PETERSBURG RZĄDZONY PRZEZ REWOLUCYĘ.

Ręce do góry! Niech żyje lud!
Na rogach ulic petersburskich oryginalne posterunki: żołnierz .z czerwoną przepaską na ramieniu i student. Uzbrojeni są w karabiny, pilnują porządku. Gdy demanstracya sunie ulicami, idą na czele od posterunku do posterunku, zatrzymując tramwaje, dorożki, a nawet niekiedy żądając zamknięcia sklepów. Właściciele magazynów chętnie stosują się do tych rozporządzeń. Lepiej przecież drzwi zamknąć, niż narazić się na komunistyczny podział bogactw, o którym teraz w Petersburgu nietylko teoretycznie rozmyślają różni działacze socyalni.

Niema dnia, „by jakaś grupa polityczna nie urządziła manifestacyi. Powodów jest tysiące. Dziś za sojusz z — jutro przeciw tyranii angielskiej. Wczoraj czerwone sztandary skłoniły się przed sir Buchananem, dziś podnoszą je do góry, wołając: Precz z wojną...

Posterunek milicyjny cierpliwie wszystkiego słucha. Jak wolność — to wolność.

Płoszy się tylko serce milicyj petersburskiej, gdy nadleci wiadomość: policya dawna poprzebierana za węgiełkiem czyha na zrobienie napaści. Wtedy doświadczony w boju żołnierz liniowy poucza studenta:

— Kładź się na flizach, właź za samochód, zabezpiecz sobie flanki i strzelaj bez pardonu. Policya, wiadomo, swołocz.

Student nie oponuje. Czasem tylko jakiś niezwykły teoretyk „czełowiekolubja" w głębi duszy dopowie „i policya ludzie" — ale głośno nikt nie odważy się tego wyrzec. Cóż winien człowiek —zbrodnią był system! Ot co! — jak konkluduje minister Kiereński

Pierwsze dni rewolucyi były w Petersburgu pełne polowań na dwugłowe orły. Zwalano je z gmachów rządowych, instytucyi publicznych, sklepów dostawców dworu. Cyrkuły przytem były demolowane: w ogniu zemsty ludowej spłonęły tu orły wraz z portretami panującego domu Holstein-Gottorpów.

Polowano też zawzięcie na policye.

Nieporozumień wywiązała się cała masa. Wyszedł sobie zażywny kupiec Foma Fomicz w długich butach na ulicę i ciekawie a niedowierzająco zerka na wszystkie strony. Na Newskim zatrzymała go patrol. Wydał się podejrzanym. Padają słowa:

— Stój...

Do rewizyj żolnierz-obywatel chętnie się zabiera. Tradycya pozostała w krwi — choć zorze wolności zabłysly nad Petersburgiem.

Zestraszony kupiec zdobywa się na odwagę:

— Jakto, mnie rewidować Mnie, uczciwego obywatela i kupca?!

— Ach, pan kupiec! Przepraszamy obywatela. Pan jest za wolnością?

— Juści, że za wolnością.

— Niech pan. zawoła z nami: „Niech żyje lud rosyjski!"

— To, mogę zawsze i wszędzie. I owszem.

Kupiec wraz z posterunkiem woła: „Niech żyje lud rosyjski!"

Pod sklepami ogonki tylko stoją w porządku. Czekają cierpliwie na chleb czy opał. Na krańcach miasta podemolowano sklepy spożywcze, porozgrabiano składy drzewa. W śródmieściu porządku pilnuje milicya obywatelska.

Na słupach ogłoszeniowych zawiadomienia o „wiecach. Wiecują tu od rana do późnej nocy. Organizują się żołnierze, oficerzy, służący, stróże i kucharki. Na wiecu kucharek uchwalono, rezolucyę, domagającą się natychmiastowego zakończenia wojny i zupełnego równouprawnienia kobiet. Mogłyby też uchwalić konieczność natychmiastowego połączenia księżyca z Marsem. Teraz wszystko wolno. Idąc jednak po nadbrzeżnym ,bulwarze, przechodząc przez „Wasiljewski Ostrow" — należy uważać. Kula może się łatwo zabłąkać. Trzeba przytem słuchać komendy milicyjnej; bo nie żartuje wola ludu:

— Ręce do góry!

J. W.

Świat: pismo tygodniowe ilustrowane, 12-05-1917

http://100lattemu.pl/

--