JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Król Zieleni - internetowa pasta o koszeniu trawy

32 827  
66   33  
Część z was ma zapewne kawałek ziemi - czy to przed domem, czy na działce daleko za miastem. I na części tej ziemi, jak nie na całej, rośnie sobie trawka.


Taka fajna, zielona, przyjemna. Każdy ją lubi. Większość z was ma również ojców (niektórzy nawet i dwóch). Jeśli połączymy teraz te dwa fakty, to wyjdzie nam, że część z was ma ojca i trawnik - a od tego już tylko krok do „Króla Zieleni”.

Nosz kurewa.

Piramida potrzeb takich „Ryśków ogrodnictwa” nie ma w swojej podstawie takich pierdół jak oddychanie czy jedzenie - o nie. Ona posiada na samym dole o wiele ważniejszą rzecz. Trawę. Ich największy priorytet. A trawę się kosi.

Koszenie samo w sobie nie jest czymś złym - taki trochę wolniejszy spacer w ładną pogodę. No i zamiast psiny czy innego czworonoga, masz burczącą maszynkę na małych kółkach. Jak najbardziej spoko. Problem zaczyna się przy podejściu. Król trawników musi w końcu dbać o swoje królestwo - jednak nie może tego robić sam, więc tydzień w tydzień pada ten sam rozkaz: „Idź skoś trawę”. No i spoko. Idziesz, kosisz no i po robocie. TAKI KUREWA CHUJ. Nagle okazuje się, że jutro cały dzień ma padać, więc dziś trzeba skosić dwa razy - tak na zaś. A najlepiej ze trzy. Jak już opady się skończą, to znów trzeba przejechać wiatraczkiem na kółkach po zielonym królestwie, bo OD TEGO DESZCZU TO TRWA ROŚNIE JAK KUTAS W BURDELU. No w chuj. Z 5 na 6 cm w dwa dni. Istny trawiasty armagedon. Ale tego nie da się wytłumaczyć Królowi Zieleni.

A weź gdzieś pojedź na wakacje! Wracasz po tygodniu wypoczynku, niby wszystko okej, a tu ojciec krzyczy z ogrodu. Zrzucasz wszystkie plecaki, biegniesz, patrzysz, a ten leży na trawie, płacze i krzyczy. TRAWA! WSZĘDZIE TRAWA! JEDEN RAZ NIE DA RADY! No rzeczywiście widać, że trochę podrosła, więc ją kosisz. Dwa razy. Bo w końcu "jeden raz nie da rady". Chuj, że dał. Ma być dwa i koniec. A potem jeszcze raz przed snem - żeby zapamiętać.

Jednak sama intensywność koszenia to nie jest największe zło, a sprzęt, którym ścinasz głowy źdźbłom. Idziesz do sklepu, kupujesz nową, porządną, dostosowaną do twoich potrzeb kosiarkę, która będzie ci służyła latami. Oczywiście ta zasada nie dotyczy Polaków. Władca Zieleni nie może mieć jednego sprawnego narzędzia, bo łamie to jego kodeks honorowy. Kosiarek musi być co najmniej 5. Żadnych nówek, tylko frankensztajny złożone z kilku innych maszyn „kupionych” u Niemca.

„Nowa to kosztuje z 2 tysionce, a u Niemców za darmo spod śmietnika zabrałem”.

No niby racja. Bo co złego jest w zdobyciu po kosztach fajnego sprzętu, który można tanio naprawić i używać? A to, że cały proces naprawczy jest jak komunizm - działa tylko na papierze. Król Trawników zawsze grzebie przy każdej po kilka dni, jakby to były Mustangi z lat 70. No cóż, nie każdy musi naprawić coś od ręki. Ale czas nie jest największym problemem, a to, co ładuje w swoje nowe dzieci. Remont musi odbyć się po takiej taniości, że nawet Szkoci byliby zszokowani. Wystarczy teraz podłożyć tę informację do wzoru na działanie świata: tanio=chujowo (aż dziw bierze, jak mało osób zna to równanie) i możemy stwierdzić, że każda naprawa wychodzi „po chuju”. Z drugiej strony nie ma się czemu dziwić, skoro „każda część użyta w remoncie, której nie da się kupić na allegro za mniej niż 1/3 tego, co chcą w serwisie, musi zostać zrobiona samodzielnie (ew. wyciągnięta z innej, darmowej kosiarki)”. Dzięki temu na świat wychodzą takie perełki jak:

- Odpala za pierwszym i nawet nie najgorzej się prowadzi, ale ma 30 cm średnicy i cały czas zapycha się w niej wylot.
- 50 kg bydlak z dwoma silnikami, wielkością przypominający gokarta, w którym to nie ma napędu, a oryginalne koła zostały zastąpione dwa razy mniejszymi, więc kosić nim można wyłącznie z górki (ewentualnie potrenować do maratonu).
- Fajna kosiarka, która po 5 minutach gaśnie i potrzebuje 2 -3 dni na dojście do siebie.
- Taka 8/10, spoko lekka, w miarę duża i nawet sama jeździ, ale odpala dwa razy do roku.

A najprzechujowiej, jak przyjdzie jesień. Kosić trzeba, bo takie są rozkazy, a za dezercję jest kula w łeb. Pada 7 - 8 razy w tygodniu, więc jeśli tylko jest w miarę sucho, to kosiarka musi chodzić (najgorzej, jak wcale nie pada, bo kosisz kilka razy dziennie, szykując się na deszcz). No i liście. Trzeba zgrabić przed każdym koszeniem, „bo kosić po liściach to nie po katolicku!”. I tylko modlisz się o ten śnieg - nie dlatego, że w zimie trawa jakoś niespecjalnie rośnie, tylko dlatego, że żadna z maszyn bojowych Króla Zieleni nie odpala na mrozie.
Ale koszenie to nie wszystko.

Jest jeszcze zło konieczne. Twój największy koszmar, przedwieczny wróg przydomowej flory - fauna. Prawa natury są dla trawników bezlitosne - kret, dzik, zawistny sąsiad, co nie ma dzieci (a sam kosić nie będzie). Oni zawsze wygrają z zieloną kołderką, przykrywającą twoje podwórze. Krety to problem rozwiązywany na bieżąco. Trochę rozgrabisz ziemię i po robocie. Z sąsiadem też się da wygrać - maślane, załzawione oczka do jego żony i już wiesz, czyja twarz będzie masowana wałkiem. Najgorszy jest jednak dzik. Nocny wojownik, z którym wygrać może tylko pijany myśliwy. Jednak o takiego ciężko, szczególnie na osiedlu domków jednorodzinnych. Więc dzika nie pokona nic. Napada na zielone królestwo niczym na Pearl Harbor, bezlitośnie masakrując darń. Jednak ty o tym nie wiesz. Nie wiesz, dopóki o 5 rano nie rozlegnie się alarm. Budzisz się ze strachem w oczach i myślisz: Wojna? Zamach? Koniec świata? Nie. Tak dobrze nie ma. Czujesz łzy swojego ojca, spadające na twoją zaspaną twarz.

Już wiesz, że to dziki. Łapiesz za latarkę, grabki, zszywacz i pędzisz przed dom układać puzzle stworzone siłami matki natury. Wiesz, że musisz je ułożyć, nim pierwsze promienie porannego słońca dotrą w twoją okolicę. A kiedy już to zrobisz i ziemia przyjmie na powrót swoje dzieci, łapiesz za jedną z pięciu prawie działających kosiarek i ruszasz w bój.

Na kolejną bitwę w wojnie, której nie da się wygrać.
Jednak twój pot, łzy i czas jest wart swojej ceny.
Ku lepszym trawnikom.
Ku chwale Króla Zieleni...

Oglądany: 32827x | Komentarzy: 33 | Okejek: 66 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało