JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Totalne szaleństwo i irracjonalne decyzje wielkich dyktatorów

77 818  
218   32  
Jakby spojrzeć na osoby stojące za sterami największych nuklearnych mocarstw, to człowiek szybko zda sobie sprawę, że tacy ludzie powinni raczej być zamykani w mięciutkich pokojach bez klamek.


Nie inaczej jest z autorytarnymi hegemonami pomniejszych państw i państewek.
Przed wami kilka historii potwierdzających, że przywódcami wielomilionowych narodów często stają się niebezpieczni, zakompleksieni szaleńcy z psychopatycznymi tendencjami.

Idi Amin kazał białym nosić swoją lektykę

Amin był dyktatorem Ugandy, synem czarownicy z plemienia Kakwa i doskonałym katem, słynącym z niewyobrażalnego okrucieństwa, które to szlifował jako wojskowy podczas swego udziału w afrykańskich konfliktach zbrojnych. Był przy tym czarnym nacjonalistą, wybuchowym tyranem nagminnie podejmującym pod wpływem emocji skrajnie idiotyczne decyzje.
W 1972 roku Amin wypędził z Ugandy 50 tysięcy Azjatów, nie zważając przy tym na to, że biznesmeni, których się pozbył, stanowili cały gospodarczy filar kraju. Skutek? Prawdziwa ekonomiczna katastrofa!
Później zaczął odgrażać się Stanom Zjednoczonym, publicznie mieszając z błotem czołowych polityków tego mocarstwa. Nie lubił też Izraela, więc podczas swych oficjalnych wystąpień zdarzało mu się wygłaszać pochwalne przemowy na temat… Holokaustu.


Rasistowskie ciągoty władcy Ugandy dały o sobie znać już na początku jego rządów, gdy dla uczczenia objęcia władzy Idi Amin kazał grupie Europejczyków nosić się po ulicach w lektyce. „To brzemię białych. Kiedyś to my, Afrykańczycy, nosiliśmy Europejczyków, a teraz oni noszą nas. Teraz to my jesteśmy panami!” - komentował.

Saparmyrat Nyýazow i jego wkład do turkmeńskiego języka

Nyýazow był pierwszym sekretarzem komunistycznej partii Turkmenistanu, a po rozpadzie ZSRR – prezydentem kraju. Za jego rządów państwo zapełniło się pomnikami i obrazami z podobizną swego włodarza. Chciał być kimś na wzór Stalina – ukochanym ojcem narodu, otoczonym niemalże religijnym kultem.
Nakazał więc, aby dzień jego urodził był narodowym świętem, a turkmeńscy historycy na jego życzenie stwierdzili, że po dokładnej analizie drzewa genealogicznego pana prezydenta jasne jest, że to potomek samego Aleksandra Wielkiego!


Pamiętacie fragment z filmu „Dyktator” Sachy Barona Cohena, w którym to despotyczny wódz nadaje na własną cześć różnym rzeczom całkiem nowe nazwy? Cóż, ten gag przestaje być śmieszny, gdy okazuje się, że Saparmyrat dokładnie tak właśnie robił! Władca kazał mówić o sobie jako o Przywódcy Wszystkich Rodowitych Turkmenów, co w języku turkmeńskim brzmi – Turkmenbashi.
Wkrótce Saparmyrat nazwą Turkmenbashi ochrzcił też lotnisko, setki ulic, szkół, wódkę, największy port w kraju oraz meteoryt, któremu zdarzyło się zaryć w turkmeńską glebę. Kazał też zapomnieć o „styczniu”. Zgodnie z zarządzeniem miłościwie panującego, miesiąc ten nazwano… Turkmenbashi. Tymczasem na cześć swojej matki kazał nazwać chleb.



Papa Doc i rzeź czarnych psów

François Duvalier, znany też jako Papa Doc, to z kolei były dyktator z Haiti, który swe rządy rozpoczął od wyrzynania w pień swych politycznych przeciwników (życie straciło ok. 30 tysięcy osób). Rządy terroru przybrały znacznie bardziej absurdalny charakter, gdy Papa dostał zawału serca i zapadł w śpiączkę, po której władcy całkiem już odlepiła się klepka…

Dyktator wkręcił sobie, że jest istotą niemalże boską i zaczął wywierać presję na lokalnych księżach katolickich, aby ci przerabiali modlitwy w taki sposób, ażeby wierni modlili się do mości panującego Papy Doca. Kiedy oburzony prześladowaniami duchownych Watykan ostentacyjnie potępił zachowanie władcy, ten wprowadził na Haiti nową, oficjalna religię – voodoo!


Duvalier był osobą bardzo zabobonną. Wierzył na przykład, że jeden z jego politycznych oponentów zamienił się w czarnego psa, więc na wszelki wypadek rozkazał wyrżnięcie na Haiti wszystkich kundli o czarnej sierści.


Haitański despota miał też obsesję na punkcie liczby 22. Uważał, że ma ona potężną moc. Papa objął rządy 22 października 1957 roku i 22 każdego miesiąca opuszczał swój prezydencki pałac, wierząc, że tego dnia nie grozi mu żadne niebezpieczeństwo. Władca zmarł 21 kwietnia 1971 roku, a jego ostatnia wolą było ogłoszenie zgonu dopiero następnego dnia.

Jean-Bédel Bokassa zamykał dzieci w więzieniach

A oto i ciemiężca z Bangi – stolicy Republiki Środkowoafrykańskiej, państwa założonego pod koniec XIX wieku przez Francję. Dzięki poparciu francuskiego rządu Bokassa, na drodze zamachu stanu, obalił poprzedniego prezydenta i sam stanął u sterów, rozwiązując przy tym parlament i zawieszając konstytucję.

Mimo ambitnych planów zmodernizowania kraju i wprowadzenia szeregu potrzebnych reform, nowy prezydent szybko zamienił się w niebezpiecznego tyrana, a w 1976 roku ogłosił się cesarzem. Na przygotowanie efektownej ceremonii koronacyjnej tyran z kasy podatników wyłożył 20 milionów dolarów.


Nowy dzierżymorda wpadł na pomysł, aby uczniowie wszystkich szkół nosili mundurki z ogromną podobizną Bokassy. Wdzianko takie było bardzo drogie, a władza nie sponsorowała nikomu jego zakupu. Dzieciaki, które nie chciały mundurków nosić trafiały do więzienia, natomiast te, które publicznie wyrażały niezadowolenie były bite na śmierć. W 1979 roku podczas protestów utłuczono przeszło 100 małolatów.

Ferdynand Marcos prawie zamordował Beatlesów

Marcos w 1965 roku wybrany został prezydentem Filipin. Szybko przekonał się, że bycie głową państwa niesie ze sobą pewne ograniczenia, więc polityk czym prędzej unieważnił starą konstytucję, zastępując ją nowym dokumentem, na mocy którego znacznie zwiększały się prezydenckie kompetencje.

Jak przystało na dyktatora, Marcos dość ciężko znosił słowa krytyki, więc dla świętego spokoju aresztował wszystkich swoich politycznych wrogów. Władzę na Filipinach do końca sprawował twardą ręką.


Zarówno Ferdynand, jak i jego żona Imelda byli ogromnymi fanami muzyki brytyjskiego zespołu The Beatles. Prezydent zaprosił grupę, która wówczas szykowała się do światowego tournée, do zagrania dwóch koncertów na Filipinach. Artyści zgodzili się.


Kiedy po długiej podróży muzycy dotarli do hotelu w Manili, na miejscu spotkali się z uzbrojonymi po zęby żołnierzami, którzy kazali im niezwłocznie spotkać się z prezydentem i jego żoną, aby spożyć u ich boku wspólny posiłek. Beatlesi, którzy dopiero co przylecieli z Tokio i lada moment mieli do zagrania dwa potężne koncerty, grzecznie odmówili.
Dyktator kipiał ze złości, a pani Marcos wpadła w istny szał. Szybko kazała puścić w eter wieść o tym, że brytyjscy gwiazdorzy dopuścili się karygodnej zniewagi prezydenckiej pary.
Beatlesi byli przyzwyczajeni do rozhisteryzowanych fanów. Nieraz widzieli już watahy piszczących dziewcząt gotowych przegryźć metalowe ogrodzenia, aby tylko zbliżyć się do swych idoli… Jednak pierwszy raz spotkali się z tym, aby tłum rwał się do zabicia ich. Nigdy wcześniej nie mieli do czynienia z rozwścieczoną hordą ludzi wywrzaskujących pod ich adresem całkiem konkretne groźby dokonania na muzykach krwawego mordu.
Przerażeni artyści w popłochu pognali na lotnisko i w tempie przyspieszonym opuścili kraj.


O szaleństwach despotycznych zamordystów można by długo opowiadać. Jeśli zainteresowaliście się tym tematem, to zajrzyjcie tutaj.
Natomiast tu możecie przeczytać historię o tym, jak Kim Dzong Il postanowił porwać z Korei Południowej znanego reżysera, aby ten nakręcił dla niego komunistyczną wersję… Godzilli.

Źródła: 1, 2, 3, 4

Oglądany: 77818x | Komentarzy: 32 | Okejek: 218 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało