JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Sala Kongresowa. Miejsce, w którym wydarzały się muzyczne cuda, a teraz jest zasypane kupą piachu

34 629  
121   15  
Pałac Kultury i Nauki. Budynek, który miejscowi nazywają „wielkim ch**em Stalina wetkniętym w sam środek Warszawy”. Ten sam budynek, przez który do wówczas jeszcze Polski Ludowej zawitał światowy rock.


22 lipca 1955 roku ukończono budowę Pałacu Kultury i Nauki, któremu nadano imię zmarłego dwa lata wcześniej Józefa Stalina. Partyjnym decydentom marzył się jeszcze pomnik rosyjskiego dyktatora, ustawiony przed wieżowcem, jednak żaden z przedstawionych projektów nie został uznany za godny towarzysza. Niepowetowana strata.

Nieodłączną częścią Pałacu stała się Sala Kongresowa. Z początku miejsce partyjnych zjazdów, komunistycznych imprez, zgromadzeń PZPR, ZSL, PRON, później hala, w której odbywały się koncerty, o jakich mało komu w Polsce w ogóle się wówczas śniło. W 1963 roku w Sali Kongresowej wystąpiła Dalida, rok później Marlena Dietrich.

13 kwietnia 1967


Na krótko przed planowanym koncertem menadżerowie The Rolling Stones otrzymali jasną deklarację - władze ZSRR nie życzą sobie w Moskwie zachodnich skandalistów uosabiających wszystkie niepożądane za żelazną kurtyną cechy. Muzycy wymyślili więc, że zagrają u nas, w Warszawie. Na przekór wszystkiemu. Wiele wysiłku różnych zainteresowanych stron kosztowało przekonanie władzy, by wyraziła na koncert zgodę. Niektórzy twierdzą, że ostatecznie na pozytywnej decyzji zaważyły… prośby wnuczek Władysława Gomułki. Tak czy inaczej Stonesi zawitali do Warszawy, rozbijając mur dzielący nas od świata wielkiej muzyki.

Przeciwności było wiele, niezależnie nawet od oporu władz. Stawka za występ była marginalna i w negatywnym sensie oddalona nawet od owianych legendą rzekomych „dwóch wagonów wódki” (tyle, ze względu na niewymienialność waluty, miało wynosić honorarium Stonesów). Na dodatek dziwnym trafem rachunek, który zespół musiał zapłacić za hotel, wyniósł dokładnie tyle, ile wynagrodzenie za koncert.

W kluczowym momencie zawiódł też sprzęt i tylko szybka pożyczka od innego zespołu - Czerwono-Czarnych - uratowała przedstawienie.


Z występu w Sali Kongresowej muzycy The Rolling Stones zapamiętali przede wszystkim różnicę w mentalności. Z jednej strony agentów śledzących ich na każdym kroku, recepcjonistkę, która dopiero po otrzymaniu łapówki wpuściła ich na konferencję, wszechobecną komunistyczną szarość i apatię. A z drugiej strony zafascynowana muzyką młodzież, zdobywająca na czarnym rynku niedostępne legalnie winyle. Około 100 egzemplarzy muzycy rozdali też po koncercie, z okien samochodu, jeżdżąc ulicami Warszawy.

Stonesi zagrali dwa koncerty. W mogącej oficjalnie wówczas pomieścić około 2,5 tysiąca ludzi Kongresowej zgromadziło się naraz ponad 5 tysięcy osób. Dla wielu chętnych zabrakło biletów, w przerwach dochodziło do zamieszek. Wszyscy chcieli na własne oczy zobaczyć legendę. Dzisiaj legendą stał się nawet sam występ w Sali Kongresowej. Choć do Warszawy jeszcze nie raz zjeżdżały gwiazdy największego światowego formatu, to żaden koncert już nigdy później nie wzbudził aż tylu emocji.

Późniejsze lata


W 1968 recital w Sali Kongresowej zagrał Czesław Niemen. Uczczono w ten sposób sukces płyty „Dziwny jest ten świat”, której sprzedaż przekroczyła znakomite 125 tysięcy egzemplarzy. Potem, na parę lat, spektakularne wydarzenia muzyczne ustąpiły miejsca zdecydowanie mniej spektakularnym wydarzeniom politycznym. Tak było do chwili, kiedy 5 lutego 1976, na rok przed czasowym zawieszeniem działalności, w Kongresowej wystąpił zespół Procol Harum. Wtedy po raz pierwszy w Polsce zabrzmiał „Bielszy odcień bieli”, jeden z największych po dziś dzień przebojów brytyjskiej grupy.

15 października 1979 roku to kolejne wielkie święto muzyki. Nad Wisłą wylądował Eric Clapton. Kolejny raz Sala Kongresowa wypełniła się po brzegi. Na kolejne tak wielkie sławy w Warszawie trzeba było znowu poczekać. Wraz z ogłoszeniem stanu wojennego Kongresowa została zamknięta. Zamiast muzyków i ich wielbicieli, korytarze Pałacu Kultury zajęli uzbrojeni żołnierze. Na początku kolejnego roku działalność kulturalną wznowiono - choć bez szczególnego entuzjazmu.

(Fot. z występu w Katowicach w tym samym roku)

Dopiero w 1984 roku zakontraktowano występ Eltona Johna. Na kolejną gwiazdę światowego formatu trzeba było czekać kolejne 10 lat - 20 lipca 1994 roku w Kongresowej wystąpił Bob Dylan. 1995 to wizyty Julio Iglesiasa i Luciano Pavarottiego. Potem swoje występy mieli też Leonard Cohen, Herbie Hancock i Patti Smith.

Sala Kongresowa dzisiaj


Z okazji 60-lecia istnienia Pałacu Kultury i Nauki postanowiono odnowić Salę Kongresową, poprawić różne architektonicznie niedostatki, ulepszyć m.in. nagłośnienie. Słowem - sprawić, by techniczne aspekty wreszcie zaczęły dorównywać historii sali. Do tej pory wiele można było mówić o Kongresowej, ale paradoksalnie nigdy to, że było to wymarzone miejsce na jakiekolwiek wydarzenie muzyczne.

Remont, który miał się zakończyć najpóźniej w 2016 roku, trwa nadal. Problem techniczny za problemem, bankructwa wykonawców, nierzetelne firmy i opóźnienia, przesuwające w czasie kolejne etapy pracy. Wielki projekt, jakiego się podjęto, przerósł organizatorów. Dzisiaj szacuje się, że remont Kongresowej uda się dokończyć w 2018 roku… o ile, zastrzegają komentatorzy, nie wydarzy się nic nieprzewidzianego.

Skoro jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że cała historia Kongresowej to seria nieprzewidzianych wydarzeń, to dlaczego tym razem miałoby być inaczej…?

Źródła:
1, 2, 3

Oglądany: 34629x | Komentarzy: 15 | Okejek: 121 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało