Tyczką wybraliśmy się do baru we wspomnianym celu. Jakże wzniosłym i pożądanym. W knajpie zawsze jest z kim się napić, pogadać i pośmiać. A tego mi było cholernie trzeba. Kac, jaki mnie męczył był z gatunku tych najgorszych. Moralny. Kiedyś, dawno temu i daleko stąd, zawiodłem raz przyjaciół. Po tej paskudnej wpadce poprzysiągłem sobie, że już więcej do tego nie dojdzie. I popatrzcie, jak blisko powtórzenia takiego gnoju byłem. Na szczęście w porę sprowadzono mnie z orbity na ziemię, a teraz czas nadszedł by winy odkupić.

- Barman! – Krzyknąłem już od wejścia. – Kolejka dla wszystkich.
Rozległy się okrzyki uznania i gwizdy radości. Przy kontuarze ustawił się rządek uśmiechniętych pijackich mord. Barman z szybkością automatu napełniał puste kieliszki. Kamraci z podobną szybkością opróżniali jeden za drugim.
- Druga ode mni, bo widzę, że Ty znów wśród ludzi. – Powiedział małomówny zazwyczaj Stary Kapsel.
Wiwatom nie było końca. Następne porcje wódki lądowały w spragnionych gardłach. Radość znów wystrzeliła po deklaracji Tyczki, który również postawił po kielichu. Teraz już wszyscy byli weseli i czerwoni na gębach. Podszedł do mnie jakiś typ, kojarzyłem go z knajpy, ale tylko z paskudnej fizjonomii. Nic nie powiedział, tylko dał mi w mordę. Z przyjemnością zebrałem szczękę i oddałem mu z nawiązką. Facet rozpromienił się na dobre. Uśmiechnięty od ucha do ucha, odwrócił się i odszedł w stronę swojego stolika.
- Tyczka, ki chuj? – Zdarzenie faktycznie zabawne, ale nieco zaskakujące.
- A to ten pijak, co to próbował Ci dziwuchę do tańca odbić. Nałomotałeś mu wtedy i ni dałeś szans rewanżu, boś z lokalu wyszedł.
To prawda, zachowałem się niehonorowo. Nie mieści się w kodeksie knajpianych gladiatorów takie postępowanie. Sprawa jest prosta. Kręcisz awanturę, nie urywasz się w połowie. No, ale daliśmy sobie po mordach, czyli wszystko zostało wyjaśnione.
Piliśmy dalej. Kolejne butelki pustoszały, rozbijaliśmy kieliszki, rozbijaliśmy domowe budżety. Przypuszczam, że własne wątroby również demontowaliśmy z podobnym zaangażowaniem. Ale nie jestem medykiem, więc takie pierdoły nie zaprzątały mi głowy. Tego wieczoru nie zaprzątałem sobie też głowy Barbie, choć sprawa mogła być poważna. Co ja opowiadam, była poważna, choć nie miałem jeszcze pojęcia o co dokładnie chodzi. Na kolejnej przerwie na papierosa rozpocząłem pijacki dialog.
- Tyczcha, ty mi tu powiedz teraz. Czchy ja jakiś głupi jestem? Nie rozumiem, co ta baba we mnie wizi, tylcho biorę wszystcho w ciemno tach jak jest.
- Pijany jesteś, Kapelusz. Nic w tobi ni widzi. Już to ustaliłeś.
- Ale jach to ustaliłeś?
- Ty ustaliłeś.
- Co ustaliłem?
- Ja pierdolę, że kamerę masz w pokoju.
- Ja to ustaliłem?
- A kurwa kto? Razem tam przecież byliśmy i znalazłeś kamerkę.
- Tachą małą?
- Taką niwielką.
- O kurwa.
- No właśni. Tylko ni wiesz co masz z tym dalij zrobić.
- Wiem. – Powiedziałem z dumą i uderzyłem się w pierś. Zakaszlałem.
- Wisz?
- Tach, trzeba to rozpierdolić w drobny mach.
- To ni dobry pomysł.
- A to niby szeemu?
- Bo zaraz si dziwucha zorientuje, że coś wisz.
- Raasja – czknąłem. – Tyczcha, ty to jesteś bardzo mądry człowiek. A i pszyjaciel niezgorszy. To wiesz co? Ja mam inny pomysł.
- Nu jaki?
- Chośmy się napić.
- I gadasz jak człowik.
Wróciliśmy pić. Rozmowa z kumplem i trochę świeżego powietrza nieco mnie otrzeźwiły. Moment na pysk padnięcia odsunął się w czasie. Byłem wśród swoich. Wreszcie zadowolony i z czystym sumieniem. Koledzy wybaczyli.
- Ej, Kapelusz! – Usłyszałem wołanie jednego z tubylców. – A ty wisz, co to się stało, jak pod auto żeś wleciał?
Prawdę mówiąc, do tego momentu nie miałem pojęcia co się stało tamtej nocy. Knajpa ucichła. Słychać było tylko pojedyncze parsknięcia śmiechu.
- Nie wiem, opowiadaj.
- Żeśmy si zdrowo popili. Młody Tyczki roczek kończył. Jak si impreza ku końcowi zrobiła, toś si zebrał to swojego spania. Odprowadzałem Ci, bo zgodnie stwierdzilim, żeś se gotów krzywdy jakiejś narobić. Nu i tak idziem w stronę zajazdu, aż na drodze światła się pojawili. Nu, to mówi „zejdziem z drogi, bo zaraz wypadek będzi”. A ty jak się drzeć zaczął, że „kurwa, co to ma być, że na rowerach obok siebi jeżdżą”, że „w mordę takim dać trzeba, bo na rowerze to gęsigo”, i że zaraz zrobisz z tym porządek. Toś postanowił zrobić z tym porządek i wymyślił, że jak jednego z bara trącisz, to ze siodełka zleci i na przyszłość będzi wiedział jak się powinno jeździć.
Widownia już nie parskała w ukryciu. Rżeli w niebogłosy.
- Ja Ci mówi „spieprzaj z tej ulicy” a ty odpowiadasz „Każdy czas na naukę dobry, nawet we środku nocy”. Próbował ja Ci szarpać za ramię, aleś się wyrwał i jeszcze coś klął, że Ci prochowiec porwę. Nu, to stwierdziłem, jak żeś głupi, to próbuj sił. I spróbowałeś. Taranem Daihatsu piekarza Koszyka zatrzymać. Jak Cię piekarz Koszyk zobaczył, to walnął po hamulcu, ale trochi już było za późno. Poleciałeś pięknie, jak ten Małysz czy inny Kamil. Tylko lądowanie byli bez tego, no, telemarka.
Śmiali się wszyscy, mnie nie wyłączając.
- Koszyk wylazł z auta blady jak ściana. Mówi, Jezus Maria człowieka zabiłem, do więzienia jak nic pójdę. A ty, ledwie żywy, ze rowu, bo tam żeś lądował, drzesz ryj resztkami sił, że w końcu się, kurwa, czegoś nauczysz. Koszyk zgłupiał kompletni, bo on nic o tych naukach ni wiedział, i ni miał pojęcia, że to ni był wypadek, tylko edukacja. Nu, a u nas za edukację jeszcze ni sadzają za kraty.
Zrobiło mi się szkoda piekarza Koszyka. Tylko na chwilę, złowiłem go wzrokiem gdzieś w kącie sali. Chłopina krztusił się ze śmiechu. Wziąłem dwa kieliszki i przebiłem się przez tłumek kamratów.
- No, panie Koszyk. Tak to było?
- Od jak Ciem zobaczył, to co do słowa.
- Kolejka na zgodę?
- Ja urazy ni trzymam, chłopaki ze warsztatu ładnie autko wyklepali. A wypić, to zawsze.
Stuknęło szkło.
- A jak do szpitala trafiłem?
- Z Koszykiem Cię w samochód zapakowalim i na ostry dyżur. Tam jak Ci zobaczyli, to mówią, pijany, na wytrzeźwienie zabierajcie. Nu, to mówię. Pijany, a tak. Ale i głupi bo wlazł pod auto. I chyba coś się połamał bo jęczy straszni. To powiedzieli, że wezmą, ale jak będzisz się awanturował, to zadzwonią po policję. Nu i tyle, taka to była historia.
No to pięknie się musiałem nawalić. Nie ma co. Całe szczęście, że ta historia dobrze się skończyła.
Trunki zażywaliśmy z rozmachem jeszcze przez kilka ładnych godzin. Zwyczajowa bijatyka ostatnich klientów szynku kończyła ten wieczór. Nic nadzwyczajnego, spokojny, kulturalny łomot w gronie przyjaciół.

Poranny kac był kolejną oznaką tego, że wszystko może jeszcze wyglądać tak, jak przed przyjazdem tej nieszczęsnej Barbie. Poprzedni wieczór doskonale uświadomił mi, co tracę. Nie mogłem do tego dopuścić. A świadomość, że na sto procent Barbie kręci lewe lody, sprawiała, że nie było możliwości zwyczajnego olania dziewczyny i powrotu do starych przyzwyczajeń. Zabrnąłem w to zbyt daleko, miałem też do spłacenia dług wdzięczności u Tyczki. O nie, dziewuszko. Teraz zagramy po mojemu. Od tej chwili to ja ustalam zasady, a Ty zatańczysz do mojej melodii.

Pierwsza rzecz, jaką postanowiłem zrobić, to przeszukanie tego jej sklepiku. Jeśli tam trafię na jakieś poszlaki, będzie punkt zaczepienia. Umówiliśmy się z Tyczką na dziesiątą wieczorem. Uparł się, że mi pomoże, a ja jakoś nie miałem sił i argumentów by się z nim spierać. Przecież prawdopodobnie uratował mi życie. Włamanie to pawilonu przy Alei Niepodległości nie było wyzwaniem. Mój szemrany kompan zrobił to bez większego wysiłku. Kilka minut i już byliśmy w środku. Zaplecze pełne było pudeł i kartonów. W sumie, nic dziwnego. Rozglądałem się raczej za jakąś szafką na dokumenty. Trochę czasu już w tym miejscu miałem okazję spędzić, ale cóż, wtedy głowę miałem zupełnie w innym miejscu. Między jędrnymi piersiami, jeżeli mam być dokładny. Jeśli miałem tutaj coś znaleźć, to najprędzej w papierach. Ciszę przerwał huk i bluzg.
- W mordę jebane, jego mać. – Zaklął Tyczka.
- Ciszej, bałwanie. Co zrobiłeś?
- A przypierdoliłem kolanem w jakieś drewno.
- Pokaż. – Poświeciłem malutką latareczką. Przywalił w biurko. No tak, tego trzeba było nam szukać od samego początku. Szuflada nie była zamknięta. Przejrzałem pobieżnie papiery, nic ciekawego. Jakieś rachunki za najem, za prąd. Zwykłe opłaty. Szafka w biurku była za to zamknięta. Instynkt podpowiadał, że to może być strzał w dziesiątkę. Wyciągnąłem wytrych, pochyliłem się i zobaczyłem… że tam nie ma zamka. Tylko mały panel numeryczny do wstukania kodu. Kapota.
- Tyczka, do dupy. To jest elektronicznie zabezpieczone. Nie otworzymy.
- A pokaże.
Teraz to on przyglądał się zabezpieczeniom.
- E, nic trudnego. Zwykłym zwarciem to otworzę. Tylko patrz czy nikt się przy oknach ni kręci, bo może mały błysk pójść.
Doprawdy nie wiedziałem jak on chce to zrobić, ale posłusznie stanąłem na czatach. Po chwili rzeczywiście dostrzegłem błysk i poczułem zapach spalenizny.
- Nu, gotowe.
Nie wierzyłem własnym oczom. W niecałą minutę uporał się z zamknięciem.
- Jak tyś to zrobił, hę?
Chłopak miał zadowoloną minę, i słusznie.
- Si ma swoi sposoby. Ni wnika, to krócej będzi zeznawał.
Co racja, to racja. Zacząłem przerzucać papiery. Tu już było znacznie lepiej. Dokumenty przewozowe, dokumenty z cła, faktury zakupu. Masa materiału, ale jakoś nie było do czego się przyczepić. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.
- Masz taki telefon co dobre zdjęcia robi?
- Nu, mam.
- To weź i tę makulaturę obfotografuj. Raz dwa i się zbieramy. Nie ma co kusić licha.
Jak pomyślałem, tak zrobił. Dosyć szybko było po robocie i mogliśmy się zwijać. Przed wyjściem Tyczka złapał mnie za ramię.
- Jeszcze moment. Wywalę korki. Jak si damulka zjawi, to pomyśli, że spięcie instalacji zamek uwaliło. Ni będzi podejrzeń.
- Ty to masz fach w rękach. – Pochwaliłem go szczerze.
- Nu, tylko mało on legalny. – Przyznał z uśmiechem.
Wyszliśmy ze sklepu i ni stąd ni z owąd stała się rzecz dziwna. Ktoś wyłączył zasilanie, zgasło światło.

Nie mam pojęcia ile godzin później ocknąłem się w ciemnym pomieszczeniu, z głową spuchniętą jak baniak i wszystkimi kończynami przywiązanymi do krzesła.
- Tyczka, jesteś tu? – Wyszeptałem.
- Nu, jestem. – Usłyszałem cichą odpowiedź.
- Wiesz co? Chyba wpadliśmy po uszy w gówno.
- Prawdziwy z Ciebi Detektyw.

& :szufla

--
Kosovo je Srce Srbije !! "Ovo je ovde Balkan mirisni cvet totalno nerazumljiv za ceo svet" Folklor, legendy i historia Bułgarii. Po mojemu.
Peppone
Peppone Nowy Ruski od 19 marca 2003 | Warszawa
2017-11-15 23:27:49 Zgłoś
Noż Kulson, nie dość, że trzeba było czekać tak długo, to jeszcze przerwałeś w takim momencie


--
Pracuj u podstaw. Zaminuj fundamenty systemu. Wszelkie prawa do treści wrzutów zastrzeżone
Ruski kolekcjonuje Bitcoiny, Dużo Bitcoinów
staruch
staruch Superbojownik od 13 grudnia 2001 | Opole
2017-11-16 07:47:27 Zgłoś
No wreszcie!

--
Na forum zawsze się znajdzie jakiś smutny fajfus, który będzie mówił co trzeba robić i jak trzeba żyć, bo akurat wstał lewą nogą albo zaczepił chu...em o sprężynę w materacu.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
lazyjones Superbojownik od 12 września 2005 | Leniopolis | GG: pytaj na gg
2017-11-16 08:01:49 Zgłoś
Ale przerwy robisz po zbóju Tylko reklam brakuje.




--
Moja opinia może się zmieniać, ale nie fakt, że mam rację.
empatyczna
empatyczna Gołota Poezji od 29 września 2012 | Żory
2017-11-16 11:33:27 Zgłoś
Jak zwykle i chcę kontynuacji.

--
Czy można spełnić wszystkie swoje marzenia? Tak, jeżeli będziesz miał/ła jedno marzenie, które brzmi: chcę osiągnąć w życiu tyle, ile tylko zdołam./moje/
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
katarin Superbojownik od 31 marca 2004 | Kielce
2017-11-16 12:48:11 Zgłoś
Miód!!!

--
Witek32
Witek32 Superbojownik od 7 lipca 2009 | rawa maz | GG: Posiadam
2017-11-16 13:54:48 Zgłoś

--
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
luggage Superbojownik od 22 września 2005 | Gdzieś na północy
2017-11-16 21:25:17 Zgłoś
No, nareszcie

dzięki! Wiesz za co...

Detektyw znów we właściwej formie. No, przynajmniej do czasu aż mu światło nie zgasło. I całość oczywiście , z naciskiem na "spokojny, kulturalny łomot w gronie przyjaciół".

--
+++ Divide By Cucumber Error. Please Reinstall Universe And Reboot +++
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
DonChichot Superbojownik od 7 czerwca 2005 | zamiasto | GG: wp, gj
2017-11-21 13:54:41 Zgłoś

--
Forum > Kawały Mięsne > [Detektyw] Biznes Barbie (Część IV)


Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj