Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Historie anonimowych ludzi - Mój kolega Arab zapłodnił 13-latkę

124 592  
305   91  
Najciekawsze historie opowiedziane przez internautów w ostatnich dniach.


#1.

Nie miałam nic do mojego arabskiego kolegi ze studiów. Spoko chłopak, zostawił w domu żonę i malutkie dziecko, żeby się uczyć w Polsce na politechnice na dość wymagającym kierunku. Oczywiście wszystko do czasu, jak wczoraj zobaczyłam zdjęcie jego żony... 12-letniej w momencie ich ślubu, obecnie 14-letniej, wychowującej pod opieką jego rodziców ich wspólne kilkumiesięczne dziecko.

Nie jestem w stanie patrzeć na niego tak samo jak wcześniej.

#2.

Krótka historia sprzed kilku lat.
Prawie całe życie mieszkałam z rodzicami, rodzeństwem i prababcią (dalej będzie po prostu babcia).

Babcia, jak to starszy człowiek, bardzo się cieszyła, że może pomóc w domu. Na przykład mi pomagała w lekcjach, zwłaszcza z języka polskiego, rosyjskiego i niemieckiego. A naprawdę dobrze znała słownictwo, gramatykę i ortografię we wszystkich tych językach. Poza tym robiła w domu i w ogródku to, co po prostu można robić. Gotowała obiad, pieliła grządki, sprzątała, pruła swetry i robiła nowe, jeśli wełna się nadawała...

Moja babcia korespondowała z jedyną żyjącą siostrą (w sumie miała 10 rodzeństwa, ale pozostali już nie żyli). Choć babcia miała ponad 80 lat i problemy z pisaniem (jaskra i trzęsienie się rąk), to bardzo chętnie odpisywała na listy swojej siostry, której nie widziała przeszło 20 lat. Gdy telefony stacjonarne spowszechniały, moi rodzice i mojej babcio-cioci wnukowie wymienili się numerami telefonów i babcie czasem rozmawiały ze sobą przez telefon. Zawsze jednak to dzwoniono do nas, bo babcio-ciocia nie mieszkała ze swoimi wnukami i nie miała telefonu. Listy mimo to wysyłane były 1-3 razy w miesiącu.

Któregoś razu jak zwykle zapukał do naszych drzwi znajomy listonosz. Wyjątkowo byłam w domu i otworzyłam. Powiedział "nie wiem, co mógłbym powiedzieć" i podał mi list... wysłany przez moją babcię do jej siostry tydzień wcześniej z adnotacją "adresat nie żyje".

Schowałam list pod sweter i gdy babcia zapytała kto to, odpowiedziałam, że to ktoś się pomylił i szukał sąsiadów. Gdy moja mama wróciła z pracy podałam jej kopertę. Mama poszukała numeru do kuzynostwa. Okazało się, że pogrzeb był 2 tygodnie wcześniej. Zaraz po tym, jak siostra mojej babci odpisała. Moja babcia odpisywała na list do osoby, która już nie żyła... a nikt nie pofatygował się, żeby nas poinformować głupim telefonem...

Moja babcia bardzo rozpaczała nad śmiercią siostry. Bardzo długo. Nawet jej nie pożegnała, choć można było pojechać na pogrzeb, na złożenie kwiatów, na ostatnie widzenie i na powiedzenie "do zobaczenia po drugiej stronie". A kuzynostwo stwierdziło, że "nie warto informować, bo [moja] babka też niedługo umrze"...

Szczerze, po przeszło dekadzie wspominając to, jak moja babcia rozpaczała nad śmiercią siostry, nad śmiercią, o której nie wiedziała i nad rodziną, z którą się nie mogła pożegnać... trzymając ten nieprzeczytany list... i ja zwyczajnie ryczę. A ciężko jest po prostu opisać ten widok, te uczucia i tę gorycz i w żaden sposób nie znajdę na to słów. I choć moja babcia już nie żyje, to nie potrafię się pozbyć żalu do tych obcych dla mnie ludzi, którzy wyrządzili jej taką krzywdę.

Zawsze chciałam im wykrzyczeć coś prosto w twarz... coś na zasadzie:

Walcie się, po prostu się walcie. Bo wy ani moją rodziną, ani nawet ludźmi po prostu nie jesteście.
Tylko dużo mniej cenzuralnie...

A za błędy przepraszam. Ale łzy ciekną mi dalej niż po twarzy, bo nie nadążam ich wycierać. Zawsze chciałam to tu opisać i zawsze się hamowałam. Mam nadzieję, że może to otrzeźwi komuś umysł i nim skreśli uczucia innej starszej osoby wczuje się w jej sytuację i pozwoli jej na to, czego chce jej pozbawić, bo "zaraz umrze". Choćby głupiego pożegnania się z bliską osobą.


#3.

Narzeczona podbierała moją kartę płatniczą. Pewnego sobotniego popołudnia usłyszałem, jak opowiada przez telefon swój plan działania, a mianowicie: na swojej karcie ustawi nr PIN taki, jak ja mam, po czym podmieni karty (miałem kartę w tym samym banku, więc na pierwszy rzut oka karty identyczne poza numerem i podpisem). Stwierdziłem, że to już grube przegięcie.
Pozwoliłem jej wykonać podmiankę i ku mojej uciesze wzięła taxi na drugi koniec miasta, czyli ponad 150 zł. Po godzinie zablokowałem możliwość płatności i wyłączyłem telefon.

O godzinie 7:30 w niedzielę do moich drzwi zadzwoniła policja z informacją, że ktoś próbował posłużyć się moją kartą. Zgodnie z prawdą opowiedziałem całą historię, po czym udałem się na komendę. Tam oczywiście moja "ukochana" spędziła ponad 8 godzin w areszcie - w restauracji zrobiła zamówienie na ponad 2000 zł, a niestety jej koleżanki zupełnie przypadkiem zapomniały pieniędzy, w związku z czym właściciel restauracji wezwał policję.

Po całej sytuacji narzeczona zażądała, żebym za karę zapłacił cały rachunek i zabrał ją na zakupy. Oczywiście stanowczo stwierdziłem, że nie zapłacę - wyzwała mnie od dziadów, skąpców itd... Do mojego mieszkania wróciła taksówką. Na szczęście zostawiła mnie, wróciła do swojej mamusi i miasta być księżniczką na stanowisku sprzątaczki w markecie.

#4.

Moja dziewczyna to typowa kociara. Ostatnio trafił do nas nowy kot, który był po przeżyciach i gdy dziewczyna leżała, to się na niej położył. Bała się nawet ruszać, nie chciała go zgonić, nawet do toalety nie chodziła przez półtorej godziny. W końcu moi koledzy poszli do domu, więc postanowiłem spędzić z nią trochę czasu. Mówię jej, że mam na nią ochotę... A ta, żeby nie zgonić kota, który leżał jej na brzuchu, zrobiła mostek tak, żebym mógł zajść od dołu i krzyczy "Bierz!!".
Nawet nie wiem, jak mam to skomentować.


#5.

Moja znajoma ma sklep z rzeczami dla dzieci, stacjonarny i online. Ostatnio założyła stronę na fb i żeby znaleźć więcej fanów i potencjalnych klientów, zrobiła mały konkurs.

Mówiłam jej, żeby wymyśliła coś innego, bo czułam, że mogą być z tym małe problemy, ale się uparła, że to będzie fajna promocja sklepu.

Jako nagrody były takie fajne kocyki w pięciu różnych kolorach. Chętni musieli polubić jej stronę, udostępnić ją i w komentarzu wpisać tylko kolor kocyka. Na koniec znajoma z każdego koloru wylosowała po dwie osoby, które go dostały.

Ale oczywiście nie było tak gładko i pięknie.

Połowa komentarzy to, oprócz koloru kocyka, były jakieś historie. Wiecie, typu jestem samotną matką, mam „horą curkę” albo jeszcze inne ckliwe historie, pewnie część z nich była wyssana z palca. Było też kilka komentarzy ludzi zwracających uwagę, co miało się znaleźć w komentarzu, ale oczywiście to nie pomagało.

Ogólnie komentarzy było sporo. Znajoma wybrała tylko te komentarze, w których były same kolory i rozdała kocyki. Ale oczywiście to nie koniec.

Po ogłoszeniu wyników w jej wiadomościach posypały się pretensje osób, które nie wygrały, a powinny, bo napisały w komentarzu taką wzruszającą historię i męczyły, żeby im też wysłać taki kocyk. Takich wiadomości było około 50.

Gdy to nie pomogło, zaczęli wypisywać komentarze i oceny sklepu, wpisując tam, jak strasznie zostali potraktowani.

W końcu znajoma wyłączyła możliwość wysyłania wiadomości i oceniania sklepu.

Ja coś tak czułam, że jeśli ogłosi, że rozdaje coś za darmo, to rzucą się „madki z horymi curkami”. Znajoma sama przyznała, że na razie koniec z takimi akcjami. Całe szczęście, że nie przychodzili osobiście do sklepu kłócić się, że nie wygrali.

#6.

Moja 16-letnia córka od kilku lat chodzi prywatnie na zajęcia sportowe. Jest super, natomiast wiecie co według mnie jest piekielne?
Szkoła i podejście ludzi.
Otóż córka po każdym treningu może spokojnie się rozebrać, wykąpać się, założyć czystą bieliznę i ubranie. I po prostu nie widać i nie czuć, że dziewczyna jest po ostrym treningu.

Natomiast szkoła...
Jak rozmawiałem z córką, to WF jest dwa razy w tygodniu, wtorek 6:55
oraz czwartek 8:30, i niestety te dwa dni są niekomfortowe.
Czemu? Odpowiem, a może wymienię, będzie łatwiej.

Po WF-ie chcesz zmienić stanik? Hurra, zaraz uczynne koleżanki zrobią ci fotkę topless i witaj w internecie. Dolna bielizna tak samo, tak że lepiej nie zmieniaj.

Chcesz iść pod prysznic? Idź! Gwarantujemy fotki i filmik jak jesteś naga plus chowamy twoje ubrania.

Efekt prosty. Córka nie dała zwolnienia na cały rok, ale dwa dni w tygodniu czuje się niekomfortowo. Ale powiedzcie, czy to, że ktoś dba o higienę, to powód do hejtu i zabawy?

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6

Oglądany: 124592x | Komentarzy: 91 | Okejek: 305 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało