JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
...BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Oddział ratunkowy oczyma praktykanta po II roku medycyny

63 102  
486   77  
Po II roku medycyny odbywa się czterotygodniowe praktyki, jeden tydzień na SORze, trzy u lekarza rodzinnego. Wzrostu medycznego skilla na oddziale ratunkowym jest naprawdę spory, bo i ludzi przewijających się jest od groma, a każdy to potrzebuje mniejszej lub większej pomocy. Natomiast u rodzinnego...

1


- Dzień dobry, ja po leki.
- Dzień dobry, ja po zwolnienie.
Zapętlić, pacjent po pacjencie, godzina po godzinie, dzień po dniu. Najciekawszy przypadek to użądlenie i omdlenie pacjenta w trakcie zastrzyku, i to tak filmowo, wywrócił oczami i jeeeeeb! SOR jest dużo ciekawszy, ale od początku.

Do wyboru mam SOR internistyczny, czyli głównie osoby starsze z problemami z sercem lub chirurgiczny - rany, złamania, pobicia. Myślę nad wyborem internistycznego, jednak znajomy odradza mi ze względu na nieprzychylność lekarzy tam pracujących, no to trafiłem na chirurgiczny i bardzo dobrze się stało.

Przychodzę, jak mi nakazano, po południu (bo jest większy ruch - dla mnie bomba), uchylam drzwi, serce mocniej bije, wąski korytarz, po lewej gabinet lekarza, po prawej sala zabiegowa. Sunę korytarzykiem niepewnie, zaglądam do gabinetu i mym oczom ukazał się lekarz i pielęgniarka.

- Dzień dobry, ja przyszedłem na praktyki
- Cześć młody, po drugim roku?
- Tak, tak.
- Noo, teraz nikogo nie ma, jest przerwa obiadowa, jak ludzie skończą jeść to zaczną przychodzić.
- OK, mogę się rozejrzeć i zobaczyć co tutaj za sprzęt jest?
- Pewnie.

1

Korzystam z pozwolenia, idę do sali zabiegowej otwieram każda szafkę, pytam się do czego służą niektóre narzędzia, ostatecznie kończę na łóżku machając nogą i czekając na moich pacjentów.

Słyszę dźwięk otwieranych drzwi, zeskakuję i biegnę do gabinetu ciekaw co tam zobaczę. Starszy pan z bandażem na kciuku grubości szkła pancernego z plamą krwi.

- Co się panu stało? – pyta lekarz
- Ciąłem drewno trajzygą i miałem wypadek.
- Proszę iść do zabiegowego – wskazuje drzwi naprzeciwko gabinetu.

Pielęgniarka każe pacjentowi położyć się na "łóżku" i pyta się mnie czy chce "odpakować" ranę. ŻARTUJESZ? PO TO TUTAJ JESTEM!
- TAK :D

Im bliżej rany, tym większa plama krwi i częstotliwość jęków dezaprobaty moich poczynań. No sorry Winetu, muszę to jakoś zrobić. Odwijam te bandaże odwijam odwijam, jest udało się, koniec. Widok? Kciuk rozorany do połowy paznokcia wzdłuż palca. Jucha nie leje się strumieniami, ale konsekwentnie cały czas zalewa dłoń.

Lekarz przychodzi:
- No proszę pana, ładnie to pan zrobił – bierze rękę pacjenta, ogląda z bliska – będziemy szyć.

SZYĆ! Pierwszy raz będę widział jak to się robi, podniecenie lvl milion.
Pielęgniarka przygotowała zestaw i umyła ranę, lekarz podał znieczulenie. No i się zaczęło.
Paznokieć był na tyle uszkodzony, że trzeba go było "zdjąć". Co ni mniej, ni więcej polegało na tym, że doktór narzędziem podobnym do obcęg chwycił ten już i tak ubidowany paznokieć i mocno szarpnął. Spoglądam na pacjenta z przekonaniem, że będzie wił się z bólu. Skubany nic nie czuje, rozgląda się zaciekawiony po sali, w takiej sytuacji i kafelki ciekawe byle nie patrzeć na ranę. Czyli te znieczulenia jednak działają, fajnie. Nie udało się za pierwszym razem, lekarz przygotowuję się do drugiego podejścia. Pielęgniarka stwierdziła – młody ty tu zostań i pomagają doktórowi, bo mi się słabo robi jak na takie rzeczy patrzę – dwa razy nie trzeba było powtarzać, stanąłem wyprostowany jak strzała i czekając na rozkazy. Drugi raz również fiasko i trzecie szarpniecie, udało się, ale tylko część. Z resztką paznokcia poszło już łatwiej. Teraz czas na dopasowanie brzegów rany, tu przyciąć kawałek skóry tam przyciąć i można szyć. Zaczęło się, pierwsze przekucie skóry igłą, zadaje milion pytań: a dlaczego tak, a dlaczego tutaj, a dlaczego nie tam, a skąd doktór wie, że w tym miejscu? Na całe szczeście trafiłem na wyrozumiałego lekarza, który chciał przekazać wiedzę i chętnie odpowiadał na wszystkie pytania. Ja niestety nie zadałem najważniejszego pytania, co miało się zemścić na mnie już pojutrze. Po wszystkim założenie opatrunku, czym mi pozwolono się zająć, a lekarz bierze się za wypełnianie papierów. Robiłem to pierwszy raz, a i tak zdążyłem przed ostatnią pieczątką na wypisie, papierologii jest od chuja i jeszcze 50 kartek.

1

Dwa dni później czekała mnie sytuacja, która będę pewnie pamiętał jeszcze długo długo.
Pojawia się pacjent około 35 lat z cała ręką opatuloną gazą. Jako, że już mniej więcej wiedziałem co i jak, więc biorę pacjenta do zabiegowego i "odbandażowuję". Ma ranę zaczynająca się na nadgarstku a kończąca na palcu fakowym. Nie trzeba specjalnie dużo doświadczenia, żeby wiedzieć, że bez szycia się nie objedzie. Lekarz sobie wypisuje papierki (których jest od chuja i jeszcze 50 kartek), ja przygotowuję zestaw do szycia, znieczulenie, myję ranę. Lekarz wchodzi do zabiegowego, bada pacjenta, zapada wyrok. Trzeba zszyć, podciąga spodnie i mówi:
- No doktorze – Patrzy na mnie – Ja muszę iść do TK, trzeba zszyć pacjenta – wychodzi.

Brakuję tylko opadającej kurtyny i tego puszczanego śmiechu w tle w sitcomach. Panika - ale jak kurwa przecież nooo widziałem kilkadziesiąt szyć nie powiem nie, również muszę się pochwalić, że odbyłem renomowany kurs szycia. Na youtube. Używając igły, którą znalazłem w domu, a za pacjenta służyło mi jabłko. Doświadczenie mam iluzoryczne, a pacjent jak leżał z tą raną, tak leży i czeka. Jak już do mnie dotarło, co tu się odjebało, pomyślałem, no nie mogę wystraszyć pacjenta. Pomyśl, co musisz zrobić?
Spierdalać?

1

Nie, zła decyzja, znieczulenie będzie lepszym wyjściem. Mina pt. "tak, mam masę doświadczenia, robię to już setny raz, a ty jesteś w dobrych rekach, które się trzęsą". Ze znieczuleniem w dłoni mówię kwestię, którą słyszałem tysiąc razy i nie spodziewałem się, że sam ją tak szybko powiem.
- W czasie znieczulenia będzie pan odczuwał uczucie ukłucia i rozpierania, to normalne. Potem już nic nie będzie pan czuł. Zaczynamy? - Nie wiem kogo pytam się bardziej, siebie czy jego... Nie czekając na odpowiedź odsłaniam brzeg rany, widzę między krwią a krwią podłużne i białe to musi być ścięgno. Tego lepiej nie kłuć bez powodu, igłę kieruję w brzeg rany modląc się, żeby moje ręce chociaż przestały trząść się z szybkością 4 obsrań na sekundę. Raz, dwa, trzy. Zaczynam. Wkłucie nie jest tak źle, nie zapominając po co dźgam pacjenta, podaje znieczulenia. Zapętlić i tak na całej długości. Jakoś poszło. Minęła chyba wieczność na czole krople potu, a najgorsze przede mną. Biorę imadło (coś w stylu obcęgów) i chwytam igłę, przykładam do skóry i... taki chuj, złą stroną założyłem. Dobrze, że ziomek patrzy po ścianach, bo fuszera okrutna. Podejście drugie, przebijam skórę i doznaje olśnienia. Zdałem milion pytań i ani razu nie zapytałem "a doktór niech mi powie, skąd wiadomo na jaką głębokość mam wejść igła?".

Hmmm... Na wylot dłoni nie przebije, nie wypada, ale nie mogę też za płytko wejść, ponieważ wtedy szew przetnie skórę. Dobra zdam się na moje wyczucie i brak doświadczenia, okazuje się, że całkiem zgrabnie to wygląda, zbliżam brzegi rany i zaczynam robić węzeł. Najgorszy był pierwszy szew, potem już poleciało, 16 szwów. SZESNAŚCIE! Zadowolony jestem z tego, jak to wygląda, a szczęśliwszy w tym momencie nie mogłem być, że podołałem. Lekarz też przyszedł na sam koniec i pochwalił. Może coś ze mnie będzie.

Na SOR trafiają przeróżni ludzie, żule z rozbitymi głowami śmierdzące gorzej, niż można sobie wyobrazić. Dzieciaki z paskudnymi złamaniami, starsze panie z rozcięciami. Raz trafiła się taka typowa babunia, milutka, opowiada o wnukach etc. Miała dziurę w głowie, taką, że widziałem jej czaszkę. Okoliczności powstania takiej rany? Kłóciła się w domu ze swoją córką i w ruch poszły talerze. Był pacjent zgłaszający ból głowy i ból jąder, nie bił się, nie przewrócił, po prostu wstał rano i go bolała głowa oraz jądra. Co teraz? Okazało się, że pacjent po prostu miał problem z oddaniem moczu, po zacewnikowaniu udało się wydobyć z niego lekko ponad dwa litry. Z cewnikowaniem to też ciekawa historia w której uczestniczyłem ja, pan żul i jego siurek, ale to może innym razem.

1

Oglądany: 63102x | Komentarzy: 77 | Okejek: 486 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało