JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Życie z chorobą psychiczną – S jak Szpital, część II

44 019  
235   106  
Problemy ze spaniem nie przechodzą. Dawka nasennego po trzech dniach słuchania Dwójki i układania krzeseł wzrosła z 15 mg do 90. Sen wciąż nie chce przyjść na dłużej niż bezmyślna drzemka bez żadnego efektu. Ściana, pokój, łóżko, latarka, książka.


Testy u pani psycholog. Rozmowy z panią terapeutką. Wizyta pana ordynatora. Odwiedziny mamy, siostry, dziewczyny. Przerażony szwagier, ta ostoja normalności w naszej familii. Mieliście kiedyś taką prawdziwą gonitwę myśli? Jakbyście naraz przeczytali całego Ulissesa w kilkadziesiąt sekund? Zaplanowane całe życie, przeanalizowane wszystko. Brak sensu. Współtowarzyszom niedoli leki wchodzą dużo lepiej. Oni śpią, ja nie. Oni chrapią, ja słucham Dwójki. Oni.

Szpital, do którego trafiłem, to mała klinika, leży/siedzi nas tu trochę ponad 30. Opieka jest naprawdę super. Pielęgniarki wysłuchują absolutnie wszystkich.
Bliscy przynoszą nam prezenty, pielęgniarki w zaufaniu mówią mi, żeby lepiej je chować (prawda), szczególnie słodycze (prawda), a już najbardziej misie żelki.

Największym fenomenem na oddziale jest D. D ma problem z oddawaniem moczu – nie, że nie trzyma, wręcz przeciwnie, nie może się cwaniaczek przemóc do wysikania. Chodzi po korytarzach, odmawia "Pod Twoją obronę". Mamy całkiem fajną salę telewizyjną, do której D. się zakrada w momencie kiedy inni mają terapie/zajęcia/cokolwiek, przełącza na telewizję Trwam, podkręca na cały regulator i chowa pilota. Nie sposób go upilnować.
Pilot znajdował się w przeciągu 4 dni:

- pod prysznicem
- w fotelu
- za oknem
- na parapecie
- w pokoju ordynatora
- w pudełku na bibułki jego współlokatora

Bibułki, bibsy, skręty, tytoń. W szpitalu psychiatrycznym, poza miśkami żelkami, to jest zdecydowanie najmocniejsza waluta. Jak palisz normalne (nie ruskie) szlugi, jesteś traktowany jak arystokrata, jak król. Za normalnego papierosa możesz się dowiedzieć wszystkiego o wszystkich, dostać dodatkową szynkę czy nawet zostać przepuszczonym w kolejce do wanny.

Tak, jest wanna, ale tylko jedna, prysznice są trzy. Kolejka do wanny jest święta. Często do mnie przychodzi moja dziewczyna, mimo że mniej więcej dwa tygodnie przed szpitalem dowiedziała się, że bzykałem się z jej najlepszą przyjaciółką (kompulsy nie wybierają, kompulsy rozpierdalają). Coraz lepiej odnajduję się w realiach szpitala. Ale pewnych rzeczy trzeba się nauczyć.

1. Gdy wchodzisz do palarni i siedzą dwie osoby – musisz się liczyć z tym, że siedzą cztery. Serio, gdy jeden kolo z rozszczepieniem osobowości spotka drugiego i mają jakąkolwiek moc sugestii – to może się zdarzyć wszystko.

2. Gdy grasz w kosza – musisz być samolubny, w twojej drużynie ktoś w końcu poda do kogoś, kto nie istnieje (albo jeśli istnieje, to jest fatalny w kosza i unika piłki xD).

3. Misie żelki można wymienić za mecz Ligi Mistrzów.

4. Możesz być doktorem nauk medycznych, gdy cię dopierniczy ciężka faza depresyjna w ChAD, lądujesz z blizną na 20 centymetrów perfekcyjnym cięciem w stronę serca, a po lekach masz marzenie o dobrze rozwiniętych jabłkach.

5. Gdy Szaman/Jezus (spoiler alert ponownie) bierze mniej leków niż ty, to czujesz się jak Houston po raportach Apollo 13.

6. Nagle spada ci liczba znajomych na fejsie.

Ogólnie w szpitalu odwiedzało mnie mniej osób, niż myślałem. Albo w sumie więcej. Nie wiem.

Biorąc pod uwagę, że trafiłem do szpitala SAM, ze skierowania, z tzw. myślami S, patrząc z perspektywy czasu, robiłem wszystko, by mnie nie wypuścili:

1. Moją główną lekturą w szpitalu byli "Beksińscy. Portret podwójny", o których pan ordynator powiedział: Musi pan to czytać? Naprawdę?
2. Słuchałem Dwójki. Dwójka od 2 w nocy/nad ranem brzmi jak hipsterski szum.
3. Nie oszukiwałem na testach.
4. Na artterapii narysowałem siebie jako orangutana.

Na początku mega bałem się szpitala, ale okazał się nie tak zły, o czym świadczy ten mój tekst:

A my nie chcemy uciekać stąd.
Możemy przecież wyjść na spacer
Pod opieką terapeutki na teren szpitala
Albo dalej po tytoń i lotto
I sześć jabłek.
Dla pana Krzysia, co nie może wychodzić
Bo na zewnątrz są noże
Noże, co mogą przebić skórę i żołądek, jak ostatnio
Szpital ma system antypożarowy
I systemowo unika pasów
Nie chcemy uciekać. Tu jest bezpieczniej
Niż tam

W tym momencie szpitala prowadzę rozgrzewkę na codziennej gimnastyce, biorąc 150 mg (10 x więcej niż na początku), przesypiam z parę godzin. Wszyscy są ze mnie dumni. A ja szukam sposobu na przemycenie żyletki na kąpiel w toalecie (nie udało mi się, stąd macie co czytać).

<<< W poprzednim odcinku


Oglądany: 44019x | Komentarzy: 106 | Okejek: 235 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało