JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Najgorsze trendy z lat 90., które mimo wszystko wspominamy z dużym sentymentem

124 384  
322   142  
Wielu czytelników tego serwisu z rozrzewnieniem wspomina lata 90. Ta muzyka, te ciuchy, te fryzury. Taaaak, to było życie. Nie to co teraz - tylko te kicz, plastik i degrengolada, panie!
Czy zauważyliście, że sentyment warunkuje sposób w jaki oceniamy pewne trendy z naszej młodości?


Eurodance

Był wszędzie. W radiu, na dyskotekach, w walkmanach, w głowie. Eurodance - parszywe dziecię germańskich najeźdźców, zawdzięczamy znanemu w latach 90. didżejowi o ksywce Westbam - to on założył podziemny, w pewnych kręgach kultowy, klub Ufo oraz współorganizował berlińska Paradę Miłości. To właśnie w tamtym czasie i w tamtych muzycznych klimatach rozbrzmiało tzw. „house piano” - nieodzowny element późniejszych, tanecznych hitów.


Przepis na muzykę ochrzczoną mianem eurodance’u był dziecinnie wręcz prosty. Do jednego kotła wrzucało się prostą muzykę o tempie ok. 140 uderzeń na minutę, dodawało melodyjny, damski śpiew, a na koniec dorzucało się nieco murzyńskiego rapu. Były oczywiście pewne odstępstwa od tej reguły i elementem rapującym był całkiem biały DJ Bobo czy Toni Cottura z Fun Factory.

Męskie fryzury na grzybka

Idealnie równa ścieżka wytyczona przez sam środek czaszki i półdługie, równiutko przycięte na wysokości ucha włosięta zarzucone na boki - efekt grzybowego hełmu osiągnięty! Wyglądało to jak pieczołowicie pielęgnowany najgorszy moment w zapuszczaniu długich piór. Fryz ten lansowany był na wszystkich frontach popkultury i dziś aż trudno uwierzyć, że ten przycięty „na garnek” wyczes był kiedyś prawdziwym symbolem męskości.


Tamagotchi

To zwykły, pieprzony breloczek z małym wyświetlaczem i kilkoma pikselami udającymi kaczkę, a dzieciaki jarały się tym jak neon na burdelu. Zabawa polegała na hodowaniu wirtualnego zwierzaka, karmieniu go i zaspokajaniu kilku innych najbardziej podstawowych potrzeb.


Oczywiście dla wielu małoletnich psycholi największą frajdę stanowiło zabiedzenie tego cholerstwa na śmierć. W pierwszej wersji zabawki wcale nie było to takie trudne, bo nasz mały piksel zdychał po 30 minutach głodówki. W rezultacie zabroniono wnoszenia tych gadżetów do wielu azjatyckich szkół, bo dzieciaki notorycznie usiłowały nakarmić swojego elektronicznego pupila w czasie lekcji.

Panterki

Roaaarrr! Opinające się na krągłych pośladkach lajkry umaszczone tygrysimi cętkami sugerowały, że mieliśmy do czynienia z prawdziwym kociakiem, który w chwilach uniesienia drapie, miauczy i załatwia się do kuwety.


Modne „seksowne” ciuszki z tym ornamentem z czasem zaczęły być utożsamiane z okryciem wierzchnim łatwych lasek o złym guście. Podobny los czekał zresztą niesławny „choker”, czyli tzw. suczą obrożę.


Bojsbandy

No, dobra - śpiewające anielskim głosem, grupki małoletnich chłopin to żaden tam nowy wynalazek lat 90. Wcześniej byli przecież New Kids on the Block, jeszcze wcześniej - Jacksons 5 czy The Beatles, a kiedyś tam rumiany wykwit na licach dam wywoływali bardowie w obcisłych rajtuzach. Jednak to w ostatniej dekadzie ubiegłego wieku nastąpił prawdziwy wysyp zawodzących wniebogłosy lalusiowatych łamaczy dziewczęcych serc.


Cechą charakterystyczną większości grup tego typu zawsze było to, że ich członkowie wykazywali cechy typowe raczej dla nieskalanego waginą prawiczka niż supermęskiego jaskiniowca, natomiast większość bojsbandowych kompozycji dotyczyła romantycznej miłości, kwiatków na łące i złamanego serca. Trend nie zmienił się do dziś i mimo że lata 90. to już całkiem zdechła skamielina, to bojsbandy mają się całkiem dobrze.

Obwisłe spodnie

Podobno pierwszy pantalon, który modnie zsunął się z tyłka jego właściciela należał do amerykańskiego więźnia. Powodem tego stanu rzeczy był wprowadzony w amerykańskich pierdlach zakaz noszenia pasków od spodni. Odsłaniające zad obwisłe spodnie stały się modne wśród członków gangów z L.A. oraz związanych z tym środowiskiem raperów, którzy ten element garderoby traktowali jako wyraz swego buntu dla rodzimego systemu.


Z amerykańskich ulic moda ta trafiła także i do Polski stając się popularna nie tylko w kręgach małoletnich bandziorów, ale i słuchaczy hip-hopu. Ulice zapełniły się wyluzowanymi, wychowanymi na błędach, madafakerami o kroku w okolicy łydki.
Wprawdzie spotkać można też było i dziewczęta noszące ten rodzaj odzieży, jednak wśród płci pięknej większą popularnością cieszyły się wtedy równie luźne ogrodniczki, które nawet najbardziej powabnej lasce odejmowały ¾ seksapilu.

0-700

Zadzwoń na numer zaczynający się od 0-700 a bardzo ładna pani z dużym cyckiem zrobi ci loda. Jakim cudem w kraju, gdzie szczytem zamożności było tysiac pińcet na rękę, ludzie robili niezłe biznesy nakłaniając posiadaczy telefonów stacjonarnych do wykonywania połączeń, gdzie za minutę słuchania sapiącej w słuchawkę Kasi Figury płaciło się równowartość loda Magnum od Algidy? A jednak w pewnym momencie telewizyjne reklamy zdominowane były przez oferty seksualnych uniesień przez telefoniczny sznur.



Nu metal

Pamiętacie te czasy gdy to na przyrdzewiałej scenie metalowej nagle pojawiły się całe watahy młodych kapel, których członkowie wieszali sobie gitary na wysokości kostek i bardziej przypominali zmutowanych gości ze skateparku niż rasowych metalowców?


Pod koniec lat 90. popyt na granie łączące ciężki rock z radosnymi rapowankami był tak modny, że wielu zdrajców metalu obcinało długie kudły i uczyło się skreczować, aby tylko nadążyć za modą. W odstawkę poszły gitarowe solówki i potępieńcze skowyty na część władcy piekieł, ustępując miejsca profanacyjnemu dla ówczesnych miłośników rocka, łączeniu ze sobą rzeczy, których łączyć się nie powinno.
Ból dupy tru-metalowców był przeogromny! Dziś uczciwie trzeba jednak przyznać, że na fali tej mody wyrosło kilka naprawdę zacnych zespołów.

Dresy

Głównie takie ortalionowe - prawdziwy, szeleszczący koszmar wojownika ninja. Zanim w polskiej mowie utrwalił się „dresiarz” ten rodzaj odzienia noszony był przez przedstawicieli wszelkich klas społecznych. Taki zacny ciuch nabyć można było na miejskim rynku, najczęściej u ruskiej baby dysponującej bogatym asortymentem chińskiego badziewia.
Oznaką wyższego statusu majatkowego były dresowe spodnie zaopatrzone nie w pięć, ani w cztery, ale w trzy paski - to sugerowało, że ich właściciel albo swe szelesty nabył w Peweksie, albo poprosił babcię, aby ta użyła swych magicznych zdolności i odpruła mu nadprogramowy pasek.


Czy oryginalne, czy nie - ortalionowe ciuchy zazwyczaj kończyły swój żywot w chwili gdy ktoś nieostrożnie skiepował fajkę w naszą stronę, wypalając w poczciwym dresiwie pokaźną jopę.

Oglądany: 124384x | Komentarzy: 142 | Okejek: 322 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało