Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

O takiej jednej, co wytańczyła sobie życie

22 320  
209   31  
Loda Halama – dziewczyna, która prawdopodobnie zatańczyłaby nawet u samego diabła w kotle. Jest jedną z najpoważniejszych pretendentek do tytułu Pierwszych Nóg Drugiej Rzeczypospolitej, a na podstawie historii jej życia można by nakręcić ciekawy film. I chyba tylko fakt, że ta niezmiernie popularna niegdyś artystka obecnie popadła w zapomnienie jest powodem tego, iż taki film nie powstał.

A Ciebie i tak bardziej zainteresuje to, kim była Jean Harlow...
A Ciebie i tak bardziej zainteresowała Jean Harlow...

Loda (Leokadia) urodziła się w rodzinie artystów cyrkowych. Jej matka, Marta Cegielska, pochodziła z rodu słynnych poznańskich przemysłowców i, aby zostać tancerką, uciekła z domu razem ze swoją ciotką, również zafascynowaną tańcem. Panie udały się do Rosji i osiadły w Baku, gdzie zaczęły występować w cyrku. Właśnie tam Marta poznała Stanisława Halamę – pochodzącego z Sosnowca (w tamtych czasach chyba nie było to jeszcze obciachem) multiinstrumentalistę.



Loda przyszła na świat w 1911 roku (chociaż podobno istnieją przesłanki, że mogło to mieć miejsce nawet 10 lat wcześniej...) jako druga z czwórki córek. Jako dzień jej narodzin przyjmuje się 20 lipca, a jako miejsce urodzenia - Czerwińsk nad Wisłą lub Rylsk koło Kurska. (Ot, taka drobna rozbieżność – 1 tys. km w linii prostej). Jak łatwo się domyślić, rodzina cyrkowców prowadziła tułacze życie i najprawdopodobniej stąd biorą się te rozbieżności. Loda, co może trochę dziwić, była wychowywana bardzo konserwatywnie, jak to sama wspomina - „...na prawdziwe Polki i porządne kobiety”, na scenie artystki „pełną gębą” a w domu – gospodarne żony.



W 1921 roku rodzina wróciła do Polski. Droga była to długa i pełna trudności – z tego okresu pochodzi wspomnienie Lody o tym, jak to próbowała ukraść (będąc dziesięcioletnim dzieckiem) worek soli, w nadziei, że dzięki tej zdobyczy uda się polepszyć nieco sytuację rodziny.
Po powrocie Halamowie osiedli w Sosnowcu, gdzie ojciec Lody miał wielu krewnych (i tu ciekawostka – Grzegorz Halama jest właśnie z tych Halamów).
Trzy najstarsze z czwórki sióstr (Zizi, Loda i Alicja) dość szybko stały się znanymi i cenionymi tancerkami (najmłodsza, Helena, nigdy nie związała się na dobre z tańcem). Początki nie były łatwe i wiązały się ze stałym niedoborem pieniędzy. Jednakże Halamki wkrótce zaczęły odnosić sukcesy i po występach na prowincji w końcu przyszedł czas na stolicę.



Tam dziewczęta początkowo trafiły pod skrzydła baletmistrza Eugeniusza Koszutskiego, a następnie – Andrzeja Własta. W prasie zaczęły pojawiać się pochlebne notki o Halamkach, wśród których na pierwszy plan wyraźnie wybijała się pełna temperamentu i energii Loda. Recenzenci niemalże rozpływali się w zachwytach, nazywając ją fenomenem, porównując do gwiazd z Ameryki i wróżąc świetlaną przyszłość. Warto nadmienić, że podczas występów Loda również śpiewała, aczkolwiek jej umiejętności wokalne zbierały zdecydowanie mniej pochlebne opinie.
Rolę menadżera Halamek pełniła ich matka (której zresztą też zdarzało się występować z córkami), zawsze potrafiąca wywalczyć kolejną podwyżkę. Jednocześnie, jak wspomina Loda: „pilnowała naszej cnoty i czasu jak lwica”. Zresztą, czasu na życie prywatne i tak nie zostawało zbyt wiele, a wychowana w atmosferze religijności Loda sama często bardziej skłonna była wybrać kościół niż cokolwiek innego (chociaż w późniejszym okresie żartowano, że Loda lubi mieć z czego się spowiadać...).



Połączenie tańca z akrobatyką skutkowało licznymi kontuzjami. Nie bez powodu artystka ubezpieczyła swoje nogi, wyceniając je na ćwierć miliona złotych... Zdarzało się, że totalnie zachwycony Lodą Włast nie zgadzał się na zastępstwo i naciskał na występy jeszcze przed zakończeniem rekonwalescencji. W latach późniejszych, już jako mężatce, przytrafiło się jej nawet poronienie na scenie, mimo którego dokończyła występ.

Tak popularna artystka miała oczywiście wielu adoratorów. Wśród nich był hrabia Andrzej Dembiński, któremu, mimo początkowych oporów Lody wynikających z obaw przed życiem hrabiny, w 1930 roku udało się zaprowadzić dziewczynę przez ołtarz. Ślub był cichy, aczkolwiek młodym świadkował sam Wieniawa-Długoszowski. Niestety, obawy Lody sprawdziły się – nie czuła się dobrze jako hrabina, ciągnęło ją do tańca i małżeństwo nie przetrwało długo. Niemniej zachowała z byłym mężem dobre relacje.



Zresztą już niedługo w życiu Lody pojawił się kolejny mężczyzna – zaliczany do ścisłej czołówki przedwojennych amantów Aleksander Żabczyński.



Ich burzliwy romans zakończył się nie mniej burzliwym rozstaniem, po którym Loda, w poszukiwaniu ukojenia, zaszyła się na Jasnej Górze. Tam, po trzech dniach, w jednym z kiosków zobaczyła ten lub podobny nagłówek:



Oczywiście, artystka wyjechała do Częstochowy nie informując o tym nikogo, czym wywołała duże zaniepokojenie wśród najbliższych i dała pożywkę łasej na skandale prasie.

Loda w swojej karierze miała również epizod paryski, jednakże kariery tam nie zrobiła – według niej samej przez to, że nie zgodziła się na występy nago ani na tzw. karierę przez łóżko.

Halama w swoich wspomnieniach filmy traktuje nieco po macoszemu, jednakże dziś możemy podziwiać przynajmniej namiastkę jej talentu jedynie dzięki temu, że został on utrwalony na taśmie nitro. Pierwszy raz na ekranie pojawiła się w 1927 roku w "Ziemi obiecanej" oraz, razem z siostrą Alicją, w filmie „Uśmiech losu” (oba filmy uznaje się za utracone).



W 1933 roku w produkcji „Prokurator Alicja Horn” zagrała po prostu siebie – artystkę estradową (13:20):


Taniec Halamki (który, niestety, nie jest tu zbyt porywający) to jedynie epizod, który nijak nie wpływa na fabułę, co jednak nie przeszkodziło twórcom w umieszczeniu jej nazwiska stosunkowo wysoko w czołówce filmu.
Rok później widzowie mogli ją podziwiać u boku Eugeniusza Bodo w filmie „Kocha, lubi, szanuje”.



I przy okazji tej produkcji nie mogę nie zrobić małej dygresji...
Ów film bardzo długo uważano za utracony. Szczęśliwie istnieje coś takiego jak Lost Filmsmiędzynarodowa baza filmów zaginionych, dzięki której od czasu do czasu udaje się odnaleźć jakąś produkcję. Tak właśnie kilka lat stało się z filmem „Kocha,...”, który, jak się okazało, leżał sobie w jednym z francuskich archiwów. Taśma jest podobno w kiepskim stanie, niemniej pewna grupa szczęśliwców miała już możliwość go obejrzeć i nawet jakaś dobra dusza przemyciła fragment na YT:


Kobietka z powyższego fragmentu to (na moje oko) Zula Pogorzelska (zresztą wspominana też z dużą sympatią przez Lodę), a tego pana chyba nikomu nie trzeba przedstawiać.
Eugeniusza Bodo, z którym wielokrotnie występowała również w rewii, Halama wymienia wśród swoich przyjaciół. Wspomina, że razem zdawali egzamin szoferski i chodzili na lekcje boksu.

Największym filmowym sukcesem Lody były niewątpliwie „Manewry miłosne” z 1935 roku, w których zagrał również Aleksander Żabczyński. Film przyciągał widownię gwiazdorską obsadą. Poza Lodą i Alem wystąpili w nim m.in. Tola Mankiewiczówna, Mira Zimińska, Stanisław Sielański, Ludwik Sempoliński... Zapewne większości z Was te nazwiska nic nie mówią, ale uwierzcie mi – to były prawdziwe gwiazdy. Myślę, że „Manewry...” jak najbardziej plasują się pośród najważniejszych produkcji polskiego kina okresu międzywojennego.
Oczywiście, tak jak we wszystkich pozostałych filmach z udziałem Lody, jej głównym zadaniem było zatańczyć, co też uczyniła z właściwą sobie brawurą (59:45):


Halama wystąpiła również w filmie „Fredek uszczęśliwia świat”, o którym pisałam przy okazji postaci Zbigniewa Rakowieckiego, w którym odtańczyła eteryczny taniec motyla (41:25):


W 1937 roku widzowie mogli podziwiać jej zagrany (czy też raczej zatańczony) epizod w „Dyplomatycznej żonie”. Film powstał w dwóch wersjach językowych - polskiej i niemieckiej. Niestety, do naszych czasów przetrwała jedynie ta druga, aczkolwiek Loda pojawiła się w obu (39:00):


Ostatnim zachowanym filmem, w którym można podziwiać taniec Lody, jest „Kłamstwo Krystyny” z 1939 roku. Spójrzcie tylko na ten kieliszek – ja bałabym się na nim stanąć, a co dopiero zatańczyć...


Artystka ma na swoim koncie również tournée w Japonii oraz USA. Szczególnie wizyta w tym pierwszym, tak niezmiernie wówczas egzotycznym kraju, była dla Lody dużym przeżyciem.



Po Halamkę sięgnęła również Opera Warszawska. Mimo że nie ukończyła żadnej szkoły baletowej, została tam primabaleriną. Zmiana rewii na służbę poważnej muzie okazała się dla Lody kolejnym sukcesem, aczkolwiek dość uciążliwym, gdyż była obsadzana dosłownie wszędzie, gdzie dało się tylko ją wcisnąć. Prasa rozpływała się w zachwytach nad jej techniką i wdziękiem, zawracano uwagę na dopracowanie wszystkich ruchów w najmniejszych szczegółach, określano ją jako artystkę intelektualną. Sama Loda z tego okresu z największą satysfakcją wspomina występ w wymagającej roli w „Niemej z Portici”, którą swego czasu zagrała bardzo lubiana przez nią (zarówno na stopie zawodowej, jak i prywatnej) Pola Negri.

Niedługo przed wybuchem wojny Loda poznała George'a Golembiowskiego, który niemalże z miejsca ujął ją swym czarem i elegancją. Ta fascynacja była jak najbardziej odwzajemniona. Pobrali się szybko – katalizatorem zawarcia małżeństwa był wybuch wojny i wkroczenie Niemców do Warszawy.



George był obywatelem szwajcarskim i Loda, jako jego żona, mogła w miarę bezpiecznie opuścić ogarnięty walkami kraj. Zanim to jednak nastąpiło, przeżyła jeszcze rozpaczliwe próby obrony stolicy (w swoich wspomnieniach zanotowała, jak do kopania rowów na placu Unii Lubelskiej zgłosiło się tylu ludzi, że dla wszystkich nie starczyło łopat) i wejście Niemców do Warszawy (o którym pisze, że był to chyba najsmutniejszy dzień dla każdego Polaka w tamtej wojnie).
Świadkiem na ich ślubie był (uwaga!) były mąż Lody – Andrzej Dembiński (zażartował nawet, że zadaniem dobrego męża jest dobrze wydać za mąż swoją żonę), który, wraz z kilkoma innymi oficerami, zgłosił się do nich po pomoc w rozmundurowaniu. Loda wspomina, że George rozdał im swoje ubrania, a mundury zostały spalone.
Natychmiast po ślubie młodzi opuścili Warszawę w samochodzie opatrzonym specjalnym pozwoleniem oraz flagą szwajcarską, zabierając ze sobą Andrzeja, który potrzebował dostać się do Krakowa. Tam też młodzi spędzili noc poślubną, a dokładniej – spędzili ją razem z byłym mężem Halamki na jednym tapczanie w wynajmowanym przez niego pokoju... Ot, taki wojenny trójkącik.
Innym symptomem tej nowej rzeczywistości był problem z zaopatrzeniem w benzynę. W końcu udało się im ją zdobyć, oczywiście sporo przy okazji ryzykując. Szczęśliwie udało im się dotrzeć na Węgry, gdzie wreszcie mogli odetchnąć, a następnie przez Włochy (gdzie przytrafił im się dość niebezpieczny wypadek samochodowy) dotarli do Szwajcarii, a dokładnie do Lozanny, gdzie mieszkała matka George'a. Z tego okresu Halama wspomina przede wszystkim spotkania w willi Ignacego Paderewskiego w Morges i dyskusje do upadłego.



Młodzi nie zagrzali długo miejsca w bezpiecznej Szwajcarii – już w 1940 roku zdecydowali się na powrót do Warszawy, mimo że Loda spodziewała się dziecka.
Artystka wspomina stolicę z okresu wojny jako miasto o bardzo specyficznych warunkach. Z jednej strony łapanki i egzekucje, a z drugiej – w miarę normalne życie okraszone nawet dowcipem i humorem i, mimo całej sytuacji, niepozbawione wiary w wygraną. Ten humor pomagał wytrzymać oraz „...przechować jakoś zdrowego ducha na potem”.
No i jeszcze te restauracje i kawiarnie, wśród których królowała kawiarnia „U aktorek”, gdzie to chadzano „...na plotki wojenne i fantastyczne torty orzechowe”.
Loda, jako osoba kipiąca energią, miała wielką potrzebę działania. Włączyła się w zbiórkę pieniędzy na dożywianie dzieci z Czerniakowa oraz chorych w szpitalu ujazdowskim (PCK powierzyło jej prowadzenie Oddziału Dochodów Niestałych) oraz w opiekę nad nimi. Wzięła też udział w brawurowej akcji wyprowadzenia ze szpitala dwudziestu siedmiu żołnierzy-inwalidów z Westerplatte (formalnie jako nieboszczyków) i umieszczeniu ich w schronisku przy ul. Górskiej, dzięki czemu uniknęli wywózki do obozu. W owym schronisku, za którego organizację i utrzymanie również odpowiadała Loda, ukrywało się także kilkoro Żydów (zresztą znajomym o żydowskim pochodzeniu oboje z mężem próbowali pomagać na własną rękę) oraz 60 dzieci Zamojszczyzny. Artystka przyznaje, że bardzo pomagały jej szwajcarskie obywatelstwo oraz znane nazwisko.



Całe życie Lody wywróciło się do góry nogami w lipcu 1943 roku, kiedy to zginął jej mąż. Napadnięto go w biurze i postrzelono na tle rabunkowym, aczkolwiek istnieją przesłanki sugerujące, że miało to związek z działalnością George'a w AK. Oczywiście był to bardzo duży cios dla Lody. Jakby tego było mało, krótko po tym wydarzeniu biurem zaczęło interesować się gestapo. Aresztowano teścia Lody i podczas przesłuchań wypytywano go o kontakty George'a z aliantami. Wobec narastającej atmosfery zagrożenia, Loda postanowiła uciec z synem do Szwajcarii.
Tam trafili pod opiekę teściowej, co szybko okazało się bardzo toksyczną sytuacją. Pani Golembiowska winą o śmierć syna obarczała Lodę, a całą swoją miłość przelała na wnuka, podejmując jednocześnie starania, by odebrać go matce. Ta sytuacja doprowadziła do załamania Lody, ale tu znów pomocny okazał się powrót do tańca oraz włączenie się w działalność na rzecz walczących powstańców. W końcu, z pomocą przyjaciół, udało się jej wyjechać z synem do Paryża, a następnie do Londynu.
Tu pojawił się kolejny romans, ale też i kolejne problemy. Żywność była na kartki, a racje były bardzo skąpe. Największym zmartwieniem dla Lody był oczywiście syn, który bardzo źle znosił brak słońca, ciągłe zimno (przez co ciągle chorował) i restrykcyjne warunki panujące w internacie. To zaowocowało decyzją o kolejnej przeprowadzce. Tym razem do ciepłego miejsca – do Hollywood.



Ponieważ nazwisko Halama nie było w USA rozpoznawalne i ciężko było jej się przebić w show-biznesie, Loda postanowiła zmienić branżę. Zajęła się handlem nieruchomościami, co, pod względem finansowym, okazało się bardzo dobrą decyzją. Natomiast kwestia prawa do pobytu stałego została rozwiązana w dość standardowy sposób – przez małżeństwo i rozwód zaraz po otrzymaniu obywatelstwa.
Pobyt w Ameryce był też okazją do odnowienia kontaktów z ludźmi, którzy wyemigrowali już wcześniej (m.in. z Henrykiem Warsem – uznanym przedwojennym kompozytorem muzyki filmowej, który teraz powoli wyrabiał sobie pozycję w amerykańskim show-biznesie). Ale dał też możliwość zadzierzgnięcia nowych znajomości. W swoich wspomnieniach Loda przytacza anegdotyczną sytuację, gdy na jakimś przyjęciu przy szwedzkim stole zaczepił ją jakiś szpakowaty pan. Rozmowa początkowo dotyczyła najsmaczniejszych sałatek, a potem zeszła na żarty ze zgromadzonych gości. I dopiero później Loda dowiedziała się, że rozmawiała z samym Charliem Chaplinem, który bez swojej filmowej charakteryzacji był nie do rozpoznania.
Gdy zapadła decyzja o powrocie do Europy – padło na Londyn. Tam Loda prowadziła własną, małą sieć restauracji (w sumie było ich trzy). Jednocześnie występowała na scenie, ale coraz mniej.



W 1959 roku Loda znów pojawiła się w Polsce. Okazało się, że blask jej gwiazdy w nadwiślańskim kraju w ogóle nie przygasł – jej gościnny występ w rewii „Żebyśmy tylko zdrowi byli” spotkał się z równie gorącym przyjęciem, jak to miewało miejsce przed wojną. Występy w Polsce były jednym z powodów napięcia między nią a londyńskim Ogniskiem Polskim oraz Związkiem Artystów Scen Polskich za Granicą. Najogólniej rzecz biorąc – chodziło o dobre stosunki Lody z komunistycznymi władzami, z którymi artystka wcale się nie kryła.

Na stałe Loda powróciła do Polski w 1985 roku, a główną motywacją była potrzeba opieki nad matką. Jednocześnie sama artystka zaczęła odczuwać skutki swojego, też już dość późnego wieku – drastycznie zaczął pogarszać się jej wzrok. Cały czas starała się jednak utrzymywać klasę. Anna Lisiecka wspomina, że podczas wspólnych spacerów Loda prosiła, by ta uprzedzała ją, jeśli będzie zbliżała się do nich jakaś znana osobistość i informowała o tym, jakie ma buty, jeśli to byłaby kobieta i jaki ma krawat, jeśli to byłby mężczyzna. A potem rzucała w stronę tej osoby komplementy typu „Świetny krawat!”.



W 1990 roku Loda została odznaczona Krzyżem Kawalerskim za postawę w czasie wojny. Krótko po tym wydarzeniu spotkał ją wypadek – wpadła do niezauważonego przez siebie rowu, czego skutkiem było uszkodzone biodro. Mimo dwóch operacji artystka nigdy nie wróciła już do wcześniejszej sprawności. Nogi, dzięki którym przez lata odnosiła sukcesy, zaczęły odmawiać jej posłuszeństwa. Niemniej, nawet gdy już nie była w stanie podnieść się z tapczana na przywitanie swoich gości, gesty jej dłoni sprawiały u odwiedzających wrażenie tańca. Do końca swoich dni była promienną i czarującą osobą. Zwykła żartować, że jeśli kiedyś patrząc w lustro krzyknie „O Jezu!”, to będzie znak, że czas już żegnać się ze światem. Zmarła nagle, na rękach swojego ukochanego syna, 13 lipca 1996 roku. Została pochowana na Starych Powązkach.



Na zakończenie powrócę jeszcze do tematu filmów zaginionych. Zapewne jest jeszcze co najmniej kilka strychów i piwnic, skrywających różne skarby, które sobie tam regulaminowo niszczeją. Na wypadek, gdyby ktoś z Was miał dostęp do takich miejsc i natrafił tam na coś, co wygląda na stary film, zostawiam linki, pod którymi znajdziecie wskazówki, jak należy z takimi starymi taśmami postępować oraz kontakt do Filmoteki Narodowej i ludzi z projektu Nitrofilm:
https://www.nitrofilm.pl/strona/lang:pl/nitroakcja/nitro-poradnik.html
https://www.nitrofilm.pl/strona/lang:pl/aktualnosci.html?nid=181


Źródła:
Loda Halama „Moje nogi i ja”, Warszawa 1984
Anna Lisiecka „Loda Halama. Pierwsze nogi Drugiej Rzeczypospolitej”, Warszawa 2017
Sławomir Koper „Gwiazdy Drugiej Rzeczypospolitej”, Warszawa 2015


Źródła: 1, 2

Oglądany: 22320x | Komentarzy: 31 | Okejek: 209 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało