< > wszystkie blogi

Ukochany samochód

26 September 2017 ·
Każdy z nas prędzej, czy później staje przed trudnym dylematem sprzedaży swojego ukochanego samochodu. Nie czarujmy się, dla wielu z nas jest to moment szczególnie bolesny. Niektórzy traktują auta, jak swoje dzieci. Mówią do nich, nadają im imiona. Cóż, można i tak. Swoje pierwsze auto miałam zaledwie rok, ale był to rok pełen wrażeń i ogólnych nerwów. Kupione za kwotę dosyć niską, psuło się praktycznie już od pierwsze dnia użytkowania. Odpadły wszystkie pokrętła do regulacji nawiewu i temperatury, lusterko wisiało na taśmie, raz nawet gałka ze skrzyni biegów została mi w ręce, kiedy próbowałam zmienić bieg. Niektóre sytuacje były śmieszne, niektóre wręcz tragiczne.

Tak było w momencie, kiedy próbowałam ów samochód sprzedać. Dałam ogłoszenie w internecie, zgłaszały się osoby prywatne i rezygnowały jedna po drugiej. Było mi po prostu wstyd. Auto było zaniedbywane przez wiele lat i nie była to moja wina. Miałam je zaledwie rok i nie potrafiłam już więcej pieniędzy w nie inwestować. W końcu poszperałam w internecie i wybrałam pierwszy z brzegu skup aut używanych. Panowie przyjechali, wycenili auto na dosłownie grosze i za tyle je im sprzedałam. Zrobiłam to tylko dlatego, aby pozbyć się tego ciężaru i dalszych upokorzeń podczas próby sprzedaży.

Kolejny samochód, również mniejszych gabarytów, ale lepszej klasy, był ze mną przez osiem długich lat. Wiadomo, były wzloty i upadki, jednak naprawdę nie mogłam na nie narzekać. Bardzo się starałam, aby auto było zadbane. I szczerze mówiąc poniekąd czułam dumę, kiedy znajdowałam za wycieraczką ulotki o treści skup aut za gotówkę. Handlarze się przecież znają, widzą że auto jest zadbane i w dobrym stanie. Nie było śladu rdzy, żadnych otarć, przez osiem lat nie miałam ani jednego wypadku. To się przecież ceni i liczy. Jednak ponownie przyszedł moment, kiedy auto zaczęło odmawiać posłuszeństwa i coraz częściej się psuło. Bóg mi świadkiem, nie chciałam się go pozbywać. Uwielbiałam to auto. Nadarzyła się jednak okazja, aby kupić nowe, nowocześniejsze, wyższej klasy. W naprawę mojego ukochanego grata nie było sensu inwestować.

Sprzedaż samochodu tym razem okazała się naprawdę prosta. Znajomy mojego kuzyna, który zajmuje się remontem i sprowadzaniem samochodów zza granicy, bardzo chętnie je ode mnie odkupił. Wszystko stało się bardzo szybko i nie było czasu do namysłu. Wysprzątałam je na błysk i kiedy ów znajomy stanął na moim podwórku i postanowił, że spisujemy umowę, serce zaczęło mi pękać, a ja cała zaczęłam się łamać. Nie było niestety opcji na posiadanie dwóch samochodów. Aż tak majętna niestety nie jestem. Cóż, kiedy moje auto opuszczało podwórko, zaczęłam płakać jak dziecko. Mój tata i babcia patrzyli na mnie z lekkim rozbawieniem, ale chyba każdy, kto posiadał samochód tak długo wie, o czym mówię. Nieważne, że się psuł, nieważne ile się nadenerwowaliśmy. Liczą się chwile, które w nim przeżyliśmy, z kim przeżyliśmy, gdzie nim byliśmy. Moje obecne auto trudno było mi polubić, jakkolwiek śmiesznie to brzmi. Jednak myślę, że kiedy przyjdzie moment jego sprzedaży, ponownie poleją się łzy.
 

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
O blogu
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi