JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
...NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

"Contra" - tajemnice kultowej gry z Pegasusa

82 808  
312   50  
Początek lat 90. ubiegłego wieku. To był wyjątkowo deszczowy lipiec. Nie było co robić, więc przesiadywałem u mojego kuzyna. A ten niedawno dostał od taty konsolę Pegasus. Na żółciutkim kartridżu, którego opis sugerował, że znajdziemy na nim milion gier, odkryliśmy prawdziwą perełkę.


To była wybitnie męska pozycja. Dwóch, uzbrojonych po zęby, napakowanych testosteronem i sterydami osiłków parło do przodu obracając w pył watahy wrogów. Gra, mimo że dość trudna, miała w sobie ogromny pokład miodu sprawiający, że nie dało się od niej oderwać.
To „Contra” - jedna z tych produkcji, która dziś uznawana jest za klasykę strzelankowego gatunku!

Pikselowa rozwałka z nikaraguańską rewolucją w tle

W połowie lat 80. firma Konami była u szczytu swojej kariery, a każdy posiadacz konsol typu Famicom, czy miłośnik wydawania hajsu w salonach z automatami, znał żelazne tytuły tamtej epoki – Gradius, Yie Ar Kung Fu, czy Metal Gear Solid.
W 1987 roku Konami wypuściło na japoński rynek grę powstałą na fali popularności akcyjniaków z Arnoldem Schwarzeneggerem czy Sylvestrem Stallone. Fabuła była prosta niczym budowa ameby. Dwóch bohaterskich komandosów, Lance i Bill, udaje się na samobójczą misję zniszczenia ukrytej w nowozelandzkiej głuszy (w innej edycji gry była to dżungla Amazońska) bazy wrogich kosmitów.


Mimo że taki scenariusz mogłoby wymyślić średnio rozgarnięte, azjatyckie dziecię, to w rzeczywistości za inspirację posłużył tu prawdziwy konflikt.
W latach 80. cały świat obserwował wydarzenia, które miała miejsce w Nikaragui. W 1979 roku na drodze rewolucji, do władzy doszli tzw. sandiniści, czyli komunistyczny Front Wyzwolenia Narodowego. Z lewicową juntą zaczęli walczyć wspierani przez USA, przeciwnicy czerwonej władzy. To szkoleni i dozbrajani przez administrację Ronalda Reagana, partyzanci, którzy w wolnych od wojaczki chwilach zajmowali się przemytem kokainy (Amerykanie przymykali oko na ten proceder). Doskonale wytrenowani żołnierze zwani byli jako Los Contras.


W samej grze, oprócz tej nazwy pojawia się jeszcze inny ciekawy szczegół. Otóż jedna z melodyjek przygrywających podczas rozgrywki nosi nazwę „Sandinista”. Tak mówiono o członkach Frontu Wyzwolenia Narodowego, którzy odwoływali się do postaci Augusto Sandino – nikaraguańskiego rewolucjonisty. Ten w latach 30. XX wieku stanął na czele powstania przeciwko trwającej od 1909 roku amerykańskiej okupacji kraju.

Trochę z „Predatora”, trochę z „Rambo”, szczypta „Obcego”

Gra była bardzo mocno inspirowana najsłynniejszymi kinowymi hitami tamtej epoki. Sugerowała to już nawet sama grafika widoczna na kartridżu.


Grafiki przedstawiające naszych bohaterów to w rzeczywistości lekko przerobione materiały zdjęciowe z filmów „Predator” (1987) z lekką domieszką wizerunku „Rambo” (1982). W tle zaś widać znajomy łepek „Obcego” (1979).



Jeśli zaś chodzi o słynny, kosmiczny horror Ridleya Scotta, to w grze pojawia się też kilka stworków bardzo podobnych do tych, które widzieliśmy w filmie. I jeszcze te nazwiska bohaterów… Bill Rizer i Lance Bean, bo tak zwali się dzielni żołnierze, w których rolę wcielaliśmy się w grze, to nawiązania do aktorów grających w „Obcym”. Bill Rizer powstał z połączenia Billa Paxtona z Paulem Reiserem, a Lance Bean to misz-masz Lance’a Henriksena i Michaela Biehna!

Skandal polityczny zmusił twórców do zmiany nazwy

Po osiągnięciu olbrzymiego sukcesu w Japonii, „Contra” przypuściła inwazję na Europę. W 1988 roku gra ukazała się na ZX Spectrum, Commodore 64 i Amstrad CPC. Porty te były znacznie uboższe niż oryginał, a wiele osób nawet nie zdawało sobie sprawy, że licencjonowana przez Konami wersja znanego z famicoma hitu jest dostępna także na popularnych w Europie, 8-bitowych platformach. To dlatego, że produkcja ta została przechrzczona. Dostała nazwę „Gryzor”.


Całe to zamieszanie było pokłosiem wspomnianego mieszania się Amerykanów do nikaraguańskiego konfliktu. Media ujawniły, że amerykańskie władze nielegalnie sprzedają broń Iranowi. Kasa z tych interesów szła na finansowanie wspomnianych wyżej prawicowych bojówek Los Contras. Afera ta doprowadziła do dymisji wielu urzędników z administracji Reagana, a i autorytet samego prezydenta mocno ucierpiał.

Konami chciało się odżegnać od tego głośnego skandalu i zmieniło nazwę swojego produktu. W sumie to trochę mnie to wku#wiło. Dopiero pisząc ten artykuł dowiedziałem się, że mogłem naparzać w „Contrę” jako posiadacz komodorca…

Tak "Contra" "Gryzor prezentował się na ZX Spectrum.

A tak na C-64.


Niemcy wymagali specjalnego traktowania

Kiedy cały świat ciął seriami z karabinu w wrogów z krwi i kości, Niemcy po raz kolejny musieli odczuć na własnej skórze efekt cenzorskiej polityki dotyczącej komputerowej rozrywki.
Prawo mówiło jasno, że żaden tytuł, który gloryfikuje przemoc i okrucieństwo wobec ludzi, nie ma prawa pojawić się na niemieckim rynku. Aby germański naród mógł cieszyć się „Contrą”, programiści z Konami musieli trochę podłubać przy swojej grze.
Bill i Lance zastąpieni zostali przez dwa humanoidalne roboty RD008 i RC011. Również i wrogów naszych kontrrewolucyjnych herosów zamieniono w blaszanych zabójców. Poza „odczłowieczeniem” postaci, reszta zmian była czystą kosmetyką. Produkcja pojawiła się w Niemczech pod tytułem „Probotector”.


Wszyscy graliśmy w zubożoną wersję „Contry”

Niestety, mało który europejski gracz mógł cieszyć się z pełnej wersji „ Contry”. W Japonii tytuł ten wydany został w standardzie Famicoma, czyli na kartridżu o nieco większej pojemności niż wersja NESowa, którą wszyscy znamy. Aby sprostać zadaniu wciśnięcia hitu Konami w znacznie ciaśniejsze szaty, trzeba było dokonać kilku radykalnych cięć. Wywalono animowane scenki, mapę wyświetlaną przed wczytaniem się planszy oraz ruchome elementy tła widoczne podczas samej rozgrywki.


Słyszeliście o „Contrze” w wersji kieszonkowej?

Konami wydało swój hit na wszystkich liczących się platformach. Aby dotrzeć do graczy, którzy nie posiadali ani komputera, ani konsoli, w 1989 roku ukazała się kieszonkowa wersja „Contry” zatytułowana „C”.


Była to jedna z wielu mikro-gierek, które można by porównać do kultowych na naszej szerokości geograficznej gierek Elektroniki (z tzw. „ruskimi jajkami” na czele). Ten mały koszmarek składał się z trzech etapów i nie oferował niczego poza toporną rozwałką i kanonadą donośnych piknięć wydobywających się z głośniczka.


Legendarne „Konami Code” pomogło tysiącom graczy ukończyć „Contrę”

Pewnie zaraz odezwą się głosy hardkorowych graczy, którzy „Contrę” przeszli trzymając kontroler lewą stopą, na jednym życiu i to bez patrzenia w monitor. Jednak dla większości z nas gra była wyjątkowo frustrująca. Mało żyć, wiele zagrożeń – taka kombinacja powodowała, że rozgrywkę kończyło się dość szybko. Z pomocą szedł tzw. Konami Code.


W 1986 roku jeden z pracowników Konami - Kazuhisa Hashimoto postanowił ułatwić pracę testerom gry „Gradius” i czasowo wprowadził specjalny kod, dzięki któremu można było uzyskać dostęp do większej ilości żyć i dodatkowych power-upów.
Programista zapomniał usunąć ten element z kodu gotowego, wydanego na rynek, produktu. Gracze szybko zorientowali się, że dzięki odpowiedniej kombinacji przycisków mogą dostać dodatkowe fory i nagminnie korzystali z tego udogodnienia.
Jednak prawdziwy szał na Konami Code opanował fanów elektronicznej rozrywki, kiedy w ich ręce wpadła „Contra”, a za pomocą kodu można było dostać 30 dodatkowych żyć.


Mało kto jednak wie, że w grze ukryta był jeszcze jedna, drobna niespodzianka dla konsolowych „oszustów”. Otóż, podczas rozgrywki dla dwóch graczy, kiedy jeden z bohaterów umiera, należy przycisnąć jednocześnie klawisz A i B, aby ukraść życie naszemu kompanowi. Za ten występek pewnie niejeden gracz oberwał kontrolerem w łeb.

Zatęskniliście za czasami, kiedy na Pegasusie królowała „Contra”? Możecie przypomnieć sobie tamtą magię i poświęcić chwilę na wspomnienia.

Pod TYM linkiem znajduje się grywalna wersja „Contry”.

Natomiast TUTAJ możecie ponaparzać w germańskiego, ocenzurowanego „Probotectora”.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6

Oglądany: 82808x | Komentarzy: 50 | Okejek: 312 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało