Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

W "Powrocie do przyszłości" główną rolę zagrało dwóch różnych aktorów. Obu możemy zobaczyć w finalnej wersji filmu!

64 286  
36   11  
Wielu z nas ma w sobie mały pierwiastek podekscytowanego geeka. Ja od ostatnich ćwierci wieku jaram się „Powrotem do przyszłości”. Trylogię Zemeckisa znam na pamięć, a cytatami z każdej części mogę rzucać na zawołanie.



To niemłode już dzieło amerykańskiej kinematografii jest o tyle intrygującym tematem, że co i rusz na światło dzienne wychodzą nowe, zaskakujące, fakty na temat jego realizacji.
Właśnie dowiedziałem się, że głównego bohatera w pierwszej części filmu grało dwóch aktorów…
Ej, Coldseed. Dopiero teraz się obudziłeś? Przecież wszyscy wiedzą, że zanim w najki Marty’ego wskoczył Michael J. Fox, duża część filmu została już nakręcona z udziałem Ericka Stoltza!
Pewnie, że to dla mnie żadna nowość. Zaskoczyło mnie natomiast to, że jedna scena ze wspomnianym aktorem zachowała się w oficjalnej wersji filmu!
Zacznijmy jednak od przypomnienia całego zamieszania z podmianą głównego bohatera.



Robert Zemeckis był przekonany, że wybrał dobrego artystę do odegrania młodego podróżnika w czasie. 24-letni Stoltz dopiero zaczynał swoją przygodę z kinem, ale już dał się poznać jako utalentowany aktor.

Zdjęcia rozpoczęły się i trwały przez pięć tygodni, podczas których udało się zarejestrować niemałą część materiału. W tym czasie Zemeckis usiłował wymusić na Ericku zmianę jego aktorskiej maniery. Młodziutki aktor zaangażował się w swoją rolę i traktował ją bardzo poważnie. Zdecydowanie zbyt bardzo. Marty McFly to postać komediowa, natomiast Stoltz nie był w stanie wykrzesać z siebie ani krzty humoru.



Aktor do tego stopnia wczuł się swoją postać, że dosłownie „wszedł w jej buty” również i poza planem. W pewnym momencie przestał reagować na swoje imię i żądał, aby ekipa mówiła do niego per Marty. Filmowcy przewracali oczami i podirytowani zachowaniem młodej gwiazdy z trudem znosili jej dziwactwa. Scenarzysta „Powrotu do przyszłości” Bob Gale prosił jednak, aby przymykać oczy na zachowanie Ericka. Uważał bowiem, że każdy artysta ma prawo posiadać swoje własne metody na osiągnięcie wyżyn aktorskiego kunsztu.



Stoltz wychowywał się w latach 70. i jako małolat marzył o byciu aktorem. W tamtym czasie wszyscy młodzi ludzie, którzy śnili o podbijaniu wielkiego ekranu, za wzór do naśladowania stawiali sobie Ala Pacino, czy Roberta DeNiro. Problem w tym, że „Powrót do przyszłości” był przecież produkcją nie wymagającą silnego dramatyzmu typowego dla największych popisów wspomnianych gwiazdorów. To przecież lekkie, zabawne kino sci-fi, a nie gangsterska saga rodu Corleone.



Zemeckis i Gale, po wspomnianych pięciu tygodniach zdjęć, wspólnie podjęli decyzję o wyrzuceniu Ericka i wstawieniu na jego miejsce innego aktora. Decyzje poparł też Steven Spielberg – producent filmu. Uświadomił jedynie swoich kolegów, że taka procedura będzie kosztowna. Nakręcenie nowych scen z innym aktorem przedłużyłaby pracę nad filmem, a tego mógłby nie wytrzymać dość skromny, bo liczący zaledwie 14 milionów dolarów, budżet produkcji. Potrzebne były przynajmniej 3 miliony dolców na dokrętki.



Filmowcy udali się do głowy wytwórni Universal Studios – Sida Sheinberga i przedstawili mu swój problem. Szef ostatecznie zgodził się na zwolnienie Erica Stoltza, ale nie od razu. Zanim więc aktorowi podziękowano, ten przez jakiś czas, zupełnie nieświadomy podjętych za jego plecami decyzji, nadal grał swoją postać.



Mimo że do dyspozycji Zemeckisa były takie młode talenty jak Johnny Depp, Charlie Sheen czy John Cussack, reżyser uparł się, aby Stoltza zastąpił Michael J. Fox. Młody, komediowy aktor musiał pogodzić swój występ w tym filmie z pracą na planie serialu „Family Ties”.



Tyle jeśli chodzi o historię zamieszania z aktorskim przetasowaniem. Trzeba teraz było nakręcić od nowa wszystkie sceny z nowym wcieleniem bohatera filmu. Cała reszta materiału, w którym na ekranie nie widać było Ericka pozostała bez zmian.
Zadanie, z pozoru proste, okazało się dość karkołomne. Reszta gwiazd przyzwyczaiła się do Stoltza i jego dramatycznej, nieco zbyt ekspresyjnej maniery. Teraz mieli na planie artystę, który interpretował swojego bohatera w odmienny sposób. Prawdopodobnie, gdyby twórcy filmu zdecydowali się na realizację wszystkich ujęć od nowa, wszyscy aktorzy zagraliby swe postaci całkiem inaczej. Jednak z oczywistych, finansowych względów nie uczyniono tego i zdecydowano się na recycling gotowych już ujęć. I właśnie w jednym z nich możemy w dalszym ciągu podziwiać pierwszego, oryginalnego Marty’ego.



Jedną z zachowanych scen był moment, w którym McFly spotkawszy w latach 50. osiłka Biffa zadaje mu cios w twarz. Sam Thomas F. Wilson - aktor, który wcielił się w postać głównego antagonisty, potwierdził, że ujęcie to było realizowane tylko jeden raz, a filmowcy zdecydowali się je pozostawić, bo raz, że wyszło ono naprawdę świetnie, a dwa, że samego Ericka prawie nie było widać.
Tak, ten rozmazany gość to właśnie Stoltz i jego jedyne „cameo” w filmie.



Uważne oko dojrzy pewne niuanse, które świadczą o tym, że pomiędzy następującymi po sobie ujęciami istnieje wyraźna różnica czasu. Zwróćcie uwagę na twarz Biffa na zdjęciu poniżej. W scenie, która została zarejestrowana grubo ponad miesiąc od rozpoczęcia zdjęć, na obliczu Thomasa F. Wilsona wyraźnie widać objawy zmęczenia, których nie jest w stanie zakryć makijaż. To wyraźnie ostrzejsze rysy twarzy związane z utratą wagi aktora oraz jeszcze wyraźniejsze wory pod oczami będące efektem nieprzespanych nocy i ciągłej pracy na planie.



A teraz rzućcie okiem na świeże i wypoczęte oblicze Biffa ułamki sekundy przed tym, jak Eric Stoltz zaserwuje mu cios piąchą.



I to tyle. Jak traficie kiedyś na jakiegoś zaślinionego fanboya, który w logiczny sposób wytłumaczy wam, że w jednym z momentów drugiej części filmu naliczyć można aż cztery wehikuły czasu, zabijcie go pytaniem „A wiedziałeś, że w jedynce występuje aż dwóch Martych McFly’ów?”.

Great Scott!





Źródła: 1, 2, 3, 4.

Oglądany: 64286x | Komentarzy: 11 | Okejek: 36 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało