Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

O tym, jak poznałam multimilionera z Tindera

58 877  
176   53  
Z opisu i kilku dni czatu wydawało się, że trafiłam na NORMALNEGO kolesia. A kto choć przez pół godziny grasował po Tinderze, ten wie, że normalny facet jest tam jak Święty Graal albo inny jednorożec.


Osobliwe było jedynie miejsce, które zaproponował na pierwszą randkę. Mieliśmy spotkać się na parkingu przy boisku. Na moje zdziwienie odpowiedział, że przygotował niespodziankę. Hmmm… że niby romantyk taki?

Przyjechałam na miejsce, rozglądam się za księciem mym, a tu oczywiście SMS: „Spóźnię się. Sorka”. Drogie chłopaki! W tym momencie macie jedyną w życiu szansę na darmową lekcję podrywu. Serio, serio! Normalnie porada płatna 999,99 + VAT, ale specjalnie dla Was dziś za jedyne 0 zł! To randkowe Ferrari tylko czeka, żebyście do niego wsiedli!
Oczywiście porada jest profesjonalna i opiera się jedynie na niepodważalnych faktach naukowych. Otóż według badań amerykańskich naukowców 11 na 10 kobiet na pytanie: „Co w mężczyźnie rozpala cię do czerwoności?” odpowiada: „Żeby tak się spóźnił porządnie, pół godziny minimum, kiedy ja w tym czasie czekam wystrojona w tej kiecce na mrozie i deszczu. Och! TAK! Tego właśnie chcę!”. Uwierzcie mi. To najprostsza droga do jej łóżka. Nie wiem, czy znajdziecie się tam razem z nią, ale lekarze i farmaceuci na pewno w tym momencie dają łapkę w górę.

A tak poważnie: ogarnijcie sobie zegarki, chłopaki, bo serio wstyd.
Mój wybranek certyfikat z podrywu miał chyba tak na poziomie B2, bo spóźnił się jedyne 15 minut. Był listopad i pogoda była bardzo zachęcająca do oczekiwań pośrodku niczego: wiatr, 5 stopni i mżawka. Schowałam się w samochodzie i już w korciło mnie, żeby po prostu odjechać. I wtem wjeżdża ON… Nie, nie był cały na biało. Ale i tak zrobił to z przytupem. Wjechał na ten parking z piskiem opon, zatrzymał się koło mnie z takim pierdolnięciem, że aż mnie zamurowało.

Wysiadł dziarsko i mówi, że teraz będzie ta obiecana niespodzianka. Mówiąc szczerze, to serio zżerała mnie ciekawość. Wysiadam z auta i idziemy przed siebie w stronę ścieżki za boiskiem. Wchodzimy między chaszcze i tak idziemy… Idziemy… Idziemy… Hmmm… Zaczyna się robić dziwnie. Zastanawiam się, czy tą niespodzianką nie jest nóż i chusteczka z chloroformem. Na szczęście co chwila mija nas jakiś spacerowicz z pieskiem.
Idziemy tak i idziemy dobre pół godziny. Gadka z mojej strony się nie klei. Z jego za to aż za bardzo. Miele tym jęzorem non stop, nie daje mi dojść do słowa. Chyba niezbyt go obchodzi, czy słucham, więc już nie słucham. Co jakiś czas tylko wyrywa mu się entuzjastyczne:

- Zobaczysz, jaka będzie niespodzianka!

W końcu docieramy na miejsce. Okazuje się, że stoimy przed schodami na najbardziej znany punkt widokowy w mieście. Po prostu zamiast umówić się pod nim jak ludzie, leźliśmy tu od dupy strony przez jakieś krzaki pół godziny! W listopadzie, przy siąpiącym deszczu. Przyznam: niezła niespodzianka.
No nic. Skoro już tu przyleźliśmy, to wdrapujemy się. Ten ciągle podjarany jak dziecko przed Gwiazdką:

- Ale super widok, cooooooo? Super. Co?
- Znam to miejsce, wiesz?
- Serioooo? Ojej!

Nie zrozumcie mnie źle. Fajnie, że chciał mi pokazać widoczek, ale to tak jakby warszawiakowi z dziada pradziada powiedzieć, że chcecie mu pokazać śmieszny budynek. Ciągnąć go w deszczu przez pól miasta, a na końcu triumfalnie pokazać Pałac Kultury i krzyknąć: Taaaaaaadaaaaaam!
W skrócie: atrakcja była umiarkowana.

Złazimy stamtąd. Jestem już nieźle przemarznięta, co po mnie widać i w tym momencie wybranek wzbija się na wyżyny empatii:
- Zimno ci w tej kiecce, co? Zabrałbym cię na herbatę, ale… - Myślę sobie, że chłopak czuje, że nie pykło, wymówi się brakiem czasu i się rozejdziemy w swoje strony, ale nie. On brnie: - …ale wszystkie moje byłe leciały tylko na moją kasę. Tak to jest, jak się jest obrotnym jak ja. Laski tylko kasę mają w głowie. Więc teraz zanim dobrze nie poznam dziewczyny, to nic nie stawiam.

Pomijam już, że nawet nie chciałam, żeby mi kupował tę herbatę, ale teraz to wzbudził moją ciekawość. Co ten kolo robi, że one wszystkie chcą jego kasy? Samochód miał niepozorny, ale Zuckenberg też nie wygląda na multimilionera.
- A czym ty się właściwie zajmujesz?
- Mówiłem wcześniej, że nowymi technologiami.
No Zuckenberg jak nic.
- No mówiłeś. Ale czym konkretnie? Tworzysz jakieś aplikacje?
Mój tinderowy wybranek wyprężył się cały i z dumą odrzekł:
- Euro RTV AGD. Doradca klienta.
Randka dawno się skończyła, a ja nie mogłam przestać się śmiać. Zupełnie nie wiem czemu.

Oglądany: 58877x | Komentarzy: 53 | Okejek: 176 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało