Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Miszmasz IV: radzieckie podróbki - rzekome i nie - broni strzeleckiej

44 277  
293   60  
Dziś, dla odmiany, trzy rozdziały czysto techniczne. Będzie o radzieckich rzekomych i faktycznych kopiach obcej broni strzeleckiej.

#1. PPSz

Nikomu chyba nie trzeba przedstawiać tej broni, używanej od roku 1941. Perforowana osłona lufy i bębnowy magazynek dość jednoznacznie ją identyfikują… ale – czy przypadkiem nie widzieliśmy tego wcześniej? Tak wyglądał przecież wprowadzony 10 lat wcześniej do służby fiński pistolet maszynowy – Suomi KP/-31. Czyli – podróbka…?

Nie. Jeśli już, to tylko częściowo, a i to nie od razu.

Cofnijmy się trochę w historii, tak mniej więcej do roku 1918, i spójrzmy na pierwsze indywidualne pistolety maszynowe piechoty (piszę tak, bo najpierwsze peemy były bronią zespołową, albo też używane jako broń pokładowa; ale bliżej o nich może kiedy indziej). Zachowały one układ podstawowej wtedy broni ręcznej, czyli karabinu: stalową konstrukcję osadzano na długim drewnianym łożu, stanowiącym jedną całość z kolbą, czasem z przodu dodając pionowy chwyt, żeby wygodniej było strzelać z biodra. Magazynek, na początku pudełkowy, dostawiano zazwyczaj z boku lub z dołu, a lufa na całej długości była zwykle okryta perforowaną osłoną chroniącą rękę strzelca przed poparzeniem.


Bergmann MP18.1 - akurat z bębnowym magazynkiem


ErMa z Erfurtu

Co się tyczy konstrukcji wewnętrznej, zdecydowanie przeważał wtedy system z zamkiem swobodnym, dociskanym tylko do komory nabojowej silną sprężyną. Był to stalowy blok, w którym zwykle osadzano stałą iglicę i sprężynujący pazur wyciągu, usuwający łuskę lub niewystrzelony nabój z komory. Zamek zwykle miał odchodzącą w bok rączkę, która wystawała przez szczelinę w pokrywie komory zamkowej. Broń taka strzelała z zamka otwartego (czyli dopiero po naciśnięciu spustu zamek pobierał nabój z magazynka, wprowadzał go do lufy i natychmiast odpalał, chyba że doszło do niewypału) i konstrukcyjnie była najbardziej prymitywna.


Beretta M1938. Przy wylocie lufy widać osłabiacz podrzutu

Schematy te zdecydowanie przeważały wśród pistoletów maszynowych od końca I wojny światowej i istotne zmiany zaczęły się pojawiać dopiero pod koniec lat 30. XX wieku (najistotniejszym do tego czasu odstępstwem był amerykański Thompson 1927: miał m.in. zamek półswobodny i bardziej złożone odpalanie, co zresztą utrudniało produkcję i warunki II wojny światowej wymusiły daleko idące uproszczenia). Czy to Bergmann, czy Erma, czy Beretta, czy Lanchester – wszystko zasadniczo wyglądało tak samo.


Lanchester z bagnetem

Fiński Suomi wyróżniał się przede wszystkim „obsługą” zamka. Nie miał on wystającej rączki, której szybkie „rzucanie się” mogło doprowadzić do urazów (chociaż czasem trzeba by się bardzo postarać o takowy), a przez jej prowadzącą szczelinę łatwo wnikały w głąb konstrukcji zanieczyszczenia. Finowie zdecydowali się na uchwyt, którym się zamek napinało do pozycji bojowej (tylnej), który potem należało odsunąć do przodu, żeby nie przeszkadzał: likwidowało to „latającą” rączkę i problem zanieczyszczeń, nieznacznie tylko komplikowało konstrukcję (podobne rozwiązanie zastosował wcześniej Browning w rkm BAR, a co przeszło i do naszego Browninga wz. 28).


Pm Suomi. Napinacz zamka widoczny jako niewielka gałka tuż nad szyjką kolby

Drugą istotną różnicą był magazynek bębnowy, na początku jednorzędowy o pojemności 40 naboi, potem dwurzędowy 71-nabojowy, dołączany do gniazda umieszczonego tuż przed przednim końcem łoża.


Radziecka kopia magazynka Suomi. Zwraca uwagę podwójny pierścień naboi

Nieco później w ZSRR powstał pistolet Diegtiariowa – PPD (później opisywany jako PPD-34, ale o tym za chwilę). Miał on wszystkie „tradycyjne” cechy broni tej klasy, w szczególności jednoczęściowe łoże, magazynek pudełkowy i zwyczajny zamek z wystającą rączką. Z Suomi nie miał nic wspólnego.


PPD

Kilka lat później pistolet zmodyfikowano, powiększając otwory chłodzące w osłonie lufy i – uwaga – dodając magazynek bębnowy, jednak z „szyjką”, żeby pasował do niezmienionego gniazda w litym łożu. Pistolet ten znany był jako PPD-34/38 (zarazem PPD przemianowano na PPD-34, żeby się nie myliło).


PPD-34/38

Jeszcze później dokonano znaczącej modyfikacji: przecięto łoże, a magazynek był już z fińskiego pistoletu bezczelnie zerżnięty, do tego stopnia, że fińskie magazynki pasowały jedynie po drobnej zmianie, do wykonania w okopie piłką do metalu.


PPD-40

Doświadczenia wojny zimowej zmusiły Sowietów do opracowania nowego peemu, łatwego do szybkiej produkcji, tym bardziej że do tego czasu w ZSRR mocno lekceważono tę broń. Współpracownik Diegtiariowa, Szpagin, który uprzednio „przyjął” fiński magazynek, opracował jeszcze bardziej uproszczony pistolet, w którym konieczność precyzyjnego frezowania ograniczono do minimum – nowa broń była w większości tłoczona.


Pepesza otwarta do czyszczenia. Tak: to jest tak bezczelnie proste.

71-nabojowy magazynek dostawiano już nie w wycięciu łoża, ale przed skróconym łożem, a tuż przed nim znalazł się zawias umożliwiający błyskawiczne otwarcie broni dla usuwania zacięć. Pistolet przyjęto w roku 1941 jako PPSz, co się czyta jako „piepiesza”…


PPSz

Szpagin dokonał jednak innego znaczącego udoskonalenia. Długi ogień ciągły po pierwsze mocno podbija lufę, po drugie jest męczący dla strzelca wskutek odrzutu utrudniającego utrzymanie broni – jedno i drugie źle wpływa na celność. Konstruktor przedłużył osłonę lufy o jeden rząd otworów przed jej wylot, w tym rzędzie pominął otwór na dole, a przednią płytkę (z otworem na wylatujący z lufy pocisk) lekko pochylił w przód – tworząc tym samym genialnie prosty (zwłaszcza w produkcji) hamulec wylotowy z kompensatorem podrzutu w jednym. To dlatego widać na filmach, jak od płomienia wylotowego oddzielają się trzy dodatkowe języki: dwa po bokach i jeden od góry.


Detal: kompensator, stanowiący technologiczną całość z osłoną lufy...

...i efekt wizualny

Co więc ma wspólnego pepesza z Suomi? Tylko bębnowy magazynek, od którego zresztą wkrótce zaczęto odchodzić na korzyść magazynków pudełkowych.


PPSz z magazynkiem pudełkowym

#2. AK

Tej broni też nikomu nie trzeba przedstawiać. Karabinek automatyczny, wprowadzony do służby w roku 1947, jest chyba najliczniej produkowaną bronią automatyczną wszech czasów. Ale… znów podobieństwa do nieco tylko starszego niemieckiego StG-44 wydają się w oczywisty sposób wskazywać na ordynarne skopiowanie.


StG-44

I znów: tylko wydają.

Popatrzmy, co się działo w czasie II wojny. Pistolety maszynowe świetnie się sprawdzały w walce w okopach czy w pomieszczeniach, ale na otwartej przestrzeni brakowało im mocy. Karabinom i karabinom maszynowym – nie, ale pierwsze strzelały za wolno, a drugie były za ciężkie. Z uwagi na potężną energię pocisków karabinowych opracowanie lekkiej broni na takie naboje było po prostu nierealne. Zaczęto pracować nad amunicją o mocy pośredniej – tak, by zasilana nią broń nadal była poręczna, a zarazem jej zasięg skuteczny nie kończył się na 200 metrach.


Radzieckie naboje 7,62 mm: pistoletowy, pośredni i karabinowy

Niemniej moc takiego naboju była na tyle znaczna, że trzeba było zrezygnować z automatyki opartej na bezwładności zamka bądź zamka i lufy (systemy znanej jako „krótki” bądź „długi odrzut lufy”) i przyjęto sterowanie zamkiem przez suwadło napędzane gazami prochowymi, pobieranymi przez otwór z boku lufy, tak samo jak w wielu już istniejących karabinach maszynowych (od BAR-a do choćby DSzK i powojennego PK, zresztą w Polsce przekonstruowanego pod kątem standardowej amunicji NATO, znanego teraz jako UKM wz. 2000). Prace nad tą bronią były najbardziej zaawansowane w Niemczech (rozpoczęto je jeszcze przed wojną) i w roku 1943 pojawił się… no właśnie, z początku nie wiedziano, jak taką broń nazywać, i dostał oznaczenie MP-44 („pistolet maszynowy”), później zmienione na StG-44 („karabin(ek) szturmowy”). Miał lekko łukowaty magazynek dostawiany od spodu, rurę gazową (tę do napędu suwadła) nad lufą i stałą drewnianą kolbę.


Nominalny konstruktor AK z pierwszą wersją karabinka

Cechy te powtórzyły się w karabinku AK. Czy były celowo podpatrzone? Nie sądzę. Naboje do broni strzeleckiej są w większości lekko stożkowate (czasami nie lekko…), przez co nie da się bezproblemowo ułożyć ich ciasno obok siebie w prostokątnym pudełku (dawało się większość pistoletowych, a czasem też niemieckie naboje karabinowe) i magazynki musiały się „wyginać”. Co zaś do ułożenia rury i suwadła… wielkiego wyboru nie ma, a chyba lepiej, żeby urządzenie sterujące zamkiem było ułożone z innej jego strony, niż są dosyłane naboje (są od tej zasady wyjątki naprawdę pojedyncze).

Poza tym wszystko te dwa karabinki różni: sposób ryglowania zamka (przekoszenie w StG, obrót w AK), ułożenie sprężyny powrotnej (w StG-44 musiano ją umieścić w kolbie, dlatego nie było mowy o wersji z kolbą składaną; w AK sprężyna zmieściła się w komorze zamkowej), sposób dostawiania magazynka (wygodne gniazdo kontra zdecydowanie mniej wygodny zatrzask), ułożenie rączki zamkowej, bezpieczników i przełączników (odpowiednio – wszystko po stronie lewej vs. prawej), rozdzielenie w broni niemieckiej bezpiecznika od przełącznika rodzaju ognia…


AKMS i AK

Smaczku sprawie dodaje fakt, że Hugo Schmeisser, konstruktor StG, był w tym czasie w zakładach w Iżewsku – jako przechwycony specjalista. Nie wydaje się jednak, by miał dostęp do działu projektowania.

Jest jednak pewna rzecz, która łączy AK z bronią niemiecką. Niemcy z początku opracowali nabój 7,62 mm, powstały nawet prototypy broni do niego dostosowane, jednak odrzucono go – prawdopodobnie z uwagi na to, że wprowadzenie oprzyrządowania do produkcji luf o tym kalibrze (gdy standardem niemieckim było 7,92 mm) zajęłoby dużo więcej czasu, niż stworzenie nowej amunicji 7,92 mm. A wyprodukowane zapasy pierwotnego naboju i broń porzucono i już w 1942 zdobyli je Rosjanie. Nabój użyty potem do zasilania AK był praktycznie identyczny ze zdobycznym, pierwsze jego serie wypuszczono już w 1944 roku.


AK jako karabin maszynowy, czyli RPK. Nie był to jedyny karabin maszynowy na amunicję pośrednią...

#3. TT

Po I wojnie światowej standardową bronią boczną w armii radzieckiej był budowany na belgijskiej licencji rewolwer Nagant 1895. Główną jego wadę stanowiło koszmarnie długie przeładowanie: naboje musiały być wkładane po jednym po odchyleniu zasłonki z tyłu bębna, zaś co nabój trzeba było bęben obracać ręcznie; tak samo wyrzucano łuski i dobrze, jeśli nie trzeba było wypychać ich wybijakiem. Dlatego nie ma się co dziwić, że popularnością cieszył się niemiecki pistolet Mauser C96.


Mauser C96

Podejmowano próby skonstruowania własnego pistoletu; problem stanowiła amunicja. Naboje do Naganta nijak nie nadawały się do broni automatycznej, łuska zaklepana nad pociskiem i posiadająca typową dla amunicji rewolwerowej wystającą kryzę prowadziłaby do częstych zacięć.


Nagant rosyjskiej produkcji (egzemplarz podarowany Stalinowi). Wyraźnie wyeksponowano charakterystyczne naboje

Ostatecznie Tokariew dostosował niemiecki nabój mauserowski, zmieniając kaliber o jedną setną milimetra (z 7,63 na 7,62) i kształt pocisku z ostrołukowego na paraboloidalny. Pistolet TT wszedł do służby w roku 1930, a po pewnych modyfikacjach otrzymał oznaczenie TT-33. Nabój zaś zasilał, poza tetetką (TT – Tulski Tokariewa), wszystkie radzieckie pistolety maszynowe aż do końca II wojny światowej.


Po prostu tetetka

Jednak, tym razem, nie tylko nabój był podróbką. Cała konstrukcja pistoletu to praktycznie zerżnięty (i uproszczony) jeden z najlepszych pistoletów wszech czasów: amerykański Colt 1911 systemu Browninga.


Colt M1911A1. Niby niepodobny, ale podobieństwa były widoczne zaraz po rozłożeniu

Identyczne jest osadzenie lufy w wyjmowanym łożysku w czole zamka, połączenie lufy ze szkieletem ogniwkiem, położenie i kształt rygli zamka i występów ryglujących lufy i cała konstrukcja zespołu sprężyny powrotnej. Istotną różnicą jest, po pierwsze, unikatowy zespół kurka (ze sprężyną odpalającą ukrytą w samym kurku), a po drugie… rezygnacja z bezpieczników (jedyną możliwością zabezpieczenia broni było ostrożne opuszczenie kurka na ząb tzw. wstępnego napięcia). Do tego pistolet zewnętrznie przypominał inną konstrukcję Browninga – FN mod. 1903…


FN 1903 - podobny już dużo bardziej

Tak więc: niekoniecznie to, co wygląda jak coś innego, jest podróbką. Diabeł siedzi w szczegółach.

Oglądany: 44277x | Komentarzy: 60 | Okejek: 293 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało