Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Forum > Półmisek Literata > Opowiadanie
marekidamian
marekidamian Superbojownik od 6 stycznia 2005
2018-02-21 22:34:38 Zgłoś
Na chwiejnych nogach wyszedł z gabinetu. Rozbrzmiał dzwonek i korytarz wypełnił się zwykłym gwarem uczniów. Nikt nie podniósł jeszcze alarmu, niedaleko szkoły była ruchliwa ulica, często też chłopcy zabawiali się strzelając petardami – miasteczko żyło spokojnie i nikt nie spodziewał się strzelaniny. Z powrotem zatknął rewolwer za pasek z tyłu spodni, przykrywając go koszulką i wyszedł na korytarz.Niedawno użyty grzał go jeszcze w plecy, ale nie parzył. Uczniowie mijali go nie zaczepiając, niektórzy z nich jednak zwrócili na niego uwagę – pewnie wyglądał jak własna śmierć, pomyślał. Chcąc uniknąć wścibskich spojrzeń i ewentualnej zaczepki skręcił w pierwsze lepsze drzwi, jakie napotkał. Był to korytarz techniczny, zwykle niedostępny dla uczniów, John jednak znał szkołę lepiej niż inni, pomagał bowiem w dekorowaniu sali na święta i zabawy. Nie mógł trafić lepiej – korytarz schodził do podziemia, a dalej prowadził do sąsiedniego budynku, służącego za magazyn potrzebnych i niepotrzebnych rzeczy. Szansa, że wymknie się niezauważony rosła, aż do chwili gdy wychodząc zza rogu natknął się na woźnego. Jego również otaczała czarna aura, znak Bestii w ludzkim ciele. To ułatwiło sprawę – John sięgnął po rewolwer i wystrzelił dwukrotnie nie czując wyrzutów sumienia. Jedna kula bzyknęła gdzieś po ścianie, druga trafiła woźnego w brzuch. Z jękiem opadł na kolana, rękoma starając się zatamować krwawienie. John podszedł bliżej, wycelował w głowę, odwrócił wzrok i wystrzelił. Kątem oka odnotował jednak, że coś bryzgnęło na ścianę. Poszedł dalej, nie sprawdzając rezultatów strzału.
Wyszedł drugim budynkiem, nie zwracając niczyjej uwagi, w głównym budynku zaczynało się robić jakieś zamieszanie, prawdopodobnie odkryto już ciało. Auto zaparkował trochę dalej, bliższa wejściu część parkingu zarezerwowana była dla nauczycieli, tak więc nikt nie zauważył jak odjeżdżał. Zatrzymał się kilka ulic dalej, kompletnie nie wiedząc co robić – jego plan powstał pod wpływem impulsu i fakt, że udało mu się go przeprowadzić już był prawie cudem, nie mówiąc o szczęśliwej ewakuacji. Nie miał zupełnie pomysłu co działać dalej, nie uśmiechało mu się jednak oddanie w ręce policji – a więc pozostawała ucieczka. W budynku szkoły i dookoła niego było pełno kamer, kwestią czasu i to raczej niedługiego było namierzenie go jako podejrzanego – do domu nie mógł więc wracać. Postanowił wyjechać z miasta, póki jeszcze może.
Na rogatkach spotkała go niespodzianka – wyjeżdżając zza zakrętu znalazł się w kolejce kilku stojących aut, na poboczu dostrzegł policyjny radiowóz – a więc już zamknęli drogi pomyślał i chciał się wycofać, ale kolejne auto zatrzymało się tuż za nim udaremniając manewr. Nie mając wyjścia posuwał się do przodu, obserwując policjanta sprawdzającego poprzedzające go auta. Kiedy przyszła jego kolej funkcjonariusz burknął coś zamiast przywitania i spytał dokąd się wybiera. John odparł, że jedzie do miasta odebrać zamówione wcześniej książki. Znał z widzenia tego policjanta, leniwy grubas myślący tylko o jedzeniu pączków... On również znał Johna z widzenia i nie miał o nim zbyt wysokiego mniemania – co mógł go obchodzić ten mól książkowy, co wyraził dobitnie w lekceważącym spojrzeniu. John przez chwilę miał ochotę sięgnąć po rewolwer, leżący obok niego na siedzeniu pasażera, ukryty pod rzuconą niedbale koszulką i wpakować mu kulę w brzuch, zmazując ten lekceważący uśmieszek z twarzy, szybko zmitygował się jednak, że nie może. Policjant był może leniwym i aroganckim dupkiem z ogromnym ego, ale to wszystko – jego aura nie emanowała czernią, nie był Bestią. Na szczęście fakt, że Policjant znał go i nie wyobrażał sobie w roli sprawcy strzelaniny sprawił, że przejechał bez problemów.
Jadąc na północ drogą starał się ułożyć plan działania, niewiele jednak przychodziło mu do głowy. Prowadzenie auta rozpraszało go, zjechał więc w boczną leśną dróżkę, pojechał nią kilka minut by nie być widocznym z głównej drogi i zatrzymał auto, starając się zebrać myśli. Zamiast tego uświadomił sobie coś innego. Jego specjalny dar który nazywał "widzeniem" zaczął szaleć, wcześniej jednak od momentu strzelaniny był zbyt zajęty i zaaferowany szybkością wydarzeń, by zwracać na to uwagę. Korzystając z niego mógł wyczuwać ludzi a właściwie ich aury nawet ich nie widząc – schowanie się przed nim w szafie nie wchodziło w rachubę. Jedne aury były jasne i te otaczały ludzi o dobrych sercach, były też ciemne, które nazywał Bestiami. Te otaczały ludzi, których zwykle starał się unikać, by nie zbrukać się ich złem i występkami, kiedy jednak aura dyrektora szkoły zrobiła się taka strasznie czarna i do tego jeszcze to co mógł wyczytać z aur tych dwóch dziewczynek... Nie chciał sobie przypominać tamtego odczucia, wtedy jednak coś w nim pękło, wziął z domu rewolwer i poszedł wprost do gabinetu dyrektora...Teraz też coś czuł, z krzaków po drugiej stronie polany, na której zatrzymał auto. Nie widział jednak nikogo, sama aura też była dziwna, jakby pulsująca – przechodząc od w miarę normalnej w czerń Bestii. Las dookoła był cichy, złudnie spokojny. Postanowił zbadać, co kryje się w tamtych krzakach, dla nabrania animuszu zabierając ze sobą rewolwer. Wyszedł z auta kierując się prosto na źródło aury, cokolwiek to było zaraz będzie martwe – pomyślał. Nie zdążył jednak ujść kilku metrów, gdy aura ponownie zapulsowała, po czym... zniknęła. Zaskoczenie sprawiło, że aż otworzył usta – coś takiego nigdy mu się nie zdarzyło. Jeszcze bardziej zdziwiło go ponowne pojawienie się jej w innym miejscu – tym razem nieco bardziej w prawo, na niewielkiej górce. Wprawdzie rosło na niej kilka krzaków i niewielkich drzewek, ale nie tak gęsto, by stanowić schronienie dla człowieka. Co się działo? Jak to możliwe? Pytał sam siebie. Wiem! Jest tylko jedno wytłumaczenie, pewnie nie jest jedyną osobą z takim darem, władze muszą mieć spec-jednostkę z ludźmi jak on i widocznie wysłali ich za nim. Ale skąd wiedzieli i jakim cudem działali tak szybko, przecież on sam nie wiedział, że zatrzyma się tutaj w lesie... Nie czas jednak na myślenie, trzeba działać. Skoro potrafią zakłócić jego dar – muszą być co najmniej tak dobrzy jak on. A skoro chcą, by myślał, że są na górce przed nim – to pewnie są... Olśniony tą myślą rzucił się na ziemię z zamiarem przetoczenia się i wycelowania rewolweru w miejsce tuż za nim, jak niejednokrotnie widział w filmach. Wyszło nieco gorzej, po chwili leżał faktycznie na ziemi, stłuczony bark pulsował, udało mu się jednak nie upuścić broni, choć o wycelowaniu w zaplanowane miejsce nie było mowy. Nie było też potrzeby – za nim była tylko pusta polana i las.
Tymczasem aura jakby naigrywając się z niego sczerniała jeszcze bardziej, zapulsowała i... znów zniknęła. Chwilę później pojawiła się ponownie, a nawet nie jedna lecz trzy. - Okrążają mnie – pomyślał John, gorączkowo starając się znaleźć wyjście z sytuacji. Niepotrzebnie oddalał się od auta, stało wprawdzie kilkanaście metrów od niego, lecz musiałby zejść z polany, na środku której stał a właściwie klęczał po podniesieniu się z ziemi. Wolał zachować jak najwięcej wolnej przestrzeni obok siebie, by nie podeszli go znienacka. Plan miał jednak pewne wady – skoro przeciwników było najprawdopodobniej kilku – ostrzeliwanie się mogło stanowić problem. Zapasowe naboje leżały w aucie, do którego za nic nie chciałby teraz podchodzić, ile zostało w rewolwerze? Miał 6 komór, jeden nabój zużył na dyrektora, dwa na woźnego, nie, aż trzy na woźnego to już razem cztery, dodatkowo jedna, pierwsza komora była pusta – tak poradzili mu w sklepie, ze względów bezpieczeństwa ponoć lepiej nie ładować pierwszej komory by broń przypadkiem nie wystrzeliła sama. A więc pięć komór było pustych, pozostawała zatem zaledwie jedna kula – to odkrycie sprawiło, że włosy na karku stanęły mu dęba. Więc może oddać tylko jeden strzał... Gdy tak stał i myślał, wszystkie aury zdążyły zniknąć i pojawić się, teraz było ich już sześć i wszystkie pulsowały sobie jakby naigrywając się z niego. Coraz częściej też przybierały ciemną barwę, jakby grożąc chłopcu. Wkrótce migały dookoła niego jak lampki na choince, nie pozwalając skupić się na pojedynczej z nich, jednoznacznie też przybrały czarną barwę – był pewien, że gdzieś tam, w lesie czai się Bestia. Ale jak to możliwe, czyżby rząd zatrudniał złoczyńców jako swych agentów?  Choć w sumie czemu nie, kto lepiej zrozumie i wyeliminuje czarne charaktery? Wiedział, że musi coś wymyślić i to szybko, kręcił się teraz dookoła swej osi stojąc na środku polany, w miarę jak aury migotały wokół niego – by nie dać się podejść znienacka – gdy nagle zrozumiał. Jeśli agent-Bestia w jakiś sposób potrafi rzutować nieprawdziwe aury, wszystkie one będą pojawiać się w tej samej odległości od niego, tak więc wystarczy zaobserwować gdzie one się pojawiają by znaleźć położenie agenta.
Odnotował w pamięci położenie wszystkich zmieniających się aur, teraz już nieprzeniknionie czarnych i groźnych – faktycznie tworzyły one okrąg. Uśmiechnął się do siebie, zadowolony z pomysłu – tak więc zabije jeszcze choć jedną Bestię. W myślach odnalazł środek okręgu. Zaskoczenie zbiło go przez chwilę z tropu, to przecież niemożliwe – pomyślał. Sprawdził jeszcze raz, wszystko się zgadzało. Znalazł Bestię. Był pewien, zabierze jeszcze jedną z nich do grobu.
Opadł na kolana i spojrzał na trzymany w ręku rewolwer. Tylko jedna, ostatnia kula. To nic, wystarczy. Nie mógł nie trafić.
Uniósł broń, przystawił lufę do skroni i wypalił.

--
www.taniekasykielce.pl
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
gryzli69 Bojownik od 30 września 2007
2018-05-05 17:30:10 Zgłoś
Jeśli można to pozwolę sobie na małą korektę.
"pewnie wyglądał jak własna śmierć, pomyślał."
"Pewnie wyglądam jak własna śmierć - pomyślał."
Poza tym podobało mi się.

--
Forum > Półmisek Literata > Opowiadanie
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj