Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Poza prawem, czyli gwiazdy kontra aparat sprawiedliwości: narkotyki, jazda po pijaku i podatki

57 410  
83   21  
Każdy – i można powiedzieć to z pełną stanowczością – w mniejszym czy większym stopniu złamał kiedyś prawo. I nieważne, czy chodziło o piwo wypite pod chmurką, przestępcze pół grama marihuany w kieszeni czy kradzież chipsów w szkolnym sklepiku.



Wybiórcze podejście do przepisów kodeksu karnego nie inaczej wygląda w przypadku osób znanych z pierwszych stron gazet – często słyszymy przecież doniesienia o celebrytach, którzy nagminnie łamią paragrafy w myśli idei „artystom wolno więcej”.

Postanowiliśmy w głównej mierze skupić się na nieco mniej oczywistych przykładach – Snoop Dogg zatrzymany za posiadanie marihuany czy Mike Tyson trafiający do paki za lekkie naruszenie nietykalności cielesnej nachalnego fotografa to sytuacje nie wymagające żadnego komentarza. Jako soundtrack do artykułu proponujemy zapętlić sobie „Their Law” The Prodigy z albumu „Music For The Jilted Generation”, „Gdyby miało nie być jutra” Pezeta z „Muzyki rozrywkowej” (w którym bohater utworu „zastrzelił komendanta, bo pierdoli policję”) czy „This Side Of The Law”, w którym Johnny Cash – jeden z najbardziej wyjętych spod prawa buntowników muzyki country – pytał „kto jest za, a kto przeciwko prawu?”.

Jak to policeman przeszukuje mnie?

O nieuzasadnionym trzepaniu kieszeni śpiewał na płycie „Rewolucje” zespół Jamal. Ironią losu jest fakt, że członkowie grupy zostali zatrzymani w 2012 roku przed koncertem na Cracow Reggae Festival właśnie w związku z posiadaniem „dziwnego papierosa” i „torebki z białym proszkiem” – jak widać, wers „mam prawo nosić to, co chcę” brzmi bardziej życzeniowo, niż jest opisem faktycznego stanu rzeczy. Ale wypadki znanych ludzi związane z posiadaniem nie do końca legalnych substancji to przecież nic nowego.


Już w 1930 roku Louis Armstrong razem z kolegą zostali złapani podczas jarania zioła pod klubem. Pomimo interwencji policji rozweselony skrętem trębacz i jego znajomy perkusista – Vic Berton – w trakcie całej akcji zachowywali świetny nastrój. Skończyło się na półrocznym wyroku pozbawienia wolności i mandacie opiewającym na kwotę tysiąca dolarów – jak nietrudno się domyślić, ze względu na panującą wtedy korupcję, wszystko rozeszło się po kościach. I nie powinno zatem dziwić, że skoro jeden z ojców jazzu tak bardzo lubił przypalić, to później śpiewał optymistyczne „What A Wonderful World”.



Także The Beatles, inny reprezentanci klasyki, wielokrotnie łączeni byli z narkotykami – nie bez powodu, wystarczy choćby spojrzeć na ich stroje z czasów „Sierżanta Pieprza”. W czasie hipisowskiej rewolucji John Lennon, a zwłaszcza jego słabość do nielegalnych używek, zostały obrane na cel przez stróżów prawa – podczas nalotu na jego dom psy (w tym przypadku rzeczywiście chodzi o zwierzęta) wywęszyły 200 gramów haszyszu. I choć muzyk początkowo sprzedawał funkcjonariuszom standardową śpiewkę przyłapanego z dragami („To nie moje!”), to w końcu, w obawie o deportację Yoko Ono, przyznał się do winy. Kara jednak była symboliczna – bo jak inaczej jedna z największych wówczas gwiazd muzyki na świecie traktować mogła 150 funtów mandatu. Znacznie bardziej boleśnie o skutkach posiadania przekonał się sir Paul McCartney, który w 1980 roku próbował wwieźć do Japonii... 219 gramów marihuany. To całkiem imponująca ilość, zważywszy na okoliczności „przemytu” – jego ówczesny zespół, The Wings, miał w Kraju Kwitnącej Wiśni koncertować zaledwie przez niecałe dwa tygodnie. Zamiast występów Beatles trafił na ten czas do paki, jednak po 10 dniach wypuszczono go bez zarzutów i deportowano do Anglii. Jeszcze lepszym zawodnikiem był Tim Allen („Pan Złota Rączka”, „Śnięty Mikołaj”), który w czasach przedaktorskich trudnił się dilerką i dał się złapać, także na lotnisku, z 650 gramami kokainy. Groziło mu nawet dożywocie, jednak aktor sprzedał kilku kolegów po fachu i po 2 latach i 4 miesiącach wyszedł z aresztu.



Zresztą, żeby wymienić wszystkich sławnych ludzi złapanych z jaraniem, trzeba byłoby napisać o tym osobny artykuł – do tej listy można dołączyć znacznie bardziej oczywiste postaci, jak Amy Winehouse, Notorious B.I.G. czy Wiz Khalifa. Należy jednak pamiętać, że w wielu stanach posiadanie marihuany nie jest przestępstwem, a wielu artystom udało się bez większego wysiłku uniknąć przyłapania. Zioło to jednak tylko preludium do cięższych substancji, też niezwykle popularnych wśród celebrytów. Celebrytką znaną bardziej z problemów z prawem niż z artystycznych osiągnięć jest z pewnością Lindsay Lohan, która w 2007 roku, tuż po kilkunastogodzinnym pobycie w pace związanym z pozytywnymi wynikami narkotestów, przyłapana została ze strzykawką w dłoni – aktorka prawdopodobnie raczyła się wtedy heroiną. Na fotkach z tej, jakże dzikiej, imprezy można zobaczyć też Paris Hilton, która w swojej karierze częściej trafiała na pierwsze strony gazet w związku z problemami prawnymi – gdy w 2010 roku została zatrzymana przez patrol drogówki, z jej torebki wypadły woreczki z koksem. Ale kto bogatemu zabroni... Także i w Polsce głośnym echem odbiła się sprawa dilera gwiazd, który zamiast żenionej kokainy celebrytom miał sprzedawać... tani alkohol, zupy i kotlety.

W samochodzie z wódką jest jak z prostytutką

Podobnie jak w przypadku pijanego kierowcy z piosenki Big Cyca, połączenie alkoholu i brawurowej jazdy samochodem jeszcze nikomu nie wyszło na dobre. Nawet jeśli pierwotnie wydaje się to bardzo dobrym pomysłem, efekty zazwyczaj są opłakane. Lista znanych osób, które wydmuchały promile jest chyba jeszcze bardziej okazała niż zestawienie celebrytów z dragami w kieszeni. Na podwójnym gazie za kółkiem złapani zostali między innymi ci, którzy wymienieni zostali także i w kontekście wpadki z narkotykami: Lindsay Lohan (a to zaskoczenie!), Paris Hilton (bohaterka filmu „One Night In Paris”, podobnie jak jej koleżanka, to ekspertka w kwestii łamania prawa) czy Tim Allen (tym razem skończyło się na rocznym wyroku w zawieszeniu, bez wsypywania kogokolwiek).


To w dużej mierze wśród muzyków istnieje idiotyczny trend rozweselania się procentami przed jazdą. Po spożyciu alkoholu do samochodu wsiadł między innymi Chad Kroeger z grupy Nickelback – cóż, w sumie jakoś można go zrozumieć – grając taką muzykę trudno zachować trzeźwość... Kojarzony znacznie bardziej z marihuaną niż alkoholem raper Busta Rhymes w 2007 roku zatrzymany został w związku ze zbyt przyciemnionymi szybami w aucie. Funkcjonariusze natychmiast wyczuli w jego oddechu alkohol, a sprawa zakończyła się (niezbyt wysokim, bo opiewającym na kwotę 750 dolarów) mandatem. Nawet (w początkowych etapach kariery stylizowany na grzecznego chłopca) idol nastolatek, Justin Bieber, ma na koncie złamanie prawa, gdy w 2014 w stanie wskazującym ścigał się autem po ulicach Miami. Żeby tego było mało, jeździł bez ważnego prawka i opierał się aresztowaniu. A o tym, jak bardzo przejął się zatrzymaniem, świadczyć może chociażby roześmiany mugshot przypominający bardziej fotkę z (nietrzeźwej) imprezy niż świadectwo pobytu na komisariacie. Jedynym plusem całej sytuacji jest 50 tysięcy dolarów, które ukarany piosenkarz wpłacił na konto fundacji charytatywnej.



Słabość do kielicha przed jazdą autem mają też niekwestionowane gwiazdy kina – gdy Mel Gibson w 2006 roku został zatrzymany za przekroczenie prędkości, okazało się, że w aucie ma otwartą butelkę alkoholu, a sam reżyser „Pasji” jest na bani. Reakcja aktora była dość łatwa do przewidzenia – filmowy William Wallace najpierw zarzekał się, że „ma przejebane”, by następnie płynnie przejść do... zarzucenia Żydom odpowiedzialności za wszystkie wojny na świecie – jakże to dla niego typowe. Gdy gwiazdor wytrzeźwiał, nie miał innego wyjścia, jak tylko wystosować przeprosiny. Skończyło się i tak łagodnie – trzema latami w zawieszeniu, niezbyt wysokim mandatem (1300 zielonych) i zatrzymaniem prawka na 90 dni. Nie mniejszą fantazją popisał się Mickey Rourke, który rok po wpadce Gibsona podchmielony jechał (niezbyt prosto) na skuterze. Cóż, niektórym do szczęścia niepotrzebne są potężne SUV-y.

Wybiórcze podejście do tego aspektu prawa zaprezentował też były gwiazdor, a dziś komentator NBA – Charles Barkley, gdy w 2008 roku (wstawiony) nie zatrzymał się na znaku stop, a policjantom swój pośpiech wytłumaczył w dość bezpośredni sposób, wskazując na dziewczynę na siedzeniu pasażera: „Jechałem za róg, żeby zrobiła mi loda”. Zdziwionym funkcjonariuszom były koszykarz pochwalił się też, że jego znajoma jest specjalistką od tego rodzaju przyjemności. Wyrok? Dziesięć dni więzienia (po zapisaniu się „Chucka” na terapię antyalkoholową karę zmniejszono do trzech dni) i dwa tysiące baksów mandatu.



Głupota? Lekkomyślność? Poczucie bezkarności? Cóż, przyczyn jazdy na bani może być mnóstwo. I o ile zażywanie narkotyków nie szkodzi nikomu oprócz zażywającego, tak decyzja o odpaleniu silnika po spożyciu może skończyć się tragedią. W 1984 roku Vince Neil, wokalista heavymetalowej grupy Mötley Crüe, spowodował wypadek, w którym zginął dwudziestoczteroletni perkusista zespołu Hanoi Rocks, Nicholas „Razzle” Dingley, a poważnie ranni zostali jeszcze dwaj uczestnicy kolizji. Neil wylądował w więzieniu na 30 dni (został wypuszczony za dobre zachowanie po 15 dobach), oprócz tego musiał zapłacić 2,6 miliona dolarów odszkodowania. Dariusz Dudka, były piłkarz reprezentacji Polski, w 2003 roku w Szczecinie śmiertelnie potrącił mężczyznę. Zawodnik Amiki Wronki był wtedy pod wpływem – w wydychanym powietrzu miał blisko promil alkoholu. Sportowiec nie trafił jednak za kratki, ponieważ uznano, że sprawcą wypadku była jego ofiara.

Podatki – jak nie zapłacisz, pójdziesz za kratki

W tym przypadku „przestępcza działalność” znanych ludzi jest skierowana w stronę największych legalnych mafii świata – aparatów państwowych. W nieco już zapomnianym satyrycznym utworze „Stop podatki!” Krzysztof Skiba i Janusz Korwin-Mikke wyśmiewali (choć nieco przez łzy) pazerność fiskusa (Tajny jest w benzynie haracz, ciężkie VAT-y oraz ZUS-y, wszystko płacisz państwu naraz. Objadają się fiskusy). O wałkach podatkowych najczęściej słychać w kontekście tych, którzy zarabiają najwięcej. I nic dziwnego, w końcu na bogaczy państwo – niczym Robin Hood – poluje w celu łatania dziury budżetowej.


O tym, że piłkarze potrafią sprawnie okiwać przeciwnika na murawie, wiedzą nawet ludzie nie interesujący się futbolem. Czasami jednak okazuje się, że okiwanie fiskusa może być bardziej opłakane w skutkach niż bramka samobójcza w ostatniej minucie meczu czy głupia czerwona kartka. W ostatnich dniach Radamel Falcao, klubowy kolega Kamila Glika w AS Monaco i niekwestionowana gwiazda reprezentacji Kolumbii (z którą już wkrótce na rosyjskim mundialu zagra polska kadra), został skazany za podatkowe wałki. Były zawodnik Atletico Madryt, który oszukał hiszpańskiego fiskusa na ponad 5,5 miliona euro, zobowiązany został do wysupłania z kieszeni dziewięciu baniek oraz ukarany szesnastoma miesiącami odsiadki (w świetle hiszpańskiego prawa wyroki poniżej dwóch lat mogą być zawieszone, co rzecz jasna miało miejsce i w tej sytuacji). Takie naginanie prawa to wśród piłkarzy bardzo częsty proceder. Wystarczy wymienić choćby jedną z największych futbolowych gwiazd świata – Leo Messiego, o którego problemach głośno zrobiło się już kilka lat temu, kiedy to argentyński zawodnik Barcelony (wspólnie z ojcem Jorge) kreatywnie podszedł do tematu księgowości i dzięki istnieniu rajów podatkowych przyoszczędził drobne 4,2 miliona euro. Wyrok, jak można było się spodziewać, nie powalał surowością – to nieco ponad 3 bańki (to suma kar Messiego i jego pomysłowego taty) i 21 miesięcy paki (podobnie jak w przypadku Falcao, kara rzecz jasna została zawieszona). Oczywiście taka informacja wstrząsnęła światem futbolu – pojawiły się nawet memy dotyczące problemów Lionela. W podobne (a nawet większe) tarapaty niedługo może wpaść drugi z gwiazdorów piłki – Cristiano Ronaldo, od którego hiszpański fiskus domaga się zaległych... 25 milionów euro. A że ryba najczęściej psuje się od głowy, to za przykładem pięciokrotnych zdobywców Złotej Piłki poszli chociażby Alexis Sanchez, Neymar, Javier Mascherano czy Xabi Alonso, a w przeszłości podobne problemy miał sam Diego Maradona.



Także i poza boiskiem ściemnianie aparatu skarbowego jest wśród znanych ludzi bardzo powszechne. Wystarczy przypomnieć, że w 2010 roku na 3 lata do więzienia trafił odtwórca roli Blade'a – Wesley Snipes. Bo choć hollywoodzcy aktorzy raczej nie mogą narzekać na pieniądze, to jednak pokusa zachowania przyjemnej sumki w kieszeni jest czasami zbyt duża. Do tego „elitarnego” grona zaliczają się chociażby Nicolas Cage, Val Kilmer, Sophia Loren czy Martin Scorsese – może w takim razie te wszystkie gwiazdy kina powinny pomyśleć o superprodukcji opowiadającej o walce z podatkami? Z pewnością wielu widzów mogłoby utożsamiać się z takim filmem. Po raz trzeci trzeba „wyróżnić” też Lindsay Lohan, która także i w temacie podatków jest na bakier z prawem, jednak relatywnie niską kwotę długu (zgodnie z doniesieniami z końcówki 2017 roku to około 100 tysięcy dolarów) można traktować jako wprost proporcjonalną do jej talentu... Nawet książę ciemności – Ozzy Osbourne – w starciu z machiną państwa był bezradny niczym mały gołąbek. W 2011 roku wokalista Black Sabbath błyskawicznie zwrócił zaległe 1,7 miliona dolarów – w starciu z fiskusem nie pomógł mu nawet sam diabeł.

Oglądany: 57410x | Komentarzy: 21 | Okejek: 83 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało