JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
...BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Potwory, które zobaczysz w lustrze - efekt Troxlera i inne „straszne” iluzje

85 565  
146   15  
Zgaś światło, zapal świeczkę. Usiądź przed lustrem i wpatruj się we własne odbicie. Po jakimś czasie zobaczysz swoje prawdziwe oblicze…



Tak przebiega jedna z medytacji praktykowanych przez osoby chcące doznać „wglądu w głąb siebie”. Czy działa? A jakże! Zachwyceni uczestnicy opowiadają o demonach wychodzących z głowy, o iście oczyszczających doświadczeniach. O wielu twarzach, których istnienia się nie spodziewali - a które okazują się być im bardzo bliskie. Siła autosugestii czy może faktycznie to dobry sposób, by zrobić rachunek sumienia? Ani jedno, ani drugie.

Na Uniwersytecie w Urbino postanowiono zbadać ten fenomen, a wyniki eksperymentu opisano w 2010 roku. Czy rzeczywiście lustra skrywają szczególne właściwości? A może to medytacja odsłania ukryty potencjał ludzkiego umysłu? Wyniki badania pokazały, że coś jest na rzeczy.
Uczestnicy eksperymentu przeprowadzonego pod kierunkiem doktora Giovanniego Caputo mieli zadanie zupełnie proste - wpatrywać się przez dziesięć minut we własne odbicie w lustrze przy przyciemnionym świetle.

Okazało się, że aż 66% badanych dostrzegło wyraźne deformacje własnej twarzy. 28% zobaczyło też nieznane sobie osoby, a niemal połowa - 48% - widziała… potwory! Eksperyment pokazał, że tylko nieliczni widzieli w lustrze wyłącznie to, co lustro „powinno” pokazać.


Zobaczyć w lustrze coś, czego tam zdecydowanie nie powinno być, od czasu do czasu zdarza się każdemu. Czasem to tylko drobiazg, cień… a czasem jakaś przerażająca istota, która znika natychmiast po skierowaniu na nią uwagi. Ki diabeł?

Zarówno w przypadku naukowego eksperymentu, jak i codziennych „objawień” w lustrze, winowajca jest ten sam. To efekt Troxlera, kojarzony jednak zazwyczaj z nieco mniej ekstremalnymi doświadczeniami - znikającymi kolorowymi kropkami i tym podobnymi sprawami. Wynika on nie tyle z ograniczenia możliwości ludzkiego mózgu, co raczej z „racjonalnego gospodarowania jego zasobami”. Inaczej mówiąc, skupienie uwagi na centrum powoduje, że peryferia zaczynają się rozmywać. Zarówno w przenośni (gdy mowa o samej uwadze), jak i dosłownie - gdy mowa właśnie o widzeniu.

Wpatrywanie się w środek własnego odbicia, niech to będą oczy, powoduje koncentrację uwagi w tym właśnie miejscu i zanikanie szczegółów znajdujących się poza nim.
To wtedy pojawiają się cienie, rozmycia, czoło obserwatora zaczyna zlewać się ze ścianą, a stojąca obok lampa nabiera absolutnie przekonującego wyglądu Frankensteina. „Czego człowiek nie usłyszy, to sobie dopowie” - a w tym przypadku „domyśli sobie” to, czego nie zobaczył.


Całe zjawisko jako pierwszy opisał Ignaz Troxler już w 1804 roku
i od jego nazwiska wzięła się nazwa efektu, a późniejsze badania pozwoliły lepiej poznać zjawisko. Występowanie efektu Troxlera, sprowadzające się do takiej a nie innej pracy mózgu oraz oczu, jest niezależne od osoby. Dotyka wszystkich, a jego intensywność zmienia się m.in. w zależności od stopnia koncentracji. To sprawiło, że efekt Troxlera stał się ulubionym narzędziem wszelkiego rodzaju magików i iluzjonistów (również zresztą „ezoterycznych szarlatanów”). Warto wiedzieć, że sekret większości iluzji wcale nie tkwi w długotrwałych przygotowaniach, zaawansowanych narzędziach czy wyjątkowych umiejętnościach magika. Zwykle to tylko zupełnie naturalna luka w funkcjonowaniu mózgu obserwującego, którą wystarczy sprytnie wykorzystać. W tym właśnie cała zabawa!

Potwór z gór


Jan Alfred Szczepański ostrzegał już w 1925 roku! Kto ujrzy widmo Brockenu, w górach zakończy swój żywot. Szczęśliwie góry całego świata nie zmieniły się w masowe cmentarzysko - i raczej nikła w tym zasługa odczyniania uroku, czyli trzykrotnego ujrzenia widma. Ono samo, wbrew legendom i dość sugestywnemu wyglądowi, jest zupełnie niegroźne i całkowicie naturalne. Choć co bardziej bojaźliwi znów ujrzeć mogą różne potwory…

Tzw. widmo Brockenu to kolejna iluzja optyczna, która niejednemu umęczonemu podróżnikowi solidnie podniosła ciśnienie. Bo jak inaczej zareagować na czyhającą gdzieś obok wielką i ciemną postać, zwłaszcza samemu stojąc gdzieś na wysokogórskim szlaku z dala od jakiejkolwiek żywej duszy?



Osławione widmo Brockenu to w rzeczywistości nic innego jak cień obserwatora widoczny na chmurze znajdującej się poniżej. Ten warunek sprawia, że zjawisko zachodzi wyłącznie wysoko w górach - po raz pierwszy opisane zostało przez Johanna Silberschlaga w 1780 roku, który zaobserwował je w górach Harz w pobliżu szczytu Brocken.

Specyficzny układ tworzony przez obserwatora, Słońce i mgłę powoduje, że cień wydaje się ogromny, górując nad otoczeniem w towarzystwie okalających szczytów.
Magii dopełnia „gloria” - jeszcze jedno zjawisko, mające tym razem formę tęczowej obwódki wokół cienia, a powstające w wyniku odbijania fal świetlnych od kropli wody.

Ruchome światło

Ciemność. W oddali pali się tylko jedna latarnia - na tyle daleko jednak, że nie widać niczego, co mogłaby oświetlać. Strasznie? E tam, to tylko ciemność. Strasznie robi się dopiero wtedy, kiedy latarnia zaczyna się poruszać… Wydaje się to niemożliwe, a jednak można to zaobserwować na własne oczy. Jak?


Odpowiada za to efekt autokinetyczny
- złudzenie powodowane najprawdopodobniej zmęczeniem mięśni oka. Mimowolne i niekontrolowane przez mózg ruchy gałki ocznej przy jednoczesnym braku punktów odniesienia powodują, że nieruchomy obiekt wydaje się poruszać. Mózg otrzymuje sygnał o ruchu i równocześnie brak sygnału o tym, że jest to ruch oka. Wnioskuje więc, że przemieszcza się obserwowany punkt, czego nie może zweryfikować poprzez brak odniesienia (ewentualne punkty odniesienia giną w ciemności).

Na tym nie koniec. Turecki psycholog Muzafer Sherif postanowił bliżej przyjrzeć się efektowi autokinetycznemu. Eksperyment pokazał kilka interesujących zależności. Po pierwsze, zjawisko ruchomego światła dotyczyło wszystkich badanych, jednak w różnych stopniach. Poproszeni o oszacowanie przesunięcia (małego punktu świetlnego w ciemnym pomieszczeniu), badani wskazywali odległość od 2,5 do 25 cm - to nawet 10-krotna różnica. Po drugie, badani byli w swoich obserwacjach stali, za każdym razem oceniali przesunięcie tak samo. Po trzecie… tylko do czasu, gdy eksperyment ponowiono w grupach.



Kiedy o przesunięcie światełka pytano trzy osoby obserwujące punkt jednocześnie, różnica szacunków gwałtownie zmalała.
Dystans został mniej więcej uśredniony. Czyżby wspólne obserwacje zmieniły pracę oczu uczestników eksperymentu? Oczywiście nic z tych rzeczy - dołączył za to inny efekt dobrze znany współczesnej psychologii. Tzw. konformizm społeczny to niechęć jednostek do wyróżniania się na tle ogółu. Najkrócej mówiąc - jeśli w grupie stu osób po(d)stawionych przed drzewem 99 pierwszych powie, że widzi słonia, jest duże prawdopodobieństwo, że ostatnia osoba (nieświadoma „oszustwa”) wbrew wszelkiej logice również zadeklaruje słonia. Tak właśnie tłumy idiotów prowadzi się na rzeź - ale to w sumie odrębna historia…

Deser



Wpatruj się przez kilkanaście sekund w białą kropkę na nosie na obrazku po lewej stronie, a potem przenieś wzrok na białe pole po prawej stronie (albo np. na ścianę). Mrugnij kilka razy dla wzmocnienia efektu… widzisz Grażynę?

Oglądany: 85565x | Komentarzy: 15 | Okejek: 146 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało