JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Mniej znane ciekawostki na temat filmów z Arnoldem Schwarzeneggerem

63 028  
197   34  
Najwyraźniej plotki o zgubnych skutkach nadużywania sterydów są nieco przesadzone, bo przeszło 70-letni Arnie ma się dobrze. Aktor całkiem niedawno potwierdził swój udział w kolejnej części „Terminatora”, a w planach ma jeszcze kilka innych występów, podczas których na pewno nie omieszka napiąć bicek czy spuścić łomot znacznie młodszym od siebie oprychom.


Kariera potężnego Austriaka trwa, z krótką przerwą na polityczną karierę, od początku lat 70. Oto kilka ciekawostek o słynnych produkcjach, w których Schwarzenegger zagrał główne skrzypce.

Miał być „Conan Zdobywca”, wyszedł „Predator”

Pierwsza część przygód Conana to absolutne, ponadczasowe dzieło z gatunku heroic-fantasy. To proste jak usmażenie jajecznicy bezpretensjonalne danie, ugotowane w sosie z testosteronu i dla ozdoby udekorowane oleistymi cycuszkami. Kolejna odsłona perypetii cymeryjskiego barbarzyńcy nie urastała oryginałowi do pięt. Podczas realizacji "Conana Niszczyciela" Arnold dostał jednak upragnione amerykańskie obywatelstwo, więc pewnie miło wspomina tamten okres.


Tymczasem austriacki kulturysta podpisał umowę na realizację trzech filmów o Conanie. W 1987 roku Arnie miał zagrać w filmie pt. „Conan Zdobywca”. Niestety, główna gwiazda była wówczas zajęta pracą nad „Predatorem” i projekt musiał zostać przesunięty. Ostatecznie ważność umowy wygasła i trzecia część barbarzyńskich przygód nigdy nie powstała.

Do projektu wrócono dopiero w 1997 roku i na bazie pierwotnego scenariusza zrealizowano film pt. „Kull Zdobywca”, w którym tytułową rolę zagrał znany z serialu „Hercules” Kevin Sorbo.


Warto dodać, że Kull to również postać wyjęta z kart dzieł Roberta E. Howarda – autora serii książek o Conanie.

„Die Hard”, a raczej „Commando 2”

Tak jest - w planach była druga część hitu z 1985 roku, ale sprawa się posypała, zanim ekipa weszła na plan. Wszystko przez… wspomnianego „Conana Niszczyciela”, który zarobił mało hajsu i poniósł artystyczną klęskę. Producenci, widząc słabe wyniki filmu, podjęli decyzję o wstrzymaniu prac nad sequelem "Commando."


Po tym projekcie został jednak gotowy scenariusz, który w rzeczywistości był niczym innym jak nieznacznie przerobioną wersją książki niejakiego Rodericka Thorpa. Tym razem bohater grany przez Arnolda miał zmierzyć się z niemieckim terrorystą, który wraz ze swoimi ludźmi bierze zakładników i bunkruje się w nowojorskim drapaczu chmur.
„Commando 2” poszedł więc w odstawkę, ale sam scenariusz był na tyle dobry, że filmowcy szybko zrobili z niego użytek. W ten sposób na świat przyszła kolejna niezniszczalna ikona kina akcji spod znaku VHS – John McClane!


Swoją drogą – rolę w tym filmie również zaproponowano Arniemu, ale ten ją odrzucił. W jednej ze scen Bruce Willis mówi, że terroryści posiadają „wystarczająco dużo ładunków wybuchowych, aby wysłać na orbitę Arnolda Schwarzeneggera”.

„Pamięć absolutna” była w produkcji przez 10 lat!

W 1976 roku dwaj scenarzyści – Ronald Shusett i Dan O’Bannon – kupili prawa do ekranizacji opowiadania Philipa K. Dicka pt. „Przypomnimy to panu hurtowo”. Prace nad stworzeniem dobrego scenariusza ciągnęły się w nieskończoność i w pewnym momencie panowie musieli zrobić sobie przerwę na inny projekt. I bardzo dobrze się stało – w tym czasie Shusett i O’Bannon stworzyli znakomity tekst do filmu „Obcy”.
O „Pamięci absolutnej” nikt jednak nie zapomniał i po 10 latach, podczas których napisano 40 różnych wersji scenariusza, ostatecznie udało się plan zrealizować. Ekranizacja prozy Philipa K. Dicka weszła na ekrany kin w 1990 roku.

Schwarzenegger miał dubbingować swoje kwestie w niemieckiej wersji „Terminatora”

Językiem ojczystym aktora jest niemiecki, więc oczywistym posunięciem byłoby nakłonienie Arniego do dubbingowania własnych kwestii w pierwszej odsłonie „Terminatora”, przeznaczonej do obrotu na terenie Niemiec i Austrii.


Często zdarza się, że wielojęzyczni artyści dubbingują sami siebie w różnych wersjach filmów, w których zagrali. Znany z niedawnej współpracy z Quentinem Tarantino Christoph Waltz podkłada na przykład swój głos w edycjach francuskich i niemieckich produkcji ze swym udziałem, a Phil Collins wykonał utwór do filmu „Tarzan” w językach: angielskim, włoskim, hiszpańskim i niemieckim.
Tymczasem pomysł wykorzystania Arnolda do germańskiego szprechania w „Terminatorze” został szybko odrzucony. Mimo że roboty nie byłoby zbyt dużo, bo Schwarzenegger jako T-800 wypowiedział wówczas jedynie 58 słów, to filmowcy uznali, że… akcent Arniego jest zbyt miękki i sprawia, że aktor brzmi bardziej niczym jakiś farmer niż metalowa maszyna do zabijania…

A jednak akcent był zbyt twardy jak na Herkulesa!

W 1969 roku 22-letni kulturysta miał okazję po raz pierwszy zabłysnąć przed kamerą. Zagrał wówczas w koszmarku pt. „Herkules w Nowym Jorku”. To chyba jedyna produkcja, w której udziału Arnold żałuje do dzisiaj, chociaż gdyby nie ona, to pewnie mało kto by o austriackim koksie usłyszał.
Filmowcy mieli spory problem z młodym Schwarzeneggerem, który może i świetnie prezentował się przed kamerą, ale już problem zaczynał się, gdy Arnie miał otworzyć usta i przemówić. Austriacki akcent nijak miał się do greckiego półboga, szlajającego się po nowojorskich ulicach.


Zdecydowano się więc zdubbingować wszystkie kwestie wypowiadane przez głównego bohatera. Dziś można znaleźć wersję filmu z ponownie nałożonymi kwestiami Arnolda. Niestety, w niektórych scenach, gdzie słychać monolog bohatera, ale nie widać go na ekranie, łatwo zorientować się, że głos ten nie należy do Schwarzeneggera.

Dzięki „Bliźniakom” aktor dorobił się fortuny

„Nie płaćcie mi wynagrodzenia, bo sami przecież podejmujecie spore ryzyko. Zróbmy film za 16,5 miliona dolarów i starajmy się nie przekraczać budżetu. Umówmy się po prostu na jakiś procent, który potem między siebie rozdzielimy” - miał powiedzieć Arnold do twórców komedii pt. „Bliźniacy”. Zarówno on, jak i jego filmowy partner Danny DeVito uznali scenariusz za całkiem zabawny i bardzo chcieli brać w tym przedsięwzięciu udział. Nawet kosztem marnych zarobków.
Zgodzili się więc podzielić 20% zysków z dystrybucji „Bliźniaków”.


Nieoczekiwanie dzieło Ivana Reitmana odniosło olbrzymi sukces, zarabiając ponad 216 milionów dolarów. Nigdy wcześniej żaden z obu aktorów nie dorobił się takiej fortuny na jednym filmie.

Twórcy „Terminatora 3” musieli przekonać Arniego odpowiednimi argumentami

Wszyscy wiemy, że trzecie spotkanie z T-800 to przykład odgrzewanego kotleta. Ogląda się to fajnie, ale bez większych emocji. Właściwie jedynym chwalonym przez fanów serii elementem, który ratuje film przed katastrofą, jest pozbawiony happy endu finał.

https://www.youtube.com/watch?v=umH0ZpLaAwI

Arnold, po przeczytaniu scenariusza, z całą pewnością wyciągnął odpowiednie wnioski – jedynym powodem, dla którego mógłby powrócić do roli „elektronicznego mordercy” byłyby miliony monet, które za ten projekt dałoby się zgarnąć. Producenci mieli więc twardy orzech do zgryzienia, bo warunki, jakie Schwarzenegger postawił, były kosmiczne. Ostatecznie jednak przystali na jego żądania.


Austriak za swój udział w tym przedsięwzięciu dostał 29,25 miliona dolców. Dodatkowo 1,5 miliona zielonych z budżetu poszło na prywatny samolot dla gwiazdy, ciągły dostęp do siłowni, luksusowych hoteli, limuzyn i ochrony. Dodatkowo gwiazdor wywalczył sobie prawa do 20% zysków ze sprzedaży kinowych biletów, kupna i wypożyczania płyt DVD z filmem, a nawet część profitów z dystrybucji gry zrealizowanej na podstawie trzeciego „Terminatora”.

Źródła: 1, 2, 3, 4

Oglądany: 63028x | Komentarzy: 34 | Okejek: 197 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało