Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Haszysz, pistolety i homoseksualizm: Arthur Rimbaud – przeklęte dziecko poezji

25 537  
127   15  
Każdy, niezależnie od wieku i profilu szkoły, zapewne wiele razy próbował nie zasnąć w trakcie nudnych niczym poniedziałkowe mecze Ekstraklasy lekcji języka polskiego.


Z pewnością mnóstwo osób męczyło się również podczas lektury (swoją drogą, już samo to słowo potrafiło zniechęcić do czytelnictwa) trzynastozgłoskowca „Pana Tadeusza” czy klasyków pozytywizmu, nie mówiąc o „Marcinie Kozerze” czy „Łysku z pokładu Idy”, które już w czasie podstawówki podprogowo namawiały do ucieczki na wagary. I chociaż absolutnie nie chodzi tu o krytykę wymienionych wyżej (kunsztownych bez wątpienia) dzieł, to mała ich aktualizacja – jak chociażby skierowanie się w stronę współczesności czy położenie nieco większego nacisku na życie niektórych z omawianych pisarzy – zwłaszcza w liceum mogłaby skutecznie rozbudzić uczniowską ciekawość.

Gdy słyszy się o poetach przeklętych (słowo wyklęci zostało w ostatnich latach przejęte przez nieco inne środowiska), pierwsze skojarzenia nasuwają się z polskimi autorami – Rafał Wojaczek, Edward Stachura czy Andrzej Bursa to, nawet przy aktualnym stanie szkolnictwa, nazwiska dość znane i szanowane. Wydaje się jednak – nie bez powodu – że jeden z pionierów wcielania w życie pisarzy solidnych elementów skandalu jest wciąż nieco pomijany, a nawet niezrozumiany. Arthur Rimbaud (w oficjalnych dokumentach podpisywany trojgiem imion – Jean Nicolas Arthur), bo nad jego biografią i twórczość dzisiaj się pochylamy, to żyjący w latach 1854-1891 francuski poeta, który udowodnił, że Ozzy Osbourne, Keith Richards czy Marilyn Manson mieli dwustuletnie opóźnienie w szokowaniu odbiorców zarówno swoją twórczością, jak i życiem.



Dwudziestoośmioletni Rimbaud w kolorze

Dzieciństwo pisarza nie było wymarzone. Zajmującej się w głównej mierze wychowaniem Rimbauda i jego trójką rodzeństwa Vitalie Culf – niezwykle wymagającej (swoim dzieciom kazała wkuwać na pamięć długie łacińskie teksty pod groźbą niezjedzenia obiadu) i nadopiekuńczej (do piętnastego roku życia artysta był odprowadzany do szkoły) matce – artysta nadał pieszczotliwy przydomek „Usta Ciemności”. Ojciec poety, Frédéric, był natomiast oficerem piechoty, który brał udział między innymi w podbiciu Algierii i dość rzadko pojawiał się w domu. To po nim Arthur odziedziczył smykałkę do pisania – nawet w niezbyt sprzyjających skupieniu się na literaturze wojskowych okolicznościach papa Rimbaud tworzył przewodniki dla arabskich czytelników, nie bał się też trudniejszej pracy – przetłumaczył nawet Koran na język francuski, z czego w późniejszych latach korzystał jego sławny syn.

Awanturniczy życiorys, momentami nie mniej surrealistyczny niż sama twórczość Rimbauda, w dużej mierze stworzył jego legendę. Nie bez powodu przylgnęło do artysty określenie „enfant terrible” („okropne dziecko”) – to właśnie w czasie nastoletniości najpełniej objawił się talent pisarza; ogromna większość napisanych przez niego utworów powstała w latach 1870-1875. Do najbardziej znanych dzieł Arthura należą „Statek pijany” (poeta stworzył go w wieku siedemnastu lat) czy „Sezon w piekle” – już same tytuły wskazują na ciężar gatunkowy tych tekstów i pozbawiają złudzeń co do stereotypu „ładnej” literatury. Aby jednak pełniej zrozumieć postać francuskiego buntownika, warto zacytować choćby niewielkie urywki jego twórczości. Fragment wiersza „Siostry miłosierdzia” w tłumaczeniu Juliana Tuwima intryguje mrokiem:

Wstręty twe, osłupienia, omdlenia w niemocy,
Brutalność twą, co męczy jak dzikie cierpienie,
Wszystko nam bez złej woli przynosisz, o Nocy,
Jak tajne krwi kobiecej miesięczne płynienie

Naturalistyczny obraz stolicy Francji w „Paryż się budzi” zdecydowanie bardziej kojarzy się z mrokiem tego miasta znanym z „Lokatora” Romana Polańskiego niż blichtrem stolicy mody. Po raz kolejny okazuje się, że szkolne pozory mogą mylić – kto podczas lektury „Lokomotywy” domyślał się, że jej autor interpretował tak odważne obrazy:

Lecz choć zgrozą przejmuje wygląd twój okropny
I choć nigdy zielona Natura nie miała
Takiej krosty na sobie cuchnącej i ropnej
Cudownie piękna jesteś, stolico wspaniała!

Inny z polskich klasyków – Jan Kasprowicz – wziął na warsztat tłumacza wiersz „Biedni ludzie w kościele”, który – patrząc na obecną politykę kulturalną – zapewne trafiłby na listę ksiąg zakazanych, a osobę twórcy zaprowadziłby przed oblicze wysokiego sądu:

Epileptycy, tłum szaleńców wraży
Których się człowiek w drodze nierad czepi
Nosem łypiący zaduch brewiarzy
Przez psy w podwórza wprowadzani ślepi

Gdyby Rimbaud żył w epoce portali plotkarskich, z pewnością byłby częstym bohaterem skrzętnie opisywanych przez nie skandali. Arthur już jako małolat zaskakiwał zarówno dojrzałością artystyczną, jak i kontrowersyjnym zachowaniem – będąc szesnastolatkiem zaczął pić alkohol, pisać wiersze o fekaliach, zapuszczać włosy i kraść (co prawda głównie książki, ale zawsze to coś). W 1871 roku wybuchł jego gorący romans z innym ze znanych francuskich pisarzy – starszym od niego o dziesięć lat Paulem Verlainem. Dodatkowej pikanterii tej sytuacji dodaje fakt, że żona Paula w tym czasie spodziewała się dziecka – niedługo później pisarz zostawił zresztą swoją rodzinę, nad którą zdarzało mu się znęcać się w alkoholowej malignie. Związek pisarzy odbił się bardzo głośnym echem wśród francuskiej bohemy – oprócz miłości do poezji, obu panów połączyła słabość do używek – wspólnie raczyli się absyntem, opium i haszyszem. O tym, jak burzliwa była to relacja, może świadczyć chociażby fakt, że Verlaine podczas jednej z pijackich libacji postrzelił swojego młodego kochanka w nadgarstek, przez co na dwa lata trafił do więzienia. Ostatnie spotkanie tej kontrowersyjnej pary miało miejsce w 1875 roku (tuż po wyjściu Verlaine'a z aresztu i jego nawróceniu na katolicyzm), co symbolicznie zbiegło się z „emeryturą” młodego poety.


Młody Verlaine

Gdy Rimbaud przestał pisać, wyruszył w podróż po świecie. Początkowo wędrował przez Europę, by w 1876 roku zaciągnąć się do holenderskiej armii kolonialnej, co miało pomóc mu w dotarciu do Holenderskich Indii Wschodnich oraz na Jawę. Po czterech miesiącach Arthur zdezerterował uciekając do dżungli, a do Europy wrócił na statku, gdzie ukrywał swoje personalia z powodu groźby rozstrzelania. Nie zabawił jednak zbyt długo na kontynencie – w 1878 roku trafił na Cypr (był tam nadzorcą w kamieniołomach), a dwa lata później zakotwiczył na dłuższy czas w Jemenie, gdzie prowadził ułożone życie i zajął się zarabianiem pieniędzy handlując kawą i bronią – trzeba przyznać, to dość przyziemne zajęcie jak na tak wybitnego i niepoukładanego pisarza.


Rimbaud w 1883 roku podczas pobytu w Etiopii

Domeną twórców przeklętych jest zazwyczaj wymeldowywanie się z tego świata w bardzo młodym wieku. Rimbaud i tak przeżył dość długo, jak na standardy „żyjących szybko i umierających młodo” – pisarz opuścił ten padół łez w wieku 37 lat. Powód jego śmierci był również niezwykle prozaiczny – rak kości, pierwotnie wzięty za równie przyziemne zapalenie stawów. Ostatnie miesiące życia poety były naznaczone bólem – wrócił do Francji, gdzie amputowano mu prawą nogę, a jego plany powrotu do Afryki zostały zweryfikowane przez prozę cierpienia. Arthur, któremu na łożu śmierci towarzyszyła siostra, przyjął ostatnie namaszczenie i zmarł 10 listopada 1891 roku, z dala od towarzyszącego mu w młodych latach skandalu.

Z perspektywy czasu kunszt Arthura bywał kwestionowany, a podsumowaniem takiego negatywnego podejścia jest artykuł amerykańskiego poety Roba Woodarda z gazety The Guardian, który 10 lat temu dość brutalnie rozprawił się z legendą Francuza: „Rimbaud nie był geniuszem” – już sam tytuł budził spore kontrowersje. Ale czy na dobrą sprawę właśnie tego nie chciałby sam bohater tego tekstu? Woodard momentami jechał po bandzie – określenia takie jak „szalenie przeceniony” czy „niekompletny poeta” sprawiają, że czasami trudno oprzeć się wrażeniu, jakoby ta polemika nie była niczym innym niż doskonale znanym „wybijaniem się na fejmie”. Sam autor już we wstępie świadomie jednak przyznał, że zdaje sobie sprawę z bluźnierczego charakteru jego analizy.

Niezależnie od opinii sfrustrowanych pisarzy, we współczesnej kulturze popularnej – i to w nieco bardziej ambitnym jej odłamie – wielokrotnie czerpano z twórczości Rimbauda. Ubiegłoroczny zdobywca Nagrody Nobla, Bob Dylan, podkreślał swoje zamiłowanie do sztuki autora „Statku pijanego”, a w piosence „You're Gonna Make Me Lonesome When You Go” porównał nawet swój związek do relacji Rimbauda i Verlaine'a. Sztuką Arthura zafascynowani byli też między innymi Patti Smith, John Lennon, Jim Morrison czy The Clash. Również kino nie było obojętne na potencjał zawarty w życiorysie twórcy „Sezonu w piekle”: w 1995 roku premierę miał film Agnieszki Holland „Całkowite zaćmienie”, w którym rolę Arthura zagrał Leonardo DiCaprio, podczas gdy w postać Verlaine'a wcielił się David Thewlis, szerszej publiczności znany jako Remus Lupin z „Harry'ego Pottera”.

Także i w Polsce można zaobserwować niesłabnące inspiracje francuskim buntownikiem – Budka Suflera na albumie „Underground” zaprezentowała „Piosenkę, którą być może napisałby Arthur Rimbaud”, a w 2015 roku ukazała się płyta grupy nazwanej po prostu Rimbaud, w skład której weszli Tomasz Budzyński (Armia), Mikołaj Trzaska (Miłość) i Michał Jacaszek. Muzyka zawarta na tym wydawnictwie to odważna mieszanka free jazzu i elektroniki, podbita przez potężny głos Budzyńskiego skandujący wybrane przez wokalistę najmocniejsze fragmenty poezji swojego patrona.


Na zakończenie warto też przywołać anegdotkę, gdy słynny francuski piłkarz Eric Cantona spytany o swoich bohaterów wymienił właśnie nazwisko Rimbauda. Zaskoczeni dziennikarze myśleli jednak, że zawodnikowi Manchesteru United chodziło o... Rambo, słynną postać z filmów z Sylvestrem Stallone. Nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać.

Dokładne opisanie postaci Rimbauda w kilku tysiącach znaków jest niemożliwe, dlatego warto samemu sięgnąć po którąś z książek francuskiego autora – tym bardziej że zbiory jego poezji można wylicytować na Allegro za nieco ponad dychę. Nawet jeśli komuś nie przypadnie zbytnio do gustu – warto spróbować.

Oglądany: 25537x | Komentarzy: 15 | Okejek: 127 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało