Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Potężna eksplozja w przeddzień Wigilii wybiła niemal wszystkie szyby w mieście

35 542  
193   28  
Przenieśmy się do roku 1976 do Brzegu Dolnego, małej mieściny nieopodal Wrocławia. A konkretniej do 23 grudnia owego roku. Przeddzień wigilijnej wieczerzy.
Dzień, w którym myśli ludzi powinny być skupione wokół świątecznego zgiełku, ostatecznych porządków przed podjęciem rodziny, radością z kontaktów z bliskimi. Dzień, w którym dzieci lepią bałwana na dworze, jeżdżą na sankach i bawią się w bitwę na śnieżki, w którym mieszanka zapachów ryb i mandarynek powinna być jedyną mieszanką łechcącą nozdrza domowników.



Dzień, w którym mały Krzyś i jego młodszy brat Remik mieli pomagać rodzicom w przygotowaniach, które tak bardzo lubili. Czas spędzony z rodziną, prezenty, kolacja ze wszystkimi. Uwielbiali magię świąt i tę całą otoczkę z nimi związaną. Do dziś, ponieważ był to także dzień, w którym doszło do fatalnej w skutkach pomyłki...

Zakłady Chemiczne Rokita – pozostałość po niemieckiej fabryce chemicznej (stworzonej w latach 30., podczas wojny produkowano tam środki bojowe tabun i sarin - chemikalia, które wykorzystywano w bombach lotniczych i pociskach artyleryjskich) w Brzegu Dolnym. W roku 1946 zostały zaadoptowane do produkcji podchlorynu sodu. Nazwę zakładom nadał inżynier Tworos, gdyż chciał, aby działająca już fabryka chemiczna „Boruta” miała swoją „siostrę” (inna wersja historyczna mówi o upodobaniu inżyniera do diabełka i stąd też zakład miał przez dłuższy czas diabła Rokitę w logo).

Wraz z rozwojem działalności zaczęto ściągać pracowników i dzięki temu na przestrzeni kilkunastu lat Brzeg wzbogacił się o nowe osiedla, w tym Fabryczne, stworzone dla pracowników zakładu chemicznego, będące w bezpośrednim sąsiedztwie fabryki. Pracowali tam specjaliści w przeróżnych gałęziach chemii (bardzo często szkoleni już na miejscu) po inżynierów i specjalistów z najodleglejszych części kraju. Rokita oferowała mieszkanie, wykształcenie i pracę, do tego naprawdę prężnie się rozwijała, więc z werbunkiem chętnych nie było problemów.


Po dziś dzień zakład korzysta z poniemieckich budynków



Rok 1976

Rokita zatrudnia już ponad 4 tysiące osób. Na jej terenie znajduje się elektrociepłownia, oczyszczalnia ścieków, magistrala kolejowa czy działy zajmujące się produkcją surowców do dalszych procesów chemicznych. Zakład nie odpoczywa, ludzie pracują w systemie 4-brygadowym. Ciągły ruch sprawia, że fabryka przypomina tętniące życiem miasto. To samo miasto, które tak szybko rozbudowało się dzięki niej i dla niej. Jest jednym z największych zakładów w kraju, w dalszym ciągu prężnie się rozwijając. Ten moloch gromadził niezliczone ilości chemikaliów na swoim terenie, tak bardzo różnych, że trzeba było nie lada ostrożności, rozwagi i rozplanowania, żeby nie wysadzić wszystkiego wokół. Jednak przymus czasu, prężnego rozwoju i wykonania planu coraz bardziej to wszystko pospieszały. Nie raz na terenie zakładu dochodziło do awarii czy pomniejszych wypadków spowodowanych błędem ludzkim bądź wadliwą maszynerią. Lecz nigdy do tego stopnia.


Elektrociepłownia

23 grudnia, godzina 4:40

Ludzie, którym wypadała w tym dniu zmiana jeszcze spali, ci, którzy pracowali, myślami byli już przy wigilijnym stole. Było cicho i spokojnie, wszak zakładowa syrena „nawoływała” od 6:30, podnosząc mozolnie oczy tych, którzy na „dniówkę” wybierali się z trudem.

Mały Krzyś już nie spał. Rozbudził się w środku nocy i zaczął myśleć o nadchodzącym dniu. Uwielbiał przedświąteczną wrzawę, zapach potraw, cały harmider towarzyszący przygotowaniom. Rozmyślał nawet, co w tym roku zastanie pod choinką. Był zbyt podekscytowany, żeby zasnąć na nowo, czuł, że już niedługo wydarzy się coś niesamowitego.

I wydarzyło się szybciej niż przypuszczał...

23 grudnia 1976 o godzinie 4.45 nastąpiła eksplozja wagonu cysterny na zakładowej bocznicy kolejowej. Eksplozja, którą przyrównano do detonacji 70 ton trotylu, zmiotła wszystkie najbliżej położone budynki na terenie Rokity, a te odleglejsze poważnie uszkodziła. Latające szczątki cysterny przebijały ściany budynków. Huk i fala uderzeniowa rozbiły większość szyb na terenie miasta. Odgłos wybuchu słyszalny był także w oddalonym o 40 km Wrocławiu. Na skutek eksplozji wybuchł również pożar chemikaliów, którego łuna unosiła się nad miastem.


Zakładowa Straż Pożarna na miejscu wypadku


Budynki w najbliższym sąsiedztwie


Zawór cysterny

Krzyś zdołał otrzepać się z kawałków szkła, które z impetem wpadły do jego pokoju i powoli podnosił się na łóżku, by spojrzeć przez ramę okna w bloku oddalonym o 5 km od zakładowej bramy. Nie rozumiał, dlaczego zakład, w którym pracuje jego tata i większość ojców i matek jego kolegów stoi w ogniu. Nie wiedział też, dlaczego rodzice wpadli jak poparzeni, żeby sprawdzić, co z nim i jego bratem. Czuł, że strasznie szumi mu w uszach i jest mu zimno. Chciało mu się płakać, bo święta nigdy tak nie wyglądały, jego rodzice nigdy nie byli tak przestraszeni, a jego brat nigdy tak mocno nie krzyczał.

Takich jak on w tę noc było dużo więcej.

Cały Brzeg Dolny w przeddzień Wigilii wyróżniał się na tle reszty kraju. Gdy ludzie dalej toczyli bój o karpie i inne przysmaki na wieczerzę, dolnobrzeżanie toczyli swój własny. O szyby. Szkło sprowadzano prosto z hut z Sandomierza i Szczakowej, a firmy do szklenia zaangażowano niemal z całego kraju.

Naprawa wszystkich zniszczeń zajęła kilka lat. To nie były przyjemne święta zarówno dla Krzysia, jak i całej reszty mieszkańców.



Geneza

W tamtym czasie Rokita do potrzeb produkcyjnych sprowadzała bardzo duże ilości tlenku etylenu. Przychodził on głównie z RFN w ciśnieniowych cysternach kolejowych. Na stacji granicznej jedna z cystern z tlenkiem etylenu została podłączona do przesyłki cystern z amoniakiem i dostarczona do zakładu odbierającego ten związek chemiczny. Tam nie udało się rozładować omyłkowej cysterny (wtłoczony do niej został ciekły amoniak podczas prób rozładunkowych) i odesłano ją do właściwego odbiorcy, czyli dolnobrzeskiej fabryki. Bomba zaczęła tykać...

Rokicki diabeł - straszny, ale litościwy. Okazało się, że nie było ofiar śmiertelnych. Przy takim ogromie zniszczeń brzmi to prawie jak cud.


(Nie mogę znaleźć tego Rokity z logo zakładów, więc ten musi wystarczyć)

Galaretki przygotowane na święta były przyklejone na ścianach. Dzieci w łóżeczkach zasypane szkłem z szyb. Takie wspomnienia mamy w rodzinie. We Wrocławiu było słychać wybuch. Zastanawiam się, czy obecnie jest to możliwe? Czy to się może powtórzyć?

Do chwili obecnej na terenie zakładów nie było tak poważnego zdarzenia. Rokita (dziś PCC) dalej się prężnie rozwija, podbijając przy tym zagraniczne rynki. Mają rygorystyczne zasady BHP i systemy na wypadek awarii.

Można pomyśleć „I co z tego? Takie wypadki są wszędzie i codziennie coś gdzieś piźnie”. Zwróćmy tylko uwagę na to, że gdyby doszło do tego wybuchu w innym miejscu, bliżej zbiorników (np. z wodorem) czy na innym wydziale, zamiast małego, spokojnego miasteczka, byłby tylko dół pod Wrocławiem. O skażeniach już nie wspominając. Zabawa z chemią może mieć tragiczne skutki, a to wydarzenie można potraktować jako ostrzeżenie, że czasem pośpiech jest złym doradcą.



Miejmy nadzieję więc, że nacisk, jaki kładą na stały rozwój, przekłada się też na bezpieczeństwo pracowników i mieszkańców. Bo, jak uczy historia, jeden ludzki błąd może mieć fatalny skutek.

Oglądany: 35542x | Komentarzy: 28 | Okejek: 193 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało