< > wszystkie blogi

BeetelPL's StontanTrip

absurd-spontantrip-blog

Filmy których nie da sie zapomnieć

1 January 2010 ·
Tym razem lekko poprawiona lista filmów które zrobiły na mnie najwieksze wrażenie, jedne mnie rozbawiły inne irytowały a jeszcze inne wciągneły bez reszty ale każda z tych pozycji na swój sposób odcisneła na mnie pietno....




1.  Lista Schindlera


Schindler's List  // reżyseria Steven Spielber// (1993)

.

http://foto.recenzja.pl/foty/lista_schindlera-170-29b6d57c3a5d3b994d96db3b28492508.jpeg

To jeste niestety film którego nigdy nie widziałem w całosci jest coś co nie pozwala mi się z nim zmierzyc do konca, jednak film uwazam za genialny i gdyby nie to cos to zapewne wiecej mógłbym na jego tenam dodac od siebie.Historia tytułowego Schindlera jest bowiem historią niezwykłą. To opowieść o tym jak jeden człowiek zdołał uratować ponad tysiąc istnień ludzkich bez użycia broni, a wykorzystując tylko swój osobisty wdzięk. To dowód na to, że decyzje podejmowane przez jednostkę mogą zmienić losy tysięcy innych. To opowieść wzruszająca, pozbawiona jednak nadmiernej ckliwości - jeśli po policzkach spływają nam łzy, to przyczyną tego jest sama realność pozbawionej reżyserskich i operatorskich tricków fabuły, oraz naturalne przerażenie wywołane horrorem oglądanej wojny i współczucie dla jej ofiar.


2. Pulp Fiction

Pulp Fiction // reż. Quentin Tarantino // 1994 r.

Pulp Fiction

Jedni go uwielbiają, inni nie znoszą,jedno wielkie pomieszanie z poplataniem czasami wydaje mi sie ze sami aktorzy nie wiedzieli o co w tym filmie chodzi. Obraz ten jest wielką zabawą kinem i materią filmu, Tarantino porozrzucał wydarzenia nie zachowując chronologii i pozostawiając widzowi zadanie poukładania sobie tego w całość. Musze przyznać, że jest to cholernie przyjemna czynność. Dodać do tego świetną muzykę, klimatyczne, zapadające w pamięci sceny i plejadę świetnych aktorów, niektórych wyciągniętych przez reżysera z aktorskiego niebytu. Jeżeli ktoś jeszcze jakimś cudem tego nie widział, najwyższa pora nadrobić zaległości.


3. Szeregowiec Ryan

produkcja: USA gatunek: Dramat, Wojenny  Saving Private Ryan (1998)

http://img.stopklatka.pl/film/00200/00232/g-1.jpg

Pierwszy film wojenny który mnie tak poruszył, a było to na pożyczonym video u mnie w dużym pokoju wszędzie pełno szczatków ciał żołnierzy plaza czerwona od krwi  II Wojna Światowa była przełomowym wydarzeniem XX wieku i decydującym momentem dla Ameryki i świata. Przesunęła granice państw. Na zawsze zmieniła tych, którzy ją przeżyli i ukształtowała pokolenia, które po niej nadeszły. Nazwana została "ostatnią wielką wojną". 

Nic nie mogłoby przygotować żołnierzy na plaży Omaha do bitwy, którą właśnie mieli stoczyć. Przepełnieni nadzieją i determinacją, żaden z nich nie wiedział, czy uda mu się przeżyć. Patrząc na wybrzeże Normandii kapitan John Miller (Tom Hanks) wierzył, że walka, która ich czeka jest największym wyzwaniem tej wojny. Nie wiedział, że to co najtrudniejsze jest jeszcze przed nimi. 

4. Podziemny krąg

Fight Club // reż. David Fincher // 1999 r.

Podziemny krąg

Jack (Norton) cierpi na chroniczną bezsenność i jest całkowicie znudzony swym dotychczasowym życiem. Do czasu, gdy spotyka charyzmatycznego Tylera Durdena (Pitt) - sprzedawcę mydła o dość pokrętnej filozofii życia... Uważa on bowiem, że samo-doskonalenie jest dla słabeuszy, a to co rzeczywiście sprawia, że warto żyć to samo-destrukcja. Kiedy mieszkanie Jacka zostaje kompletnie zniszczone w wyniku tajemniczego wybuchu, Tyler oferuje mu gościnę. Spotykają się w barze, piją na umór i wszczynają bójkę na gołe pięści, która nieoczekiwanie przynosi im ogromną satysfakcję.Wkrótce cotygodniowe walki stają się celem ich życia i przyciągają coraz to nowych zwolenników. Zainicjowany przez nich Podziemny krąg obejmuje swym brutalnym zasięgiem cały kraj i odnosi oszałamiający sukces. Jednak już niedługo Jacka spotka szokująca niespodzianka, za sprawą której zmieni się wszystko...
Po seansie wrażenie bywają skrajnie różne, jedni „Fight Club” kochają, a inni nienawidzą, nikogo jednak nie pozostawia obojętnym. Naprawdę warto się przekonać na własnej skórze, na czym polega fenomen tego dzieła.


5. Patriota

Patriot, The (AKA Patriot, Der) // reżyseria Roland Emmerich scenariusz Robert Rodat//  (2000)
http://gfx.filmweb.pl/ph/09/44/944/54454.1.jpg

Patriota to historia Benjamina Martina (Gibson), kolonisty, który wsławił się wieloma krwawymi czynami podczas wojny francusko indiańskiej. Po wojnie Benjamin osiadł na farmie i założył rodzinę. Kiedy wybucha wojna z Anglią, chwyta za broń, choć wbrew sobie, i wstępuje do wojska razem ze swoim synem, młodym idealistę Gabrielem (Ledger). Staje na czele oddziału, prowadząc swych towarzyszy do boju przeciw przewyższających ich uzbrojeniem i liczebnością, znienawidzonych Anglików. Na polu walki musi stawić czoła dręczącym go wyrzutom sumienia i demonom przeszłości.


6. Czas apokalipsy

Apocalypse Now // rez. Francis Ford Coppola // 1979 r.

Czas apokalipsy


Niepokojąca, upiorna podróż w sam środek piekła na ziemi, w głąb terytorium władanego przez ludzkie szaleństwo. Z każdą sceną bohaterowie wnikają coraz głębiej we wszechobecny obłęd, w bezsens i absurdalność wojny. Sugestywne, mocne, rewelacyjnie zagrane kino. A klasycznej, brawurowej sceny ataku śmigłowców na wietnamską wioskę przy dźwiękach Wagnera, która stała się swoistym znakiem rozpoznawczym tego filmu, nikomu chyba przedstawiać nie trzeba. Zasłużone miejsce w czołówce.


7. Leon zawodowiec

Léon // reż. Luc Besson // 1994 r.

Leon zawodowiec

Stormbringer :
Ciekawie zabawił się Besson z widzem, nie tylko czyniąc głównym bohaterem płatnego zabójcę, ale na dodatek kreując go na postać pozytywną. Jednak nawet jeśli mamy do czynienia z manipulacją, to nie da się ukryć, że „Leon” jest filmem niezwykłym. Liryczno-brutalną, miejską baśnią o zepsutym świecie, przyjaźni i tym, że „dobrzy” nie zawsze są dobrzy, a „źli” nie zawsze źli.

Alienka :
Majstersztyk kina akcji połączony z nietypową historią przyjaźni. Niektórych raził fakt gloryfikacji mordercy na zlecenie, jednak jak to w życiu bywa, nie wszystko jest czarne bądź białe. Policjant który powinien reprezentować dobro, jest tutaj uosobieniem zła, natomiast płatny zabójca Leon, obdarzony oczyszczającą przyjaźnią małej dziewczynki, staje się ulubieńcem widzów. Trzynastoletnia Natalie Portman doskonale zadebiutowała w filmie Bessona. Swoimi późniejszymi, dorosłymi kreacjami w “Bliżej” i “Powrót do Garden State” udowodniła że nie jest jedynie dziecięcą gwiazdką kina. “Leon zawodowiec” to doskonale zagrany, mądry, nieszablonowy film – z pewnością zasługuję na miejsce w pierwszej dziesiątce ofilmowej listy wszechczasów.

Gumiś :
Luc Besson nie robi ostatnio nic poza pisaniem scenariuszy do kolejnych szybkich i głupich filmów akcji. Kto by pomyślał, że ten facet mógł nakręcić tak wspaniałe kino jak “Leon zawodowiec”? A jednak! Ta historia zawodowego zabójcy i jego małej przyjaciółki jest przede wszystkim wysmakowanym studium samotności w wielkomiejskiej dżungli. Gdyby nie krwawy i widowiskowy finał, gdzie do głosu dochodzi Besson-pirotechnik, można by film uznać za dramat egzystencjonalny. Chociaż śmierć musi nadejść w najmniej spodziewanym momencie, nadzieja pozostanie. Może brzmi to banalnie, ale dzieło Bessona uderza i pozostaje w widzu przez bardzo długi czas.

8. Między słowami

Lost in Translation // reż. Sofia Coppola // 2003 r.

Między słowami

Stormbringer :
Cudowny film “o niczym”, zbudowany głównie na tym, czego w zasadzie w nim nie ma. Oparty na niedopowiedzeniach, domysłach, spojrzeniach i gestach. Film, w którym od tysiąca słów ważniejszy jest moment milczenia. Subtelna, magiczna, pięknie zagrana historia o samotności i życiu, w którym tak często czegoś nam brakuje. Nie byłbym zmartwiony, gdyby „Między słowami” wylądowało na miejscu pierwszym.

Solo :
Nie jestem jakimś szczególnym zwolennikiem tego filmu, ale to kawał naprawdę udanego kina, bazującego w znacznej mierze na klimacie i subtelnych uczuciach, a nie na materii fabularnej. Intryguje w tym filmie to, że podatny jest on na różnorodność interpretacji. I każdy znajdzie jakąś dla siebie: jedni opowieść o niewinnej miłości, inni o samotności wśród tłumów, o potrzebie prawdziwej, niczym nie zmąconej bliskości. Cieszy mnie to, że nie tylko klasyka trafiła na sam szczyt naszej listy.

Tyler Durden :
Zdecydowanie mój faworyt jeżeli chodzi o najlepsze filmy roku 2004. Coppola bez zbędnych fajerwerków wizualnych opowiada swoją historię. Jest to opowieść w zasadzie prosta – o życiu i wyborach, jakich w nim dokonujemy, ale przedstawiona we wspaniały, klimatyczny i nastrojowy sposób. Bill Murray osiągnął w tym filmie szczyt swoich aktorskich umiejętności, jest przezabawny na swój cyniczno-ironiczny sposób. Wspaniałe kino do którego chce się wracać.

9. Siedem

Se7en // reż. David Fincher // 1995 r.

Siedem

Stormbringer :
Kawał wzorcowego thrillera. Jest w nim wszystko, co w takim filmie powinno się znaleźć: odpowiednio mroczny klimat (podkreślany bezustannie padającym deszczem), wciągająca, trzymająca w napięciu fabuła, dobrze skonstruowane postaci – od głównych bohaterów po czarny charakter, wreszcie zaskoczenie – nie tylko finałowe. “Siedem” jest niepokojące i nie pozostawia nadziei, a jednocześnie jest w jego stylu i atmosferze coś mrocznie fascynującego.

Tyler Durden :
Mroczny, tajemniczy, wciągający, intrygujący – te wszystkie przymiotniki idealnie pasują do tego tytułu. „Se7en” jest jednym z najlepszych thrillerów, jakie widziałem w życiu. „Misja ewangeliczna” Johna Doe niezmiennie fascynuje i niewątpliwie jeszcze długo będzie fascynować kolejnych widzów. Gdyby później nie powstał jeszcze lepszy „Fight Club”, byłby to zdecydowanie najlepszy z nakręconych dotąd przez Davida Finchera filmów.

Arrakin :
Prosty film, który me uznanie zyskał ze względu na zakończenie. Zaskakująco konsekwentny, przez cały czas utrzymuje klimat na stałym poziomie. Świetni Spacey i Freeman, przeciętny Pitt, ale trzeba przyznać, że pasuje do tej roli. Film opowiada o ludziach anonimowych i przeciętnych, bez większego zagłębiania się w ich psychikę. Wpisują się oni w pojęcia zła i dobra, sami będąc przy tym bezosobowi. Niezwykle trafnie uchwycono przygnębiający nastrój i ludzi zamkniętych w wielkim, dusznym mieście.

10. Matrix

The Matrix // reż. Andy i Larry Wachowski // 1999 r.

Matrix

Stormbringer :
Naczytali się bracia Wachowscy Baudrillarda i Dicka, naoglądali się anime i filmów kung-fu, a potem wzięli po kawałku, dorzucili jeszcze trochę popkulturowo-religijnych odniesień oraz nowatorskich efektów specjalnych i okazało się, że stworzyli film przełomowy. I choć jego fundamenty nie są oryginalne, to za połączenie tylu gotowych elementów w świeżą całość należy się twórcom szacunek. Nawet jeśli marnymi kontynuacjami skuteczne go roztrwonili.

Tyler Durden :
Oto film świetnie potwierdzający tezę, że niektóre dzieła lepiej pozostawić w spokoju. Bracia Wachowscy swoimi późniejszymi dokonaniami skutecznie zepsuli markę temu tytułowi. Udowadnili jednocześnie, że tak naprawdę niewiele maja do powiedzenia, a wszelkie odniesienia do filozofii są dla nich jedynie efektownym bajerem łączącym jedną scenę akcji z drugą. Abstrahując jednak od średnio udanych sequeli trzeba sprawiedliwie przyznać, że pierwsza część trylogii jest filmem bardzo dobrym, pod wieloma względami oryginalnym i wyznaczającym nowe trendy. Reżyserzy garściami czerpali inspirację z wielu źródeł w efekcie finalnym tworząc jedną spójną całość. Ten film, czy to się komuś podoba czy nie, już zapisał się trwale w historii kina.

Negrin :
Film, który najpierw odcisnął wielkie piętno na popkulturze lat 90., a następnie przegrał z własnym mitem, “przybity” dwoma daremnymi sequelami. I choć z perspektywy czasu wiemy już, że wszystkie filozoficzno-metafizyczne smaczki, jakich rzesze ludzi dopatrywały się w obrazie Wachowskich, okazały się niczym więcej jak wyszukanym (?) blefem, “Matrix” na stałe wpisał się w świadomość pokolenia, a poza tym… po prostu dobrze się go ogląda. To solidne, emocjonujące kino SF, wciąż najlepszy chyba fabularny reprezentant nurtu cyberpunk, z zasady niezbyt udanie przenoszonego na ekrany – a na dodatek ukłon w stronę kina kung-fu. I choć symbolizm kolorowych pigułek i króliczej nory okazał się płytki jak kałuża, nawet ta powierzchowna zabawa odniesieniami (skądinąd par excellence znak naszych czasów) wciąż mnie bawi.

11. Forrest Gump

Forrest Gump // reż. Robert Zemeckis // 1994 r.

Forrest Gump

Eorath :
“Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz … “. Tytułowy bohater w ciągu trzydziestu lat zmienia się z “idioty” (iloraz inteligencji 75) w gwiazdę amerykańskiego futbolu, odznaczonego przez prezydenta Nixona bohatera wojny w Wietnamie, wreszcie w milionera – króla krewetek. Prosta historia, zdawałoby się schematyczna, a jednak wzruszająca i piękna, historia człowieka, który kieruje się sercem i zdobywa wszystko, co najważniejsze.
blank

12. Requiem dla snu

Requiem for a Dream // reż. Darren Aronofsky // 2000 r.

Requiem dla snu Stormbringer :
To zdecydowanie nie jest film dla ludzi o słabych nerwach, którzy na widok drastycznych scen opuszczają pomieszczenie, mdleją lub podnoszą pełen trwogi wrzask. Ta wstrząsająca historia o ludzkim upadku atakuje bowiem z siłą, na którą niektórzy widzowie mogą nie być przygotowani. Choć rzecz zaczyna się spokojnie, prędko wciąga na teledyskowo-narkotyczną karuzelę, która, wirując coraz szybciej, nie zatrzymuje się aż do ostatnich scen. Potwornie wyczerpujące psychicznie, ale znakomite kino.
blank

13. Obcy – Decydujące starcie

Aliens // reż. James Cameron // 1986 r.

Obcy - Decydujące starcie Solo :
„Obcy – decydujące starcie” to jeden z tych filmów, które w latach ‘80 tworzyły klimat swoich czasów. James Cameron podarował nam pierwszą filmową heroinę, która w niczym nie ustępowała pola męskim bohaterom kina akcji. Zasługą reżysera i Sigourney Weaver było to, że siła i determinacja bohaterki nie potrafiły zaszkodzić jej kobiecości i wrażliwości, a widzowie nawet na moment nie mogli się nudzić. Zresztą jakże mogliby być znudzeni kinem science-fiction skąpanym w potokach rozszalałej akcji, napięcia i czystej adrenaliny? „Obcy” to jeden z najpiękniejszych przykładów kina czysto rozrywkowego, które wspięło się na wyżyny osiągnięć sztuki filmowej.
blank

14. Memento

Memento // reż. Christoher Nolan // 2000 r.

Memento Stormbringer :
Scenariusz tego filmu to prawdziwy majstersztyk. Nie lada sztuką jest opowiadanie historii jednocześnie od końca i od początku, dopiero w finale łącząc przeplatające się wątki. Nie lada sztuką jest także takie pokierowanie widzem, by się w tym zamieszaniu nie pogubił i na dodatek czerpał satysfakcję z odkrywania kolejnych elementów układanki. Nolanowi ten wyczyn się udał. “Memento” jest zawikłane, ale drobiazgowo dopracowane i genialnie precyzyjne. Znakomita robota.
blank

15. Lot nad kukułczym gniazdem

One Flew Over the Cuckoo’s Nest // reż. Milos Forman // 1975 r.

Lot nad kukułczym gniazdem Koleś :
Można mówić, że jest to kpina z amerykańskiej mody na psychoanalizę. Można mówić, że krytykuje i oczernia stosunek władzy do społeczeństwa. Można powiedzieć o tym filmie jeszcze wiele rzeczy, ale wystarczy obejrzeć chociażby scenę łowienia ryb, aby dojść do wniosku, że „Lot nad kukułczym gniazdem” to przepiękna apoteoza wolności, bez której człowiek nie może żyć. Randall MacMurphy to nie buntownik “bez powodu” jak James Dean, ale buntownik mający określony cel, spontaniczny, szczery, nieobliczalny i współczujący. Tylko Jack Nicholson mógł tak idealnie sportretować tak skomplikowaną postać. Zdecydowanie jeden z najlepszych filmów wszech czasów.
blank

16. Gwiezdne wojny Część VI: Powrót Jedi

Star Wars Episode VI: Return of the Jedi // reż. Richard Marquand // 1983 r.

 Gwiezdne wojny Część VI: Powrót Jedi Solo :
Choć to chyba najsłabszy film z całej Klasycznej Trylogii, to wciąż są to jednak kochane przez fanów „Gwiezdne wojny”, na które nie sposób narzekać. Cudowna, porażająca rozmachem bitwa kosmiczna, fascynujący pojedynek na miecze świetlne i moralne racje, upadek Imperium, odkupienie Dartha Vadera i ta porażająca, zawsze kusząca widzów dawka finałowego optymizmu, jakie przynosi happy-end tej największej filmowej historii, nie mogą nie zachwycać, fascynować i bawić. „Powrót Jedi” to przepiękne zwieńczenie (chronologicznie) całej Sagi, choć skażone smutkiem widzów zdających sobie sprawę z tego, że nie pozostało już nic w świecie „Gwiezdnych wojen”, o co można by walczyć.
blank

17. Indiana Jones i ostatnia krucjata

Indiana Jones and the Last Crusade // reż. Steven Spielberg // 1989 r.

Indiana Jones i ostatnia krucjata Gumiś :
Godne dopełnienie trylogii o najsławniejszym archeologu kina. Co prawda Lucas ze Spielbergiem wykorzystali parę pomysłów ze wcześniejszych “Poszukiwaczy zaginionej Arki”, ale i tak “Ostatnia krucjata” zachwyca doskonałym tempem, pierwszorzędnym humorem generowanym przeważnie dzięki konfliktowi międzypokoleniowemu (ach ten papa Connery!) i mistrzowskim finałem, który utwierdza widza w przekonaniu, że “są rzeczy na niebie i ziemi, o których się nie śniło filozofom”. Arcydzieło kina rozrywkowego.
blank

18. American Beauty

American Beauty // reż. Sam Mendes // 1999 r.

American Beauty Dżon :
Życie to teatr masek. Każdy ukrywa swoje prawdziwe emocje za fasadą fałszywych ambicji. Nawet Lester Buhrnam, kiedy przypala skręty z młodocianym dealerem, albo stara się uwieść koleżankę swojej córki. Czym w takim razie jest bunt? Chyba tylko młodzi to wiedzą.
blank

blank

19. Podejrzani

The Usual Suspects // reż. Bryan Singer // 1995 r.

Podejrzani Tyler Durden :
I oto kolejny film, którego siła leży przede wszystkim w genialnym zakończeniu. Zakończeniu, które wywraca do góry nogami całą opowiedzianą historię. Obecnie zabieg ten stał się tak nagminnie stosowany, że wręcz męczy, jednak na początku lat 90. widzowie pokochali ten film właśnie za genialną przewrotkę fabularną w finale. Nie wspominając już o naprawdę dobrym aktorstwie, ze świetnym jak zwykle Kevinem Spacey na czele.
blank

20. Poszukiwacze zaginionej Arki

Raiders of the Lost Ark // reż. Steven Spielberg // 1981 r.

Poszukiwacze zaginionej Arki Solo :
Kiedy dziś słyszę termin „film przygodowy”, nie mogę pomyśleć o nikim innym tylko o Stevenie Spielbergu i Indiana Jonesie. „Poszukiwacze zaginionej arki” to obok filmów z Gwiezdnej Sagi najważniejszy dla mnie symbol dziecięcych czasów. To wciąż świeże i radosne kino, przypominające że kiedyś tworzono filmy proste i ekscytujące, pozbawione intelektualnych pretensji. Zabawa dla samej zabawy. Wykorzystanie konwencji i odświeżanie schematów. A wszystko to dla maksymalnie rozrywkowego efektu, który po latach stał się klasyką. „Poszukiwaczy” wciąż darzę największym sentymentem z całej trylogii, po prostu dlatego, że był pierwszy i najlepszy.
blank

21. Braveheart – Waleczne serce

Braveheart // reż. Mel Gibson // 1995 r.

Braveheart - Waleczne serce Tyler Durden :
Mel Gibson raz na jakiś czas udowadnia widzom, że dobrze sprawdza się i po drugiej stronie kamery. Zainteresował mnie „Człowiekiem bez twarzy”, wstrząsnął „Pasją”, ale tak naprawdę to „Waleczne serce” jest jego największym dokonaniem reżyserskim. Nie ma tu żerowania na uczuciach i szokowania brutalnością – a przynajmniej nie w takim stopniu jak w „Pasji”. Gibson przedstawia historię szkockiego bohatera tragiczną, ale jakże ciekawą i porywającą. Projekt ten był dla niego tym trudniejszy, że musiał wykazać się w podwójnej roli i to przy tak dużym przedsięwzięciu, kręconym z wielkim rozmachem. Na szczęście obyło się bez potknięć i otrzymaliśmy prawdziwie mistrzowski film wojenny.
blank

22. Przed wschodem Słońca

Before Sunrise // reż. Richard Linklater // 1995 r.

Przed wschodem Słońca Negrin :
Jeden z najszczerszych filmów z gatunku “chłopak poznaje dziewczynę”, jakie kiedykolwiek widziałem – a siłą rzeczy, jak każdy kinoman, widziałem ich już niemało. Ciepły, zabawny, romantyczny – w jak najlepszym znaczeniu tego słowa, wzruszający i niezwykle prawdziwy. Mogę to powiedzieć z całą odpowiedzialnością, bo i ja przeżyłem kiedyś w życiu podobną przygodę – bo to w gruncie rzeczy dobre słowo na określenie tego, o czym opowiada “Przed wschodem słońca”. Piękna przygoda dwojga młodych ludzi, piękna noc w Wiedniu. I miłość. Czego chcieć więcej?
blank

23. Dobry, zły i brzydki

Il buono, il brutto, il cattivo // reż. Sergio Leone // 1966 r.

Dobry, zły i brzydki Stormbringer :
Co tu dużo pisać. Kamień milowy w historii westernu, jeden z najsłynniejszych i najlepszych filmów w dziejach gatunku. Klasyk absolutny – od pierwszych do ostatnich scen (do oglądania finału najstosowniejsza jest pozycja klęcząca). No i jeszcze ta muzyka Morricone – motyw przewodni to chyba najczęściej cytowana westernowa melodia wszech czasów. Arcydzieło, bez dwóch zdań.
blank
blank

24. Terminator 2: Ostateczna rozgrywka

Terminator 2: Judgment Day // reż. James Cameron // 1991 r.

Terminator 2: Ostateczna rozgrywka Solo :
Czasami powstają filmy, bez których nie sposób sobie wyobrazić współczesnego kina. James Cameron specjalizuje się właśnie w tego typu produkcjach. Rewelacyjny sequel klasycznego już „Elektronicznego mordercy” hipnotyzuje pulsującym rytmem brawurowych atrakcji serwowanych przez reżysera. Nowatorskie i z niezwykła pomysłowością wplecione w fabułę filmu efekty wizualne, wraz z odtwarzającym życiową rolę Arnoldem Schwarzeneggerem tworzą dzieło niemal wybitne i prawie skończenie doskonałe. Warto wracać do tego filmu, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że kiedyś potrafiono robić udane kino sensacyjne. I to najwyższej jakości.
blank

25. Skazani na Shawshank

The Shawshank Redemption // reż. Frank Darabont // 1994 r.

Skazani na Shawshank Gilderoy :
W moim życiu nadzieja zawsze odgrywała dużą rolę, niezależnie od tego, kto był jej matką. Być może dlatego „Skazani na Shawshank”, traktat o nadziei, uporze i… cierpliwości, to jeden z moich ulubionych filmów. Ale dzieło to trafia do wszystkich bez wyjątku, głównie dzięki wspaniałej fabule na podstawie powieści Stephena Kinga, niesamowitej grze aktorskiej Tima Robbinsa oraz Morgana Freemana i kilku bardzo ciekawym rolom drugoplanowym. Z jednej strony poważny i mądry, z drugiej zabawny i rozrywkowy.
blank

26. Monty Python i Święty Graal

Monty Python and the Holy Grail // reż. Terry Gilliam // 1975 r.

Monty Python i Święty Graal Stormbringer :
To bodaj najlepsze pełnometrażowe dokonanie Pythonów (choć entuzjaści „Żywotu Briana” zapewne uznają to stwierdzenie za dyskusyjne). Kapitalna, piętrowa kpina, tryskająca absurdalnym humorem i po brzegi wypełniona klasycznymi już dziś skeczami. Któż nie słyszał o Rycerzach, Którzy Mówią „Ni”, czy o Świętym Granacie Ręcznym? Takie filmy się nie starzeją.
blank

blank

27. Ghost in the Shell

Kôkaku kidôtai // reż. Mamoru Oshî // 1995 r.

Ghost in the Shell Stormbringer :
Film ten jest koronnym dowodem na to, że “Matrix” nie wziął się znikąd. Dzieło Mamoru Oshii tak bowiem zainspirowało braci Wachowskich, że pożyczyli sobie z niego niektóre pomysły, czy wręcz sceny. A przy okazji jest „Ghost in the Shell” stylowym, cyberpunkowym thrillerem, zdolnym zachwycić – lub przynajmniej zaintrygować – nawet najwybredniejszego widza. Mroczna opowieść o granicach między człowiekiem, a maszyną, perfekcyjna strona wizualna oraz sugestywna muzyka tworzą razem wyjątkową i zdecydowanie wartą uwagi całość.
blank

28. Władca pierścieni: Drużyna pierścienia

The Lord of the Rings: The Fellowship of the Ring // reż. Peter Jackson // 2001 r.

Władca pierścieni: Drużyna pierścienia Tyler Durden :
Peter Jackson postawił sobie ambitny jak i ryzykowny cel realizacji filmowej adaptacji trylogii J.R.R.Tolkiena. Wielu powątpiewało w sukces tego przedsięwzięcia, jeszcze liczniejsi odsądzali reżysera od czci i wiary za to, że ważył się zabrać za ich ukochaną książkę. Tak naprawdę jednak wszyscy byli ciekawi, co z tego wyniknie. Swój marsz ku podbojowi kin Jackson rozpoczął dobrze, gdyż “Drużyna pierścienia” jest najlepiej zekranizowaną częścią trylogii. Ma najmniej drastycznych zmian względem oryginału, trafnie dobraną obsadę aktorską, a w prologu porywającą scenę bitewną. Wszystkie te elementy sprawiły, że na drugą część czekało już o wiele mniej sceptycznie nastawionych osób.
blank

29. Gorączka

Heat // reż. Michael Mann // 1995 r.

Gorączka Dżon :
100% Manna w Mannie. Perfekcyjnie opowiedziana historia, trzymająca w napięciu i doskonale zagrana. Heh, brzmi to trochę jak rekomendacja dystrybutora umieszczona na opakowaniu kasety video bądź płyty DVD, ale co ja zrobię, skoro film ten w pełni zasługuje na wymienione wyżej peany pochwalne.
blank

blank

blank

30. Odyseja kosmiczna 2001

2001: A Space Odyssey // reż. Stanley Kubrick // 1968 r.

Odyseja kosmiczna 2001 Tyler Durden :
Mistrzostwo w swoim gatunku – to hasło pojawia się przy okazji każdego Kubrikowskiego filmu. Zdecydowanie winno pojawić się również przy „Odyseji kosmicznej 2001”. Wprawdzie obecnie dostrzegamy pewne błędy w szczegółach technicznych np. w budowie statków, doskonale wiemy, że rok 2001 nie jest datą ziemskiej ekspedycji na Jowisza, a na Księżycu nie znaleziono najdrobniejszego śladu po monolicie, ale ten film wciąż zachwyca swoją otwartością na różne interpretacje oraz świetną muzyką. A scena przeskoku czasowego jest filmowym mistrzostwem świata i pamięta ją chyba każdy, kto miał kontakt z tym filmem.
blank

31. Lśnienie

The Shining // reż. Stanley Kubrick // 1980 r.

Lśnienie Tyler Durden :
Tym filmem Kubrick po raz kolejny udowodnił, że za jakikolwiek gatunek by się nie wziął, efektem musi być dzieło oryginalne i ponadczasowe. Dzisiaj wielu to może dziwić, ponieważ nie ma w „Lśnieniu” typowych straszaków wizualnych i zwrotów fabularnych, nie mniej jednak jest to jedyny film, który tak mocno mnie przestraszył. Nie było to spowodowane zaskoczeniem, upiorną lokalizacją, czy przerażającymi wydarzeniami. Przeciwnie, przez większość filmu na ekranie dzieje się niewiele, a jednak atmosfera aż kipi od nastroju grozy, podskórnie czujemy, że wydarzy się coś złego, a do hotelu czujemy irracjonalny lęk. Ten film to mistrzostwo w swoim gatunku.
blank

32. Moulin Rouge!

Moulin Rouge! // reż. Baz Luhrmann // 2001 r.

Moulin Rouge! Solo :
Wszystko tu świeci, wiruje, tańczy, błyszczy, śpiewa i mieni się kolorową feerią uczuć i emocji, skąpane w przesłodzonej (ale słodycz to prawdziwie słodka, nie mdła), wyidealizowanej, romantycznej miłości, na jaką w realnym życiu nigdy nie ma szansy. Film Luhrmana to chyba jedyne dzieło w historii kina tak silnie oddziałujące wyłącznie na wzrok i na serce widza, szarpiące uczucia, nie pozwalające na obojętność. Perfekcyjne dobranie obsady i rewelacyjna ścieżka dźwiękowa dopełniają wizerunku działa totalnego i dotykającego geniuszu. Jeśli tak ma wyglądać w kinie postmodernizm, to ja chcę tego więcej i więcej.
blank

33. Kill Bill Vol. 1

Kill Bill: Vol. 1 // reż. Quentin Tarantino // 2003 r.

Kill Bill Vol. 1 Gumiś :
Dla niektórych to kicz stulecia, dla innych kleptomańska technika filmowa. Tarantino ściąga od kogo się da, ale robi to w tak fenomenalny sposób, że widz otwiera usta z zachwytu. Ta historia zemsty nie ma w sobie krztyny oryginalności, ale sposób, w jaki reżyser ją opowiada, to czysta poezja. Na kolana przed mistrzem.
blank

blank

blank

34. Szósty zmysł

The Sixth Sense // reż. M. Night Shyamalan // 1999 r.

Szósty zmysł Solo :
Miałem tego straszliwego pecha, iż idąc do kina znałem zakończenie „Szóstego zmysłu”. Był to błąd, bo dzięki temu odebrałem sobie potężną porcję filmowej przyjemności, jaką jest finałowe zaskoczenie. Ale legendarny już suspens „Szóstego zmysłu” to nie jedyna jego wartość. Dość niebanalna historia o przenikaniu się świata żywych ze światem duchów niesie ze sobą refleksję i szczere wzruszenie, tym cenniejsze, że osiągnięte niemal wyłącznie dzięki wspaniałej grze trójki głównych aktorów. To kawał solidnego, pięknego, miejscami wręcz pełnego narracyjnej i aktorskiej wirtuozerii kina.
blank

35. Wściekłe psy

Reservoir Dogs // reż. Quentin Tarantino // 1992 r.

Wściekłe psy Tyler Durden :
Przez wielu uważany za najlepszy film Tarantino, dla mnie jest jednak o krok za „Pulp Fiction”. Historia zaczyna się od mocnego strzału ze strony reżysera. Obserwujemy na pozór zwyczajną dyskusję pomiędzy grupką mężczyzn, nic się nie dzieje, nikt nie strzela, nie pada żaden trup, a jednak z napięcia nie możemy oderwać wzroku od ekranu, chłonąc dialogi jednym tchem. A to dopiero początek tej wspaniałej, brutalnej i niezwykle wciągającej historii o pewnym napadzie, skutkach tego wydarzenia i jego uczestnikach.
blank

36. Chinatown

Chinatown // reż. Roman Polański // 1974 r.

Chinatown Dżon :
Mój ulubiony film Polańskiego i moim zdaniem jego największe reżyserskie dokonanie. Absolutnie świetna rola Nicholsona i samego Polańskiego (te świdrujące oczka). Jedno z najlepszych nawiązań do kryminału noir.
blank

blank

blank

37. Władca pierścieni: Dwie wieże

The Lord of the Rings: The Two Towers // reż. Peter Jackson // 2002 r.

Władca pierścieni: Dwie wieże Eorath :
Obfitująca w niezapomniane sceny opowieść fantasy traktująca o wielkich bohaterach, odwadze, sile lojalności, przyjaźni, poświęceniu. Niesamowite, spektakularne bitwy. Wspaniałe widowisko stworzone dzięki kreacjom aktorskim i efektom komputerowym – rewelacyjny Gollum – pozostaje w pamięci i tworzy legendę kina.
blank

blank

blank

38. Absolwent

The Graduate // reż. Mike Nichols // 1967 r.

Absolwent Gumiś :
Ten film to zaiste fenomen, jeżeli idzie o jego aktualność. Gdy przed telewizorem zbiera się młodzież, rodzice oraz dziadkowie, odczuwa się magię kina. Trzy pokolenia wciąż ekscytują się opowieścią o prozaicznej rzeczywistości, w którą bohaterowie chcą wlać najczystszą lirykę. Chociaż zakończenie pozostaje właściwie otwarte, to i tak wiemy, że poezja zwyciężyła. Wielki kinowy klasyk, który nigdy się nie zestarzeje.
blank

blank

39. To właśnie miłość

Love Actually // reż. Richard Curtis // 2003 r.

To właśnie miłość Gumiś :
Pierwszy raz widziałem ten film w obecności wujka-księdza, który stwierdził, że jeszcze parę takich dzieł i będę potrzebował psychologa. Tak go zgorszyły “momenty” i “faki” padające z ekranu. A przecież debiut reżyserski genialnego scenarzysty Richarda Curtisa jest nieprawdopodobnie wręcz sentymentalnym dziełem. Wszystkie historie miłosne urzekają widza swoim świetnym dowcipem i romantyzmem. “To właśnie miłość” zalicza się do moich ulubionych poprawiaczy humoru – działa zawsze.
blank

40. Big Lebowski

The Big Lebowski // reż. Joel Coen // 1998 r.

Big Lebowski Negrin :
Bez dwóch zdań moje ulubione dzieło Coenów. Film w idealny sposób wyważający różne rodzaje humoru, absurdalny w dość subtelny sposób, sympatyczny, a przy tym sprawnie parodiujący gangstersko-detektywistyczne konwencje. Ale przede wszystkim obraz ten jest istną kopalnia cytatów na każdą okazję – a muszę przyznać, że taki “gatunek” filmowy cenię niezwykle wysoko. Koleś, beztroski hippis po czterdziestce, to postać, której nie można nie lubić. No i ostatnia rzecz: ten film zaraża kręglami!
blank

41. Full Metal Jacket

Full Metal Jacket // reż. Stanley Kubrick // 1987 r.

Full Metal Jacket Tyler Durden :
Po raz kolejny Kubrick pokazał, że nawet jeżeli zabierał się za tak popularny temat, rozgryzany już przez niemniej utalentowanych reżyserów, to w efekcie końcowym stworzy unikalny i niepowtarzalny obraz. Film w wyraźny sposób dzieli się na dwie części. W pierwszej połowie obserwujemy bezpardonową, psychiczną i fizyczną obróbkę surowego materiału na żołnierzy marines, a w drugiej możemy przyjrzeć się bliżej, na ile trening ten przydał się bohaterom i w jakim stopniu wpłynął na ich psychikę.
blank

42. Trainspotting

Trainspotting // reż. Danny Boyle // 1996 r.

Trainspotting Tyler Durden :
Film ten ma niewątpliwie coś ważnego do powiedzenia i mówi to bez zbędnego moralizatorstwa, które odrzucałoby już na starcie głównych zainteresowanych, do których jest skierowany. Reżyser nie próbuje idealizować drugów, zbytnio ich też jednak nie demonizuje. Pokazuje nam ich zalety, które tak wielu przyciągają do korzystania z nielegalnych używek, ale jednocześnie daje nam ciężkim obuchem po głowie, pokazując do czego ten nałóg może prowadzić. Brutalnie szczery film o narkomanii, który daje jednak pewną nadzieję na lepsze jutro.
blank

43. Gladiator

Gladiator // reż. Ridley Scott // 2000 r.

Gladiator Solo :
Film Scotta to żywy dowód na to, że kino pełne patosu może okazać się jednak prawdziwie wielkim i poruszającym dziełem. „Gladiator” to opowieść prosta i klarowna, chwaląca honor, lojalność i prawość. Ten film to koncert gry jednego aktora, czyli Russela Crowe. Jego Maximus to człowiek pełen pokory i dumy, którego łatwiej zabić niż złamać. Siła oddziaływania tego filmu jest porażająca, tak samo jak przedstawiona z niezwykłym impetem początkowa bitwa. „Gladiator” udowadnia, że wielkie widowiska historyczne mogą mieć wielką wartość.
blank

44. Tylko dla orłów

Where Eagles Dare // reż. Brian G. Hutton // 1968 r.

Tylko dla orłów Stark :
Nie ukrywam, że to mój ulubiony film. Ma wszystko – zawiłą, ale wciągającą intrygę, świetnie zarysowane postaci, kapitalną muzykę, mrożące krew w żyłach, dramatyczne sceny, świetnie zrealizowane strzelaniny i pościgi, hordy umierających nazistów i… dystans do całej historii. Orły mają jednak znaczącą wadę: są zdecydowanie za krótkie – dwie i pół godziny to stanowczo za mało. Sekwencje ucieczki czerwonym autobusem, walk na wagoniku kolejki górskiej, słynnej konfrontacji w sali konferencyjnej czy sadystyczny błysk w oku Clinta Eastwooda podczas likwidowania kolejnych dziesiątek żołnierzy wroga powodują, że choć widziałem film już około setki razy, wciąż do niego wracam.
blank

45. Król Lew

The Lion King // reż. Roger Allers, Rob Minkoff // 1994 r.

Król Lew Tyler Durden :
To najlepszy film animowany spośród wszystkich wyplutych przez wytwórnię Disneya. W obrazie tym proste wartości, takie jak miłość, honor i odpowiedzialność, podane są w przystępnej i atrakcyjnej dla młodego widza formie. Jest w tym filmie typowe dla Disneyowskich filmów moralizatorstwo, ale podane w na tyle luźny sposób, że można przymknąć na nie oko i udawać, że się go nie zauważyło. A sam film jest zrobiony z wielkim rozmachem, stanowi szczytowe osiągnięcie ówczesnej animacji, dochodzą do tego przewspaniałe kompozycje Hansa Zimmera, wpadające w ucho piosenki Josepha Williamsa i wyśmienity humor. Wszystko w sumie gwarantuje widzowi bardzo przyjemnie spędzony czas…
blank

46. Szczęki

Jaws // reż. Steven Spielberg // 1975 r.

Szczęki Gilderoy :
Film, który zmienił historię kina rozrywkowego jako pierwszy prawdziwy blockbuster i początek kina Nowej Przygody – dla niektórych to zarzut, ja podziwiam Spielberga za odwagę w podążaniu za swoją wizją, wtedy jakże ryzykowną. „Szczęki” to jeden z niewielu horrorów, podczas oglądania których, z każdą projekcją odczuwam strach, wciąż w jednakowym, naprawdę wysokim natężeniu. Na dodatek nie jest to film głupi. Dzisiaj rekin Spielberga może w niektórych scenach razić sztucznością, ale wciąż budzi grozę. Dlaczego? Radzę obejrzeć scenę nocnej kąpieli z początku filmu najpierw bez dźwięku, a potem z klasyczną, wielokrotnie cytowaną muzyką Johna Williamsa!
blank

47. Stowarzyszenie Umarłych Poetów

Dead Poets Society // reż. Peter Weir // 1989 r.

Stowarzyszenie Umarłych Poetów Tyler Durden :
„Stowarzyszenie umarłych poetów” jest przepięknym filmem, skierowanym praktycznie do każdego. W piękny sposób opowiada o prostych i fundamentalnych sprawach takich jak miłość, pasja i rozwój duchowy. Nie doświadczymy w nim żadnej zabawy z formą, oryginalnych tricków, szarżującej gry aktorskiej i przebojowej muzyki, ponieważ nie jest to w ogóle potrzebne. Ten film świetnie broni się sam, bez ozdobników mających na celu odwrócenie uwagi widza od fabuły.
blank

48. Mechaniczna pomarańcza

A Clockwork Orange // reż. Stanley Kubrick // 1971 r.

Mechaniczna pomarańcza Tyler Durden :
Czy mówiłem już, że uważam Kubricka za geniusza ? …a w przeciągu ostatnich 10 minut? No więc oświadczam: „Kubrick to geniusz !!” i tym filmem po raz kolejny to potwierdził. „Mechaniczna pomarańcza” jest dziełem niezwykłym, brutalnym i niewątpliwie szokującym. Kubrick w przewrotny sposób nakazuje widzowi utożsamiać się z okrutnym bandytą i gwałcicielem, a nawet współczuć jego bolesnym próbom powrotu na łono społeczeństwa. Reżyser dotyka ważnych problemów społecznych, próbuje stworzyć na nie antidotum, a potem z sadystyczną precyzją krok po korku wskazuje jego wady i efekty uboczne.
blank

49. Powrót do przyszłości

Back to the Future // reż. Robert Zemeckis // 1985 r.

Powrót do przyszłości Solo :
Bajeczna rozrywka, tylko tak w zasadzie można określić ten film. Fantastyczno-przygodowa historia rozpędza się w filmie Zemeckisa i gna na złamanie karku. Co ważne, tempo opowieści w żaden sposób nie szkodzi spójności filmu. Wszystko jest tu dopracowane i przemyślane do najdrobniejszych szczegółów. Oryginalny pomysł został wsparty świetnym aktorstwem, humorem i emocjami. Widz, oglądając film, z czasem zsuwa się na krawędź fotela i tak już zostaje do końca seansu. „Powrót do przyszłości” to jedna z legend kina Nowej Przygody. Tak kiedyś wyglądała dobra rozrywka filmowa, proszę Państwa.
blank

50. Żywot Briana

Life of Brian // reż. Terry Jones // 1979 r.

Żywot Briananowsza notka »

« starsza notka

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi