Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Charles Bukowski: przypadkowy seks z kolegą, ekskrementy, (nie tak) piękne kobiety i FBI

70 873  
213   67  
Wyobraźmy sobie – całkiem hipotetycznie – taką sytuację. Piszesz od zawsze – niezależnie, czy są to wiersze, proza, teksty piosenek, scenariusze filmowe czy artykuły do portalu internetowego. Dzień za dniem, litera za literą, kartka za kartką. Co z tego masz? Kolejne frustracje spowodowane odmowami z przekonanych o własnej nieomylności literackich kółek wzajemnej adoracji. Nieubłaganie zbliżasz się do pięćdziesiątki, a marne grosze na życie zarabiasz podczas kolekcjonowania nocnych nadgodzin na poczcie.



Jaka jest szansa, że 25 lat po śmierci twoja brzydka jak noc, przeorana bruzdami po trądziku i zwracająca uwagę ogromnym, bulwiastym nosem twarz będzie dumnie spoglądać z noszonych na całym świecie t-shirtów, a ludzie będą tatuować sobie okładki napisanych przez ciebie książek?

Nawet największy optymista stwierdziłby z rezerwą: niewielka. Tymczasem pozbawiony jakiejkolwiek krzty gwiazdorstwa Charles Bukowski mógłby zawstydzić niejednego zarozumiałego coacha i na swoim przykładzie udowodnić, że warto wierzyć w sukces do samego końca.


Bukowski w swoim naturalnym środowisku. Brakuje tylko butelki z wysokoprocentowym trunkiem

Przyszły pisarz urodził się w pruskim Andernach w 1920 roku jako Heinrich Karl Bukowski (żadnych śladów polskich przodków nie odnotowano). Był potomkiem mającego germańskie korzenie amerykańskiego żołnierza (także noszącego imię Heinrich) i Niemki Kathariny Fett. Dwudziestolecie międzywojenne nie gwarantowało młodemu ojcu zbyt wielu perspektyw, dlatego 3 lata po urodzeniu pierworodnego (i jedynego, jak się później okaże) syna cała rodzina wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych. W Los Angeles, będącym później bohaterem wielu opowieści Charlesa, Bukowscy osiedli w 1930 roku. Najmłodszy w rodzinie nie miał łatwego dzieciństwa – wyśmiewano jego silny, twardy akcent i pochodzenie, w oczy rzucały się także paskudnie wyglądające pryszcze. W domu rodzinnym (nazywanym przez dorosłego literata domem horroru i domem agonii) też daleko było od sielankowej atmosfery – Heinrich senior często trenował bokserskie umiejętności (często wspomagając się pasem do ostrzenia brzytew) na kilkulatku.


Jaką pasję mógł zatem odkryć taki zakompleksiony małolat? Odpowiedź jest dość oczywista – alkohol. Charles dość szybko zaczął pisać, jednak jeszcze wcześniej wkręcił się w picie. Procenty, towarzyszące mu praktycznie przez całe świadome życie, w naturalny sposób stały się jednym z głównych motywów jego twórczości. Bukowski opisując autodestrukcyjne chlanie i tworząc alter ego – Henry'ego Chinaskiego – z pewnością nie musiał wspinać się na wyżyny wyobraźni. Socjopatia młodego Charlesa wprost wylewała się ze stron „Z szynką raz” (tłumaczenie Michała Kłobukowskiego): W szkole nie miałem kolegów i nawet nie chciałem ich mieć. Lepiej się czułem, kiedy byłem sam. Niechęć do społeczeństwa była obecna w pisarzu także przez całe dorosłe życie, co zaowocowało jednym z cytatów, który wszedł do kultury masowej i trafił na koszulki: Nie nienawidzę ludzi. Po prostu czuję się lepiej, gdy nie ma ich w pobliżu – cóż, jakoś nietrudno mi wyobrazić sobie, że większość czytających ten tekst również podpisałaby się pod takim mottem. Zresztą Charles był mistrzem zgrabnych bon motów, które dotykały sedna niechęci do ludzkiej masy, alienacji i potrzeby świętego spokoju. Pisał o tym, że inteligentni są pełni wątpliwości, podczas gdy głupi są przepełnieni pewnością siebie. Porównywał miłość do poważnej choroby, z której nie można się wyleczyć, zachęcał do niewychodzenia z łóżka przed południem czy słusznie zauważał, że zły gust kreuje znacznie więcej milionerów niż ten dobry.


Każdy socjopata może dumnie nosić na piersi słowa Bukowskiego

Już na samym początku wydanej w 1978 roku autobiograficznej książki „Kobiety” Bukowski opisał swój, dość specyficzny, styl pracy: Pracowałem nad swoją pierwszą powieścią. Siedząc nad maszyną do pisania, wypijałem co wieczór pół litra whisky i dwanaście piw. Do bladego świtu paliłem tanie cygara, waliłem w maszynę, piłem i słuchałem muzyki klasycznej z radia. Postawiłem sobie za cel dziesięć stron dziennie, ale dopiero następnego dnia mogłem sprawdzić, ile naprawdę napisałem. Wstawałem rano, wymiotowałem i kierowałem się do frontowego pokoju, by zobaczyć, ile kartek leży na kanapie. Dwudziestokilkuletni Charles, odbijając się od ściany branży literackiej, postanowił skończyć z pisaniem. I rzeczywiście tak zrobił – przez prawie dziesięć lat zamiast nad maszyną do pisania siedział nad kieliszkiem, co w perspektywie dalszej twórczości dało mu wiele doświadczeń, które mógł przelać na papier. Małą rysą na życiorysie Bukowskiego może być jednak wywiad udzielony portalowi VICE przez jego długoletniego wydawcę Johna Martina, który przyznał, że... nigdy w trakcie ich 35-letniej znajomości nie widział pisarza pijanego. Ale skoro chwilę wcześniej poruszyliśmy temat „Kobiet”...


Choć pisarz przez długi czas był chorobliwie nieśmiały wobec płci pięknej – sam bez żenady przyznawał, że dziewictwo stracił z ważącą 160 kilogramów dziwką w wieku 24 lat, a we wspomnianych wcześniej „Kobietach” w swoim stylu napisał o czteroletniej seksualnej posusze – to w późniejszych latach wielokrotnie chełpił się ilością i urodą pań, które miały przewinąć się przez jego łóżko. A jak było naprawdę? Pierwsza żona Charlesa, Barbara Frye, daleka była od standardowego modelu urody: bardzo rzucała się w oczy jej wada postawy związana z brakiem dwóch kręgów szyjnych. Inna z partnerek i zarazem matka dziecka pisarza, Frances „FrancEye” Smith, nazywana była przez niego „starym szczerbolem”. Także urodzona w 1964 roku córka literata, Marina, raczej nie miałaby większych szans na zwycięstwo w konkursach piękności – podobieństwo do tatusia jest widoczne już na pierwszy rzut oka. Niestety, Bukowski nie doczekał narodzin swojego wnuka, który na świecie pojawił się się 3 lata po jego śmierci.


Szczęśliwy tata na weselu. Oj, będzie pite...

Zresztą, jak poważnie w kwestiach damsko-męskich traktować gościa, który w jednej z wypowiedzi seks stawiał poniżej... raczej rzadko obecnej w artystycznych dysputach „dwójki”: Człowiek może przeżyć siedemdziesiąt lat bez dupy u boku, ale może umrzeć w tydzień bez wypróżniania się. Cóż, trudno nie przyznać mu racji. Zresztą wątki defekacyjne to integralny element pisarstwa Bukowskiego. Powietrze było białe, chciało mi się wymiotować, chciało mi się kupę i siku, ale nic nie mówiłem. Kupa zastygła mi w kiszkach. Odechciało mi się srać. Odprowadzę cię do domu, bo jeszcze cię koń obesra – wystarczy choćby pobieżnie przekartkować „Z szynką raz”, żeby znaleźć podobnie sugestywne wspomnienia.

Jeśli chodzi o dorobek literacki charakteryzującego się niezwykłą płodnością artystyczną Charlesa, nie sposób nie być pod wrażeniem – ilość jego publikacji, uwzględniając książki, zbiory poezji czy opowiadania, należy liczyć w setkach. Jednak żeby lepiej zrozumieć zaplecze i bagaż pisarza, warto cofnąć się do wierszy, które „Chinaski” mozolnie kleił jeszcze przed wybuchem popularności. Co ciekawe, pierwsze próby poetyckie – typowe raczej dla aspirujących pisarzy w wieku dorastania – Bukowski zaliczył już jako dojrzały (choć trudno stwierdzić, czy to odpowiednie dla niego określenie) facet, miał wtedy trzydzieści pięć lat. Nikogo, kto choć pobieżnie poznał jego twórczość, nie powinien dziwić obrazowy fragment „Najlepszego wiersza miłosnego, na jaki w tej chwili mnie stać”:

słuchaj – rzekłem do niej –
może wsadzisz
mi język do tyłka?

nie – odparła.

dobra – powiedziałem –
jeśli ja pierwszy wsadzę
swój język do twojego tyłka
to ty potem wsadzisz
swój do
mojego?

niech będzie – odparła.

pochyliłem tam
głowę i rozejrzałem
się
rozwarłem tą część ciała
potem wprowadziłem
swój
język

nie tam – rzuciła –
ahhahahaha
nie tam, to
nie to miejsce

wy kobiety macie
więcej dziur
niż
ser szwajcarski


Artysta głodny jest o wiele bardziej płodny – śpiewał Kazik Staszewski w piosence „Las Maquinas De La Muerte” i to chyba jest esencja ogromnej ilości zapisanych kartek, które pozostawił po sobie nasz bohater. Bukowski stale zmagał się z codziennością. Wydawałoby się, że problemy finansowe i wieloletnie wykonywanie znienawidzonej pracy mogłoby w niejednym aspirującym artyście zabić wenę i pozbawić go chęci tworzenia. Tymczasem Charles (znowu wjeżdża coaching) pokazał, jak przekuć minusy w plusy – w końcu beznadziejna robota, w dodatku stale przeplatana kacem, to znacznie lepszy bodziec do artystycznej aktywności niż opływanie w bogactwie i wypluwanie wierszówek na akord. Pięćdziesięcioletni debiutant udowodnił to chociażby w książce „Listonosz”, także przepełnionej wydzielinami (tłumaczenie Michała Ratyńskiego): Nic nie pachnie tak przyjemnie jak dobry, czysty i świeży pot, nic nie pachnie bardziej wstrętnie i nieprzyjemnie niż stary i przenoszony pot. Smacznego.


Jak przystało na prawdziwego faceta, Bukowski uwielbiał kotki

Czytając książki Bukowskiego można zastanawiać się, która z opisywanych przez niego przygód rzeczywiście mogła mu się przydarzyć – w końcu ciągłe upojenie jest gwarancją wielu nietypowych sytuacji. Z pewnością warto w całości zacytować jedną z najbardziej szokujących anegdotek z biografii pisarza zatytułowanej „W ramionach szalonego życia” autorstwa Howarda Sounesa: Pewnej nocy myślałem, że ruchałem kobietę w dupę, a przerżnąłem faceta. To był mój kolega, który u mnie nocował, a ja myślałem, że to dziewczyna, która nazywała się Mystery, i, no wiesz, byłem trochę pijany i zrobiłem kilka ruchów, i pomyślałem, że chyba jej to nie przeszkadza, no wiesz. Wszedłem głębiej (nie mam zbyt dużego) i zaraz cały byłem w środku i usłyszałem... eee... spojrzałem na tył głowy i to był mój kumpel, B---! Powiedziałem „Boże Wszechmogący!” i szybko go wyciągnąłem. Szokujące? Z pewnością nie dla Charlesa, który do siebie i życia podchodził z ogromnym dystansem i autoironią.

Mało znanym epizodem z życia Bukowskiego są jego przeboje z FBI. Po raz pierwszy federalni wzięli na cel pisarza w trakcie II Wojny Światowej – w 1944 roku został aresztowany w Filadelfii za uchylanie się od powołania do wojska. Jak szybko się okazało, pomylono go z wujkiem Johnem – z coraz bardziej przepitego Charlesa na froncie nie byłoby przecież zbyt dużego pożytku, dlatego uznano go za psychicznie niezdolnego do biegania z karabinem. Drugie podejrzenia padły na niego w 1968 roku, kiedy to tworzył „Zapiski starego świntucha” do podziemnej gazety Open City w Los Angeles i w dość bezkompromisowy sposób rozliczał się zarówno z Federalnym Biurem Śledczym, jak i pocztą. Powstał wtedy nawet liczący ponad 100 stron raport, który... nie wniósł niczego rewolucyjnego do sprawy, i który po latach można przeczytać w całości (https://bukowski.net/fbi/).


Mickey Rourke prawdopodobnie właśnie wtedy stwierdził, że bycie brzydalem jest najlepsze

Warto wspomnieć też o filmowych dokonaniach jednego z największych brzydali literatury. Wyśmiewanie pozornego blichtru Hollywood i eksponowanie syfu Los Angeles paradoksalnie wprowadziły sztukę Charlesa na szklane ekrany. Na podstawie jego scenariusza w 1987 roku powstał film „Ćma barowa”, w którym Bukowski przez moment pojawił się nawet na ekranie w roli – a jakże by inaczej – stałego bywalca knajpy. Główne role zagrali tam Mickey Rourke (wtedy jeszcze wyglądający całkowicie normalnie) oraz Faye Dunaway. W rolę Henry'ego Chinaskiego w pochodzącej z 2005 roku ekranizacji „Factotum” w reżyserii Benta Hammera wcielił się także Matt Dillon. Sam artysta najbardziej cenił sobie jednak dość mało znane, belgijskie „Crazy Love”, będące kontrowersyjną ekranową sklejką kilku jego książek.


Bukowski w swoim naturalnym środowisku

Chociaż Charles tuż po premierze umiarkowanie ciepło przyjętej „Szmiry” odszedł na spotkanie ze stwórcą i z powodu białaczki w 1994 roku stał się eks Charlesem (74 lata na tym padole łez to i tak całkiem spory wynik jak na tak eksploatujący tryb życia), to śmierć (podobnie jak w przypadku wielu niedocenianych i głodujących podczas ziemskiej tułaczki artystów) była w jego przypadku tak naprawdę początkiem solidnego hype'u, z którego całkiem spore grono osób chciało uszczknąć coś dla siebie. Ale to dobrze – kolejne reedycje książek amerykańsko-niemieckiego oryginała trafiają do coraz młodszych pokoleń.

Także wśród znanych ludzi jest mnóstwo miłośników twórczości Bukowskiego. Bono z U2, który mówił o swoim idolu, że ten nie miał czasu na metafory, egzaltowanie cytował jego wiersze, natomiast Sean Penn zadedykował pisarzowi film „Obsesja”, który miał premierę tuż po śmierci autora „Zapisków starego świntucha” i którego w tym epitafium nazwał przyjacielem.



Często nawiązujący do twórczości Charlesa Ten Typ Mes (nawijający, że wpływ miał na mnie Bukowski, a nie ksiądz Tischner… niestety) jest jedną z osób, która swoją fascynację jego książkami przeniosła na skórę – raper może pochwalić się dziarą z okładką „Szmiry”. Anthony Kiedis, wokalista Red Hot Chili Peppers, z nazwiska wymieniał twórcę „Z szynką raz” w numerze „Mellowship Slinky in B Major” (tytuł tej książki pojawił się natomiast w piosence „Long Progression”), a James Franco, podkreślający swoje wielkie uwielbienie dla tego pochodzącego z 1982 roku tytułu, mówił o planach nakręcenia filmu o pisarzu – premiera miała mieć miejsce w 2014 roku, jednak temat po drodze umarł już chyba śmiercią naturalną (z małą pomocą sądowej przepychanki o prawa do produkcji).

Wulgarny mizogin, alkoholik bez przyszłości, socjopata – przywary Charlesa Bukowskiego nie znaczyły wiele wobec jego sztuki, wywodzącej się przecież tak naprawdę z bólu, niezrozumienia i marginesu. Pozostanie prawdziwym aż do końca sprawiło natomiast, że gość przez większość życia uważany za kompletnego przegrywa, mógł na koniec wszystkim niedowiarkom pokazać środkowy palec, odpalić cygaro i wygodnie rozsiąść się ze szklanką mocnego trunku. Czego również Wam i sobie życzę.

Oglądany: 70873x | Komentarzy: 67 | Okejek: 213 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało