JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Jak wyemigrować do Nowej Zelandii - poradnik praktyczny dla tych, którzy naprawdę o tym myślą

62 789  
267   55  
Najczęstsze pytanie dotyczące emigracji jakie słyszę to „Myślę o wyjeździe – ile muszę mieć pieniędzy?”, a najważniejsze jakie ja chcę zadać to „Dlaczego chcesz emigrować na antypody?”. Nie ma uniwersalnej odpowiedzi na koszty, to tak jakbym ja zapytała „mamuś, a ile kosztuje wychowanie dziecka?”.


Jeżeli znasz język na tyle, żeby przejść egzaminy państwowe, masz wyższe wykształcenie i kilkuletnie udokumentowane doświadczenie zawodowe, jeżeli tu byłeś, podoba ci się kraj, ludzie oraz życie na końcu świata i jesteś w stanie inwestować przez pierwszych kilka lat bez nadziei na zyski, to chętnie z tobą porozmawiam.

Jeżeli jesteś wkurwiony na Polskę, chcesz podnieść stopę życiową albo zależy ci tylko na pieniądzach, to Dania, Belgia albo Austria są trochę bliżej.

Wskazówki – miej konkretny plan, np. jestem kartografem, chcę pracować w zawodzie w New Plymouth”, zamiast przyjadę na miejsce i jakoś wszystko się ułoży”. Nie oglądaj się na innych, każdy emigrant ma własną historię. Nie słuchaj rad i jęków o takim strasznym i ciężkim życiu na emigracji, szczególnie od Polaków żyjących w Polsce. Nie porównuj się, nie analizuj, co komu ile zajęło, tylko skup się na sobie. Ostrzegam, jeszcze masz szansę przestać czytać! Gdybym ja w 2013 roku weszła w Internet i zaczęła czytać kilkuletnie bolączki innych dotyczące emigracji na antypody, nigdy bym nie wyjechała i życie by mnie ominęło.

Ludzie są okrutni, będą upierać się, że marnujesz czas i pieniądze, albo że wrócisz do Polski, bo i tak ci się nie uda. Będą pytać A co jeśli wam się nie uda?”, tak z troski oczywiście, tak tylko o twoje ewentualne niepowodzenie będą pytać z ciekawości.

Uda się, uda, tylko rób swoje i trzymaj się jak najdalej od tego rodzaju ludzi.


Żeby móc pracować w Nowej Zelandii, Polacy potrzebują wizy, wjazd w celach turystycznych jest bezproblemowy – pieczątka na lotnisku, masz prawo zostać w kraju przez 3 miesiące bez możliwości legalnej pracy. Najłatwiejszą wizą jaką można dostać jest working-holiday, wydawana każdego roku w lutym, trzeba się spieszyć, bo wizy rozchodzą się w kilka minut. 100 szczęściarzy na 38-milionową Polskę co roku dostaje taką wizę i ma prawo tu przyjechać na 12 miesięcy, pracując u jednego pracodawcy nie dłużej niż 3 miesiące.

Warunki:
– nie przekraczać 30. roku życia,
– wyciąg z konta na minimum 4200 dolarów nowozelandzkich w momencie aplikacji na jedną osobę jako dowód, że będziesz w stanie na początku się utrzymać,
– bilet powrotny lub dodatkowe pieniądze na jego zakup
3500 zł kosztuje bilet w jedną stronę Warszawa – Auckland, ile więc kosztuje roczny przyjazd do Nowej Zelandii do pracy? 4200 NZD plus bilet lotniczy to 20 000 zł na początek.

Więcej szczegółów tutaj => https://www.immigration.govt.nz/new-zealand-visas...

Jest to jakaś opcja, ale nie jest to najlepsza wiza, bo daje tylko ograniczone prawo do pracy, z drugiej jednak strony daje coś dużo cenniejszego, coś, czego na przykład my nie mieliśmy – czas. Przez rok będąc już tu, na miejscu, można rozeznać się w rynku pracy, można przejść się na kilka rozmów kwalifikacyjnych i przy odrobinie szczęścia znaleźć pracodawcę, dzięki któremu będzie można aplikować o work permit (pozwolenie na pracę).

Porządna, bardzo popularna wiza, na której można zacząć pracować w Nowej Zelandii to Essential Skills Work Visa - jest ich kilka rodzajów w zależności czy masz nowozelandzkie kwalifikacje zawodowe lub czy jesteś na liście aktualnych zawodów poszukiwanych w kraju. Dużą różnicę też robi jak duży jest niedobór pracowników w twoim zawodzie. To ma znaczenie, czy chcesz ubiegać się o wizę jako malarz lub masz porządną ofertę pracy na konkretne $$$ jako np. informatyk (nie ujmuję malarzom, i tak macie ludzie pożyteczniejszy zawód niż ja).

Pierwszy krok to sprawdzenie, czy twój zawód wyuczony znajduje się na Skill Shortage List => http://skillshortages.immigration.govt.nz

Powiedzmy, że masz dyplom polskiej uczelni wyższej i jesteś inżynierem budownictwa. Wpisujesz civil engineer, wiek i kraj pochodzenia i wyskakuje kilka opcji wizowych, w tym właśnie popularna Essential Skills Work Visa.

Koszt każdej aplikacji to $300, opcjonalna pomoc agenta wizowego to okolice $4500. Wszystkie koszty i warunki otrzymania wizy dotyczą jednej osoby:

– musisz mieć ofertę pracy na cały etat w Nowej Zelandii na przynajmniej $37 090,68 rocznie – kwota jest skrajnie niska, to okolice minimalnej krajowej; słyszałam, że od lipca 2017 ma pójść konkretnie w górę i sporo ludzi, w tym kilkoro naszych sąsiadów już ma problem – żeby przedłużyć lub dostać wizę muszą albo prosić o podwyżkę, albo szukać oferty pracy na nowo; podobno jeśli chodzi o minimalną wymaganą kwotę na ofercie pracy mamy ścigać Australię, w której jest $55 000 rocznie; sąsiedzi z Indii wymieniali mi jakieś kwoty, które będą teraz wymagane na umowie o pracę, ale nie pamiętam szczegółów, nie interesują mnie pieniądze innych ludzi,

– musisz udowodnić, że pracodawca nie znalazł Nowozelandczyka na zaoferowaną tobie pozycję – pomimo pełnego poparcia firmy nam się to nie udało, wiza została odrzucona i musieliśmy opuścić kraj,

– będziesz musiał zrobić uznanie polskich kwalifikacji zawodowych (International Qualifications Assessment » NZQA – The New Zealand Qualifications Authority), koszty zależą od przypadku, od uczelni, od twojego stopnia wykształcenia. My za inżyniera płaciliśmy $2000,

– mieć zdany, nie starszy niż 2 lata egzamin z angielskiego IELTS lub TEFL, celowo nie piszę na jaki wynik, bo w wymaganiach są zbyt duże rozbieżności, koszt $330,

– mieć udokumentowane doświadczenie zawodowe (w zależności od przypadku od 2-5 lat), które jest zgodne z Australian and New Zealand Standard Classification of Occupations (ANZSCO),

– być idealnie zdrowym – prześwietlenie klatki piersiowej, badania krwi i moczu, koszt $200,

– zaświadczenia o niekaralności ze wszystkich krajów, w których przebywało się dłużej niż 12 miesięcy, polskie zaświadczenie to grosze, w przeciwieństwie do australijskiego, które też potrzebowaliśmy, koszt $500,

– oryginały wraz z tłumaczeniami wszystkich dokumentów i dyplomów – w Nowej Zelandii $50 za stronę, taniej więc przywieźć wszystkie tłumaczenia z Polski;

Na wizę się czeka, to sprawa indywidualna, miesiąc, dwa, trzy. My z powodu cen nie korzystaliśmy z usług agentów i mieliśmy problemy z aplikacją, na pierwszą wizę czekaliśmy 4 miesiące. W międzyczasie trzeba coś jeść i gdzieś mieszkać. Słyszałam, że część ludzi koczuje w tym czasie w hostelach, dzieląc pokój po 20 osób, bo jest to tańsza opcja niż wynajem w Auckland – $500 tygodniowo plus opłaty, Internet, jedzenie. W przypadku wynajmu płaci się też na początku kaucję zwrotną zazwyczaj wynoszącą przynajmniej 4 x opłatę tygodniową, czyli średni koszt początkowy wynajmu kawalerki z kuchnią zaczyna się od $2500.

Także pytacie, ile muszę mieć pieniędzy?

Sporo, a to są minimalne koszty na jedną osobę w najlepszym przypadku jaki istnieje – masz porządną ofertę pracy i dostajesz wizę za pierwszym razem. My dostaliśmy za trzecim, a w międzyczasie musieliśmy opuścić kraj. Pierwszy work permit dostaliśmy tylko na rok, tak że po 12 miesiącach płaciliśmy na nowo, ale udało się go przedłużyć już o 2 lata.

Rezydenturę, czyli pozwolenie na pobyt stały, dostaliśmy po 2 latach dlatego, że firma przedłużyła ofertę pracy i zawód mojego męża nadal był na Skilled Shortage List w Nowej Zelandii. Koszt $3000 ($2505 koszty rezydentury, plus $500 za wysłanie podania). Z rezydenturą mamy prawa emerytalne, możemy mieszkać w Nowej Zelandii do końca życia, możemy głosować i korzystać z państwowej opieki medycznej, ale przez pierwsze 2 lata musimy przebywać w kraju dłużej niż pół roku każdego roku. Ostatnio wstrząsnęła mną historia jednego Polaka – wydał na studia w Australii $50 000 i w momencie ich ukończenia zmieniły się przepisy – na dyplom, który zdobył nie mógł już aplikować o wizę, jego zawód zniknął ze Skilled Shortage List. Dobra rada – warto przyjeżdżać mając już papier w kieszeni.

W naszym przypadku to Australia była krajem pierwszego wyboru, a do kraju, który dziś nazywamy domem trafiliśmy przez przypadek. Wiem, że opowiadając często skaczę z kraju na kraj, bo zostawiłam w Australii kawałek serca i może to wywołuje zamęt w ludzkich głowach, ale litości, jeśli jeszcze raz usłyszę, że te kraje to to samo, stracę wiarę w ludzkość. Australia i Nowa Zelandia to dwa osobne kraje, a jedyne co je łączy to Królowa Elżbieta II.

Czy te kraje leżą blisko siebie? Biorąc pod uwagę skalę Pacyfiku, tak. Ja mam tak blisko do Australii jak Wy z Warszawy do Islandii, a jeśli chciałabym zobaczyć Australię Zachodnią, to mam tak blisko, jak Wy z Warszawy do Etiopii. Niemalże po sąsiedzku!




New Zealand Permanent Residency bez żadnych restrykcji dostaniemy za 1,5 roku, koszt $190, możliwość ubiegania się o obywatelstwo za 5 lat, koszt $470, na końcu paszport, koszt $180. Obstawiam, że w 2023, na 10 lat po wyjeździe z Polski całkowicie zamkniemy temat dokumentów (przepisy w zeszłym roku znowu uległy zmianie i rodacy wyjeżdżający z Polski teraz będą musieli poczekać kilka lat dłużej).

Czy nadal ktoś ma ochotę na życie na antypodach, czy może jednak Polska wcale nie jest taka zła?

Nie ma uniwersalnej recepty na szczęście, każdy idąc przez życie inwestuje w coś innego – w nieruchomości, w dzieci, własne biznesy, w siebie, w swoje pasje i to jest w porządku, byleby żyć zgodnie ze sobą.

Emigrantem trzeba się urodzić. Jak przejdzie się już to całe kilkuletnie bagno wizowe, można cieszyć się pięknym, spokojnym życiem w niezwykłym kraju po drugiej stronie globu. Niemożliwe nie istnieje.






Oglądany: 62789x | Komentarzy: 55 | Okejek: 267 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało