JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Pierwsza zasada wojennego rzemiosła - nigdy nie atakuj Moskwy!

65 553  
257   103  
Niezależnie od tego, co by się działo i jakie miałbyś powody, to nigdy, ale to nigdy nie próbuj przeprowadzać zbrojnego marszu na Moskwę! - to według brytyjskiego dowódcy – Bernarda Montgomery’ego, naczelna zasada, która powinna znaleźć się na pierwszej stronie podręcznika wojennego rzemiosła. Złamanie tej reguły zazwyczaj kończy się katastrofą.


Co może pójść nie tak? Przede wszystkim – zaskoczyć może pogoda. Historia pokazuje, że nawet najlepiej skalkulowany marsz na Moskwę może się nieco opóźnić. A ostatnią rzeczą, jaką życzyłby sobie żołnierz to spotkanie się twarzą w twarz z rosyjską zimą. Ta słynie z bezwzględnej brutalności.

Innym problemem mogą okazać się sami Rosjanie, a konkretnie ich przywódcy, którzy słyną z tego, że są wariatami wolącymi zniszczyć kawał własnego kraju i posłać na śmierć niezliczoną ilość ludzi, niż się poddać. Znanym manewrem obronnym jest palenie całych miasteczek i wsi na drodze przeciwnika, tylko po to, aby ten nie miał gdzie się ukryć i nieco się przygłodził. Wynędzniały i głodny wróg maszeruje wolniej i może nie dotrzeć do Moskwy przed zimą. A ostatnią rzeczą, jaką życzyłby sobie żołnierz to spotkanie się twarzą w twarz z rosyjską zimą…

Zanim Montgomery stworzył swoją naczelną, wojenną zasadę, kilka całkiem silnych armii na własnej skórze przekonało się, jak się kończy spacerek w głąb Rosji.

Wojna rosyjsko-turecka

W 1554 roku miasto Astrachań, będące dotąd stolicą niezależnego, tatarskiego państewka, podbite zostało przez Iwana Groźnego, który wcielił te ziemie do Księstwa Moskiewskiego. Czternaście lat później Turkowie postanowili odbić zagrabiony teren i włączyć do własnej strefy wpływów.

Udało im się dotrzeć do Astrachania. Tam jednak spotkali dość silny opór. Zbliżająca się zima (wraz z 30 tysiącami wkurwionych żołnierzy rosyjskich) skutecznie wystraszyła najeźdźcę, którzy czym prędzej rozpoczęli ewakuację. Odwrót przeprowadzono przez kaukaskie stepy. Tam Turkowie dopadnięci zostali przez głód i czerkieskich partyzantów. To co zostało ze zdziesiątkowanej, tureckiej armii wróciło do ojczyzny.


Nadszedł czas zemsty. W 1570 roku Turkowie i wojska Chanatu Krymskiego najechali na Rosję, wpadli do Moskwy, splądrowali ją, ukradli co się dało i spalili. Dwa lata później chcieli spróbować ponownie tego samego zabiegu. Dawlet Girej - chan krymski był tak bardzo pewien zwycięstwa, że z góry nadał moskiewskim ulicom nowe nazwy.

Tym razem armia 120 tysięcy żołnierzy zatrzymana została 50 km od miasta. Do ojczyzny wróciło ich zaledwie 20 tysięcy, reszta wyzionęła ducha na bitewnym polu.

Prawie mieliśmy Moskwę na dłużej, ale nie wyszło…

Jak uczyliśmy się na lekcjach historii, król potężnej wówczas Rzeczypospolitej – Zygmunt III Waza w 1609 roku zaatakował Rosję. I to z całkiem niezłym skutkiem. Dowodzone przez hetmana koronnego - Stanisława Żółkiewskiego wojska szturmowały kolejne moskiewskie twierdze, które dość szybko kapitulowały.


9 października Polacy wkroczyli na Kreml, a lokalna mennica zaczęła bić kopiejki z wizerunkiem Władysława IV Wazy – małoletniego syna Zygmunta. Od teraz królewicz zwał się Władysławem Zygmuntowiczem – nowym carem Rosji!

Niestety nie długo trwało polskie panowanie na ziemiach rosyjskich. W 1611 wybuchło antypolskie ruszenie, powstała dość silna armia powstańcza na czele której stanął kniaź Dymitr Pożarski. Wprowadzono blokadę Moskwy, której dwukrotna próba odsieczy zakończyła się klęską. Zygmunt musiał ustąpić.

Siekana sałatka szwedzka

Tak zwany II Potop Szwedzki nastąpił na samym początku XVIII wieku, kiedy to król Szwecji – Karol XII najechał na Polskę zajmując kilka większych miast, w tym Toruń i Kraków. Wówczas też do waśni doszło wśród polskiej szlachty. Jedno stronnictwo mianowało królem sprzyjającego Szwedom Stanisława Leszczyńskiego, drugie tymczasem opowiedziało się za Augustem II Mocnym. Ciekawostka – w tym momencie powstało powiedzenie „od Sasa do Lasa”. Leszczyńskiego przezywano Lasem, a August, jak wiadomo był dumnym reprezentantem dynastii Sasów.

Podczas gdy Karol XII wyrzucał z tronu nieprzychylnego sobie władcę i przeprowadzał najazd na Saksonię, Rosjanie postawili na hutnictwo. Masowo przetapiano dzwony z cerkwi na armaty, rekrutowano też żołnierzy i budowano fortyfikacje.


W 1707 roku szwedzki władca ruszył spuścić łomot rosyjskiemu carowi Piotrowi I, który do tego czasu zdążył zebrać już 100-tysięczną armię żołdaków. Marsz na Moskwę nie poszedł jednak zgodnie z planami Karola. Rosjanie zastosowali metodę „spalonej ziemi”, więc wszędzie tam, gdzie wróg mógłby najeść się lub zdrzemnąć w ciepełku, znajdowano jedynie tlące się pogorzelisko. Szwedzi żarli trawę.

I wtedy nadeszła zima. Mróz chwycił dość szybko, bo nieznośna pizgawica odmrażała szwedzkie tyłki już na początku października. Tymczasem carskie wojska przechwyciły dostawę jedzenia dla armii Karola. Mimo fatalnych warunków, najeźdźcy udało się odnieść kilka zwycięstw i podreperować morale żołnierzy.


Ostatecznie jednak Szwedzi dostali upiorny wpierdziel podczas prób zdobycia miasta Połtawa. Nie dość, że napotkali tam silny opór to jeszcze z pomocą nadjechała potężna carska armia uzbrojona w armaty. Najeźdźca stracił 12 tysięcy ludzi, 18 tysięcy trafiło do niewoli, duża też część wpadła w panikę i dała dyla z pola bitwy. Uciekł sam Karol XII. Razem z dwoma tysiącami żołnierzy schronił się w Turcji. Szalony pomysł marszu na Rosję kosztował Szwedów utratę pozycji wielkiego mocarstwa.

Początek końca kariery Napoleona

Na Moskwie wyłożył się też Napoleon, który opanowawszy kawał zachodniej i środkowej Europy postanowił zrobić porządek ze sprzyjającymi antyfrancuskiej opozycji, Rosjanami. Przy okazji „wskrzesił” Polskę, o czym zawsze bardzo dumnie wspominamy śpiewając hymn. Trzeba przyznać, że cesarz przygotowując się do inwazji zdecydowanie postawił na ilość – udało mu się zebrać 600-tysięczną, wielonarodowościową armię.


O tym, jak się cała ta wyprawa skończyła, wszyscy dobrze wiemy. Przepotężna armia Napoleona człapała w głąb kraju licząc, że po drodze znajdzie się coś na ząb. Cóż, historia lubi się powtarzać – Rosjanie puścili z dymem wszystko na drodze francuskiej armii. Nie oszczędzili nawet Moskwy! W międzyczasie przyszła zima, która mocno zaskoczyła najeźdźcę. Ci co jeszcze nie padli z głodu, szybko pozamarzali lub polegli w starciach wyszkoloną i przygotowaną do zimowych warunków, armią rosyjską.

Napoleon stracił w Rosji grubo ponad pół miliona żołnierzy, z czego 200 tysięcy zginęło, drugie tyle dostało się do niewoli, a reszta widząc w jakie bagno się wpakowali rączo spierdzieliła gdzieś w siną dal. Najazd na Rosję był dla cesarza początkiem końca jego wielkiej kariery.

Hitler też nie wyciągnął wniosków z historii...

Co ty, Adolf? Wojnę na dwóch frontach chcesz prowadzić? - dowódcy zdecydowanie odradzali Hitlerowi pomysł ataku na Związek Radziecki, w chwili gdy ciągle trwała Bitwa o Anglię. Führer jednak już od dawna planował najazd na ZSRR, a imperialistyczne plany Stalina zdecydowanie kłóciły się z „poszerzaniem przestrzeni życiowej nazistów”. Do działań na nowym froncie, Hitler skierował prawie 5 milionów żołnierzy.


„Operacja Barbarossa” rozpoczęła się bardzo energicznie. Zaskoczeni agresją ze strony sojusznika Rosjanie nie przygotowali się na odparcie ataku uzbrojonych po zęby Niemców. Nie minął nawet tydzień, gdy wojska wroga wdarły się już ok. 600 km w głąb kraju! Jeszcze w lipcu zdobyto Litwę, Łotwę i Estonię, zdobyto też Kijów i Smoleńsk. Nastał październik… Wówczas podjęto decyzję na marsz w kierunku Moskwy.

Zaczęło się od gwałtownego spadku temperatury i silnych opadów deszczu. Zanim chwycił mróz, wszystkie, nieutwardzane drogi zamieniły w jedno wielkie bagno. Wojska niemieckie straciły sporo ze swojego wcześniejszego animuszu, pojazdy grzęzły w błocie, pojawił się problem z dostawami zaopatrzenia. A potem przyszła zima.


Temperatura dochodziła nawet i do -40 stopni Celsjusza, a armia niemiecka zatrzymała się zaledwie 50 km od Moskwy. I znowu – zabrakło ciepłych ubrań i jedzenia. Do tego pojazdy i broń ciągle się psuły. Kiedy w końcu Niemcom udało się dotrzeć do przedmieść Moskwy, okazało się, że Rosjanie nie próżnowali i dość dobrze zdążyli się przygotować do kontrofensywy. Agresor musiał szybko wycofać się. Niemiecka armia dostała mocne lanie – zmarło i dostało się do niewoli ponad milion żołnierzy!


Na wiosnę armia Hitlera jakby trochę odżyła. Zmienił się też plan działania. Teraz hitlerowcy zaatakowali Stalingrad – strategiczny punkt ze względu na dalsze plany Hitlera, czyli zdobycie Kaukazu. Dwa miesiące trwało oblężenie miasta, jednak w końcu udało się – Stalingrad zamieniony został w gruzy. I wtedy przyszła zima… A wraz z nią radziecka kontrofensywa.


Powtórka z rozrywki – mróz, brak żarcia, problemy z zaopatrzeniem, psujący się sprzęt, głód. 2 lutego 1943 roku dowódca zdziesiątkowanej armii niemieckiej - Friedrich von Paulus podjął decyzję o kapitulacji.

Podobnie, jak w przypadku napoleońskiego wypadu na Moskwę, tak i tym razem podjęcie tej szalonej decyzji było dla Hitlera równoznaczne z początkiem drogi ku nieuchronnej klęsce. Tym bardziej, że Führer zaangażował w walki na wschodnim froncie znaczną część sił, którymi dysponował.

Oglądany: 65553x | Komentarzy: 103 | Okejek: 257 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało