Kawałek człowieczeństwa



Po raz tysięczny delikatnie przemykałem po słowach zapisanych na brunatnorudych kartkach stachanego pamiętnika. Nie, nie mojego. Ja nigdy nie zniżyłem się do tego aby uzewnętrznić się od tak dla samego siebie. Tym bardziej, że może byle chuj by to kiedyś czytał. Kurwa, jednak ten świat musiał być kiedyś nie taki zły skoro ludzie zamiast skakać sobie do gardeł potrafili napędzać się miłością i jeszcze tak otwarcie napawać się samokrytyką.

- Jesteś tam? Głos zza drzwi wyrwał mnie z zamyślenia. Szybko schowałem czytadło w strunową torebkę i wcisnąłem do dziury w swoim sienniku. Ledwie zdążyłem umościć się na posłaniu kiedy do pokoju wpadła Anka.
- Co ty tu do kurwy nędzy robisz? Pałujesz się do tych swoich idealistycznych hasełek rozwieszonych na ścianach? – pojechała jak to miała w zwyczaju – Wstawaj, z Łodzi będą nadawać za chwilę. Podobno już się ledwo trzymają. Zafalowawała grubym tyłkiem i wyszła. Podniosłem się z legowiska walcząc z zawrotami głowy i z wielkim postanowieniem zakończenia w końcu tej farsy. Za długo, stanowczo za długo już się to ciągnie.

Drzwi jak zwykle ustąpiły wcale nie lekko i jak zwykle powitały mnie kakofonią skrzypnięć, piśnięć i zgrzytnięć zawiasów pragnących smaru jak zaniedbana piędziesiątka twardego kutasa. Na środku pomieszczenia w plątaninie kabli Jacek kostrułował coś co na pierwszy rzut oka przypominało skrzyżowanie tarki do prania i statywu do aparatu. Po chwili zebrał ustrojtwo do kupy i przystawił do ściany tam gdzie żelbet wydawał się najcieńszy. Antena miała tym razem lepiej spełniać swoją funkcję. Judyta i Grzesiek wielkimi oczami wpatrywali się w całą tą operację jakby za chwilę miało wydażyć się nie wiadomo co. I się kurwa wydarzyło! Zielona lampka na starej radzieckiej radiostacji R860 zaświeciła się oznajmiając transmisję.
"... azda. Zostały trz... ..azda. My ..oznań i u was w ..ocku. Trzy gniazda. My Pozna... i wy.Jutro nas znaj... . Płock wy bezpiecz... Pło... wy bezpieczni. Przejmujecie d........ . ....ujecie dowodzenie." Głośnik następnie piardnął, skrzeknął i zakończył swój żywot tchnąc w nas kurewskiego ducha nadzieji jako nowych przywódców. Pieknie, prze chój pięknie.
- Co się do kurwy nędzy stało? - Anka w swoim stylu przerwała niezręczną ciszę. - Padło chujostwo? Jacek, kurwa zrób coś z tym!!!
- Aniu ale...
- Napraw to do chuja!
- Padło! Anka padło, nic nie zrobię głupia pizdo! - Jacek upuścił z siebie żółć.
- Zamknijcie się debile! - Grzesiek chyba pierwszy ogarnął całą sytuację. - Przestańcie drzeć mordy i lepiej zastanówcie się co powiedzieć ludziom. siedzą tu wpatrzeni w nas jak w jakichś pierdolonych zbawicieli już z tydzień a my teraz co? Pójdziemy i powiemy im, że to już koniec? Tak kurwa koniec!!! Zostaliśmy sami, na jebany Poznań nie ma co liczyć. Poddadzą się prędzej niż Francja Hitlerowi a Łodzi już praktycznie nie ma. Nie ma!!! - padł na krzesło kończąc swoją tyradę przerwaną atakiem astmy.
- Kochani - jakoś trzeba było wybrnąć z tej sytuacji - Dajmy sobie czas do wieczora, niech każdy ochłonie i pomyśli w spokoju nad tym co zaszło i ogarniemy temat później. Nie dojdziemy do niczego łapiąc się za słówka i przekrzykując się. Wyluzujmy na parę godzin. Póki co jesteśmy tu bezpieczni, nie wiedzą o nas.
- Pierdol się! - wypaliła Anka
- Nie, to ja raczej wypierdole ciebie - ripostowałem.

I jak powiedziałem tak zrobiłem. Ale wcześniej załatwiłem kilka innych spraw. Z Judytą i Grześkiem poszło bez problemu. Jakoś ich kurwa polubiłem więc dałem im umrzeć we śnie. Nawet nie wiedzieli kiedy. Zapadli w ciemność przytuleni do siebie. Kurwa, lubiłem ich. Za to Jacek od dawna działał mi na nerwy. Mały, kraczaty okularnik mający się za wszechwiedzącego. Pierdolony erudyta! Umierał powoli. Przecięte żyły na nadgarstkach puszczają krew bardzo wolno, wystarczająco wolno abym mógł jeszcze sobie z nim porozmawiać. Znaczy mówiłem tylko ja gdyż umiejętnie podcięte gardło pozbawia człowieka możliwości mówienia.

Anka weszła do mojego pokoju bez pukania już naga. Pchnęła mnie na łóżko i dopadła się niczym suka w rui. Poszło mi raczej szybko, w końcu trzy miesiące wstrzemięźliwości robią swoje.
- Teraz chce cię od tyłu - powiedziałem. Bez chwili wahania wypięła swoją grubą dupę w oczekiwaniu na mnie. Garota świsnęła w moich rękach i zawinęła się wokół jej szyi. Stęknęła nie głośniej niż za pierwszym podejściem, rzuciła się kilka razy ale umiejętnie przycisnąłem ją kolanem do łóżka i po chwili leżała już bez tchu.
- Mówiłem, że cię wypierdole - powiedziałem do truchła i splunąłem z obrzydzeniem na jej tłuste cielsko.

*******

Przystawiłem oko do skanera jednocześnie przyciskając kciuk do czytnika linii papilarnych. Drzwi rozsunęły się z cichym sykiem i stanąłem przed pulpitem sterowania.
- Agent numer 002 Rafał vel Chester. - skierowałem swoje słowa do mikrofonu.
"Analiza głosu potwierdzona. Witaj Rafał" - zaburczała maszyna.
- Gniazdo rebeliantów w Płocku zlokalizowane. Około trzy i pół tysiąca osobników. Cywile. Przywództwo zlikwidowane osobiście zgodnie z rozkazem. Namiary taktyczne "87d na 54z". W związku z dyrektywą 654/23 o ochronie dziedzictwa kulturowego do likwidacji gniazda zalecany pocisk głebokopenetrujący "Nornik" - zdałem raport celem zakończenia misji.
"Dziękujemy agencie 002 - ponownie zaburczał głośniczek maszyny - Kolejny przydział zostanie wprowadzony do twojej sieci neuronowej podczas fazy hibersnu. Prawdopodobne lokalizacje: Montreal, Kanada; Nowosybirsk, Rosja; Johannesburg, RPA. Faza hibersnu rozpocznie się za 15 sekund. 14, 13, 12....." Wsunąłem rękę do kieszeni i palcami namacałem zawiniątko z pamiętnikiem….

--