Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
Joe Monster is watching you
...BO POWAGA ZABIJA POWOLI
FAQ | Kalendarium | Mapa | Trolle | Regulamin | Ikonki | Zapytaj moderatora

Forum > Półmisek Literata > Legenda o Wandzie co Niemca nie chciała
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
zgred  Superbojownik od 15 października 2002 | dwie przesiadki od Wrocławia | GG: hmmmm...69?
2004-07-26 22:26:20 Zgłoś 
Legenda ta jest spisana starożytnym językiem na życzenie Guliwera, który ciągle dopomina się historii o Wandzie i dwóch nagich mieczach i czegoś tam jeszcze Czytaj, Gulli!

Dawno, dawno temu... a właściwie działo się to w czasach, które najstarsi tylko bywalcy Forum pamiętają...
Wanda nerwowo przechadzała się po komnacie tronowej Wawelu.
- Tato, nie chrzań mi tutaj! Nie lubię Williego i już!
- Ależ córeczko, to najlepsza oferta jaką mogłem dostać. I tak musiałem wykorzystać wszystkie swoje znajomości w Urzędzie Miasta żeby sfałszować twoje papiery i zdjęcia... majątek w łapówki poszedł! A ci Niemcy sami mi zaproponowali!
- Ale ja nie chcę wychodzić za niego za mąż! A poza tym co z niego za Niemiec, z NRD!
- Ale za to jakie ma znajomości w wyższych sferach!
- Co za znajomości, że musi mieszkać w Lipsku, nawet nie w Berlinie, dederon jeden! I jeździ na takim byle jakim koniu...
- Rasowy Wartburg przecie.
- Ale inni książęta jeżdżą rumakami ze stadnin Mercedesa, że o BMW nie wspomnę... Jak ja mogłabym się pokazać publicznie siedząc na Wartburgu lub nie daj Boże, Trabancie?!
- Córeczko, proszę cię, nie mnóż trudności. Poza tym u nich nie ma kartek! Żeby coś upolować nie musisz stać godzinami w kolejkach!
- No to chociaż tyle, rajstop sobie nakupię bo mi w ostatnich już oczka poleciały. Albo buty Salamander? Ale za mąż nie chcę! Już wiem! Napuszczę na niego Smoka Wawelskiego!
- A co ci to bydlę zawiniło? Siedzi cicho w jamie, to niech siedzi...
- Przyda się chociaż na co. Już piszę list do Williego, że zanim mnie zobaczy, musi najpierw smoka zgładzić.
* * *
Pod Smoczą Jamą zebrał się już tłum kibiców z transparentami: Smok – Książę 1 : 0 czy na odwrót, był nawet kibic z napisem Smok – Książę 4 : 0, że o napisach „Cracovia dziady!” , „Sędzia kalosz” albo „Wisła cuchnie” (co też było niejaką prawdą, bo wszyscy woleli trzymać się z dala od rzeki) nie wspomnieć. Kibice już szykowali się do spełnienia wymogów tradycji, czyszcząc pałki baseballowe i polerując do połysku kastety i łańcuchy. Ech, tak poczuć pod pięścią szczękę wroga, przeciągnąć łańcuchem przez żebra, pod glany wziąć i jeszcze mu raz i z kopa..... ups, przepraszam, młodość mi się przypomniała... czas wrócić do opowieści...
Kibice mieli zasadniczo jeden, ale za to potrójny problem: Niemców było tylko trzech, z tego jeden miał z grubsza wymiary dwa na dwa metry, drugi taką gębę, jakby przed chwilą zatłukł czyją ciotkę kontrabasem, a trzeci ubrany był w sukienkę mini i wysokie obcasy, miał ogolone nogi i zerkał zalotnie w kierunku wszystkich co tęższych facetów. Z definicji zaczepka więc odpadała, bo mogłoby się to źle skończyć z każdej strony. W sposób naturalny podzielili się zatem Nowa Huta - Reszta Świata i rozpoczęli wprawki przedmeczowe, rzucając na razie wyzwiska i tylko co jakiś czas skromny kamień brukowy.
Komentator już zaczął przedstawiać sylwetki obu zawodników:
- Proszę państwa, co za piękna, jesienna pogoda na takie spotkanie! Majowe słońce za chmurami przygrzewa jak w styczniu, a cudowna, cuuuuuudowna aura aż nastraja do spacerów i pojedynków też jakby nie patrzeć po lewej stronie przedstawiciel Polski, Smok Wawelski rodem jak samo nazwisko wskazuje spod Pułtuska czy może nawet samej Warszawy, ha ha, brzmi to jak reklama firmy Wawel czy 22-Lipca, no więc Smok miał rodziców, sławnych rodziców proszę państwa, kto z nas o nich nie słyszał, nawet dwoje rodziców, ojciec był sławny a jaki sławny był dziadek, a może i sławniejszy! Pokolenia smoków pracowały na to cuuuuuudowne dziecko, które teraz już jest sławne a w przyszłości będzie jeszcze sławniejsze bo jaki sławny był pradziadek! Wszyscy o nim słyszeli, nawet niemowlęta w kołyskach z mlekiem matki wyssały pradziadka! Po drugiej stronie mamy zawodnika z zaprzyjaźnionego od wieków państwa z granicą pokoju na Odrze i Nysie, wielki przyjaciel Polski i Polaków, Wilhelm Szósty, nie, Dziewiąty, kartka mi się obróciła, sławny aktor który grał główne role w dwóch filmach jako Winnetou, a w każdym walczył u boku niezwyciężonej Armii Radzieckiej, jak mówiłem w sześciu filmach zawsze socjalistyczna sprawiedliwość zwyciężała, publiczność serdecznie pozdrawia zawodnika (publiczność wyła Buuuuuuuuu!!! i wygrażała mu pięściami), operator wozu mówi mi że to się wytnie a na trybunach goście honorowi z naszego braterskiego kraju z którym toczyliśmy wojnę i wygraliśmy z tymi Niemcami z Bonn i kroczymy ramię w ramię w niezłomnym sojuszu, wielcy przyjaciele Polski i Polaków, nasi wielcy przyjaciele ze Związku Radzieckiego przyjechali obserwować pojedynek z naszym przyjacielem zza zachodniej granicy pokoju na Odrze i Nysie, kibice serdecznie machają w kierunku trybun honorowych (publiczność wyła Buuuuuuuuu!!! i wygrażała im pięściami), a tegoroczne plony w Związku Radzieckim już w kwietniu przekroczyły 1287 kwintali z hektara i są najwyższe w świecie co dobitnie wskazuje na wyższość gospodarki socjalistycznej nad USA gdzie Murzyni są zmuszani do pracy na polach bawełny za pomocą batogów i kapitalista okutym butem przygina kark klasy robotniczej!

Pozdrawiany Książę Wilhelm nadjechał w chmurze niebieskiego dymu, poprawił koronki u śnieżnobiałej koszuli, strzepnął pyłek z pludrów i nonszalancko stanął przed Jamą. Podparł się lewą ręką pod bok, a prawą wyciągnął błyszczący miecz, zwracając szczególną uwagę na pozycję nóg i wyeksponowanie klatki piersiowej. Krakowianki na trybunach już zaczęły wzdychać...
- Wyłaź, pokrako piekielna, stań do równej walki! – wrzasnął bohaterskim tenorkiem.
Cisza. Echem odpowiedziały tylko megafony.
Kibice zaczęli się niecierpliwić, zapłacili za bilety, a tu żadnej atrakcji?!
- To nowoczesny, polski smok, prosto jak z Żerania gdzie co minutę schodzi z taśmy luksusowy powóz dzięki wysiłkowi klasy robotniczej produkowany dla klasy robotniczej i na eksport na rynki światowe gdzie skutecznie konkuruje z karocami Mercedesa i Volvo! – nadawał radośnie komentator.
Wilhelm połapał się we wskazówkach i wydarł nowoczesnym polskim językiem:
- Ty, ku**a twoja mać szarpana, jak cię kopnę w d**ę to w powietrzu z głodu zdechniesz, mam takiego zaje*****go kopa, ch*j ci w oko ty skur****nu!!!
Krakowianki na trybunach zapiszczały radośnie:
- Jaki on męski! Wilhelm! Jestem twoja! Bierz mnie!
Z głębi jaskinii dobiegło człapanie i po chwili w progu stanął Smok, owinięty w wielki szlafrok i z fularem na szyi.
- A ty co, ku**a, ocipiałeś??? – zdumiał się nowocześnie Willi
- Przeziębiłem się – wycharczał z trudem Smok, zakaszlał donośnie i z kieszeni wyciągnął kwitek – Lekarz w Przychodni Zakładowej wystawił mi L-4 i kazał leżeć, a nie naparzać z jakimś szajbniętym pacanem, choćby i z NRD!
- Ja ci dam szajbniętym, ja ci dam szajbniętym! – zdenerwował się Wilhelm – Nie po to odstałem dwie gigantyczne kolejki po pieczątki w Urzędzie Miasta, żeby teraz poddać się bez walki! Z pracy musiałem się urywać codziennie żeby nie wypaść z kolejkowej listy obecności! Lewe L-4 musiałem zdobyć żeby tu przyjechać, jak się mój zakładowy sekretarz POP dowie, dostanę naganę!
- Uuuu, niedobrze – ocenił sytuację Smok – Nie masz szczęścia, koleś, ognia też mi już zabrakło, wódka u nas na kartki i wczoraj wypiłem ostatną setkę – na dowód Smok wyciągnął kartki z nadrukiem Urzędu Miasta i Gminy Kraków.
- Jagodzianka na piszczelach?
- Dopiero po trzynastej, potem trzeba jeszcze przecedzić przez chlebek, kilka godzin zejdzie...
- A benzyny może byś się napił? Mam niebieską – z nadzieją zapytał Wilhelm
- Bleee, nie smakuje mi, piję jak już nie mam nic innego, to ostateczność i też jest na kartki – skrzywił się Smok – A jak chciałem się po cichu podłączyć do Rurociągu Przyjaźni, to nie dosyć że rurka cienka to jeszcze mimo ssania z całej siły nic w niej nie było, przestój mieli jakiś czy co? Do Karlina też nie mogłem dojechać, bo Ruskie się szybciej tam dopchali...
- No to co kurna u was nie jest na kartki?!
- Marchewka i takie tam badziewia, grzyby i jagody w lesie, Ruskich na poligonach skolko ugodno... – uśmiechnął się Smok
- No to ładnie się urządziliście, „przetarg” hehehe na wyżywienie olimpiady w Moskwie wygraliście przed laty czy jak?
- A żebyś wiedział że tak...
Wilhelm wobec tego rozglądając się ostrożnie wyciągnął zza pazuchy sporą piersiówkę.
- Przemyciłem przez granicę sznapsa, walnij szybko i możemy się pojedynkować!
Smok z uśmiechem przelał z gwinta w korpus i chuchnął.
- Uuuuch, siekiera, ma z 50 woltów. Masz ognia? – zapytał i otworzył szeroko paszczę.
Książę wyciągnął z kieszeni elegancką zapalniczkę jednorazową Bic z zamontowanym wielorazowym zaworkiem i skrzesał ognia. Buchnął kłąb ognia a gdy opadł, Wilhelm nadal stał z zapalniczką w dłoni, a resztki włosia dopalały się kopcąc czarno na jego głowie.
- Aaaaaaaa, moja twarz! Moja piękna, męska, przystojna twarz! Jak ja się teraz pokażę ludziom na oczy, ty świnio?!
Smok spojrzał na swój brzuch i pomacał się z tyłu w ogon. Z całą pewnością nie przypominał świni! Dla absolutnej pewności wyciągnął lusterko i obejrzał swój pysk. Nie, nawet nie miał charakterystycznego, świńskiego ryja, więc co się stało księciu?
Publika wyła radośnie na trybunach, machając transparentami „Smok – Książę 1 : 0”, więc Smok zaczął machać łapą pozdrawiając Klub Kibica. Rozpoczęła się już regularna walka na trybunach i poza stadionem, śmigały ciężkie pociski typu ziemia-ziemia, butelki tylko migotały w słońcu. Pojawił się też na horyzoncie radiowóz milicyjny, który obie walczące strony zgodnie obrzuciły kamieniami, aby po tej krótkiej przerwie na rozrywkę powrócić do właściwej wojny. Tradycji musiało stać się zadość i milicja przezornie trzymała się z dala od pola walki, nadając tylko monotonnie przez głośniki na dachu:
- Obywatele, proszę się rozejść, to jest nielegalne zgromadzenie... Proszę się rozejść...
Na stadionie sanitariusze już biegli z noszami na ratunek zawodnika, rzucili się w czterech na Księcia, przygnietli do ziemi, po czym sprawnie przywiązali pasami do noszy. Książę wbrew swej woli oddalał się wrzeszcząc nadal obelgi, więc Smok zakrzyknął za nim:
- Przyjdź wieczorem na kielicha do Jamy! Pogadamy! – po czym odwrócił się i poszedł w kierunku miasta. Trzynasta zbliżała się i trzeba było pomyśleć o godnym poczęstunku dla gościa.

Wieczorem w kierunku Jamy skradały się dwie postacie: Wilhelm, opatrzony bandażami i z pożyczoną z teatru peruką na głowie, oraz śledząca go Wanda, która zauważyła jak wymykał się z Pałacowej Kliniki Rządowej i była ciekawa po jaką cholerę?
Smok już czekał na gościa z baniaczkiem Uśmiechu Sołtysa kupionym u znajomka na targu, kiszonymi ogórkami i kilkoma kawałkami kiełbasy przyrządzonej według bestsellera „1001 Sposobów Na Uzdatnienie Kiełbasy Zwyczajnej”.
Usiedli, rozlali po szklaneczce, trącili się, wypili i zakąsili ogórkiem w milczeniu.
Znów rozlali po szklaneczce, wypili i zagryźli kiełbasą.
- Tak to jest z tymi babami – westchnął w końcu Wilhelm
- Nic mi nie mów, nikt o tym nie wie lepiej ode mnie... –Smok podniósł się ze stołka – Chcesz coś zobaczyć?
Podeszli do masywnych drzwi w ścianie i Smok odsłonił judasza. Wilhelm zerknął z ciekawością i odskoczył od wizjera.
- A ty co, harem tam trzymasz? I to jeszcze jakiś taki niewyżyty?
- Mam już tego dość po dziurki w nosie – zachlipał Smok żałośnie – Wiele lat temu krakowiacy uparli się że mam zjadać dziewice i jak jaką udało im się znaleźć, gonili mi pod Jamę. Bywało że po trzy – cztery tuziny tu miałem, a co miałem z nimi robić? Przecie nie zjadać, co to ja, kanibal jestem?!
Ale zawsze znalazł się jaki dzielny młodzian, przychodził niby tu walczyć ze mną i zostawał w tamtej komnacie na tydzień czy dwa... dziewic ubywało i wszyscy byli zadowoleni, zwłaszcza one – Smok machnął łapą w kierunku drzwi – wracały potem do domów i wszystko grało. Ech... już nie te czasy, nie te herosy... pamiętam Szewczyka Dratewkę, wielkie i dzielne chłopisko było, przytargał sobie zawsze baranka, rozstawialiśmy rożenek, beczułkę piwa... Żarł, pił i wracał do komnaty... raz pamiętam rozdziewiczył 31 i pół w ciągu 24 godzin!
- A skąd te pół?!
- Zaliczyłem mu pół, bo gdy padł był już bezwładnie niezdolny ruszyć czterema z pięciu członków, ostatnia skoczyła na niego i wykorzystała niecnie, sama się rozdziewiczając... zapisałem mu ten rekord kredą na ścianie... Zawsze mnie lojalnie uprzedzał że przyjdzie, mieliśmy umówiony sygnał, dwa miecze wbite w ziemię przed Jamą...
- A ty sam nie mogłeś tego robić?
- Smoki wymierają – smutno rzekł Smok – wada genetyczna, zresztą sam zobacz...
Smok podniósł się na zadnie łapy i pokazał Księciu podbrzusze.
- Ooooooo.... – Wilhelm aż przysiadł w zdumieniu – Nie wiedziałem że smoki mają takie... hmmmm... wielkie problemy!
- No sam powiedz, która smoczyca poleci na te 7 centymetrów?! I to na baczność... Padały ze śmiechu... I jak tu rasa smoków ma przeżyć?!
Książę zerknął w kierunku drzwi i zastanowił się wyraźnie.
- Ale teraz masz nie więcej niż tuzin, może dwa?
- Coś koło tego, ale te dzisiejsze dziewice to dziwne jakieś... Zamiast tym chlubić się jak to drzewiej bywało, teraz każda sama tu przychodzi z żądaniami, bo się z niej koleżanki w klasie śmieją... Ciekawe, jak one to sobie nawzajem sprawdzają, perwertki jedne?!
- Taaak, dzisiejsze dziewice dziwne są...
- A jakie agresywne! Tydzień temu dwie przyszły pod Jamę i zaczęły do drzwi dobijać, udawałem że mnie nie ma, nawet kartkę na drzwi wywiesiłem „Nieczynne - Remanent”! I w to też nie uwierzyły i jedna kijem baseballowym wybiła okno, wdrapały się obie do środka i napadły mnie z wrzaskiem: „Żresz albo rozdziewiczasz, draniu!!”, ciężkim uszkodzeniem ciała z paragrafu 301 KK mi groziły – rozżalił się Smok.
Wilhelm uspokajająco klepał Smoka po ramieniu i chciał coś powiedzieć na pocieszenie, ale nie zdążył. Drzwi na zewnątrz rozwarły się z trzaskiem.
- Cześć, Wanda – rzucił okiem w tym kierunku Smok
- Cześć, Smoczku, siemanko, Willi! – zalotnie zatrzepotała rzęsami Wanda
- Łojezusiemaryjo... – jęknął Wilhelm, porażony jej krakowską urodą
Wanda podeszła do stołu i z iście krakowską szczodrobliwością poczęstowała się dwiema setkami na sucho i trzecią z kawałeczkiem ogórka.
- Willi, zapomnij że wyjdę za ciebie za mąż – rzekła niefrasobliwie
- Bóg jest miłosierny, w imię Ojca i Syna - Książę Wilhelm, choć ateista z wychowania, przeżegnał się dyskretnie i odetchnął
- Chociaż przystojny jesteś, ale serce me nie czuje pociągu do pałacu w Lipsku – kontynuowała Wanda nie słuchając – I pierwej żywa przejdę piechotą most nad Wisłą, nie padłszy od fenolu, niż powiem sakramentalne „Tak” w USC.
- Wanda, nie pieprz tu głodnych kawałków rodem z literatury, gadaj po ludzku – zdenerwował się Smok
- No dobra, Willi, powiedz swoim wapniakom żeby spadali na drzewo banany prostować, a nie próbowali z moim starym załatwiać jakieś lewe biznesy. Dederony lubię jak wrzód na du**e i za chińskiego boga tam nie pojadę. Gra?
- Ale dlaczego NRD ci się nie podoba, to takie ładne, czyste państwo? – obraził się Wilhelm – A poza tym żebyś sobie nie myślała, mam wuja w Dortmund!
- Wuja masz w Dortmund? Kiedy ślub i wyjazd? – zaskoczyła momentalnie Wanda
- Moje gratulacje, teraz toś wpadł, stary – mruknął pod nosem Smok
- Jaki ślub? – grał najwyraźniej na zwłokę Wilhelm
- Nasz, tępaku, nie wywiniesz się tak łatwo! – zirytowała się Wanda
Książę zerknął z błaganiem na Smoka, który zrozumiał że musi ratować kompana mimo że on z NRD, nie miał sumienia go tak zostawić. Podszedł do stołu i napełnił dwa kieliszki i szklankę.
- Wznoszę toast za tych co mają wziąć wkrótce ślub! – wręczył Wandzie szklankę z samogonem.
Stuknęli się i wypili.
Ponownie napełnił szkło.
- A teraz za tych co na morzu!
Wandzie było już wesoło i wisiała Wilhelmowi na szyi, obśliniając mu czystą koszulę.
- Musisz stąd zniknąć na parę dni, schowaj się gdzieś albo wyjedź lokalnym pociągiem, nie kupuj biletu międzynarodowego, bo cię wytropi – szepnął Smok do ucha Księciu.
- Mam już pomysł jak zniknąć – odszepnął Wilhelm – wyciągnij flachę z mojej kieszeni, samogonu będzie na nią mało... jak wytrzeźwieje, powiedz jej że się zakonserwowałem w Wiśle z rozpaczy!

Smok na drugi dzień obudził się ze srogim kacem na trawie przed Jamą. Z tego co pamiętał, Wanda postanowiła około drugiej w nocy wykąpać się w fontannie w Rynku i mili panowie w mundurkach zaproponowali jej darmowy nocleg z podwiezieniem.
- Ciekawe, co z Willim? – zastanawiał się podnosząc ciężko i człapiąc w kierunku swej jaskinii. Nagle pysk rozciągnął mu się w szerokim uśmiechu... Ze Smoczej Jamy dochodził radosny gwar, a przed jaskinią tkwiły wbite w trawę dwa nagie miecze...
+ OK ·

--
No good deed goes unpunished...
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
KOZAK  Machajnóżka od 16 stycznia 2003 | Łódź
2004-07-26 22:42:45 Zgłoś 



Ruscy na poligonach
+ OK ·

--
gulliwer
Gulliwer  Łochmaster od 10 grudnia 2003 | Warszawa | GG: 7156189
2004-07-27 16:13:09 Zgłoś 
Twoja kompilacja przebija wszystko lubie literaturowe układanki z klocków...
+ OK ·

--
Graf Jesus Maria Zenon y Los Lobos von Owtza und zu Sucha-Bez-Kicka y Muchos Gracias Zawieszona
czarny_pietrek
czarny_pietrek  Bojownik od 24 października 2003 | Rybnik | GG: 2554262
2004-07-28 09:59:42 Zgłoś 
przewielkie
+ OK ·

--
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
silv  Bojownik od 8 listopada 2003
2004-07-28 21:06:19 Zgłoś 
mogę waści mówić :miszczu
miodem'ś mnie posmarował serce;D
+ OK ·

--
.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
lujeran  exSuperbojownik od 29 lipca 2004
2004-08-05 00:17:16 Zgłoś 
No, kurde, bomba! A ja bym jeszcze chciał o tej w czerwonym co ją ten wilk....
+ OK ·

--
Forum > Półmisek Literata > Legenda o Wandzie co Niemca nie chciała


Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj