Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Życie z chorobą psychiczną – S jak Szpital, część ostatnia. Errata alfabetu M-Z

31 166  
186   46  
W końcu nadchodzi ten magiczny moment, kiedy doktor prowadząca mówi, że mogą mnie wypisać. Jestem po paru art terapiach, dochodzę do wniosku, że jeśli zacznę zarabiać na życie malowaniem orangutanów, to zostanę nowym Van Goghiem*, na razie posiadam ucho i nie mam brata.



Rodzina jest już przygotowana na to, że po wyjściu wszystko będzie wyglądało inaczej. Recepta czeka na mnie razem z wypisem. Ostatnie dwadzieścia cztery godziny. Nauczyłem się nawet poobiedniej drzemki. To całkiem miłe uczucie, jak zamykasz oczy i przysypiasz i czujesz, że śpisz, że jesteś odcięty.

Leszek wczoraj znów był w pasach, tym razem tylko rzucał krzesłem. Będę za nim tęsknił. Znajomi wysłali mi książki, trafią do szpitala. Będą miały moje kochane wariaty co czytać.

Wczoraj w sumie prowadziłem wierszoterapię, każdy z uczestników pisał wiersze. Byłem na paru konkursach poetyckich. Tu poziom jest wyższy. Albo przynajmniej prawdziwszy.

Liczba znajomych na fejsbuku spadła o 2/3. Czasami nie warto się przyznawać do pewnych kwestii. Takich jak to, że ma się złe styki. Znaczy, większość pokasowałem ja, ale przecież jestem wariatem.

Myśli samobójcze przeszły. Czy wrócą?

Ostatnia nocka. Przyjedzie po mnie siostra. Już rano wychodzę, jestem spakowany. Wszystko już gotowe. Pożegnać się z Leszkiem. Pożegnać się z Leszkiem.

Wychodzę. Świat stoi u moich stóp jest trochę mniej przerażający niż miesiąc temu.

I obiecany alfabet.

M jak mania. Stare przysłowie ChADowców brzmi: w depresji cierpisz ty, w manii wszyscy dookoła. Na szczęście udało mi się nie nabrać milionowych kredytów. Na szczęście nie napadłem na sklep ani placówkę banku. Na nieszczęście narobiłem parę innych rzeczy, może nie tak spektakularnych, ale i tak niewybaczalnych.

N jak nadzieja. Że wszystko się kiedyś ułoży, że remisja potrwa latami. Że będę się czuł bezpiecznie.

O jak obietnica. Że mimo faktu, że wspominam szpital nadzwyczaj miło, postaram się więcej tu nie trafić.

P jak przerażenie. Szpital był krótką, ale przerwą w życiorysie, przerwą od codzienności. Teraz należy pozałatwiać niepozałatwiane.

R jak reakcje. Te były skrajnie różne, szczególnie wśród osób, na których mi zależało, jedną z najczęstszych było - "wiem, że dla ciebie to ciężki temat i nie chcesz o tym mówić". A WŁAŚNIE KURNA, ŻE CHCĘ.

S jak SEN - nieważne, że po tabletkach. Ważne, że jest. Tęskniłem za tobą, Morfeuszu.

T jak tęsknota. Leszek, pan doktor, panie pielęgniarki. Nieraz się łapałem na tym, że chętnie bym znów z nimi poprzebywał.

U jak udręka. Tia, znów trzeba wszystko zacząć od nowa. Ostatni raz? Nie sądzę.

W jak wygrana. Od 23 dni nie miałem w ustach alkoholu. Jeszcze rzucić fajki. Wytrzymam?

Z jak zdumienie. Wokół mnie tylu wspaniałych ludzi. Jesteście super. Czy to powiedziałem ja, czy może Asentra?

I kolejny limeryk.

Wariat, który opuścił już szpital
bojowników się teraz zapytał
czy jeszcze chcecie lektury
i poczytać me bzdury
czy wystarczy, koniec i lipa.

* tak, o to mi chodziło, że Van Gogh niezbyt zarobił na swoim malarstwie.

Oglądany: 31166x | Komentarzy: 46 | Okejek: 186 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało