Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Miłość niejedno ma imię, czyli najdziwniejsi małżonkowie świata

43 070  
66   13  
Jak tak dalej pójdzie, ożenienie się z seks-robotem i tak będzie wydawało się zupełnie normalne…


Czasy się zmieniają. Tak szybko, że momentami trudno za tym wszystkim nadążyć. W wielu miejscach na świecie wciąż zakazane są związki jednopłciowe, za to gdzie indziej zawierane są małżeństwa, w których o płci w ogóle nie da się mówić. Oto kilka specyficznych przykładów.

Linda Ducharme i… Bruce



Swojego obecnego męża Linda Ducharme poznała na początku lat 80. Randkowali przez kolejne trzy dekady, zanim w 2012 roku zdecydowali się wziąć ślub. Długo czekali z zalegalizowaniem związku, ale takie historie przecież się zdarzają. Nie wszyscy chcą się spieszyć, a inni czekają przecież jeszcze dłużej. Normalna rzecz, prawda? Ano właśnie nie do końca.

Problem w tym, że Bruce nie do końca jest mężczyzną. „Nie do końca” jest nawet człowiekiem. Pod męskim imieniem kryje się bowiem wysoki na 21 metrów… diabelski młyn. I tak, owszem, okazuje się, że na Florydzie można poślubić atrakcję z wesołego miasteczka.



Linda udowodniła swoją miłość do Bruce’a już w 1986 roku, przeznaczając ponad 100 tysięcy dolarów na naprawę uszkodzeń powstałych w wyniku sztormu. To poświęcenie z pewnością pomogło Bruce’owi łatwiej pogodzić się z dość bujną przeszłością małżonki - która wcześniej spotykała się też… z samolotem i pociągiem.

Inna z pań, Babylonia Aivaz z Seattle, zdecydowała się poślubić… magazyn - 107-letni, przeznaczony do rozbiórki budynek. Na krótko przed jego zaplanowaną rozbiórką. Jakie było największe zmartwienie komentujących? Okazuje się, że wcale nie kondycja psychiczna pani Aivaz, a… wpływ na prasę małżeństw jednopłciowych. Aivaz twierdziła bowiem, że ukochany magazyn jest kobietą.



„Obawiano się”, że „gejowski ślub kobiety z budynkiem” ośmieszy małżeństwa jednopłciowe. Czy to jeszcze śmieszne, czy już straszne… w sumie trudno stwierdzić.

Zheng Jiajia i Yingying*

*- Sam się zastanawiam, w jakim języku jest ten nagłówek…

Do czego służą seks-roboty, nie trzeba nikomu tłumaczyć. Skorzystać można, ale żeby tak od razu się żenić? Okazuje się, że sytuacja nie jest wcale tak oczywista. Przynajmniej w Chinach. I przynajmniej w przypadku niejakiego Zhenga Jiajia, inżyniera-kawalera z typową, naciskającą na ożenek rodziną.



Chińska polityka „prorodzinna” przez lata różniła się - i różni się w dalszym ciągu - od polityki stosowanej w większości świata, co miało swoje krwawe skutki. Ich konsekwencje widoczne są do dzisiaj. Obowiązywały dawniej przepisy, w myśl których każda rodzina mogła mieć tylko jedno dziecko. W efekcie starano się, by był to chłopiec, który przedłużyłby ród, dziedzicząc majątek rodziców.

Ponieważ jednak zawczasu trudno było „uzgodnić” płeć dziecka, nowo narodzone dziewczynki zwyczajnie mordowano. Dzisiaj nie ma już mordów, za to upowszechniły się aborcje. Chiński rząd, widząc, do czego prowadzi polityka jednego dziecka, złagodził przepisy, ale na naprawę wyrządzonych szkód trzeba będzie jeszcze długo poczekać. Dzisiaj jednym z bardziej widocznych efektów jest dysproporcja pomiędzy płciami.

Jedynie w najstarszej grupie pokoleniowej (ok. 64 lat) chińskich kobiet jest nieco więcej niż mężczyzn. W pozostałych przedziałach mężczyzn jest o kilkanaście-kilkadziesiąt milionów więcej, a to oznacza, że o znalezienie małżonki może być naprawdę ciężko. I tu powraca inżynier Jiajia.



31-latek, specjalista od sztucznej inteligencji, zbudował robota, nazwał go Yingying, przez dwa lata prowadzał na randki, a następnie poślubił. Wybranka nie jest może idealna, ale lepsza taka niż żadna. Póki co - mało mówi. Za to Zheng w dalszym ciągu pracuje nad związkiem - chce nauczyć Yingying zmywać naczynia i składać pranie. Technika w służbie człowiekowi!

Dendrofil-poligamista…

Okazuje się, że naturę kochać można na wiele sposobów, w tym całkiem czynnie. Dowiódł tego peruwiański aktywista Richard Torres, który tak bardzo związał się z przyrodą, na rzecz której walczył, że aż postanowił ją poślubić. Czy jednak miłość tak wielka mogła ograniczyć się do jednego tylko drzewa?



Oczywiście nie. Pierwszym „szczęśliwcem” zostało drzewo w Peru, poślubione w 2013 roku. Kilka miesięcy później w związek małżeński z Torresem, nie okazawszy wystarczającego sprzeciwu, wstąpiło drzewo z Argentyny. Identyczny zaszczyt spotkał kolejne okazy w Kolumbii i Gwatemali oraz pewien sławny cyprys z Meksyku.

Torres odgraża się, że na tym jego miłosna działalność się nie skończy. Na razie, przy okazji kolejnych ceremonii, Peruwiańczyk odczytuje przysięgę, nakłada pierścionek na gałąź i składa pocałunek ku uciesze mniejszego lub większego tłumu gapiów zainteresowanych osobliwym przedstawieniem.



W sprawie dendrofila-poligamisty pozostaje wiele pytań. Między innymi to, jak pierwsze poślubione drzewo zapatruje się na niewierność małżonka i kolejne poślubione egzemplarze. A także, czy pan Torres przypadkiem za mocno nie uderzył się o jakąś gałąź, co zapewne tłumaczyłoby przynajmniej część jego ekscentrycznego zachowania.

…i inni wariaci

Z jakiegoś powodu chętnych do zawarcia nieszablonowego małżeństwa nie brakuje. Czy to wina postępującego kryzysu relacji międzyludzkich, czy istnieje jakiś zgoła inny powód - trudno powiedzieć.


Mam takie dziwne przeczucie, że w razie rozwodu tych dwojga, prawo do opieki nad dziećmi i tak dostałby dworzec...

Czy człowiek głupieje na stare lata, a o winę należałoby oskarżyć doskwierającą samotność? Niekoniecznie. Carol Santa Fe swojego nietypowego wybranka poznała w wieku 9 lat. Po 36 latach platonicznej, ale niesłabnącej miłości poślubiła… dworzec kolejowy. Kobieta twierdzi, że uprawia z dworcem „umysłowy seks”.



Lauren Adkins nie była wyjątkiem, kiedy jako nastolatka zapałała miłością do głównego bohatera sagi Zmierzch. W przeciwieństwie jednak do większości swoich rówieśniczek, nie wyrosła z zauroczenia wampirem Cullenem (względnie aktorem Pattinsonem) i nie związała się z kimś bardziej, ekhm, dostępnym. Zamiast tego poślubiła tekturową podobiznę aktora. Na usprawiedliwienie można tylko dodać, że była to podobizna w skali 1:1.


I tylko mostu jakoś żal...

Jodi Rose natomiast zakochała się w moście. Właściwie trudno się dziwić, bo to nie byle jaki most. XIV-wieczna konstrukcja na południu Francji, owiana legendami, robi naprawdę duże wrażenie. Ale czy aż takie, by od razu deklarować miłość do końca życia? Cóż, faktem jest, że ślub się odbył. Ceremonia miała miejsce w 2013 roku. Przyszło 14 gości. Rodziny mostu nie reprezentował niestety nikt.

Z powyższego zestawienia można wyciągnąć wniosek, że bardziej skłonne do nietypowych relacji są kobiety. To nie do końca prawda. Wśród mężczyzn także nie brakuje wariatów. Ci jednak rzadziej decydują się obnosić ze swoimi osobliwościami i rzadziej publicznie składają deklaracje („i będę wielbił ten przystanek do kresu mych dni!”).

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Oglądany: 43070x | Komentarzy: 13 | Okejek: 66 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało