Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

"Powrót do przyszłości IV"? "Pogromcy duchów 3"? Trzeci "Terminator" Camerona? Te dzieła już dawno temu powstały!

48 573  
116   18  
Kultowe, uwielbiane przez kinomaniaków dzieła zazwyczaj z góry skazane są na coraz to marniejsze kontynuacje, które skutecznie brukają wspomnienie niedoścignionego oryginału. Na szczęście niektórzy twórcy konsekwentnie odmawiają stworzenia kolejnych części swoich dzieł. Mimo że na ekranach kin nie zobaczymy już naszych ukochanych bohaterów, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby pojawili się oni w zupełnie innych mediach…


"Scarface: The World Is Yours"

Tony Montana to postać tragiczna i z góry skazana na klęskę, trudno więc się dziwić, że żaden filmowiec nigdy nie podjął się próby wskrzeszenia podziurawionego jak sito kokainowego bossa. Usiłowano za to nakręcić film o jego synu. W 2011 roku miały ruszyć zdjęcia do produkcji pt. „Son of Tony”. Pomysł ten spotkał się jednak z tak silną krytyką ze strony fanów oryginału, że twórcy szybko podkulili ogony i przepraszając za zamieszanie, zawinęli się z tym obrazoburczym projektem.



Wprawdzie w tym roku czeka nas kolejny remake „Człowieka z blizną” (przypominamy – słynny film z Alem Pacino był odświeżoną wersją produkcji z 1932 roku), ale jeśli chodzi o faktyczną kontynuację wydarzeń ze znanego nam filmu, to taki twór powstał już 12 lat temu! Mowa oczywiście o grze komputerowej pt. „Scarface: The World Is Yours”. W tym przypominającym nieco jakąś odsłonę serii GTA dziele Tony przeżywa strzelaninę i wróciwszy do zdrowia, odzyskuje władzę w narkotycznym światku Miami oraz usiłuje zemścić się na swoich wrogach.



Twórcy pragnęli, aby fabułę do gry napisał sam Oliver Stone, który stał za scenariuszem oryginału z 1983 roku. Słynny reżyser odmówił jednak współpracy. Projektem zainteresował się jednak David McKenna – scenarzysta takich obrazów, jak „Blow” czy „American History X” i to on zastąpił Stone’a. Również i odtwórca głównej roli w filmie – Al Pacino – nie chciał maczać w tym przedsięwzięciu palców. Dał jednak twórcom swoje błogosławieństwo i podsunął im André Sogliuzzo – aktora, który w doskonały sposób imituje jego głos.
W grze za to pojawili się inni aktorzy (a właściwie ich głosy) z oryginału – Steven Bauer, Al Israel i Robert Loggia. Czy to oznacza, że „Scarface: The World Is Yours” to pełnoprawna kontynuacja kultowego filmu? Raczej nie. Nikt przecież poważnie nie potraktuje cudownego zmartwychwstania mafioza, który za pomocą karabinów maszynowych zamieniony został w krwiste mielone. Nie zmienia to faktu, że twórcy zrobili wszystko, aby zaciągnąć do współpracy nad swoim projektem jak najwięcej osób odpowiedzialnych za znany i uwielbiany przez wszystkich film.

„Ghostbusters”

Są tylko dwie części „Pogromców duchów”. Damska wersja tego filmu nigdy powstać nie powinna, a każdy szanujący się fan oryginałów z lat 80. nie uzna tego świństwa za oficjalną, kanoniczną, trzecią odsłonę serii. Zresztą ona i tak już powstała – w formie wydanej w 2009 roku gry!



W odróżnieniu od opisanej wyżej rezurekcji Tony’ego Montany, tu mieliśmy już do czynienia z tworem „kompletnym” - scenariusz do „Ghostbusters: The Game” napisali pomysłodawcy filmu – Dan Aykroyd i Harold Ramis. Każdy z bohaterów gry nie tylko przypomina swój filmowy pierwowzór, ale i przemawia jego głosem. Oprócz wspomnianych twórców scenariusza usłyszeć więc możemy Billa Murraya, Erniego Hudsona i całą masę znanych z obu części filmu aktorów, wliczając w to Maxa von Sydowa w roli przerażającego rzeźnika z Karpat – Viggo.
Sami twórcy gry przyznali, że dzieło to należy traktować jako pełnoprawną kontynuację historii znaną nam z kinowego ekranu. Zresztą fani obu filmów od razu poczuli w tym projekcie ducha (!) oryginału.



„Terminator: Battle across time”

Na chwilkę odejdźmy od growych kontynuacji filmowych hitów. Żadna z kolejnych odsłon historii o pokrytym ludzką tkanką stalowym kościotrupie nie dorastała nawet do pięt pierwszym dwóm częściom „Terminatora”. To pewnie dlatego, że za żadnym z tych projektów nie stał James Cameron i mimo że zazwyczaj na ekranie w te i nazad przechadzał się podstarzały Arnie, który za każdą minutę swojej obecności przed kamerą inkasował górę dolców, to filmy te były jedynie wyblakłym cieniem oryginałów.
A jednak istnieje trzeci film o terminatorze, w którym nie tylko wystąpili wszyscy znani z serii główni aktorzy (Arnold Schwarzenegger, Robert Patrick, Linda Hamilton i Edward Furlong), ale i na reżyserskim stołku zasiadł James Cameron.



Produkcja ta trwała zaledwie 12 minut i kosztowała Universal Studios okrąglutkie 60 milionów dolarów! Film miał dość pretensjonalną fabułę (protagoniści stawiają czoła mechanicznemu potworowi o nazwie T-1000 000...). Zresztą to nie o nią w tym dziele chodziło, ale o zwykłe efekciarstwo. „Terminator: Battle Across Time” to bowiem projekt stworzony tylko i wyłącznie z myślą o hollywoodzkim parku rozrywki oraz Disneylandzie. Oprócz trójwymiarowego seansu, uczestnicy tej atrakcji mieli możliwość zobaczenia niektórych elementów fabuły na żywo (w tym wypadku filmowych bohaterów zagrali oczywiście aktorzy ucharakteryzowani na tych z oryginałów). Produkcja ta wyświetlana była bez przerwy przez 21 lat! Dopiero rok temu jej miejsce zajął symulator ehmmm… minionków.

„Back to the future: The Game”

Większość fanów „Powrotu do przyszłości” śmiechem reaguje na każdą kolejna plotkę o rzekomych planach nakręcenia czwartej części filmu. Zarówno Bob Gale, jak i Robert Zemeckis od lat mówią jasno: „Powrót do przyszłości IV” nigdy nie trafi do kin. Zapomnijcie o tym! Kropka!
Mimo że filmowy Marty McFly już nigdy nie zasiądzie za sterami DeLoreana, to seria rozwija się nadal. I to z pomocą twórców oryginału. Obaj panowie stworzyli na przykład animowany serial, w którym odcinki zapowiadane były przez doktora Browna (w tej roli oczywiście Christopher Lloyd). Tymczasem w 2015 roku wydano kilkuczęściowy cykl komiksów oparty na scenariuszu, przy którym pracował Bob Gale. To dość fajnie zrealizowana historia pierwszego spotkania Marty’ego z doktorkiem oraz opowieść o tym, jak szalony naukowiec poradził sobie z życiem na Dzikim Zachodzie.



Bob Gale jest też współautorem fabuły do gry komputerowej, która przez wielu fanów uważana jest za twór będący pełnoprawną kontynuacją trylogii Zemeckisa! Sam Bob Gale twierdzi jednak, że nie jest to kanoniczne dzieło, ale można je traktować jako historię mającą miejsce w innej linii czasowej. Sprytnie to rozwiązał, skubany.



Trzeba przyznać, że historia trzyma się tu kupy. Tym bardziej że głosy bohaterom podkładają m.in. Christopher Lloyd, Claudia Wells i Tom Wilson (ten ostatni niestety tylko w wersji na konsole). Marty McFly brzmi jak nastolatek znany z filmu, mimo że to nie Michael J. Fox stanął przed mikrofonem. Cierpiący na chorobę Parkinsona gwiazdor zgodził się jednak na gościnny występ i podłożył głos dorosłej wersji bohatera oraz jego pradziadkowi.
Jakby tego było mało, w grze zobaczyć też można niewykorzystane pomysły, których Gale i Zemeckis chcieli użyć podczas produkcji drugiej części filmu!

Źródła: 1, 2, 3, 4

Oglądany: 48573x | Komentarzy: 18 | Okejek: 116 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało