Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Kiedy rzeczywistość dogania fantastykę: prawdziwe historie, w które ciężko uwierzyć na trzeźwo

57 050  
239   22  
Bojownik TrzyWieze uraczył nas kolejną, trzecią już częścią niesamowitych i co najważniejsze prawdziwych opowieści, które wydają się całkowicie nieprawdopodobne.

W poprzednich częściach gawędziliśmy o strzelaniu i pływaniu.

Wypadek pierwszy - ostatni z legendarnych

Dziś natomiast zaczniemy od motoryzacji. Miałem kiedyś taki pomysł, aby napisać opowiadanie o dwóch motocyklistach. Rzecz miała się dziać na przełomie XIX i XX wieku, kiedy ten środek transportu był zupełną nowością. Wymyśliłem sobie historyjkę, w której dwóch właścicieli jedynych motocykli w promieniu wielu kilometrów doprowadza do pierwszej w historii kraksy motocyklowej. Ostatecznie opowiadanie nie powstało, bo uznałem pomysł za absurdalny i nierzeczywisty.

Jakież było moje zdziwienie, gdy pewnego dnia przeczytałem, iż podobna kraksa, z tym że automobilowa, miała miejsce w roku 1895.


W tamtym czasie w całym stanie Ohio miały znajdować się zaledwie dwa samochody, które zderzyły się ze sobą. Kierowcom na szczęście nic się nie stało.

Pierwszy wypadek potwierdzony

Szczerze mówiąc, nie udało mi się nigdy jednoznacznie potwierdzić tej legendy.
Potwierdziłem za to historię pierwszego wypadku samochodowego. Wydarzenie miało miejsce 31 sierpnia 1869 roku, a ofiarą była brytyjska naukowiec, ilustratorka i pisarka Mary Ward.


Pędzący samochód podskoczył na wyboju tak niefortunnie, że Mary wypadła z niego wprost pod koła, ponosząc śmierć na miejscu.

(Obrazek poglądowy jak w tamtych czasach wyglądały automobile)

Choć określenie „pędzący samochód” nie jest do końca adekwatne, ponieważ pojazd poruszał się prędkością aż sześciu kilometrów na godzinę.

Biorąc to po uwagę, trudno oprzeć się wrażeniu, że Mary nie była chyba zbyt lubiana tam w górze. Zresztą to nie pierwszy przypadek, gdy ktoś podpadł siłom wyższym.

O takim jednym, co podpadł Perunowi

Wyobraźcie sobie, że niejaki major Walter Summerford musiał nieźle wkurzyć Peruna, bo w 1918, podczas przejażdżki konnej, oberwał piorunem. Przeżył, ale od pasa w dół był czasowo sparaliżowany. Kilka lat potem wrócił do pełnej sprawności, przeprowadził się do kanadyjskiego Vancouver, gdzie podczas łowienia ryb w 1924 znów oberwał piorunem. Tym razem sparaliżowało go prawostronnie.

Po dwóch latach rehabilitacji odzyskał jako taką sprawność i zaczął nawet chodzić. Nie na długo. W 1930 r. nieszczęsny major wybrał się na spacer do parku. Wtedy też Perun próbował dokończyć dzieło i strzelił majora po raz trzeci. Niby się mówi, że do trzech razy sztuka, ale i to trafienie Summerford przeżył jakby na złość i umarł z całkiem innych przyczyn dopiero dwa lata po zdarzeniu.

Perun najwyraźniej chciał mieć jednak ostatnie słowo. Jakiś czas po pogrzebie trzepnął piorunem w nagrobek nieszczęsnego majora, rozbijając go na kilka części.

(Nagrobek to fotomontaż, ale Google zarzeka się, że zdjęcie Waltera jest prawdziwe ;))

O drugim, co jeszcze bardziej podpadł

Summerford nie był jednak największym piorunowym twardzielem, bo w niejakiego Roya Sullivana błyskawice waliły siedmiokrotnie. A podobno prawdopodobieństwo oberwania piorunem wynosi 1 do 300 000. I jak tu wierzyć statystyce?

Atrapy wojenne i niepohamowane śmieszki

Teraz skoczymy na chwilę na pola bitew drugiej wojny światowej. Jednym z mało znanych epizodów, ale niezwykle „fantastycznych”, był ten związany z atrapami. Otóż obie strony starały się oszukiwać siebie nawzajem, budując modele pojazdów i budynków.



Często były to działania na ogromną skalę: Kilkaset posklejanych z drewna i płótna lub dmuchanych czołgów udawało siły inwazyjne, fikcyjne miasto ściągało na siebie ogień wroga, a drewniane samoloty i lotniska czekały na gwizd spadających bomb, by wróg uwierzył, że zyskuje przewagę. Co się jednak działo, gdy fortel został odkryty? Najczęściej fikcyjny cel był ignorowany, ale czasem znajdował się jakiś śmieszek, który podrywał bombowce i bombardował drewniane samoloty na drewnianych lotniskach za pomocą... drewnianych bomb. Wood for Wood wedle relacji zrzucali alianci na szwabów, a szwaby na sowietów, co dowodzi, że irracjonalne poczucie humoru nie ma paszportu.

Krzyżówki wojenne, które mogły demaskować

Ostatnim, o czym wam opowiem, są krzyżówki, które przez wiele lat stanowiły tajemnicę godną Sherlocka Holmesa. Ukazywały się na łamach The Daily Telegraph i o mało nie zmieniły losów Drugiej Wojny Światowej.


Otóż na miesiąc przed planowanym lądowaniem aliantów w Normandii, które było największą i kluczową operacją desantową, hasła krzyżówek zaczęły pokrywać się z jej kryptonimami. 22 maja pojawiło się hasło „Omaha”, pięć dni później „Overlord”, a potem kolejne: „Mulberry”, „Neptune”, „Utah”, „Juno”, „Gold” i „Sword” i tak dalej.


Wszystko wskazywało na to, że człowiek odpowiedzialny za układanie krzyżówek jest w rzeczywistości niemieckim szpiegiem, który wykrada tajne informacje i za pośrednictwem prasy zdradza plany inwazji nazistom (naturalnie tym niemieckim, co ostatnio ponoć nie jest takie oczywiste). Gdyby tak było istotnie, to największa operacja desantowa mogła zakończyć się tragicznie.

Rankiem 1 czerwca 1944 roku agenci Security Service (MI5) wparowali do domu człowieka, który dostarczał krzyżówki, by postawić go przed plutonem egzekucyjnym. Na szczęście metody Brytyjczyków różniły się od sowieckich, więc zadawano pytania, zanim pociągnięto za spust.

Głównym podejrzanym okazał się starawy nauczyciel z jednej ze szkół podstawowych, Leonard Dawe, który wraz z kolegą dorabiał sobie układaniem krzyżówek.


Obu panów drobiazgowo przesłuchano, lecz nie znaleziono żadnych dowodów, które mogły potwierdzić ich wywiadowczą działalność lub jakikolwiek związek ze szwabami. Obaj byli czyści i – co oczywiste – zaskoczeni całą sytuacją.

Uniknęli rozstrzelania, lecz na wszelki wypadek przetrzymano ich w celach do chwili, gdy szeregowiec Ryan bezpiecznie wylazł na francuską plażę. Dopiero po udanym desancie obaj panowie mogli wrócić do domów.

Czy to nie jest świetna inspiracja dla opowieści z pogranicza sensacji i SF? Taka sprawa dla Sherlocka Holmesa lub Agenta Muldera. Czy Leonard Dawe jednak był agentem, czy to wpływ sił nadprzyrodzonych, jasnowidzenia czy innych wizji niekoniecznie alkoholowych?

Zagadka została jednak rozwiązana!

Na wyjaśnienie tej zagadki musieliśmy czekać aż do 1984 roku, gdy jedno z pism przypomniało o tej niecodziennej historii. Wkrótce do redakcji odezwał się Ronald French i zdradził, że to on był sprawcą całego zamieszania, w wyniku którego życie mogło stracić dwóch niewinnych ludzi, a cała operacja Overlord mogła zostać odwołana.

French wyjawił, że jako 14-letni uczeń, w ramach rozwijających intelekt ćwiczeń organizowanych przez dyrektora Dawe’a, wypełniał puste diagramy powstających krzyżówek, do których następnie jego pryncypał układał pytania. Gotowe krzyżówki pojawiały się potem w dzienniku.

Skąd Ronald znał tajne hasła? Otóż niedaleko szkoły stacjonowali amerykańscy i kanadyjscy żołnierze, a Ronald, jak większość dzieciaków, lubił się wśród nich kręcić. Zbliżająca się akcja była szeroko komentowana w barakach, więc młody co chwila słyszał dziwne słowa, które utkwiły mu w głowie i które potem bezmyślnie wpisywał w podsuwane mu w szkole szablony.


Jakiś czas potem znalazły się jeszcze dwie inne osoby, które na podobnej zasadzie „pomagały” swojemu dyrektorowi wygrać wycieczkę do kwatery MI5. Ciekawe, czy Sherlock by na to wpadł...

Tak oto dotarliśmy do końca części trzeciej, a zarazem całej mojej gawędy. Teraz już wiecie, że rzeczywistość dogoniła fantastykę nie raz i będzie ją doganiać po kres świata (choć niektórzy twierdzą, że o jeden dzień dłużej). Dziękuję wam pięknie za uwagę i pozdrawiam serdecznie.

Jak to miał w zwyczaju gadać z angielska pewien królik: That’s all Folks!

Dziękuję za uwagę i pozdrawiam!
Jacek Łukawski

BONUS:

#1. Bomba WC Skyraider zrzucona w październiku 1965 r. w Wietnamie.

#2. Hangar lotniczy udający francuskie zabudowania. Wzniesiony i używany przez Luftwaffe, tu zajęty już przez aliantów. W hangarze widoczny B-25.



---

Przyp.red.: Dowiedzieliśmy się, że bojownik TrzyWieze korzystając ze swojej obszernej wiedzy pisze nie tylko ciekawe artykuły, ale też książki. Wszystkich zainteresowanych odsyłamy do jego strony.

Oglądany: 57050x | Komentarzy: 22 | Okejek: 239 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało