<< >> wszystkie blogi

Jestem kucharzem

Gastro opowieść o mojej pasji

Pierwsza praca

2018-05-02 00:08:42 · Skomentuj
Swoją karierę w branży zacząłem, jak to zwykle bywa, na zmywaku jednej z kuchni hotelowych w naszym kraju. (Pomijam oczywiście epizody, które przeżyłem w szkole średniej o których pewnie też tu kiedyś napiszę...) Praca była, jakby to najlepiej określić... ciężka. Jeśli nigdy wcześniej nie pracowaliście po kilkanaście godzin dziennie, to "skok" na takie długie i dosyć wyczerpujące zajęcie może się dla was skończyć nie byle czym. Swój pierwszy dzień pamiętam doskonale. Pamiętam Wszystkie "mądrości" moich kolegów po fachu, tych z cyklu "Młody, nie tak! Co ty robisz ?!" lub "patrz - to masz robić tak, a jak ktoś inny powie Ci inaczej, to go olej"- typowa wada w szeregach ludzi w moim fachu ale nie tylko. "Pozowanie na wszechwiedzącego..." Napisałem tutaj pozowanie, bo z doświadczenia doskonale wiem, że praktyka szybko obnaża takich pewnych siebie delikwentów. Niestety tacy ludzie to jedna z gorszych rzeczy, na które może natrafić człowiek zaczynający karierę w gastronomii. Na początku szybkie zapoznanie z miejscem pracy, warunkami HACCP (wyjaśnienie skrótu jest dość skomplikowane, kiedyś dokładniej opiszę postępowanie zgodne z jej warunkami, narazie musi wam wystarczyć najogólniejszy opis, czyli dobra praktyka higieniczna, analiza zagrożeń przy produkcji żywności i skuteczne ich eliminowanie na każdym etapie produkcji - jeśli cokolwiek to wyjaśniło...) Ogólnie "to możesz, tego ci nie wolno". "To rób, ale ja ci tego nie mówiłem" :D Moim miejscem pracy w ten dzień był zmywak kuchenny, wyposażony w baterię kuchenną, charakterystyczną dla zmywaków w kuchniach i punktach gastronomicznych, wygiętych w dół, mogących łatwo dawać się wyginać, wyciągać - ogólnie rzecz biorąc manipulować.


Wanna zmywaka miała pojemność wanny domowej, takiej, którą w latach 80 każda rodzina miała w domu :) Bardzo ogólne porównanie ale obrazowo rzecz ujmując, bardzo często garnki były układane na blacie obok, pod zmywakiem i naokoło mnie. Tak było w trakcie tzw. (różnie nazywanej w różnych częściach Polski) "Tabaki"czyli pospolicie rzecz biorąc - ogromnego ruchu i ciągle przybywających zamówień. Taaak... Trafiłem na Sylwester. Można powiedzieć, że nie mogłem gorzej. Nikt nie wierzył, że dam radę uporać się z rosnącymi wokół mnie stertami brudnych pojemników, garnków i całej reszty sprzętu kuchennego. Odpływ wanny ciągle się zatykał, ręce były pokryte "bruzdami"cały dzień, bo praktycznie nie odchodziłem ze stanowiska. Młynek koloidalny (służący do mielenia odpadków) ciągle był w ruchu, od czasu do czasu wyciągałem resztki, które nie nadawały się do pocięcia. Pamiętam pot, zmęczenie, pocięte ręce (od krawędzi stalowych uniwersalnych pojemników gastronomicznych - teraz to śmieszne, wtedy nie potrafiłem nie skaleczyć się o ich krawędź od czasu do czasu. Po 14 godzinach w pracy i uporaniu się ze wszystkimi "brudami" marzyłem tylko o kąpieli i zaśnięciu w łóżku. Pamiętam dokładnie jak szef i koledzy podchodzili do mnie czasem w grupie, czasem pojedynczo i przyznawali się, że byli pewni, że nie dam rady. Prawdę mówiąc pod koniec pracy sam w to nie wierzyłem. Najśmieszniejszy jest koniec. Jestem przekonany, że początki pracy u niektórych były pewnie jeszcze gorsze ale w moim przypadku, kiedy położyłem się spać, zanim szybko zasnąłem, ułożyłem się w pozycji embrionalnej, bo tylko w takiej mogłem wytrzymać ból pleców, zgięć w łokciach i kolanach i całej reszty ciężko spracowanych mięśni... Takie był właśnie mój pierwszy dzień w pracy :)

Początki początków

2017-04-09 14:51:21 · Skomentuj
Witajcie. Jako, że wziąłem się już za temat gastronomii, chciałbym opisać wszystko w miarę merytorycznie i rzetelnie, bazując na artykułach, szkoleniach, często filmach w internecie, blogach etc. ale najbardziej przez swoje doświadczenie. Nie chcę, żeby treść tego bloga była brana "totalnie", dlatego że każdy ma inne doświadczenia i w żadnym przypadku nie chcę wywoływać burzy w ewentualnych komentarzach z tytułu "co ty wiesz, lub co ty p*eprzysz". Wychodzę z założenia, że nikt nie jest idealny ani, że nikt nie rodzi się z doświadczeniem ludzi, którzy w branży pracują już x lat. Ja ciągle dążę do bycia lepszym człowiekiem, i nie chodzi tylko o zawód. Należę do ludzi, którzy lubią się rozwijać w każdym etapie swojego życia, dlatego wszystko ciągle przede mną. Mam nadzieję, że blog prowadzi was trochę w tematykę mojej teraźniejszej pracy i odpowie na pytanie: "jak to wszystko wygląda od środka?". Tak więc zaczynamy.

Dlaczego właśnie "gastro"?

2016-11-26 19:38:32 · Skomentuj
Na początek wypadałoby napisać dlaczego wybrałem pracę akurat w gastronomii. Właściwie to od zawsze interesowałem się kuchnią (gwoli ścisłości – między innymi, nie chcę kreować swojej osoby jako jakiegoś pasjonata od najmłodszych lat, bo po prostu bym skłamał), pomagałem mamie w pichceniu, tacie w wędzeniu… I tak mi się to spodobało, że po ukończeniu gimnazjum udałem się do szkoły średniej o profilu technik kucharz, w mieście wojewódzkim znajdującym się 100 km od mojej rodzinnej miejscowości. Było to powiązane z utrudnieniami ze strony finansowej dla moich rodziców, za co szczerze i zawsze będę im wdzięczny. „Wyfrunięcie” z gniazda w dość młodym wieku nauczyło mnie wielu przydatnych umiejętności. Z perspektywy czasu naprawdę uważam to za wspaniałą życiową lekcję. Poza tym poznałem mnóstwo wspaniałych ludzi, z dużą częścią utrzymuję kontakt do dziś. Muszę też wyjaśnić jedną kwestię. Na moją decyzję duży wpływ miały programy kulinarne – Roberta Makłowicza, Macieja Kuronia, Gordona Ramsay’a, Jamesa Olivera i innych, mniej znanych pasjonatów. Zawsze wydawało mi się to takie proste, pokrojenie paru składników, dodanie reszty, znajdującej się w miseczkach wokół nas i przygotowanie dania które wbija w fotel. Moja wyobraźnia działała na maksa podczas oglądania takich programów. Niestety, zetknięcie z rzeczywistością okazało się szokiem. Ilości produktów do przerobienia, ilość dań do wydania, szybkość z jaką trzeba pracować, stres związany z chęcią zrobienia czegoś jak najlepiej się potrafi… i wiele innych kwestii, z którymi (tak myślę) spotyka się wiele nowych, młodych pracowników, rozpoczynających swoją pierwszą pracę w branży. Na szczęście, jak napisałem wcześniej, to tylko początki, które przeważnie są trudne. Potrzebowałem trochę czasu na „zatarcie się” w branży. Szczęśliwie, te czasy już minęły a stres i niepewność zamieniły się w (dobrą) rutynę i pewność siebie.

Początek

2016-11-16 13:30:05 · Skomentuj
Witajcie. Na początku chciałbym napisać, że jest to mój pierwszy blog w życiu, prowadzenie bloga zawsze zaliczałem do tej grupy internetowych aktywności, w które angażują się przede wszystkim znani ludzie, pewnie dlatego nigdy wcześniej takowego nie założyłem. Nie żeby coś się zmieniło. Po prostu, przeglądając artykuły, w których bojownicy pokazywali lub opisywali swoje profesje zauważyłem spore zainteresowanie w komentarzach. Jedni proszą o więcej informacji, zdjęć, inni – uprawiający podobny zawód bardzo pozytywnie opowiadali się za danym artykułem, byli chętni do dyskusji z autorem. To właśnie natchnęło mnie do założenia tego tworu mojej wyobraźni. Początkowa (i jak na razie jedyna) koncepcja zakłada, że pokażę wam stricte moją pracę, czyli jak to jest być kucharzem, przebieg mojej kariery, rzeczy, które uległy dzięki niej zmianie itp., ale tej części jeszcze do końca nie jestem pewien. Nie wiem jak to będzie wyglądać, dlatego będziecie musieli mi wybaczyć i pisać co ciekawi was najbardziej, a ja postaram się to jakoś rozwinąć. Może kontekst prowadzenia tego bloga pójdzie w całkiem innym kierunku  Tego nie wie nikt. Na koniec zapraszam do czytania tego co już w krótce się tu pojawi. Trzymajcie się ciepło. Hej.
Autor
  • RSS - blog lukas_92
  • Najnowsze posty
    Najpopularniejsze posty
    Moje pliki
    Statsy bloga
    • Postów: 4
    • Komentarzy: 0
    • Odsłon: 1114

    Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi