JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Zaginięcie Dorothy Arnold – ucieczka czy morderstwo?

19 576  
69   3  
Czasy się zmieniają, ludzie nie. Dziewczyna, która pewnego dnia wyszła z domu, już nigdy nie wróciła. Podejrzanych było wiele osób, nawet zbyt wiele. Co tak naprawdę stało się z Dorothy Arnold?


Dorothy Arnold była 24-letnią dziewczyną wywodzącą się z bogatej i szanowanej w Nowym Jorku rodziny. Skończyła studia i marzyła o karierze pisarskiej. Niestety do tej pory nie miała w tym powodzenia, nikt nie chciał opublikować jej prac.

12 grudnia 1910 roku Dorothy wybrała się na zakupy, chcąc znaleźć sukienkę odpowiednią na bal debiutantek, na którym miała pojawić się jej młodsza siostra. Jej mama zaproponowała, że pójdzie z nią, jednak Dorothy odmówiła. Wyszła przed 11, mając w torebce około 30 dolarów (prawie 3 tysiące dzisiejszych złotych). Dziewczyna przy okazji kupiła pudełko czekoladek, które umieściła w swojej mufce i poszła do księgarni. Nabyła książkę i ruszyła dalej. Na ulicy spotkała swoją znajomą, z którą zamieniła dwa słowa. Była już 14. Wtedy widziano ją po raz ostatni. Kiedy nie pojawiła się w domu przed kolacją, rodzina zaczęła się niepokoić. Obdzwoniono całą okolicę, znajomych Dorothy, kogokolwiek, kto mógł mieć kontakt z dziewczyną. Nic.

Co ciekawe, jedna z przyjaciółek Arnold zadzwoniła do jej domu i zapytała, czy już wróciła. Mama Dorothy powiedziała, że owszem, boli ją głowa i poszła do łóżka. Jednak to było kłamstwo.

Od razu zawiadomiono przyjaciela rodziny, prawnika. Nie chciano zgłaszać sprawy na policję, żeby nie zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi. Mężczyzna po przeszukaniu sypialni Dorothy znalazł pieniądze, które były przeznaczone na sukienkę. Ciekawym znaleziskiem były także listy z zagranicznymi stemplami i spalony papier, prawdopodobnie nieprzyjęte do gazety manuskrypty.

Kiedy po kilku tygodniach wizyt w szpitalach, kostnicach, a nawet więzieniach wciąż nie było ani śladu dziewczyny, zgłoszono się do detektywów. Przeszukali wszystkie miejsca, w których Dorothy bywała, pytali, czy ktoś ją widział. Przez to, że dziewczyna czytała wcześniej o transatlantykach, zaczęto snuć domysły, że uciekła z jakimś mężczyzną do Europy, żeby wziąć ślub. Jednak nie znaleźli żadnych zapisów, które mogłyby potwierdzać tę teorię.
Dopiero kiedy minęło już kilka tygodni, zawiadomiono policję. Zdesperowani rodzice zgodzili się nawet na konferencję prasową. Podczas niej obiecali, że ten, który dostarczy im informację, gdzie ich córka się znajduje, dostanie tysiąc dolarów, czyli mniej więcej 90 tysięcy dzisiejszych złotych.

Na konferencji prasowej zapytano ojca, czy nie przyczynił się do jej ucieczki – może nadmiernie zabraniał jej kontaktów z mężczyznami. Mężczyzna zaprzeczył temu, mówiąc, że pragnął, żeby się spotykała, ale z wartościowymi ludźmi. Pewnie miał na myśli George’a Griscoma, którym Dorothy się interesowała. Był to mężczyzna po czterdziestce, pochodzący z zamożnej rodziny, ale nie reprezentujący wyższych wartości, których oczekiwał Francis Arnold. Dorothy ukrywała przed rodzicami, że się z nim spotyka. Dziennikarze nawet odkryli, że we wrześniu spędziła z nim tydzień w hotelu. Żeby opłacić pobyt, zabrała z domu biżuterię wartą 500 dolarów. Rodzice się o tym dowiedzieli i kategorycznie zabronili jej się z nim widywać.

Dlatego George został podejrzanym. Jak się okazało, w czasie zaginięcia Dorothy przebywał z rodzicami na wakacjach we Florencji i nie wiedział, co się z dziewczyną stało. Kiedy matka i brat Dorothy do niego pojechali, ten nie miał im nic do powiedzenia. Wszystkie listy od ukochanej przekazał, ale zostały one zniszczone później przez brata Dorothy, bo „nie było w nich nic istotnego”.

Griscom wydał majątek na ogłoszenia w gazetach, nawołując Arnold do powrotu do domu. Jednak to nic nie dało, dziewczyna zapadła się pod ziemię. Jednak co rusz pojawiały się doniesienia o zobaczeniu Dorothy. Niestety żadna z widzianych osób nie była tą poszukiwaną. Pojawiły się także dwa zgłoszenia o okup, oba fałszywe. Nie było żadnego śladu po dziewczynie, policja powiedziała, że trzeba czekać, aż Dorothy sama wróci. Jej ojciec nie był tak optymistycznie nastawiony. Powiedział prasie, że prawdopodobnie jego córka została zamordowana, możliwe, że w Central Parku, a jej ciało wrzucone do zbiornika wodnego. Jednak zbiornik zamarzł, niemożliwe było pozbycie się tam ciała, w parku także niczego nie znaleziono. Mimo że ojciec zapewniał, że ma dwa tropy, które na to wskazują, nie dało się tego udowodnić.


Sprawa mogła być prosta – Dorothy poślizgnęła się, uderzyła w głowę i trafiła do szpitala z amnezją. Jednak nie było żadnej osoby, która pasowałaby do jej opisu. Uprowadzenie także nie wchodziło w grę, dziewczyna była widziana na ruchliwych ulicach, zauważono by, gdyby wydarzyło się coś takiego. Griscom zaczął mówić, że może było to samobójstwo. Dziewczyna chciała zostać pisarką, jednak wszystkie jej prace odrzucano. Pisała do George’a, że trudno jej się z tym pogodzić i ma ochotę umrzeć. Inni insynuowali, że to przez jej związek. W końcu kuzyn Griscoma całkiem niedawno wyskoczył ze statku, bo nie mógł poślubić ukochanej.
Któregoś dnia do Francisa Arnolda przyszła pocztówka. Z Nowego Jorku. „Jestem bezpieczna, Dorothy”. Jako że dziewczyna wcześniej wysyłała swoje opowiadania, jej charakter pisma był dostępny w wielu miejscach. Dlatego rodzina podejrzewała, że ktoś po prostu postanowił sobie zażartować. Śledztwo w końcu zostało zamknięte, Dorothy uznano za zmarłą.

Zaczęły się pojawiać kolejne teorie. Jedna z nich sugerowała, że dziewczyna zaszła w ciążę. Postanowiła ją usunąć, aborcja poszła nie tak jak trzeba i osoba ją przeprowadzająca pozbyła się ciała Dorothy, żeby nie zwrócić na siebie uwagi władz.
Miało to pewien sens – kilka miesięcy później odkryto nielegalną klinikę aborcyjną. Niepokojące było, że w jej okolicy kobiety ginęły bez śladu. Jeden z lekarzy, który tam pracował, przy przesłuchaniu przypomniał sobie, jak inna lekarka opowiadała o nieudanym zabiegu niejakiej Dorothy Arnold. Dziewczyna umarła podczas aborcji, a jej ciało zostało spalone – taką mieli procedurę w przypadku pacjentek, które nie przeżyły.

Rodzina nie chciała w to uwierzyć.

Był już 1916 rok. Przebywający w więzieniu Edward Glennoris postanowił przyznać się do innego przestępstwa niż tego, za które siedział. Twierdził, że w grudniu 1910 roku zapłacono mu 250 dolarów za przewiezienie pewnej dziewczyny z Nowego Jorku. Jego ostatecznym zadaniem było zakopanie jej ciała.

Działał na zlecenie znajomego, który z kolei został wynajęty przez dwóch mężczyzn. Jeden z nich przedstawił się jako „Doc”. Opis wyglądu drugiego niesłychanie pasował do miłości Dorothy, George’a. Dziewczyna została odurzona, po czym przewieziona samochodem do domu w Weehawken w New Jersey. Podczas jazdy jego znajomy miał mu wyjawić, że dziewczyna nazywa się Dorothy Arnold. Wiedział nawet, jak wygląda jej pierścionek. Kiedy przybyli na miejsce, „Doc” zabrał się za przeprowadzenie jakiejś operacji, która dziwnym trafem się nie udała. Glennoris zabrał ciało i pochował w Nowym Jorku, w którejś z piwnic. Policja przeszukała wszystkie możliwe miejsca, jednak ciała dziewczyny nie odnaleziono.


Mimo wszystko przez lata policja dostawała wiadomości o tym, że ktoś widział dziewczynę przypominającą Dorothy. W 1921 roku kapitan policji na jednym z wykładów w Nowym Jorku wyznał, że losy Dorothy nie są nieznane – zarówno policja, jak i rodzina dziewczyny już od dłuższego czasu wiedzą, co się wydarzyło. Nie chciał wyjawić tylko, co takiego. Następnego dnia powiedział, że został źle zrozumiany i wcale nie wiadomo, co spotkało Dorothy.
Francis Arnold umarł w 1922 roku, nie uwzględniając córki w testamencie, ponieważ był przekonany, że nie żyje. Jej matka była nieco innego zdania, liczyła, że Dorothy po prostu uciekła. Znajomy prawnik pomagający przy śledztwie, po śmierci matki przyznał publicznie, że Dorothy najprawdopodobniej zabiła się z powodu niepowodzenia w karierze pisarskiej.
Można tylko podejrzewać, co z dziewczyną się stało, ale niestety, jeśli została zabita, jej mordercy uszło to na sucho.

Oglądany: 19576x | Komentarzy: 3 | Okejek: 69 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało