Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

O wkurzającej stronie pracy w sklepie internetowym słów kilka

18 651  
82   88  
Wielu z Was, 90% z Was uważa, że praca w sklepie internetowym jest pozbawiona stresu i trosk, że w sumie przecież towar sprzedaje się sam, na sklepie produkt wystawia się sam, a handlowiec w takim sklepie siedzi cały dzień na Fejsie na przemian z gierkami online. Otóż nie, a przynajmniej nie do końca.



Opowiem wam, jak wygląda dzień z życia i dzień z perspektywy handlowca/sprzedawcy w dużym sklepie internetowym.

Przede wszystkim: kim w ogóle jest sprzedawca w sklepie internetowym? Zależnie od wielkości sklepu, może być każdym, zaczynając od magazyniera, kierowcy, sprzedawcy, mini-księgowego, informatyka, „człowieka od reklamacji”, a kończąc na osobie myjącej kibel na koniec dnia. I nie, nie mam na myśli jednoosobowej firmy.

Zakładając jednak, że trafisz do „większego” sklepu, a tak naprawdę większej firmy, której jednym z działów jest sklep internetowy, masz szanse pozbyć się przynajmniej części powyższych zadań.

Mam doświadczenie w pracy i w jednym, i w drugim rodzaju sklepów, żeby nie rozdrapywać starych, zabliźnionych i wkurwiających jak śnieg w kwietniu ran, pominę opowiadanie Wam o pracy w „małej firmie”.

Duża firma, kilkanaście działów, kilkadziesiąt osób i centrum świata - sklep internetowy.

Dzień zaczyna się tak jak u większości z Was: kawa, rozprawianie po chuj w ogóle tu przyszedłem, sprawdzanie co dzisiaj zamówię na obiad, powitanie z ludźmi z biura, generalnie klasyka.

Jako że sklep czynny jest od godziny 8, ciekawie robi się już od 7:45, bo przecież Janusza pierdoli to, że napisane jest, że czynne od 8 - „Na pewno tam już siedzo, tylko odebrać nie chco”. A pewnie, kurwa, że nie chcą, bo po coś ktoś napisał, że od 8:00.

Janusz dzwoni nieustannie do 8:00, OK, wybiła 8:00, można odebrać, ale że Janusz z założenia będzie wkurwiającą marudą - poczekam, aż ktoś inny odbierze (w biurze mamy telefony wpięte w kolejkę, jeżeli pierwsza osoba nie odbierze, to dzwoni u drugiej, itd., itd.).
Pierwsze koty za płoty, okazuje się, że Janusz dzwonił, bo o 3 w nocy złożył zamówienie na sklepie i on o tej 3 w nocy dzwonił, ale nikt nie odbierał, a chciał poprawić dane do wysyłki, bo zamiast ulicy Chujowej 3A wpisał Chujowa 3, a to adres sąsiada, a sąsiad to chuj itd., itd.

Skoro jesteśmy już przy godzinach pracy, to proszę, uwierzcie, jeżeli napisane jest, że sklep pracuje do 16:00, to znaczy, że pracuję do 16:00 (przez duże ZERO ZERO). Nie do 16:30, nie, nie poczekam chwilę po 16, bo pan teraz nie ma dostępu do komputera i jak będzie w domu, to zadzwoni. Nie siedzimy tu także w niedziele o 21, czekając już na poniedziałek, a co najlepsze, nie siedzimy tu także w Boże Narodzenie o godzinie 14! (a i takie połączenia nieodebrane na telefonie znajdujemy po świętach).

Po wdrożeniu w klimat klientów, wprowadzeniu niezbędnej dawki kofeiny do organizmu, można zacząć pracę. Ranek nie ma zbyt wiele do zaoferowania w tej kwestii, przeglądasz zamówienia, które wpadły w nocy, zastanawiasz się, czy została jakaś robota z wczoraj. Ciekawiej robi się już chwilę po 10:00. Powiem to szczerze i mam nadzieję, że każdy z Was poczuje się tym dotknięty, najgorsi w tej pracy są klienci - zapamiętajcie, że to nie są lata 2000, powiedzenie „klient ma zawsze rację” jest mocno przestarzałe. Jeżeli dzwonisz do mnie z informacją, że konkurencja ma coś o 30 zł taniej, to nie oczekuj innej odpowiedzi niż „Czemu w takim razie pan nie zamówił u nich?".

I tak pomijając dodawanie nowych produktów do sklepu (nie, to nie robi się samo), główną atrakcją wpływającą na późniejszy ból głowy są właśnie klienci.

I powiem tu drugą rzecz, którą, mam nadzieję, każdy odbierze personalnie - nie jesteś jedynym klientem tego sklepu. Jeżeli dzwonisz i pomijając to, że nie znasz takiego zwrotu jak "dzień dobry", pierwsze twoje słowa brzmią „i jak moje zamówienie?”, odpowiedź jest jedna - Srak! Nie wiem, z kim rozmawiam, nie umiesz się przedstawić - proszę bardzo, zrobimy to naokoło i nie będę ci niczego ułatwiał.

Pytania jakie zadajecie są tak różnorodne, że nie sztuka je wszystkie przytoczyć - zaczynając od klasyki „Ale na pewno jak wpłacę, to nie zamkniecie sklepu i nie okradniecie mnie?” - tak, zamkniemy i za twoje 600 zł będziemy żyć w słonecznej Bułgarii.

Można o Was (klientach) pisać w nieskończoność, ale nie o tym miał być artykuł, jednak nie podaruję sobie, jak nie wspomnę o jeszcze jednej rzeczy - przysięgam, każdy z nas ma w dupie to, że wybudowałeś dom, że masz w nim basen i że twoja córka ma na imię Laura. Przysyłając zestawienie produktów do wyceny, proszę, darujcie sobie opisywanie w stylu:
- Zestawienie do nowo wybudowanego domu 200 metrów kwadratowych, a przy podawaniu ilości myślę, że każdy z was może napisać „produkt A - 50 sztuk” zamiast pisać: sypialnia - 4 sztuki, pokój Laury - 3 sztuki, sauna - 6 sztuk. Stary, nie znam cię, a po zakończonej transakcji znam twój adres (wysyłka paczki), twoje dane, wiem, jak wygląda twój dom, jak ma imię każde twoje dziecko i że twój pies sra ci do butów. Ogarnij się. Wymagasz profesjonalizmu, to sam się postaraj zachowywać profesjonalnie, a nie jak wieśniak z kredytem na najbliższe 40 lat.

Wracając do dnia w biurze. Po całodziennej walce z Wami, przychodzi moment, kiedy magazyn zgłasza, że zaraz przyjedzie kurier po odbiór paczek. Przez to całe pierdolenie o pokoju Laury zapomniałeś puścić na magazyn zlecenia wysyłek dla kilku paczek, które jeżeli nie wyjadą dzisiaj, spowodują taką falę hejtu z waszej strony, że pozostanie tylko siąść i ciąć żyły. Więc chcąc nie chcąc zostajesz na chwilę magazynierem i mimo pięknej, nowej koszuli idziesz na magazyn spakować te kilka paczek, bo magazynierzy skończyli swoją robotę i mają w tyłku to, że zapomniałeś. I tak mimo tego, że chciałeś dobrze, ty jesteś wkurwiony, kurier jest wkurwiony, bo czeka, magazynierzy są wkurwieni, bo czekają, i choćbyś na głowie stanął - od nikogo nie usłyszysz "dziękuję".

Ale... przychodzi upragniona 15:30. Powoli wygaszasz gniew, powoli myślisz o korku, który czeka cię przed dojechaniem do domu, o tym, co czeka na ciebie w domu, ale przecież „majo napisane, że do 16 pracujo - Heniek, dzwoń”. I tak o 15:50 dzwoni najgorszy z dzisiejszych klientów - ten, który nie wie nic i o wszystko na bieżąco podpytuję żonę, matkę, teścia, majstra.
- Panie Januszu, jaki kolor?
- Ej, jaki kolor ma być?
- Janusz, no biały.
- Biały ma być.
- Panie Januszu, a ile sztuk?
- Ej, ile sztuk ma być?
- Poczekaj, Janusz, policzę... 43.
- 43 ma być! Albo nie, dej pan 44, to będzie na zapas. (Niech pan da ostatecznie, a nie dej pan)
I co najgorsze, taki klient zawsze ma darmowe rozmowy. „Pracujo do 16, to chuj, zadzwoniłem o 15:50, to niech mnie słuchajo” i tak jegomość dokształca się twoim kosztem do 16:20.

16:20 - Kończysz rozmowę, wszyscy już dawno w drodze do domu, więc jak najszybciej wychodzisz, słysząc w tle, że telefon zaczyna znowu dzwonić…

I tak miałem Wam opisać, jak to mylicie się w ocenie pracy mojej i mi podobnym, a wyszło tak, że opisałem Wam jacy jesteście.

Wiem, że to, że ktoś to przeczyta nie zmieni zupełnie nic- bo przecież klient to PAN, a sprzedawca to chuj i złodziej.

Ale może chociaż jedna osoba pomyśli i uświadomi sobie, że mimo to, że sklep internetowy jest czynny 24h, to nie znaczy, że ludzie pracujący w nim nie mają swojego życia i że mają konkretnie określone godziny pracy. 8-16. Kropka.

Oglądany: 18651x | Komentarzy: 88 | Okejek: 82 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało