JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
...NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jak trzech naukowców obrobiło koleżankę z Nobla i uznania jej zasług w odkryciu DNA

25 533  
140   27  
Rosalind Franklin poświęciła swoje życie badaniom, które były przełomowe dla świata nauki. Jednak to trzej panowie dostali Nobla za odkrycie struktury DNA i jakoś dziwnie zapomnieli wspomnieć o wkładzie kobiety.


Rosalind Franklin urodziła się w 1920 roku w Londynie. Od dziecka była bardzo buńczuczna i nie dawała sobie niczego wmówić. Mimo iż wychowywana w judaizmie, zdarzało jej się zadawać pytania typu - "skąd wiadomo, że Bóg jest mężczyzną?".

Rosalind dostała się na studia rok wcześniej, niż standardowo. W 1938 roku została studentką Uniwersytetu Cambridge, gdzie była świetną studentką, przy okazji na każdym kroku kwestionującą wiedzę przekazywaną przez profesorów. Jej celem nie było prowokowanie niepotrzebnych kłótni czy wywyższanie się, ale naukowe poszukiwania, dochodzenie do nowych wniosków. I trzeba przyznać - rzadko kiedy się myliła.

Nie podobało jej się, że jej profesor jest bardzo przeciwny obecności kobiet w świecie nauki. Dlatego kiedy miała dwadzieścia sześć lat i obroniła doktorat z chemii fizycznej, zamiast kontynuować karierę na uniwersytecie, zajęła się mikrostrukturą węgli w British Coal Utilization. W 1947 roku przeniosła się do Centralnego Państwowego Laboratorium Chemicznego w Paryżu, gdzie zaczęła pracę nad cząsteczkami chemicznymi używając do tego promieni Roentgena. Kiedy w końcu udało jej się otrzymać stypendium naukowe, zaczęła w 1951 roku pracę w King’s College w Londynie.


To był dopiero początek jej ciężkiej pracy. Nie dość, że ciągle stawiała sobie wyżej poprzeczkę, miała trudności ze współpracownikami. Jak można się domyślić, Franklin nie była ugodowa. Jeśli ktoś tkwił w błędzie, ona za wszelką cenę go z tego błędu wyprowadzała. A ponieważ się nie myliła, tylko upokarzała tym pracujących z nią mężczyzn, którzy nie chcieli mieć z nią nic wspólnego.

Jednak Rosalind się nie poddawała i została specjalistką w dziedzinie mikrostruktury węgli i promieniowania rentgenowskiego. Chcąc nie chcąc, trzeba było ją zatrudniać. Jednak wciąż była traktowana gorzej, niż jej męscy koledzy.

W King’s College jedną trzecią naukowców stanowiły kobiety. Mimo to miały zakaz wstępu do pokoju, w którym mężczyźni jedli posiłki i omawiali tematy związane z ich zawodem. Ale posada w tym miejscu była dla Franklin bardzo ważna; w końcu trafiła do zespołu, który zajmował się badaniami nad strukturą DNA. Jej partnerem został Maurice Wilkins - małomówny i niechętny do wyrażania własnego zdania mężczyzna, z którym Rosalind nie była w stanie prowadzić ważnych dla twórczości naukowej dyskusji. On także nie darzył jej sympatią. Już na początku współpracy było między nimi tarcie. Kiedy zespół miał problemy z uwodnieniem DNA, Rosalind zdziwiła się, że nie zrobili tego inną metodą, powszechnie znaną. Urażony Wilkins od tej pory mówił, że Franklin jest zarozumiała, a zaproponowany przez nią sposób nie jest nowatorski.

Jako że w badaniach rentgenowskich Rosalind nie miała sobie równych, szybko zwróciła na siebie uwagę dwóch naukowców, Watsona i Cricka. Panowie byli bardzo zmotywowani, żeby być pionierami w badaniach nad strukturą DNA, ale chemia nie była ich mocną stroną. Dlatego korzystając z wcześniejszych rewelacji, zaprezentowali swoją ideę, jak można się domyślić, zupełnie błędną, co wytknęła im świetnie zorientowana Franklin. Kobieta jednak odkryła wcześniej, że DNA ma kształt helisy, do której przylegają cząsteczki. Wiedziała więcej, niż inni. Ale brakowało jej liczby nici.


Ponieważ Watson i Crick, tak jak większość osób mających styczność z Franklin, reagowali wysypką przy kolejnej próbie udowodnienia im, jak bardzo się mylą, postanowili do sprawy podejść od drugiej strony. Dogadali się z Wilkinsem, byłym partnerem Rosalind, który nie miał problemu z "pożyczeniem" rentenogramów Franklin bez jej zgody. A zdjęcie 51 Rosalind było niezwykle istotne - przedstawiało helisę DNA składającą się z dwóch nici.


Niestety Franklin nie miała szczęścia do współpracowników. Następny partner, Raymond Gosling, nie był szczególnie bystry, dlatego wszystko szło wolniej, niż powinno.

A trójka naukowców zaczęła budować model DNA. Posiłkując się zdobyczami naukowymi Franklin, chociażby przy umieszczeniu zasad azotowych, skończyli badania i je opublikowali. Rosalind nie podejrzewała, że ktoś mógłby wykraść jej materiały, więc pogratulowała prawidłowych rezultatów. W tym czasie już nie zajmowała się tym zagadnieniem - po przeniesieniu do Birckbeck College dostała za zadanie badać wirusy. I tam, jak przystało na wyjątkowo ambitną i inteligentną osobę, potrafiła dojść do ważnych odkryć.

Model przedstawiony przez Watsona i Cricka był czymś więcej, niż jedynie przedstawieniem podwójnej helisy. Każdy związek chemiczny został dokładnie opisany. Samo zdjęcie 51 się do tego nie przyczyniło - naukowcy wykorzystali jeszcze inne źródła, które Franklin umieściła w kilku raportach.

To dało Crickowi pole do manewru, wykonał obliczenia, dzięki którym można było ocenić, jakie odległości istnieją między powtarzającymi się elementami w cząsteczce DNA.

Niestety Franklin przypłaciła odkrycie zdrowiem. Najprawdopodobniej kontakt z promieniami X wywołał u niej raka jajnika. Co ciekawe, jeszcze w czasie choroby wymieniała się z Crickiem uprzejmą korespondencją i nie traciła czasu na umieranie - do ostatnich chwil przebywała w laboratorium. Zmarła w 1958 roku, nie wiedząc, że jej znajomy wykorzystał bezprawnie jej badania.

1962 rok był szczęśliwy dla świata nauki i trzech mężczyzn. Watson, Crick i Wilkins otrzymując Nagrodę Nobla słowem nie zająknęli się o wkładzie Franklin w odkrycie struktury DNA. Jakby tego było mało, Watson wydał później książkę, w której opisuje swoją drogę do sukcesu. Tym razem przypomniał sobie o Rosalind i zaczął od opisania, że urodą nie grzeszyła, nie miała stylu, a jej charakter był niezwykle parszywy. Dodał, że co prawda coś odkryła, ale sama nie była w stanie tego zrozumieć. Jego przyjaciele prosili, żeby nie publikował tych fragmentów, ale ego Watsona na to nie pozwalało. Jednak udało się zmienić tytuł z książki ze "Szczerego Jima" na "Podwójną helisę".

I to Watsona wkopało.

Zaczęto czuć, że coś tu nie gra. Coraz głośniej mówiło się o dokonaniach nieżyjącej już Franklin. Nawet laureaci nagrody po latach przeprosili, że jej nie uwzględnili i że bez niej by tak daleko nie zaszli.


Franklin co pewien czas na różne sposoby przywraca się do życia, chociażby na jej cześć nazywając stypendium, czy wystawiając sztukę o jej życiu.

Oglądany: 25533x | Komentarzy: 27 | Okejek: 140 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało